Czy Barça stanie się „tylko” kolejnym wielkim klubem?

Daniel Olbryś

7 listopada 2014, 18:30

The Guardian

50 komentarzy

W swoim najnowszym felietonie dla The Guardian Jonathan Wilson stawia odważną tezę: polityka transferowa Barcelony i jej niedawne ruchy na rynku mogą sprawić, że Duma Katalonii zatraci swoją niepowtarzalną tożsamość i wyjątkowy styl gry. Czy Barçy grozi przemiana z „czegoś więcej niż Klub” w „zwykły, wielki klub”? Zapraszamy do lektury.

Najlepszym występem Barcelony Pepa Guardioli był najprawdopodobniej finał Ligi Mistrzów na Wembley w 2011 roku. Wskazywała na to nie tylko sama gra drużyny, choć ta mogła robić wrażenie. Jednak najważniejsze było to, że formuła tego zespołu zdawała się niewyczerpana i zapowiadała wieloletnią dominację Barçy w Europie.

Blaugrana pokonała Manchester United 3:1, wygrywając Ligę Mistrzów po raz drugi na przestrzeni trzech lat - w 2010 roku poniosła porażkę przez wpływ różnych czynników: znakomity w defensywie Inter José Mourinho, islandzki wulkan oraz ogólny brak szczęścia. Jednak z długotrwale wpajaną filozofią i zewsząd chwaloną akademią młodzieżową Barça wydawała się drużyną idealną, zdolną do wygrania wszystkiego.

Trzy i pół roku później sytuacja nie wygląda już tak różowo. Siedmiu zawodników, którzy wystąpili w finale w 2011 roku, dołączyło do Barçy w wieku kilkunastu lat bądź nawet wcześniej. Nauczyli się oni systemu Blaugrany i realizowali go z łatwością, niemal instynktownie, w niesamowitym tempie. Z kolei w drużynie, która minionej środy pokonała Ajax 2:0, tylko czterej zawodnicy przeszli przez struktury La Masíi, jednym z nich był Xavi, w wieku 34 lat zbliżający się do końca kariery. To problem, który napotyka większość klubów opierających się na konkretnej filozofii. Nie można całkowicie polegać na szkoleniu młodzieży, ponieważ niektóre generacje zawodników zawsze będą lepsze od innych.

Barça Pepa Guardioli wytworzyła unikalny ekosystem, do którego ciężko było przystosować się zawodnikom z zewnątrz. Tym, co najbardziej wytykano klubowi w tym czasie, był brak umiejętnego przeprowadzania transferów: najlepszym na to przykładem jest oczywiście Zlatan Ibrahimović, który stał się ofiarą zapędów Leo Messiego do gry na środku ataku, ale również tacy zawodnicy jak Alexander Hleb, Dmytro Czyhrynski, Keirrison, Henrique czy Martín Cáceres nie zdołali zaadaptować się do systemu Blaugrany.

Po części było to winą samego Guardioli, a konkretnie sukcesów, które przyniósł mu jego styl gry. Jako zawodnik drużyn młodzieżowych został zauważony w La Masíi przez Johana Cruyffa i po latach pozostał wierny jego zasadzie promowania młodych piłkarzy, posłusznych klubowemu stylowi. Innym tego powodem był wysyp talentów z La Masíi. Na przestrzeni pięciu lat z klubowej szkółki wyszli: Xavi, Víctor Valdés, Andrés Iniesta, Gerard Piqué, Messi, Pedro i Sergio Busquets. Taki zlepek indywidualności, potrafiący równocześnie znakomicie współpracować na boisku, był czymś fantastycznym, ale również niezmiernie rzadkim.

Ajax dwukrotnie przechodził przez podobny okres, raz we wczesnych latach 70., później zaś w połowie lat 90. Nigdy nie byli finansowym potentatem, więc po utracie kluczowych zawodników nie pozostawało im nic innego, jak włączenie do drużyny gorszych, lecz nie mniej utalentowanych wychowanków. Jak wskazuje Elko Born (holenderski dziennikarz) w najnowszym wydaniu magazynu piłkarskiego The Blizzard, rewolucja Cruyffa, która doprowadziła do mianowania Franka de Boera trenerem Ajaksu, wyraźnie oparta została na idei przywrócenia pierwotnej filozofii drużyny z Amsterdamu i skupienia się na rozwoju młodych zawodników - nawet, jeśli miałoby to oznaczać gorsze wyniki zespołu.

Barcelona to kompletnie odmienny przypadek. Nie może pozwolić sobie na gorsze okresy. Porażka z Atlético Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w zeszłym sezonie oznaczała, że Barçy zabrakło w półfinałach po raz pierwszy od siedmiu lat. Zaczęły się zatem zakupy. Podążając za najnowszymi trendami, Barça niekoniecznie uzupełniła skład najbardziej potrzebnymi zawodnikami, zamiast tego sprowadzając gwiazdy napędzające komercyjną maszynę, których realna wartość znacznie wykracza poza piłkarskie boisko.

Neymar i Luis Suárez to bez dwóch zdań napastnicy obdarzeni wyjątkowym talentem. Wspólnie z Messim uczynią oni Barçę najbardziej lubianym w Ameryce Południowej europejskim klubem i pomogą w promocji marki Blaugrany w innych krajach. Wszyscy trzej mogą grać na środku lub na skrzydle, mogą się cofać lub zostawać z przodu. Możliwości są ogromne, przynajmniej z punktu widzenia gry w ataku.

Jednak największą siłą Barçy Guardioli nie był atak, a przynajmniej nie tylko on. Technicznie przewyższali oni wszystkich przeciwników, posiadali również znakomity indywidualny talent w postaci Messiego, jednak główną przyczyną dominacji tej drużyny był sposób odbierania przez nią piłki - ambicja i organizacja w grze pressingiem. Choć Suárez posiada perfekcyjne warunki i energię do tego typu gry, Neymarowi ten element nie przychodzi tak naturalnie, z kolei Messi wydaje się coraz mniej skory do wywierania presji na rywalu, jak zwykł to czynić kiedyś (czy jest to spowodowane przez ego piłkarza, czy przez narastające od ponad roku zmęczenie - to kwestia sporna).

Być może Luis Enrique jest w stanie stworzyć system, który pozwoliłby Barçy odnosić sukcesy bez nieodłącznego do tej pory pressingu, na przykład z podziałem ról w formacji 4-3-3, z siedmioma zawodnikami gotowymi w każdej chwili do odbioru piłki i magicznym tercetem z przodu, kreującym zagrożenie pod bramką rywala, jednak to nie w stylu Barcelony. Największe różnice pomiędzy nowym a starym systemem widać było w meczu z Ajaksem. Szczególnie w pierwszej połowie bywały fragmenty, w których do pressingu podchodził Xavi, a trójka napastników zostawała z tyłu. Czy to Messi, Neymar i Suárez zapominali bądź nie przestrzegali przedmeczowych instrukcji, czy też Xavi robił to, co w danej chwili uważał za stosowne, mimo że wcześniejsze wytyczne były zupełnie inne?

Transfery Neymara i Suáreza są najlepszymi dowodami na zmianę w podejściu Barcelony. Przez ostatnie dwa lata można był zaobserwować wyraźny spadek intensywności. Trudno powiedzieć, czy było to związane z częstymi zmianami szkoleniowców, narastającym zmęczeniem czy też spadkiem ambicji - ciężko wskazać konkretną przyczynę. Sprowadzanie do klubu gwiazd jest próbą zaradzenia temu problemowi, być może jedynym sposobem na to przy równoczesnym utrzymaniu poziomu sportowego, szczególnie kiedy produkty klubowej akademii, takie jak Bojan Krkić, Isaac Cuenca czy Cristian Tello, nie wydają się do tego stworzone. To nieuchronnie prowadzi do utraty tożsamości. Jeżeli taki stan rzeczy się utrzyma, krok po kroku Barça stanie się „tylko” kolejnym z wielkich klubów w Europie.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (50)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze