Pep Segura, który w poniedziałek został zaprezentowany jako menedżer generalny obszaru sportowego Barçy, powoli przystosowuje się do swojej nowej roli. Na łamach Mundo Deportivo przeanalizował obecną sytuację klubu i odpowiedział na najbardziej nurtujące pytania. Wywiad ukazał się w dzienniku dziś rano.
Mundo Deportivo: Przede wszystkim – czy Neymar zostanie w Barcelonie?
Pep Segura: Niepotrzebnie zadajecie to pytanie, bo nie ma żadnego tematu.
A czy powiedział wam, że chce odejść?
Nie mogę powiedzieć ani „tak”, ani „nie”, bo nie ma takiego tematu.
W środowisku pojawiają się pewne nerwy. Wy w klubie zachowujecie spokój?
Tak, zupełnie. To wszystko to zewnętrzne plotki, które mogą mniej lub bardziej zaszkodzić, ale my jesteśmy całkowicie spokojni.
Czy deklaracja zawodnika nie ucięłaby tych spekulacji?
To decyzja piłkarza. Ludzie, którzy są w USA, prezydent i pozostali są obok niego i mają na pewno więcej informacji.
Jeśli PSG zapłaci 222 milionów euro za Neymara, będziecie gotowi na sprowadzenie następcy?
Nie będziemy teraz spekulować. Niepotrzebnie dotykasz tematu, który nie istnieje.
Porozmawiajmy o kimś innym. Wciąż czekacie na Verrattiego?
Verratti jest zawodnikiem PSG. Barça jest otwarta na rynek i na wszystkie możliwości, jakie się pojawią. Jeśli będzie szansa na sprowadzenie Verrattiego, wtedy się określimy, ale teraz nie możemy tego zrobić, bo ma kontrakt z innym klubem. Tak samo Paulinho i inni zawodnicy. To jest jasne.
Verratti zmienił agenta. Kontakty z Mino Raiolą zakończyły się źle?
Nie mam pewności co do tego. To normalne relacje, tak jak w każdym innym obszarze życia przechodzą przez dobre i gorsze momenty, w zależności od przebiegu negocjacji. Relacje są normalne i poprawne ze wszystkimi agentami.
Ile transferów planujecie do pierwszego zespołu?
Ja do tej pory byłem odpowiedzialny za profesjonalne drużyny młodzieżowe. Objęcie posady menedżera generalnego to dla mnie miła niespodzianka i ogromna odpowiedzialność, ale pełnię tę funkcję od trzech dni. Dlatego będę pracował razem z Robertem i z pełnym szacunkiem będę wypełniał jego plany. To jest pytanie do Roberta, który zajmuje się tym przez cały rok.
A jeśli chodzi o transfery z klubu. Munir, Douglas, Vermaelen…
Odpowiem ci tak samo. W USA są inni pracownicy, a ja zostałem tutaj, by przekazać informacje nowym strukturom klubu. Moja adaptacja do nowego stanowiska będzie stopniowa. Po zakończeniu okna transferowego przejmę te obowiązki, które mnie dotyczą.
Jednak ostatnie słowo przy podejmowaniu decyzji będzie należeć do pana.
To oczywiste. Największa odpowiedzialność ciąży na mnie. Będę błogosławił wszystkie decyzje, które zostaną podjęte.
Czy relacje z Robertem Fernándezem uległy zmianie, skoro teraz jest pan jego przełożonym?
Wcześniej pracowaliśmy w równoległych obszarach, każdy miał swoje obowiązki. Teraz będę musiał skleić wszystkie trzy obszary, koordynować je, nadać im sens i spójność. To nie znaczy, że wcześniej ktoś był ponad drugą osobą. Teraz też tak nie jest i nie czuję się ważniejszy od nikogo. Będę musiał wykonywać swoje zadania, ale będę bardzo szanował ośrodek pracy każdej osoby odpowiedzialnej za ten obszar. Ostatecznie chcemy mieć najlepszych graczy na przyszłość dla Barcelony, którzy będą zaopatrywać pierwszą drużynę.
Podczas prezentacji argumentował pan, dlaczego zatrudnił dwie osoby na swoje poprzednie stanowisko. Brakowało panu rąk do pracy?
To oczywiste, że było wiele pracy, ale bardziej chodzi o kwestię podziału obowiązków. Trudności, jakie miałem, sprawiły, że zdecydowałem się postawić na duet. Pierwszy zespół jest bardzo zawodowy i wymagający. Tym się będzie zajmował Bakero. Część amatorska, dotycząca kształcenia będzie leżeć po stronie Amora.
A propos kształcenia. Tego lata odeszło dwóch młodych zawodników – Mboula i Éric García. Pojawiły się głosy, że odeszli, bo nie czuli się doceniani.
Wiele razy rozmawiałem z agentami Mbouli i nigdy nie pojawiał się taki argument. Mówiono mi, że styl Barçy nie pasuje do Jordiego etc. To powody, które dla mnie są usprawiedliwieniem podjętej decyzji, która ma związek bardziej z czynnikami finansowymi niż sportowymi. Ponieważ tutaj na poziomie sportowym pasowaliśmy do Jordiego w każdym sensie. Nie przekonaliśmy go, bo nie wiedzieliśmy nawet, jaką dostał ofertę, więc nie mogliśmy się do niej porównać.
A przypadek Érica Garcíi?
Jest inny. Tylko raz rozmawialiśmy z jego reprezentantami i powiedziano mi, że trudno będzie o to, by tutaj został. To decyzje podjęte przez otoczenie zawodnika, ale trzeba mieć na uwadze, że jest czynnik ekonomiczny, który prowadzi do podjęcia takiego kroku.
Po tych dwóch przypadkach dokonaliście w klubie samokrytyki?
To nie jest jedyny raz, kiedy odeszli piłkarze. W zeszłym roku nie odszedł nikt. Nie rozumiem tylko, dlaczego teraz jest to tak roztrząsywane, a wcześniej nie było.
Jaką rolę odgrywają agenci?
Nie powiem o konkretnych przypadkach Mbouli czy Érica. Ogólnie rzecz biorąc, widzimy, że rola agentów jest bardzo ważna przy podejmowaniu decyzji przez zawodnika. Dziś są kluby, które wiedzą, że aby mieć korzystną opinię agentów, należy płacić im znaczące prowizje. Nam to szkodzi, ponieważ produkujemy talenty i pojawia się wielu konkurentów, którzy chcą nam je zabrać.
Z drugiej strony przedłużyliście umowy Aleni i Cucuelli, choć nieznana jest nowa klauzula odstępnego tego drugiego.
Nie wiem dokładnie, ile ona wynosi, ale na pewno będzie ona teraz rosnąć. To część działań, jakie klub musi podejmować, aby sprostać obecnej dynamice.
Barça B rozpoczęła ten tydzień z 38 zawodnikami w składzie, choć można zarejestrować tylko 25.
Tak, oczywiście muszą tu nastąpić pewne ruchy. Zostanie z nami 25 piłkarzy.
A mogą dołączyć jeszcze kolejni zawodnicy?
Wszystko jest możliwe. Musimy stworzyć zespół, który będzie mógł rywalizować w Segunda A. Z drugiej strony mieliśmy pomysł na utworzenie drużyny Barça C, aby zjednoczyć tych wszystkich graczy. Z racji, że się to nie udało, teraz mamy zbyt wielu zawodników i musimy wrócić do polityki wypożyczeń, jaka miała miejsce do tej pory.
Dlaczego zrezygnowano z utworzenia drugiego zespołu rezerw?
Pomysł był taki, by mieć kolejny zespół, aby rozwijać stopniowo graczy. Jednak RFEF poinformował nas, że nie możemy nabyć klubu, ponieważ zrezygnowano z tej opcji z powodu licznych spekulacji. Z tego powodu ponownie przemyśleliśmy ten pomysł. Ostatecznie za każdym razem kwestie biurokracyjne, administracyjne i społeczne wychodziły na pierwszy plan, dlatego porzuciliśmy tę ideę. Zobaczymy, jak będzie w przyszłości. Teraz jesteśmy dalecy od tego pomysłu.
Dlaczego tak długo czekaliście na przedłużenie umowy z Gerardem Lópezem?
Choć oficjalna informacja pojawiła się późno, to Gerard już wcześniej znał zamiary tak moje, jak i klubu. Mamy prawo robić rzeczy tak, jak chcemy. Problem byłby wtedy, gdyby trener nie wiedział, co chcę zrobić. On był bardzo spokojny.
Z zewnątrz na to nie wyglądało.
Być może taka była strategia. W niektórych dniach pojawiały się wątpliwości, a w innych nie. Jednak wszystko było jasne.
Pozostanie na stanowisku trenera rezerw czy drużyn młodzieżowych jest uzależnione od wyników?
Nie. Jest związane z całą grupą wartości. Trener musi umieć kształtować zawodników, mieć wizję, znać rozgrywki i się stale rozwijać. Bo trenerów również kształtujemy. A przypadek Gerarda jest właściwy. Mimo to nie da się ukryć, że to jest futbol i ocenia się nas przez pryzmat wyników.
Jako dyrektor sportowy Barçy B sprowadził pan Roberta Goncalvesa i Ezequiela Basseya, którzy nie rozegrali ani minuty.
Goncalves był pierwszym przypadkiem pewnej idei, którą nazwaliśmy „Operacja Harvard”. Wszyscy zawodnicy na świecie powinni wiedzieć, że drzwi do Barçy są otwarte. A kto chce tutaj przyjść, aby się kształcić w naszym modelu, może to zrobić. To wszystko bez ponoszenia kosztów. W przypadku Roberta raporty na jego temat były bardzo korzystne. Był „dziesiątką” w młodzieżowych reprezentacjach Brazylii, ale miał wypadek. Wrócił do zdrowia, jednak brakowało mu wcześniejszej formy. Dlatego sprowadziliśmy go za darmo. Owszem, istniało ryzyko, że nie wróci do zdrowia. I w tym przypadku to się nie udało, więc ostatecznie odszedł. Później przyszedł Ezequiel. Mieliśmy zespół na baraże, ale brakowało nam gracza, który dzięki sile, umiejętnościom i szybkości mógłby przedzierać się przez bardzo szczelnie zamknięte linie obronne. Bassey taki był, ale napotkaliśmy na dwa problemy. Z jednej strony nie potrafił się dostosować do naszej gry, a z drugiej doznał kontuzji barku, przez którą pauzował dwa i pół miesiąca. Jednak ten sam koncept „operacji Harvard” został zastosowany w przypadku Marlona i wyszedł bardzo dobrze. Teraz jest Vitinho. Dalej będziemy kontynuować ten projekt, zawsze bez ponoszenia kosztów.
Jaka jest wasza polityka transferowa w Barcelonie B i zespołach Juvenil?
Chcemy łączyć jak największą jakość we wszystkich zespołach. Nie możemy na żadnym poziomie mieć braków. To przyniesie korzyści w przyszłości. Jako że inne drużyny podbierają nam talenty, jakość się zmniejsza i musimy jej szukać na zewnątrz.
Jednak rozumiem, że transferów w stylu Viniciusa nie będzie.
Viniciusa mieliśmy pod kontrolą za normalną cenę. Nie możemy zapewnić, że jutro nie zrobimy czegoś szalonego, ale staramy się zachowywać równowagę i spokój, aby przeprowadzać sensowne i logiczne ruchy.
Wciąż ma pan zaufanie do Roury i Altimiry w amatorskich zespołach młodzieżowych?
Tak. To bardzo ważne elementy struktury organizacyjnej klubu. Teraz musiałem wszystkie te elementy ułożyć na nowo, by zmienić schemat, ale całkowicie wierzę w ich możliwości na dotychczasowych stanowiskach.
Komentarze (53)