Dzisiejszego wieczora w Turynie po raz kolejny naprzeciw siebie staną ekipy, których cel w rozgrywkach europejskich jest zawsze taki sam – wielki finał. Tym razem jednak to Barcelona imponuje wydajnością i organizacją w defensywie, a Juventus musi mierzyć się z licznymi problemami, przez które dość nieoczekiwanie ogląda plecy Napoli i Interu w Serie A, jednocześnie zerkając nerwowo za plecy, gdzie czyha AS Roma.
Sytuacja w grupie D Ligi Mistrzów jest jasna – zdecydowanym faworytem do awansu z pierwszego miejsca jest ekipa Ernesto Valverde, która pomimo remisu z Olympiakosem ma trzypunktową przewagę nad Juventusem. Gościom wystarczy zatem punkt, by uczynić ostatnią kolejkę spotkań zwykłą formalnością. Dzisiejszy mecz nie będzie jednak zwykłym pojedynkiem o punkty. W minionym sezonie to właśnie Juventus Stadium był bowiem areną tej najbardziej dotkliwej porażki ekipy Dumy Katalonii.
Valverde i jego włoska Barcelona
O ekipie Luisa Enrique można powiedzieć wiele dobrego. Niesamowity tercet napastników ustanawiał kolejne rekordy, a gra była bardzo bezpośrednia i często widowiskowa. Niestety dwumecz z Juventusem obnażył wszystkie słabości tamtej Barcelony. Misję odbudowy zespołu otrzymał wreszcie bardziej doświadczony szkoleniowiec, którego dotychczasowa kariera musiała napawać optymizmem wszystkich kibiców. Spokojny, skromny oraz unikający niepotrzebnych debat Ernesto Valverde rozpoczął swoją pracę od uporządkowania gry obronnej zespołu i stworzył tym samym najbardziej włoską Barcelonę ostatnich kilkunastu lat.
Kompaktowy, zrównoważony, dojrzały taktycznie – to chyba najbardziej trafne epitety, jakimi można opisać tworzący się na naszych oczach zespół. W rozgrywkach ligowych oraz Lidze Mistrzów Ter Stegen był pokonywany zaledwie pięciokrotnie. W Hiszpanii takich statystyk mogliśmy się spodziewać raczej po ekipie prowadzonej przed Diego Simeone, tymczasem to właśnie Barcelona imponuje organizacją gry i efektywnością. Można wręcz powiedzieć, że Valverde osiągnął poziom wydajności charakteryzujący najlepsze włoskie zespoły, wśród których z pewnością należy umieścić zeszłoroczny Juventus Massimiliano Allegriego.
Słabnąca magia turyńskiej twierdzy
Kiedy w Barcelonie wszystko zaczęło funkcjonować jak w szwajcarskim zegarku, w Turynie pojawiły się problemy, do jakich kibice nie byli przyzwyczajeni. Ekipa aktualnego mistrza Włoch może się co prawda pochwalić znakomitą zdobyczą bramkową w Serie A (37 goli w 13 meczach), jednak żelazna jeszcze do niedawna defensywa zaczęła popełniać błędy. Widoczny jest brak Bonucciego, bez którego Juventus stracił w tym sezonie aż 14 bramek. Nic zatem dziwnego, że w październiku dobiegła końca niesamowita seria Starej Damy na własnym stadionie. Lepszy od Turyńczyków okazał zespół Lazio, zwyciężając 2:1 i kończąc tym samym trwającą od sierpnia 2015 roku passę.
W Lidze Mistrzów Juventus Stadium wciąż budzi lęk wśród przyjezdnych. Ostatnią ekipą, której udało się wywieźć z Piemontu komplet punktów był Bayern. Monachijczycy dokonali tej sztuki 10 kwietnia 2013 roku, czyli ponad cztery lata temu! Ta statystyka jest tym ciekawsza, że Włosi w tym czasie ani razu nie zdobyli trofeum. Allegri nie potrafi przekuć znakomitych wyników osiąganych „w domu” na sukcesy w rozgrywkach europejskich. Być może los po raz kolejny okaże się przewrotny i Stara Dama wygra LM w sezonie, w którym magia Juventus Stadium się ulotni?
Wygrana potrzebna bardziej niż punkty
Trudno uznać, że potrzeba zdobycia punktu niezbędnego do zapewnienia sobie awansu z pierwszego miejsca w grupie przed ostatnią kolejką spotkań poniesie Katalończyków do historycznego triumfu. Ile można też powtarzać frazesy o prawdziwym sprawdzianie dla nowego projektu sportowego? Zapewne do pierwszej porażki z silnym rywalem. W tej sytuacji to możliwość zakończenia niebywałej serii w połączeniu z chęcią rewanżu za ubiegły sezon staje się najlepszą motywacją, jaką mogą znaleźć podopieczni Ernesto Valverde. Wielkie ekipy są stworzone do wielkich wyzwań – być może już dziś się przekonamy, że w tym kierunku zmierza Barcelona.
Komentarze (31)