Carles Puyol wciąż ma łzy w oczach, gdy wspomina swoje ostatnie mecze w Barcelonie. Podczas rozmowy z byłym kapitanem Barçy staje się jasne, że jego decyzja o zakończeniu kariery była wymuszona kontuzją. Obecnie skupia się on na rodzinie, ma wiele planów i tylko jedno zmartwienie: wyleczenie prawego kolana.
Minął już rok od twojego przejścia na piłkarską emeryturę. Jak to znosisz?
Bardzo tęsknię za futbolem. Ta zmiana nie jest dla mnie niczym łatwym. Jeśli mógłbym chociaż uprawiać jakiś sport, lepiej bym to znosił, a tak było to przejście od pełnej do zerowej aktywności. Zeszłego lata miałem problemy nawet ze schodzeniem po schodach.
Z twoim kolanem jest aż tak źle?
Już nie. Niezwykle ucieszyła mnie ta wiadomość, przekazana przez lekarzy kilka dni temu, po przejściu różnych testów.
Co możesz robić, a czego nie?
Aktualnie mogę ćwiczyć, ale bez przeciążania się. Nie mogę grać w piłkę, padel... Nic ciężkiego nie wchodzi w grę. Nie mogę również biegać na dłuższych dystansach. Ale niedługo zaczynam trening, który, mam nadzieję, przyniesie dobre rezultaty.
Twój powrót do czynnego uprawiania futbolu jest więc mało prawdopodobny?
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie przeszło mi to przez myśl, ale jeśli wrócę, nie zrobię tego, żeby cierpieć. Nic nie jest niemożliwe, ale teraz wolę skupić się na teraźniejszości.
Masz już 37 lat.
Karoseria i głowa mają się dobrze, jedyny problem to przebita opona.
Nie boisz się przyznać, że jesteś na piłkarskiej emeryturze?
Nie boję, jestem na emeryturze. Moim głównym celem jest wyleczenie kolana i jeśli tak się stanie, dowiecie się o tym.
Żałujesz, że zawsze dawałeś z siebie wszystko?
Żałuję jedynie tego, że nie poddałem się operacji wcześniej. Gdybym to zrobił, być może teraz bym grał.
Kto ponosi za to winę?
Ja, ponieważ to ja podjąłem decyzję. Myślałem o potrzebach drużyny i gdy nie mogłem się jej już przydać, zdecydowałem się na operację kolana, które było już bardzo sponiewierane. Część prasy krytykowała mnie, ponieważ uważali, że zrobiłem to, ponieważ nie zagrałem w ważnym meczu, ale czas przyznał mi rację i obecnie nie słyszałem, by ktoś miał do mnie pretensje.
Kiedy zdecydowałeś się odejść?
Nie był to jeden dzień, nie mam w zwyczaju łatwo się poddawać, ale po ostatniej operacji, kiedy w kolanie zaczął zbierać się płyn, widziałem, że nie mogłem już rywalizować i trenować. Nie można było na mnie polegać. Martino chciał, żebym grał, ale powiedziałem mu, by wystawiał innych, ponieważ są lepsi.
Jak się wtedy poczułeś?
Ulżyło mi. Chciałem grać do czterdziestki, przyszło mi nawet do głowy, by grać za darmo, ale nie mogłem.
Zdecydowałeś już, co chcesz robić w przyszłości?
Przez dwadzieścia lat budziłem się szczęśliwy każdego ranka, zmotywowany do robienia tego, co lubię, trenowania, gry w piłkę, a teraz to się skończyło. Na szczęście moja rodzina ogromnie mi pomaga. Mam różne oferty, ale decyzję chcę podjąć na spokojnie, ponieważ jest bardzo ważna.
Sekretarz techniczny, trener, przedstawiciel...?
Ciągnie mnie do wszystkiego, ale obecnie chcę się kształcić. Zrobiłem kurs na dyrektora sportowego i teraz rozpocznę kurs trenerski.
Trenerski?
Być może odkryję w sobie powołanie, którego istnienia nie podejrzewałem.
Decyzja o akceptacji stanowiska pomocnika Zubizaretty była zbyt pospieszna?
Być może tak, ale nie żałuję tego. Wiele się nauczyłem, ale uważam, że nie był to odpowiedni moment, nie ze wględu na klub, ale na moje własne problemy.
Kiedy zauważyłeś, że coś było nie tak?
Już pierwszego dnia w biurze czułem się dziwnie i kiedy zauważyłem, że nie czułem się komfortowo, w listopadzie oznajmiłem prezydentowi, że zdecydowałem się odejść. W grudniu poinformowałem Zubiego i później wiadomo, co się stało.
Czyli nie odszedłeś przez solidarność z Zubizarettą?
Nie, podjąłem decyzję wcześniej.
Dlaczego więc obaj odeszliście tego samego dnia?
Z winy klubu. Wszystko było przygotowane do ogłoszenia drugiego stycznia, po kilkukrotnych opóźnieniach. Nie miałem problemu z wyjaśnieniem moich pobudek, ale gdy nadszedł ten dzień, oznajmiono mi, że to nie może być pierwsza wiadomość w nowym roku. Zapytałem ich wtedy, czy zwolnią Zubiego, i powiedzieli, że nie.
Ale tak zrobili.
Nie podobało mi się to, że go zwolnili, ani sposób, w jaki to zrobili. Taka była ich decyzja, ale źle się czuję, że musiałem dowiedzieć się o wszystkim z mediów.
Rozmawiałeś z Bartomeu?
Tak, on wie, co myślę.
Nadchodzą wybory. Jesteś łączony z Laportą...
Mamy dobre relacje, wspólnych przyjaciół i wielokrotnie zdarzyło nam się zjeść razem obiad. Zadzwonił do mnie z pytaniem o moje plany, powiedziałem mu to i zrozumiał mnie.
Co sądzisz o Abidalu jako potencjalnym dyrektorze sportowym? Nie jest przygotowany?
Fakt, że ja chcę najpierw zdobyć doświadczenie, nie znaczy, że Abi nie jest zdolny do wykonywania tej pracy. Wspieram go.
Wydaje ci się normalne, że jest aż tylu kandydatów na prezydenta klubu, który wygrał już niemal wszystko?
Jeśli się pojawiają, to dlatego, że wierzą, iż mogą coś polepszyć. Trzeba wysłuchać wszystkich i niech ta debata pomoże w rozwoju klubu.
Nie opowiedziałeś się za żadnym z kandydatów?
Opowiadam się za Barçą i jestem do usług.
Ale z kim sympatyzujesz? Z Cruyffem, Guardiolą, Rosellem, Laportą?
Przede wszystkim jestem z klubem.
Dlaczego w Barcelonie jest zawsze tyle zamętu?
Już tacy jesteśmy i bardzo trudno będzie to zmienić. Poza tym od dziesięciu lat zdobywamy więcej tytułów niż kiedykolwiek, z większą wrzawą niż w przeszłości.
Co pomyślałeś po porażce z Realem Sociedad? Byłeś pesymistą?
Nie, nie myślałem o wygraniu trypletu, bo to bardzo trudne, ale wierzyłem w zespół. Jestem przekonany, że następny rok będzie podobny. Są niesamowitą drużyną.
Jak będzie zapamiętana obecna wielka Barça? Jako Barça Messiego?
Tak, on jest ponad wszystkim, co kiedykolwiek widziałem. Jest kosmitą. Teraz jest nawet lepszy niż cztery lata temu, ponieważ lepiej czyta grę. Jest nie do zatrzymania.
Świętowałeś już tryplet z Luisem Enrique?
Jeszcze nie, ale jesteśmy blisko i bardzo się cieszę z jego powodu. Praca z nim była przyjemnością.
Enrique musiał czasem iść na ustępstwa z geniuszami?
Nie wiem, co się działo w szatni, ale Luis Enrique to świetny gość. Być może stwarza inne pozory, ale na szczęście znam go osobiście i mogę powiedzieć, że jest dobrym człowiekiem, bardzo nowoczesnym. Nigdy cię nie zawiedzie i zawsze jest szczery do bólu. Koniec końców tego właśnie chce każdy piłkarz –usłyszeć prawdę.
Komentarze (353)