Leo Messi jest niemal niezniszczalny. W każdym spotkaniu to właśnie od Argentyńczyka zawsze wymaga się najwięcej. Mało który organizm byłby w stanie znieść taką presję, nie zaznając przy tym praktycznie żadnego odpoczynku. Fakty są jasne: Leo brał udział we wszystkich ostatnich 43 meczach w barwach Blaugrany i Albicelestes.
Ostatni raz, kiedy Leo nie wybiegł na plac gry, miał miejsce 15 stycznia bieżącego roku. Wówczas Luis Enrique dał odpocząć swojej gwieździe w rewanżowym meczu 1/8 finału Pucharu Króla przeciwko Elche. Trzy dni później Messi strzelił trzy bramki Deporitvo, rozpoczynając szaloną serię, podczas której gra zawsze i wszędzie. 43 mecze i 3930 minut – to brzmi wręcz niewiarygodnie. W każdym z tych spotkań napastnik Barçy i reprezentacji Argentyny grał od 1. do 90. minuty, dwukrotnie biorąc udział także w 30-minutowych dogrywkach.
Leo miał w tym roku bardzo krótkie wakacje, ponieważ wspólnie z Argentyną dotarł do finału Copa América. Do Barcelony wrócił jako jeden z ostatnich zawodników, i tak nieco skracając sobie urlop. Fakt, że napastnik Barçy trenował z resztą kolegów zaledwie dziesięć dni, nie przeszkodził mu zostać bohaterem Superpucharu Europy, podczas którego zdobył dwie bramki i odegrał kluczową rolę przy zwycięskim trafieniu Pedro.
Z tych 43 meczów aż 37 miało miejsce w barwach Barcelony. W sumie Leo zdobył dla Blaugrany 35 bramek, a jego bilans spotkań jest następujący: 31 zwycięstw, trzy remisy i trzy porażki. Pozostałe sześć pojedynków Messi rozegrał dla Argentyny, gdzie bilans był już znacznie gorszy: jeden gol, trzy zwycięstwa i trzy remisy. Przed ligowym starciem z Atlético i europejskim pojedynkiem z Romą Gerardo Martino powołał swoją największą gwiazdę na mecze z Boliwią i Meksykiem. Może nadszedł idealny czas na to, aby ta szalona seria została w końcu przerwana?
Komentarze (58)