Iniesta wie, że ludzie są jak wino - z wiekiem stają się lepsi. On sam czuje się tak dobrze jak nigdy, wzmocniony doświadczeniem, ale równocześnie nie tracący swojej tożsamości. Jest wyjątkowym piłkarzem, a do swojej magii dodał ostatnio nieco dojrzałości w postaci opaski kapitańskiej.
Niezły koniec sezonu, wszystko skończyło się bardzo dobrze.
Wrażenia są świetne ze względu na ostatni finał, ale czułem się tak już w trakcie sezonu. Czułem się dobrze, podobała mi się moja gra, bardzo się z niej cieszyłem, bez względu na statystyki. Uczucie wychodzenia na boisko i robienia tego, co kocham, sprawia, że z optymizmem patrzę w przyszłość.
Czujesz to zaufanie, gdy pracujesz?
Gdy wychodzę na boisko, wiem mniej więcej, jak będę się czuł, jak będzie wyglądała gra. Później niektóre rzeczy mogą się zmieniać, ale własne odczucia mam już wcześniej, nawet dzień przed meczem, gdy staram się wszystko zaplanować. Nauczyłem się tego z biegiem lat i staram się to kontrolować.
Stale utrzymujesz wysoką formę.
Tak, tak mi się wydaje. Składa się na to wiele czynników, dynamika w drużynie, trener, który zwraca uwagę na nasze samopoczucie i dba o nas. Nie uważam się za starą osobę, nie jestem też specjalnie wyczerpany, ale on i tak wiele razy "dbał o mnie". Tak już jest, bo trzeba być w pełni sprawnym, by dać z siebie wszystko.
W finale Pucharu Króla grałeś momentami jak czarodziej. W niektórych akcjach nawet w zwolnionym tempie ciężko jest zrozumieć twoje sztuczki. Myślisz o tym, gdy to robisz, czy jest to coś instynktownego?
Nie, taki już jestem. Taki mam styl gry, który w miarę upływu czasu starałem się rozwinąć. Jestem sobą, nie jestem ani lepszy, ani gorszy od innych. Robię wiele rzeczy, nad którymi się nie zastanawiam. W piłce nożnej nie ma czasu na zastanawianie się, wszystko dzieje się bardzo szybko, myśli się bez myślenia i czasem wychodzi, a czasem nie. W finale to właśnie doświadczeni zawodnicy musieli wziąć na siebie tę odpowiedzialność, bo nie było łatwo.
Czasem wydaje się, że nie biegasz, a biegasz więcej od innych...
Odczucia na boisku są inne niż te z zewnątrz. Kiedy patrzy się na grę, ruchy wydają się naturalne, nieagresywne, to czasem bywa złudne. Na boisku wszystko dzieje się szybko. Czy oglądam później swoją grę? Oczywiście, że tak.
W pewnym momencie, tuż przy linii bocznej, jesteś w sytuacji, która wydaje się bez wyjścia, otoczony i zamknięty, a ty radzisz sobie z tym ze spokojem...
Kiedy robię coś takiego, obserwuję to, co się dzieje. Może się wydawać, że patrzę na piłkę, ale obserwuję również rywali. W tym przypadku jestem przy linii bocznej, staję na piłce, zawodnik Sevilli myśli, że pójdę bokiem, a ja czuję, że on ruszy w tamtą stronę, więc wybieram przeciwny kierunek. Koniec końców zawsze rządzi ten, który ma piłkę.
W pewnym momencie mówiło się, że nie byłeś już przydatny dla tej Barçy...
Nie wiem, ile osób tak myślało, ale usłyszałem to po raz pierwszy w zeszłym sezonie. Wszystkie zmiany potrzebują czasu. Wiem, że jeśli będę czuł się dobrze, będę grać. Mogę przebiec 10 czy 12 kilometrów, ale czuję, że będąc sobą, mogę grać w każdym ustawieniu i w każdej drużynie. W Barcelonie jesteśmy przyzwyczajeni, że jeśli coś nie działa, to wszystko jest źle.
W ostatnich latach z Barçy odeszli piłkarze ważni dla klubu i dla ciebie: Puyol, Valdés, Xavi... Teraz jesteś pierwszym kapitanem.
Tak już jest w życiu. Za kilka lat ja też odejdę i zostaną inni. Bycie kapitanem jest świetnym uczuciem, jestem bardziej odpowiedzialny za wszystko, bo reprezentuję nie tylko siebie, lecz także moich kolegów. Bycie kapitanem połączone z wygrywaniem ma jeszcze większą wartość. Gdybyśmy nie wygrywali, byłbym beznadziejnym kapitanem, takim, który nie pomaga, nie ma charakteru, który nic nie znaczy. Wydaje mi się, że tak to działa. Będzie tak nawet za 200 lat. Na każde dziesięć osób jedynie dwie lub trzy są w stanie spojrzeć z szerszej perspektywy, nie zwracając uwagi na rezultat, i wyciągać głębsze wnioski.
Czujesz się lepszym piłkarzem?
Nie czuję się lepszy, ale trochę inny. Nie wiem, czy nazwać to byciem bardziej kompletnym. Być może obecnie bardziej skupiam się na pomaganiu, jestem pomocnikiem, który wpływa na grę i pomaga w odzyskiwaniu piłki. Dotyczy to również gry z przodu. Jednak nie straciłem tego, kim jestem. Gdybym zyskał coś nowego, ale utracił moją tożsamość, moje pojedynki jeden na jednego, zagrania, nie czułbym się tak spełniony. Brakowałoby mi czegoś.
Nigdy tego nie stracisz.
W wieku 35-36 lat nie wiem, nie wiem [śmiech]. Jestem szczęśliwy z bycia sobą i z tego, że dany system gry mnie nie zmienia. Gram trochę inaczej, ale jestem sobą.
Kiedy patrzysz na swoje sukcesy, nie dostajesz zawrotów głowy? Gdyby powiedziano ci to dziesięć lat temu...
Nie umiem tego opisać. Nie wiem, jak odbierają to ludzie, ale dla mnie jest to niewiarygodna duma oraz radość, którą widać podczas świętowania. Takie coś już się nie powtórzy. Może kiedyś, ale ostatnie 10-12 lat jest nie do pomyślenia, żadna drużyna nie dokonała czegoś takiego. Czasem wydaje się, że takie momenty są niedoceniane. Dwa tryplety w sześć lat, nikt tego nie dokonał. Czasem siedzę spokojnie w domu, myślę o tym i mówię: "to niewiarygodne, niemożliwe, takie rzeczy się nie dzieją".
Łatwo jest pozwolić sobie odejść, myśleć, że zrobiło się już wszystko...
W sporcie nie jest łatwo wygrywać przez dłuższy czas. W końcu to pasja popycha cię naprzód, to dzięki niej grasz dalej, kochasz swój klub. Dla twojej rodziny i dla ciebie samego. Dla mnie ten okres był najlepszy na świecie. Jestem dumny, że przypadło mi grać w takich czasach, w takim klubie i z takimi zawodnikami... Nie ma nic lepszego. Wykonywanie swojej pracy i momenty, w których ludzie mówią "dziękuję za to, co robisz", są bezcenne. Obecnie pytają mnie: "co wolisz, Ligę Mistrzów czy dublet?". Tu nie chodzi o to, co ma większą wartość. Nie chodzi o wybór. Chodzi o fakt wygrania sześciu mistrzostw ligowych w ciągu ostatnich ośmiu lat. Mówisz o tym i nikt nic nie odpowie, bo nie da się tego porównać z niczym. Zastanawiam się, jak ludzie mogą tego nie rozumieć. Nieważne, której drużynie kibicują. Wiem, że gdyby to Real osiągał takie sukcesy, przeszkadzałoby nam to, ale musielibyśmy to uznać i zaakceptować. Takie sukcesy w przypadku jakiejkolwiek drużyny są szaleństwem.
Teraz pora na EURO 2016. Ciężko jest się przestawić?
Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Mieliśmy kilka dni odpoczynku i oczyściliśmy umysły. Pomaga fakt, że reprezentacja jest inną ekipą, ma odmienną dynamikę i nastrój. Przed nami piękne wyzwanie.
Ostatnie lata dla reprezentacji były tak samo niesamowite jak dla Barçy. Możecie dokonać czegoś historycznego - wygrać mistrzostwa Europy trzy razy z rzędu.
Gra Barçy miała wielki wpływ na kadrowe sukcesy. Zmieniła się mentalność oraz profil piłkarzy. Wciąż uważam, że mamy świetną ekipę, która nie jest gorsza od nikogo, jeśli robimy wszystko jak należy. Jeśli zagramy tak jak na MŚ, na których wydawało się, że wygraliśmy jeszcze przed wyjściem na boisko, nieważne, z kim będziemy się mierzyć.
Ciążą na was wspomnienia z Brazylii?
Nie ciążą, ale są obecne. Na pewno nie pomagają w zmierzaniu do przodu krok po kroku. To dobre ostrzeżenie i pamiętamy o nim. Dzięki temu pamiętamy, że każdy sukces wiele kosztuje. Nasza grupa nie jest łatwa, trzy drużyny są na podobnym poziomie. Jeśli nie zagramy na sto procent, na pewno przegramy.
Masz w zanadrzu jakąś wyjątkową bramkę?
Nigdy nie wiadomo. Będzie, jak będzie. Nieważne, kto strzeli, bramki są wspólne.
Komentarze (2)