Simon Kuper: Johan Cruyff, ojciec współczesnej piłki, odchodzi w cień

Challenger

12 sierpnia 2015, 21:20

ESPN

24 komentarze

Poniższy artykuł jest tłumaczeniem felietonu Simona Kupera dla ESPN.

Na dobrą sprawę Johan Cruyff prowadzi życie emeryta. Jako 68-letni dziadek jest tak oderwany od codzienności, że – jak twierdzą jego zaufani – nie ma maila ani komórki. Krąży między swą rezydencją w Barcelonie i drugim domem w Amsterdamie, gdzie mieszkańcy regularnie donoszą o „Johanie jeżdżącym po okolicy rowerem” lub „wcinającym frytki”.

Nie ma stałego zajęcia odkąd Barcelona zwolniła go z funkcji trenera w 1996 roku. Żadnego nie potrzebuje, żadnego nie szuka. Mimo to Cruyff lubi mieć ostatnie zdanie. To bez wątpienia duchowy ojciec dwóch wielkich klubów, Ajaksu i Barcelony. Do dziś jest w obu szarą eminencją.

Ajax jest dziś zarządzany przez ludzi, których przyprowadził. Z kolei świeżo wybrany prezydent FC Barcelony Josep Maria Bartomeu powiedział, że chciałby powrotu Cruyffa w bliżej nieokreślonej roli. Pozostaje faktem, że tak w Katalonii, jak w Holandii – wpływ Cruyffa słabnie. Człowiekowi, który stworzył współczesny futbol, będzie niedługo musiało wystarczyć oglądanie go na ekranie w zaciszu swojej rezydencji.

Aby zrozumieć rolę Cruyffa w historii Barçy, trzeba się cofnąć do jego przyjazdu w 1973 roku. On i trener Rinus Michels przekształcili właśnie półamatorski Ajax w europejskiego potentata poprzez stworzenie nowego stylu: gra na jeden kontakt, ciągły atak, ustawienie 4-3-3 z piłkarzami nieustannie zmieniającymi pozycję. Nawet bramkarz grał w nim jak zawodnik z pola, tyle że w rękawicach. Ta sama filozofia gry zaprowadziła Holandię do finału Mistrzostw Świata w 1974 roku. Obcokrajowcy (lecz nigdy Holendrzy) nazywali to „futbolem totalnym”.

Po Ajaksie Michels [w 1971 roku] przeniósł się do Barcelony, dokąd sprowadził Cruyffa. Zastali klub nr 2 Hiszpanii, w cieniu Realu. Przynajmniej na chwilę dwaj Holendrzy uczynili go numerem 1.

W 1988 roku Cruyff wrócił do Katalonii w charakterze trenera. Uczynił swój model gry obowiązującym w całym klubie, we wszystkich grupach wiekowych. Regularnie oglądał zespoły młodzieżowe, pewnego dnia zobaczył chudego dzieciaka grającego w pomocy. Zaczął wprowadzać go do pierwszego zespołu. Cruyff nie dbał, że młodziutki Josep Guardiola był wolny i słaby fizycznie. Pep jak nikt znajdował podaniami przestrzenie wolne od rywali, a dla Cruyffa piłka nożna to taniec w pustej przestrzeni. Zabezpieczany przez Guardiolę „dream team” Cruyffa zdobył w 1992 roku pierwszy Puchar Europy w historii klubu.

Nawet po tym, jak odszedł, Barcelona pozostała „cruyffowska”. Masia, klubowa szkółka, ukształtowała podających na podobieństwo Guardioli, jak Xavi, Andres Iniesta, Cesc Fabregas i Leo Messi. Wszyscy spędzili wiele słonecznych poranków swojego dzieciństwa na graniu w „dziada”, ulubionym elemencie treningowym Barçy za Cruyffa.

Gdy Joan Laporta został prezydentem w 2003 roku, wybór trenera zostawił swojemu sojusznikowi i idolowi z młodości Johanowi Cruyffowi. Padło najpierw na byłego kolegę Cruyffa z boiska Franka Rijkaarda, który pomógł zdobyć klubowi Ligę Mistrzów w 2006 roku. Dwa lata później postawiono na samego Guardiolę. Trener-debiutant utworzył prawdopodobnie najbardziej utytułowany zespół w historii.

Wszystko to działo się zgodnie z wizją Cruyffa, choć jego osobisty wpływ zanikł, gdy w 2010 roku Sandro Rosell zastąpił Laportę na stanowisku. Rosell ma swoje miejsce na długiej liście wrogów Cruyffa. Cruyff, ogólnie trudny człowiek, zawsze chce stawiać na swoim, zwłaszcza gdy w grę wchodzą pieniądze. Wiem, miałem z nim do czynienia w 2000 roku (długa, niesympatyczna historia). Jak wielu „wrogów” Cruyffa, zostałem potem rozszarpany w artykułach siedzących mu w kieszeni holenderskich mediów – De Telegraaf, największego dziennika w kraju, i Voetbal International, najpopularniejszego czasopisma piłkarskiego Holandii.

Rosella pokonać nie zdołał. Cruyff odmówił wejścia na stadion Nou Camp póki jego „wróg” jest prezydentem. Rosell zrezygnował ze stanowiska w 2014 roku po wyjściu na jaw nieprawidłowości przy transferze Neymara. Zastąpił go Bartomeu, powszechnie uznawany za prawą rękę poprzednika. Kilka miesięcy temu, w styczniu, miałem okazję spytać skrytego, łagodnego, przyjaznego, lecz przebiegłego Bartomeu, czy Barça mogłaby się dogadać ze swoim patronem.

– Johan Cruyff powinien być traktowany nie jako ktoś na poziomie prezesa Ajaksu czy prezydenta Barçy. Powinien być (i Bartomeu uniósł w górę rękę) znacznie wyżej. Oczywiście chciałbym, żeby był dla nas kimś takim.

Dopytałem, czy próbował, czy zrobiono pierwszy krok. – Cóż – odpowiedział. – Były pewne działania, ale Johan Cruyff, ekhm, to zajęty człowiek. Bartomeu musiało wystarczyć zaangażowanie Fundacji FC Barcelony do wspólnego przedsięwzięcia charytatywnego z tą Cruyffa. Po namyśle Bartomeu dodał: – byłoby lepiej, gdyby jego nazwisko było znów związane z klubem. Mam na myśli aspekt wizerunkowy. Po sobotnich wyborach Bartomeu ponownie wyraził nadzieję współpracy z Cruyffem. Wygląda jednak na to, że woli Cruyffa jako kogoś w rodzaju ambasadora niż decydenta.

Cruyff pewnie tego nie kupi. Kadencje Rosella i Bartomeu spędził na rzucaniu zgryźliwych uwag. Gdy Barça sprowadziła Luisa Suareza przed rokiem, napisał w swoim felietonie na łamach De Telegraaf, że „z Suarezem nie może się udać. Nie wyobrażam sobie, jak mając Messiego, Neymara i Suareza w jednej drużynie, można utrzymać dyscyplinę w grze pozycyjnej. Trzech indywidualistów – Barcelona stawia teraz na indywidualności, nie na grę zespołową”. Mając na względzie tegoroczny tryplet, to wprost przeciwnie.

Obrażony na Barcelonę, Cruyff przejął rządy w Ajaksie. Poprzednia dyrekcja nie miała szans z ojcem holenderskiego futbolu. Cruyff wybrał kilku byłych piłkarzy, aby prowadzili klub w jego imieniu: Frank de Boer był już trenerem, Marc Overmars i Edwin van der Sar zajęli stanowiska dyrektorskie, a Dennis Bergkamp i Wim Jonk byli odpowiedzialni za szkolenie. Cruyff miał rozmach rewolucji przeciw starej władzy w stylu lat 60. i taką samą ideę: młodzi powinni rządzić. Ajax, jego zdaniem, powinien znów grać piękną piłkę i triumfować w Lidze Mistrzów.

Tak się nie stało. Fakt, Ajax zdobył cztery mistrzostwa Holandii z rzędu (passa rozpoczęta niewiele przed tym, jak Cruyff ze swoimi ludźmi przejęli władzę), ale obecnie Eredivisie mało się liczy. W Lidze Mistrzów klub był upokarzany rok w rok. Jakość gry słabła. W ubiegłym sezonie Ajax przegrał tytuł z PSV, często był wygwizdywany po ostatnim gwizdku. W międzyczasie, jak to bywa w ekipach Cruyffa, zaczęły się konflikty.

Cruyff uznał, że [dyrektor sportowy] Overmars sprowadza zbyt wielu piłkarzy z zewnątrz zamiast promować młodzież. Bez znaczenia, że Ajax stać na zakupy – po prawdzie to najstabilniejszy finansowo klub w Europie według raportu biura analizy finansowej S&P Capital IQ, z 87 milionami euro na koncie. Bez znaczenia też, że wielu wychowanków nie zapowiada się na razie na mistrzów świata.

Mimo to Cruyff zażądał zmniejszenia liczby transferów. Zainstalował w klubie dawnego partnera z boiska Tscheu la Linga w roli „specjalnego doradcy”. Gdy grali razem, Cruyff regularnie się z nim spierał, teraz wygląda, jakby oddawał mu cześć. Overmars nie bardzo. Jonk nie rozmawia z pewnymi członkami rządzącej junty. Ajax przypomina statek, który sam nie wie, dokąd zmierza.

Nie zmienia to faktu, że wpływy Cruyffa obejmują wszystkie kontynenty. Poprzez firmę jego zięcia każdy klub na świecie może zyskać dostęp do modelu Cruyffa. Wśród tych, którzy zakupili usługę, znajdują się Chivas z Meksyku, izraelskie Maccabi Tel Awiw, Mamelodi Sundowns z RPA i Melbourne City. W 2012 roku Chivas zostało przekonane do zatrudnienia na stanowisku trenera Johna van 't Schipa, kolejnego byłego piłkarza ze stajni Cruyffa. Klub z Guadalajary zwolnił go po sześciu miesiącach, razem z zatrudnionym w charakterze doradcy Cruyffem. – Powiedziano nam, że van 't Schip będzie nowym Pepem Guardiolą – żalił się niedawno jednej z holenderskich gazet milioner i właściciel Chivas Jorge Vergara. Van 't Schip trenuje obecnie Melbourne.

Barcelona zostaje dla Cruyffa ostatnim miejscem, gdzie liczył on na bezpośredni dostęp do władzy w klubie na tym poziomie. Miał nadzieję na zwycięstwo Laporty nad Bartomeu w wyborach przed dwoma tygodniami. Laporta do dziś jest zauroczony Cruyffem. Powiedział mi kiedyś, że dorastał wpatrzony w futbol Holandii lat siedemdziesiątych. W niedawnej kampanii wyborczej on i Cruyff mogli z trudem krytykować wyniki obecnego reżimu, więc wytykali odwrócenie się przez klub ostatnimi laty od swoich „wartości”: znacznie mniej graczy trafiających do pierwszej drużyny z Masii, Katar w miejsce UNICEF-u na koszulkach, mętny transfer Neymara i zakaz transferowy nałozony przez FIFA za kaperowanie nieletnich zawodników. To nie wystarczyło. Bartomeu, podbity wygranym trypletem, zdobył prezydenturę z 55% głosów. Laporta dostał ledwie 33%.

Bartomeu bardzo chciałby mieć Cruyffa z powrotem, lecz prawdopodobnie wyłącznie w charakterze zbliżonym do roli Alfredo di Stefano w Realu Madryt: skarbu rodowego klubu, zawsze widzianego na stadionie i kochanego, lecz już nie słuchanego. Dziś Barça nie potrzebuje rad Cruyffa. W 1973, 1988 i 2003 roku przybywał na ratunek klubowi, gorączkowo potrzebującemu wodza. Obecnie sytuacja jest inna, Barcelona „bierze” wszystko. Do tego z triem MSN w ataku niedawny model gry Barçy „podania, podania, pressing” stracił wiodącą rolę. Gdy Messi mija trzech rywali i wystawia piłkę do strzału Neymarowi, to nie jest futbol Cruyffa.

Nie ma wątpliwości, że dokonania Cruyffa są większe od jakiegokolwiek klubu. Barcelońska Masia, tiki-taka Hiszpanii i zazębiające się w atakach grą na jeden kontakt formacje niemieckich mistrzów świata – to w komplecie jego dzieci. Fabio Capello powiedział w tym roku, że „cykl Guardioli jest jednym z trzech trendów w najnowszej historii piłki nożnej: był okres Milanu Sacchiego, potem czasy Holendrów i era Barçy”. Wszystkie trzy stanowią dziedzictwo Cruyffa. Gdy starszy pan siada w swojej willi przed telewizorem (z wyłączonym głosem, żeby mógł komentować samemu), zastanawiając się, czemu w Barcelonie już go nie słuchają, może pocieszyć się myślą, że to on wymyślił współczesny futbol.

Simon Kuper jest brytyjskim dziennikarzem sportowym i pisarzem. Urodził się w Kampali w 1969 roku. Mieszkał w Holandii, Anglii, USA i Francji. Autor historii Ajaksu i uznanej książki "Football Against the Enemy". Wraz z wykładowcą Uniwersytetu Michigan Stefanem Szymanskim, Kuper wydał bestseller "Soccernomics". Jego artykuły ukazały się w "The Observer", "Financial Times", "The Guardian" i tygodniku "Vrij Nederland". Z wykształcenia antropolog, absolwent Oxfordu i stypendysta Harvardu. Publikuje po angielsku i niderlandzku.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (24)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze