Dopełnić formalności i awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Łatwiej powiedzieć, ale dużo trudniej wykonać. Po zwycięstwie na Etihad Stadium Barcelona przed rewanżem na Camp Nou jest w dość komfortowym położeniu. Ale zlekceważyć Manchester City to najgorsze, co można zrobić. Ten awans trzeba wywalczyć i przypieczętować. Emocje? Jak zwykle gwarantowane. Początek już o 20:45.
Meczem z Manchesterem City Barcelona wchodzi w decydujący moment sezonu. Dwa najbliższe spotkania będą kluczowe w kontekście walki o potrójną koronę, o której marzą piłkarze i kibice. Zanim jednak na Camp Nou przyjedzie Real Madryt, a my będziemy emocjonować się kolejnym galaktycznym klasykiem, Duma Katalonii zmierzy się z mistrzem Anglii w rewanżu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Po pierwszym starciu w korzystniejszej sytuacji są podopieczni Luisa Enrique, ale w fazie pucharowej nie można sobie pozwolić na chwilę słabości. To pojedynek o być albo nie być!
Po zwycięstwie 2:1 na Etihad Stadium Barcelona przystępuje do rewanżu w całkiem dobrych nastrojach. Całkiem, ponieważ wynik mógł być bardziej okazały. Wystarczy tylko przypomnieć, że Manchester City kończył mecz w dziesiątkę, a rzutu karnego w ostatnich sekundach nie wykorzystał Leo Messi. Czy interwencja Joe Harta może okazać się kluczowa w kontekście awansu? Z całą pewnością City nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa, a sprawa awansu pozostaje otwarta.
Mimo wszystko wyjazdowa wygrana stawia Barçę w dość komfortowym położeniu, a za Dumą Katalonii przemawia również historia. Od sezonu 1992/93 tylko jeden angielski klub pokonał Barcelonę na Camp Nou. Ta sztuka udała się Liverpoolowi, który w 2007 roku zwyciężył 2:1. Co więcej, Barça wygrała dotychczas wszystkie trzy mecze z Manchesterem City w Lidze Mistrzów. Czy to sprawia, że Messi i spółka są zobligowani do awansu? Jak pokazały dotychczasowe rewanże 1/8 finału, futbol jest nieprzewidywalny, a o końcowym rezultacie decydują wyłącznie detale. Dlatego zlekceważenie rywala nie wchodzi w grę. Gra się do końca.
Na Camp Nou z pewnością emocji nie zabraknie. Wracający po zawieszeniu Yaya Touré zapowiada, że Manchester City zrobi wszystko, żeby strzelić pierwszą bramkę, a Joe Hart przywołuje slogan znany z kampanii Baracka Obamy: „Yes, we can!”. Mistrzowie Anglii będą musieli się otworzyć i odważnie ruszyć do ataku, a to w tym sezonie jest zazwyczaj skrzętnie wykorzystywane przez Barcelonę. Pod wodzą Luisa Enrique Duma Katalonii bardzo poprawiła grę z kontry i szybkie wyprowadzanie piłki, co udowodniły przede wszystkim styczniowe starcia z Atlético. Wolne przestrzenie będą wodą na młyn dla tridente MSN, które w 2015 roku nie zawodzi.
Do niezwykle ważnego wielkiego tygodnia dla Barçy ofensywny tercet Messi-Suárez-Neymar podchodzi z olśniewającymi statystykami. Argentyńczyk jest liderem klasyfikacji Pichichi oraz Złotego Buta, Brazylijczyk strzelił już dwa razy więcej bramek niż w pierwszym roku w Barcelonie, zaś Urugwajczyk asystuje jak na zawołanie i coraz częściej sam trafia do siatki. W Lidze Mistrzów liczby całego ofensywnego tridente Barçy są wręcz powalające. W trwającej edycji Champions League kataloński zespół zdobył siedemnaście bramek, z czego aż piętnaście jest autorstwa trójki Messi-Suárez-Neymar.
Najważniejszą informacją dla Manchesteru City jest powrót po zawieszeniu Yayi Touré. Nie jest tajemnicą, a statystyki tylko to potwierdzają, że były pomocnik Barcelony jest prawdziwym motorem napędowym Obywateli. Z Touré środkowa linia mistrza Anglii zyskuje na jakości. Jeżeli chodzi o nieobecności, to Manuel Pellegrini nie będzie mógł skorzystać z Gaela Clichy’ego, który po czerwonej kartce w pierwszym meczu nie będzie mógł zagrać na Camp Nou. Jego miejsce prawdopodobnie zajmie Kolarov.
Real Madryt, Bayern, PSG, Porto, Monaco oraz Atlético już zameldowały się w ćwierćfinałach. Czy do elitarnego grona dołączy Barcelona? Po wygranym dwumeczu z Villarrealem w Pucharze Króla czas na kolejny krok. Dzisiaj potrzebna będzie tiki-taka na najwyższym poziomie, szybka, zespołowa i przypieczętowana geniuszem Leo Messiego. Jeżeli to wszystko będzie miało miejsce, to o awans powinniśmy być spokojni. Nie ma co przedłużać i najlepiej na koniec zacytować klasyka: siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy! Vamooos Barça!
Komentarze (831)