Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla miłośników LaLiga.
W Eibarze pracuje już drugi raz. Zespół z Kraju Basków prowadził już w sezonie 2004/05, co o mały włos nie skończyło się awansem do LaLiga. Rusznikarzy w najwyższej klasie rozgrywkowej prowadzi od lata 2015 roku, przez co jest jednym z najdłużej pracujących trenerów w klubie z elity.
O pierwszym epizodzie José Luisa Mendilibara na bardzo kameralnej wtedy Ipurui warto wspomnieć z kilku powodów. Finalna tabela mówi nam, że do spektakularnego awansu zabrakło zaledwie trzech punktów (w tamtych czasach nie było baraży między zespołami z miejsc 3-6). Jego drużyna niemal połowę sezonu spędziła na miejscach dających upragnioną promocję, ale ostatecznie zabrakło pary w końcowej fazie rozgrywek.
W składzie można znaleźć kilka znajomych nazwisk. Przede wszystkim David Silva, który był wtedy wypożyczony z Valencii i szalał po drugoligowych boiskach bez żadnych kompleksów. Gorka Iraizoz w późniejszych czasach strzegł słupków w Espanyolu, Athleticu, a obecnie broni w Gironie. Gaizka Garitano zaś jako przeszedł z Eibarem drogę z trzeciej do pierwszej ligi i po premierowym sezonie wśród najlepszych zastąpił go… Mendilibar.
Po trudnym sezonie, technicznie zakończonym spadkiem, a w praktyce uratowanym przy zielonym stoliku włodarzom Eibaru można było się dziwić. Kariera trenera w Primera División polegała głównie na zbieraniu oklepów i grze na granicy czerwonej kreski. Przebłyskami, a wtedy w zasadzie jego prime time’em był okres w Osasunie, kiedy wyprowadził zespół na prostą, w sezonie 2010/11 osiągnął rewelacyjne 7. miejsce i był o krok od europejskich pucharów. Później wróciła mizeria, jako nawigator obrał z Osasuną kurs do spadku i nie było już odwrotu. Rękę do niego wyciągnęło Levante, ale już po ośmiu spotkaniach doszli do wniosku, że nie był to najlepszy ruch. Reputacja José wisiała na włosku.
Ni stąd ni zowąd pojawiła się oferta od pchełki pośród wielkich, na którą trener bez wahania przystał. Wątpliwości nt. tego ruchu były powszechne. Był trenerem ekonomicznym dla klubu, zatrudniono go, gdyż był najtańszą dostępną opcją i znał już środowisko. Wyniki i reputacja trenera, który nie ma wyników, żeby pracować na tym poziomie rozgrywkowym miały znaczenie marginalne. Nie dziwi więc fakt, że w Przewodniku Kibica ¡Olé! 2015/16 w rubryce minusów przy Eibarze jako pierwszy widniał właśnie on. „Mendilibar z każdym z ostatnich czterech pracodawców żegnał się będąc zwalnianym. José Luis ewidentnie nie jest gwarantem sukcesu drużyny”.
Czas pokazał, ile warte były te prognozy. Bask rozpoczął właśnie trzeci sezon pracy z Eibarem, gdzie wraz z dyrektorem sportowym Franem Garagarzą stworzył maszynkę, która wbrew logice wcale nie patrzy ze strachem na strefę spadkową. Dłużej od niego pracują tylko Cholo, Asier Garitano i Pablo Machin z Girony. Nie jest to może zespół, który regularnie potrafi napsuć krwi największym, bo Eibar Mendilibara wygrane z Barceloną, Realem Madryt czy Atlético osiągał najwyżej w grach komputerowych, ale zdarzyło mu się urwać punkty Królewskim, Sevilli, czy Villarrealowi.
Mendilibar nauczył zespół gry z drużynami ze swojej półki, co jest kluczem do sukcesu. O ile pokonanie Blaugrany czy Realu przyniosłoby wspaniałą reklamę, o tyle w przypadku porażek z drużynami pokroju Deportivo, Málagi, czy Betisu byłoby zwycięstwem tylko pyrrusowym. Eibar cechuje pragmatyzm. Poprzednią kampanię Rusznikarze zakończyli na dziesiątej pozycji, wygrali piętnaście spotkań, z czego dwanaście z nich było triumfami nad drużynami z drugiej połowy stawki. To mówi samo za siebie.
Ważnym rozdziałem w tej historii jest również ponowne pojednanie z Pedro Leónem. Obaj panowie współpracowali ze sobą w Realu Valladolid. Blisko 31-letni skrzydłowy zdecydował się na przeprowadzkę do Kraju Basków właśnie za sprawą Mendilibara. „Po dwóch słabych latach wiedziałem, że przy nim powrócę. Miałem lepsze oferty, ale zaufaliśmy sobie nawzajem”. Ten zaś uczynił go perłą w koronie grającej siłowo drużyny. M.in. dobra forma Leóna dała Mendilibarowi tytuł najlepszego trenera lutego. Jego gole i asysty dały Eibarowi w poprzednim sezonie dwanaście punktów.
W nowe rozgrywki Eibar wszedł w kratkę. Skład nie przeszedł rewolucji, styl się nie zmienił, więc trudno oczekiwać, że baskijska ekipa na Camp Nou zagra jeszcze więcej niż szokujące dobre 60 minut, jak to miało miejsce jeszcze w maju.
Kontrakt Mendilibara z Eibarem kończy się latem przyszłego roku i ciężko o jakiekolwiek wróżenie z fusów. Historia kariery trenera urodzonego w Zaldibarze mówi jedynie tyle, że trzeci sezon jego pracy w klubie to początek drogi do drugiej ligi. Tak było w przypadkach Realu Valladolid i Osasuny. Już raz Bask pokazał krytykom, że stać go na dobre rezultaty. Pora odczarować trzeci sezon.
Komentarze (1)