Christo Stoiczkow nie mógł uwierzyć w wiadomość o śmierci Johana Cruyffa. Natychmiast zadzwonił do Josepa Marii Minguelli, przyjaciela i byłego managera, oraz do innych znajomych z Barcelony.
- Jestem załamany - powiedział dla Mundo Deportivo, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. Był to dla niego drugi taki cios, po śmierci "brata" Triffona Ivanowa, z którym grał przez wiele lat w reprezentacji. Stoiczkow zapewnił: - robię wszystko, by jeszcze tej nocy polecieć z Miami do Barcelony. Nie wiem gdzie, wszystko mi jedno, chcę tam być jak najszybciej, by pożegnać się z mistrzem, który tyle dla mnie zrobił, który dał mi możliwość gry w Barçy, zdobycia Złotej Piłki. Bez niego nie byłoby to możliwe. Dał mi możliwość gry w Dream Teamie, cieszenia się grą w piłkę i wygrywania tytułów.
- Kiedy byłem w Barcelonie, pracując nad reportażami dotyczącymi Copa América, mówiono mi, że stan Johana się poprawił, podchodziłem do sprawy optymistycznie. To dla mnie szok, nie spodziewałem się tego. To trudne dla mnie i dla mojej rodziny. Kochałem go i podziwiałem - powiedział Bułgar.
Stoiczkow pragnie przekazać kondolencje Jordiemu Cruyffowi oraz Mariano Angoyowi i całej rodzinie oraz barcelonismo. - Johan był niepowtarzalny dla wszystkich, dla Barçy to człowiek, który zmienił przyszłość tego klubu - dodał.
Komentarze (13)