Leo Messi udzielił ostatnio wywiadu dla angielskiego czasopisma o tematyce piłkarskiej Coach. Podczas rozmowy napastnik Barçy kolejny raz udowodnił, jak bardzo jest oddany swojemu klubowi.
– Barça dała mi wszystko i będę tutaj, dopóki będą mnie chcieli – zapewnił Messi, który wyznał: – dla mnie motywacją są tytuły zdobywane z moim klubem i reprezentacją. Właśnie z tego powodu nigdy nie patrzę wstecz na to, co już osiągnąłem. Zrobię to, gdy już zakończę karierę. Teraz chodzi o to, aby zdobywać więcej pucharów.
– Ciężko pracujemy na treningach, aby potem mecze miały taki przebieg, jaki mają. Między członkami tridente występuje połączenie bazujące na naturalności, a także przyjaźń, które wybiega daleko poza boisko, a to bardzo pomaga.
– Ja i Cristiano wzajemnie się szanujemy. Widzę w nim wspaniałego zawodnika, który osiągnął wielkie rzeczy. Moją motywacją jednak zawsze była chęć wykonywania dobrze swojej pracy w Barçy i Argentynie. Robię to dla kibiców.
– Nienawidzę przegrywać. To negatywnie wpływa na mnie nie tylko przez następne kilka godzin po zakończeniu meczu, lecz siedzi we mnie przez dłuższy czas. Nie znoszę tego uczucia. Po zdobyciu wszystkiego właśnie to odczucie może być używane jako argument, aby nie spuszczać z tonu.
– Pep Guardiola jest bardzo dobrym trenerem. Zaadaptuje się do ligi angielskiej. Jestem pewny, że odniesie sukces w rozgrywkach, które są bardzo konkurencyjne i w których ciężko przewidzieć wyniki.
– Przez wiele lat potykaliśmy się z wieloma angielskimi zespołami i graliśmy przeciwko wspaniałym piłkarzom, jednak zawsze szczególny szacunek miałem do Wayne’a Rooneya. Przez wiele lat grał na najwyższym poziomie i jest jednym z najbardziej wyjątkowych zawodników swojej generacji.
– Przybycie do Barcelony było najlepszą podjętą przez nas decyzją. Od każdego trenera nauczyłem się pewnych rzeczy, jednak to Frank Rijkaard dał mi pierwszą szansę. Wówczas musiał dodać mi wiary, abym mógł trenować z pierwszym zespołem, a następnie zadebiutować. Od niego wszystko się dla mnie zaczęło.
– Mój ulubiony gol to trafienie z finału Ligi Mistrzów przeciwko Manchesterowi United w 2009 roku w Rzymie. Wybieram właśnie tę bramkę, lecz nie ze względu na to, że była ładna, a z powodu jej znaczenia. Wygrywaliśmy 1:0, a to trafienie zabiło mecz. Na co przydaje się wspaniała bramka, jeżeli nie wygrywa się spotkania?
Komentarze (69)