Ter Stegen: Jestem w Barcelonie dzięki Zubizarrecie

Ola

22 lutego 2015, 14:09

El Periódico

66 komentarzy

Bramkarz Barçy Marc-André ter Stegen udzielił wywiadu dla dziennika El Periódico, w którym mówił o swojej karierze, a także w ciepłych słowach wypowiedział się o byłym dyrektorze sportowym Andonim Zubizarrecie. Zapraszamy do lektury.

El Periódico: Dlaczego jesteś bramkarzem?
Ter Stegen: Bo lubię być w bramce, patrzeć na grę z tyłu i robić wszystko, co w mojej mocy, aby uniknąć tego, że rywal strzeli gola mojemu zespołowi. To moja praca i jestem bardzo zadowolony z bycia bramkarzem.

Ale w młodości chciałeś być bramkarzem? Dzieci zwykle tego nie lubią.
Nie, nie chciałem być bramkarzem. Być może ciężko jest to wyjaśnić. Na początku, jako chłopiec, chciałem być środkowym napastnikiem albo pełnić wyróżniającą się funkcję w zespole, ale teraz jest zupełnie inaczej. Pewnego dnia bramkarz doznał kontuzji, nikt nie chciał stanąć między słupkami, a ja się zgodziłem.

Kiedy nastąpiła ta zmiana?
Musiałem mieć mniej więcej 11 lat. Bramkarz doznał urazu, nikt nie chciał go zastąpić, ja się zgodziłem jako jedyny.

Niespełna dziesięć lat później stało się to twoją pracą. To był szczęśliwy wybór.
Tak. Być może, gdybym kontynuował grę na pozycji środkowego napastnika, to by mnie tu nie było. Podjąłem świetną decyzję.

Czujesz się bramkarzem czy wciąż tym zawodnikiem z pola, który staje między słupkami?
Nie, czuję się bramkarzem. To była moja pierwsza praca, jak mówiłem, oraz to jest moja główna misja w zespole: by interwencjami zapobiegać traceniu bramek. Pomimo tego jak ważna jest gra nogami, najważniejsze jest, by nie tracić goli.

Valdés również nie chciał być bramkarzem.
Tak, tak, wiem.

Jak nabyłeś tę technikę, która widoczna jest u ciebie, gdy jesteś przy piłce?
Na treningach. Od małego postanowiłem sobie, że będę dobrze grał obiema nogami, by mieć dwie opcje podania, gdy będę przy piłce. Żeby przeciwnik nie wiedział, czy uderzę futbolówkę lewą, czy prawą nogą, bo wtedy trudniej jest bronić.

Jakich miałeś idoli w dzieciństwie?
Oczywiście Oliver Kahn, był najlepszy. Neuer? Nie, Manuel nie grał jeszcze profesjonalnie, kiedy ja byłem dzieckiem. Kahn oraz inni dobrzy bramkarze jak Buffon czy nawet Casillas najbardziej się wyróżniali, kiedy ja dorastałem w Mönchengladbach.

Sądzisz, że przypominasz w jakimś aspekcie któregoś z nich?
Nie, ja chciałem prezentować jak najlepszą postawę na boisku i skupiałem się na tym, co robili, na sposobie, w jaki okazywali swoją pewność na placu gry, to wszystko mnie interesowało. Ostatecznie jednak ty sam kształtujesz siebie.

Nie kopiowałeś od nich niczego? Masz swój własny styl?
Nigdy nie kopiowałem nikogo, bo każdy bramkarz, choć może mieć podobne cechy do innych, różni się od pozostałych. Ja jestem zupełnie inny niż reszta bramkarzy.

Jaka jest twoja największa zaleta?
Nie wiem. Najlepiej, żeby mówili o tym inni. Wiem, co mogę zrobić na boisku, a nad czym powinienem bardziej pracować. Wy o tym mówcie.

Zmieniamy pytanie: jak sądzisz, w czym powinieneś się poprawić?
Każdy stawia sobie jakiś cel, a moim było polepszenie gry obiema nogami. Zacząłem to poprawiać na każdym treningu, w każdym meczu. Chciałem być lepszy od innych. Sądzę, że to jest ta podstawowa cecha piłkarza: chcieć zawsze pracować, chcieć robić postępy. Od dziecka myślałem w ten sposób.

A teraz, gdy jesteś dorosły, co jest twoim celem?
Odnosić sukcesy. W końcu to sukces jest ostatecznym celem. Jeśli nie odnosisz sukcesów, nie jesteś dobry, dlatego chciałem być dobry, aby odnosić sukcesy.

A co było dla ciebie tym sukcesem? Zostanie profesjonalnym piłkarzem, reprezentantem kraju, gra w Bayernie, w Barcelonie?
Nie, nie. Moim pierwszym marzeniem była profesjonalna gra w Borussii Mönchengladbach. To jedyne, co chciałem osiągnąć, i tego dokonałem. Czułem się bardzo dumny. Jest to przyjemny, bardzo rodzinny klub. Kiedy osiągasz swój cel, szukasz innych, pragniesz więcej. Chciałem zrobić krok do przodu, nauczyć się nowych rzeczy, nowego języka…

Potem tym celem stał się debiut w reprezentacji?
Nie, bo na to nie możesz mieć wpływu. Jeśli grasz naprawdę dobrze w klubie, dadzą ci szansę zagrania w drużynie narodowej. Jestem dumny z tego, że grałem w reprezentacji i trafiłem do Barcelony. Teraz sukcesem jest posiadanie trofeum w rękach. O to grają piłkarze.

Jak się wewnętrznie przeżywa popełniony błąd? Przyznałeś się do niego po meczu z Villarrealem.
Zastanawiając się nad nim. Podstawą jest, by wiedzieć, co poszło nie tak, co zrobiłeś źle. Po każdym meczu wiem dokładnie, czy wykonałem dobrą pracę, czy nie. To jest ważne. Wszyscy popełniają błędy, chodzi o to, by z nimi skończyć. Przeanalizować je, wziąć na siebie, poprawić i iść do przodu.

Bramkarze boją się, że popełnią błąd?
Jeśli boisz się błędów, to będziesz je popełniał. Nie, nigdy nie myślę o tym, że mi się nie powiedzie, cieszę się atmosferą futbolu, uwielbiam grać obok wielkich piłkarzy, przebywać na boisku, na stadionie. Nie ma nic lepszego.

Ludzie w Barcelonie wciąż pamiętają historię Roberta Enke.
Ja naturalnie też. Był Niemcem.

To, co się jemu przytrafiło (popełnił samobójstwo w wyniku depresji – przyp. red.), jest nauczką, lekcją?
Tak, myślę, że tak. To było bardzo smutne. Ale każdy człowiek jest inny i ma na przykład określony sposób przyjmowania krytyki. On nie potrafił tego pojąć. Ludzie przyjmują swoje kluczowe doświadczenie na swój sposób. Nigdy o tym nie myślę, bo nikt nigdy nie był na jego miejscu.

Ten przypadek pokazuje, do czego może doprowadzić presja, nie tylko w przypadku piłkarza.
Tak, to właśnie chciałem powiedzieć, że każdy ma swój sposób myślenia i odczuwania. Nie wiem, jak on przeżywał to, co działo się tu czy w Hanowerze, nie dowiemy się, czy ja bym myślał w inny sposób, czy też czułbym większą presję niż on. Porównywanie tego nie jest najlepszym pomysłem.

Masz swoje przesądy?
Hmmm… tak.

Wiele? Jesteś z tych, którzy wykonują szereg rytuałów przed meczem?
Nie, nie. Zmieniłem się w ostatnich latach. Lubię dobrze czuć się w swoich rękawicach. Każdy dzień jest inny, czujesz się zupełnie inaczej w porównaniu do dnia poprzedniego. Naprawdę, nie potrzebuję wielu rytuałów.

Tylko ta mania z rękawicami? Nic związanego z kolorami koszulek?
Nie, nie przywiązuję do tego wagi. Tylko rękawice. Zmieniam je przed każdym rozgrywanym meczem.

Co w pierwszej kolejności powiedział ci Zubizarreta, abyś przeszedł do Barçy?
W tamtych dniach rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Dużo mi mówił o zaletach i wadach Barçy. Tego właśnie oczekiwałem. Chciałem, by powiedział mi prawdę i to zrobił. Pragnąłem wiedzieć wszystko, a on powiedział mi wszystko. Teraz nic nie jest dla mnie zaskoczeniem.

Nie mówił tylko o pozytywach klubu i zespołu…
Nie, nie. Kiedy ktoś cię obserwuje, to mówi ci tylko to, co jest dobre: że wszystko jest idealne, słońce, stadion, piłkarze… On powiedział mi o dobrych i złych stronach.

Co było tymi złymi stronami?
Może lepiej nie będę mówił o tym, o czym rozmawiałem z kimś innym… Bycie bramkarzem Barçy jest wyjątkowe.

Znałeś jego przeszłość? Zubi odszedł z Camp Nou, kiedy ty miałeś dwa lata.
Tak. Oczywiście. Wiedziałem o nim wiele, może nie bardzo szczegółowo, ale znałem jego karierę. Mógł być dumny ze wspaniałej pracy, jaką wykonał w Barcelonie. Zubi jest powodem, dla którego tutaj jestem. Przyszedłem do Barçy dzięki niemu.

Naprawdę?
Tak, ponieważ powiedział mi prawdę. Był bardo blisko mnie, mówił klarownie, a jego opinia była bardzo drogocenna. Bez wątpienia. Powiedział mi o bardzo rodzinnej grupie, a to miało dla mnie znaczenie, bo ja grałem w bardzo rodzinnym klubie, jakim jest Borussia. Chciałem iść do podobnego zespołu. Żeby była uformowana grupa, dobre relacje między wszystkimi i to właśnie zastałem w Barcelonie: ludzie się kontaktują, nie patrzą tylko na telefon czy skupiają się tylko na własnej karierze. Tego chciałem. Zubi mi to wyjaśnił. Naprawdę to jest świetny zespół. Być może to było jedyne kłamstwo Zubizarrety: to nie jest dobra drużyna, ale naprawdę świetna.

Potwierdziły się też te złe strony Barcelony czy nie?
Tak, również. Wyjaśnił mi rzeczy, o których nie wiedziałem i nie spodziewałem się ich spotkać, bo ja nie znałem realiów klubu. Wszystko, co mi powiedział, było idealnie wytłumaczone. Co dokładnie? Wolałbym, żeby to on o tym mówił.

Futbol niemiecki różni się od hiszpańskiego?
Nie grałem w lidze, tylko w Lidze Mistrzów i Pucharze Króla. Jedyne, czego być może się nie spodziewałem, to to, że gra tutaj jest dość twarda. Nie chodzi tylko o to, żeby grać, czasami trzeba być silnym. W lidze jest tak samo, gdy grasz z Villarrealem lub Elche. Chcą się bronić, to ich priorytet, choć pragną jednocześnie wygrać. Ale przede wszystkim interesuje ich, by zachowywać porządek, bronić, a u nas 11 zawodników jest pod grą, nie tylko 10, również bramkarz.

Panorama zmieni się we wtorek w meczu z Manchesterem City.
To świetny zespół. Widziałem ich dwa spotkania z Bayernem. Jeśli chce się osiągnąć swój końcowy cel, sukces, trofeum, trzeba będzie ich wyeliminować.

Nudziłeś się w tym sezonie podczas jakiegoś meczu z powodu małej ilości pracy?
Nie. Nigdy się nie nudzę. Zawsze jestem skupiony na tym, gdzie jest piłka, muszę ją obserwować i zawsze być skoncentrowanym.

Udaje ci się to?
Tak, przez 90 minut. Nie, przepraszam, przez 95 lub 96, licząc z doliczonym czasem. Być może to jest ta największa zaleta, jaką musi mieć bramkarz: koncentracja. Przede wszystkim w Barcelonie, gdzie nie ma wielu okazji do interwencji.

Sam w polu karnym, z dala od obrońców i publiczności, nie czujesz się samotny?
Nie, nie czuję się samotny.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (66)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze