Ter Stegen: Nauczyłem się lepiej kalkulować ryzyko

Julia Cicha

21 grudnia 2017, 15:00

El Pais

8 komentarzy
  • Marc-André ter Stegen uważa, że przejście do Barcelony było najlepszą decyzją, jaką mógł podjąć
  • Bramkarz nie denerwuje się w trakcie spotkań i zawsze uważa, że może coś poprawić
  • Niemiec wierzy w sukces w El Clásico, choć przyznaje, że każdy gol boli go tak samo

Jednym SMS-em przekłada godzinę spotkania. „Robimy wywiad o trzeciej” – mówi rzecznikowi prasowemu Barcelony. Uporządkowany i metodyczny Marc-André ter Stegen punktualnie o trzeciej wita się z nami, mówiąc „cześć” i podając rękę, którą tak niewielu napastników było w stanie przełamać od początku sezonu (zaledwie 13 puszczonych bramek w 23 meczach). Mówi płynnym hiszpańskim, jedynie dwa razy ucieka się do angielskich sformułowań. Nie patrzy na zegarek ani w podłogę, a w oczy, czekając chwilę z odpowiedzią na pytanie. Podobnie jak w pracy, tak i w życiu nie chce popełnić błędu. Również w El Clásico.

Pytanie: Od jakiegoś czasu dużo więcej mówi się o twoich paradach niż o grze nogami. To dobrze czy źle?
Dobrze. Na początku mówiło się o grze nogami, bo było to ważne dla Barcelony. Ja jednak jestem bramkarzem i wiem, że gra nogami jest ważna, ale to moje ręce są kluczem do wykonywanej pracy.

Jaką obronę lub zagranie lubisz wykonywać najbardziej?
Jeśli obronię, nie ma to znaczenia.

Jednak wyrzucenie piłki pewną, wyprostowaną ręką jest dla ciebie charakterystyczne, prawda?
To dla mnie naturalne, nie myślę o tym. To szybki ruch i tak wychodzi.

Najważniejsze są ręce, nogi czy głowa?
Na pewno głowa. Bramkarz Barçy ma tylko jedną okazję, by udowodnić, ile jest wart. Być może w danym dniu nie przytrafi się już kolejny strzał. Trzeba być skoncentrowanym.

Co jako pierwsze przychodzi ci do głowy, gdy rywale strzelą gola?
Najważniejsze jest myślenie o tym, co będzie. Nie można skupiać się na przeszłości. Między słupkami nie można tracić koncentracji.

Jesteś perfekcjonistą?
Myślę, że tak. Lubię robić wszystko na 100%, w innym wypadku w ogóle tego nie robię. Jako bramkarz zawsze wszystko analizuję i staram się wypaść perfekcyjnie. Zawsze są rzeczy do poprawy, więc brak perfekcjonizmu byłby dla mnie dziwny.

Każdy stracony gol jest częściowo twoją winą?
Nawet gdy jestem idealnie ustawiony, nie wszystko da się obronić. Napastnicy również wiedzą, co robić.

Popełniłeś jakiś błąd, który nie dawał ci spać?
Zazwyczaj nie mam problemów ze snem. Przed meczem nigdy, po intensywnym spotkaniu może się to zdarzyć, np. po finale Ligi Mistrzów, kiedy to spełniłem swoje marzenie. Mogło być to też spowodowane świętowaniem…

Śnisz o piłce?
Nie, nigdy mi się to nie zdarzyło. Nawet w koszmarach.

W minionym sezonie, kiedy popełniłeś błąd, który zakończył się golem dla Celty, przyznałeś, że to twoja wina i od razu chciałeś porozmawiać z José Ramonem de la Fuente, trenerem bramkarzy. Dlaczego?
Co tydzień analizujemy tracone bramki, wykonywane podania, wszystko… Dobrze jest znać jego zdanie, liczę się z nim, bo ma inny punkt widzenia. To pomaga w stawaniu się lepszym.

Nie podejmujesz takiego ryzyka jak kiedyś?
To nie tak, po prostu lepiej kalkuluję ryzyko.

Lubisz dryblować?
Na treningach tak! W trakcie meczu trzeba jednak ocenić ryzyko i po latach gry wiem to naprawdę dobrze. Zdałem sobie sprawę, że czasem trzeba kalkulować ryzyko i podjąć je, byśmy grali lepiej.

Co myślisz, gdy masz przed sobą rywala?
Jeden na jednego to zawsze trudny moment, bo napastnik ma wiele możliwości na trafienie do siatki. Z Delą [José Ramon de la Fuente – przyp. red.] analizujemy grę zawodników, z którymi będę musiał się zmierzyć.

Masz czas, by spojrzeć, kto strzela?
Myślę, że tak. Choćby ze względu na jego sposób poruszania się widzę, kto to jest. Dzięki temu wiem już, jak zakończy akcję, jak strzeli. Mimo wszystko trzeba być gotowym na wszystko.

W Barcelonie jest ci ciężko czy dobrze się bawisz?
I to, i to. W lidze nie ma łatwych rywali, ale z drugiej strony uwielbiam być bramkarzem Barcelony.

Martwi cię zbytnie oddalenie od bramki i pomaganie kolegom w pressingu?
Jeśli wychodzę do przodu, robię to, by pomóc. To nie dla mnie, a dla drużyny. Poza tym mam mniejszy dystans do piłki. Nie patrzę za siebie i nie myślę „matko! Ale daleko jest bramka”. Nie denerwuję się.

Nigdy?
Grając – nie. W życiu denerwuję się często, nigdy nie byłem tak zestresowany jak w dniu ślubu. Wiedziałem, że ona nie ucieknie, ale… nie wiem, co mi się stało!

Można powiedzieć, że to raczej ty stresujesz rywali. W 14 z 23 meczów w tym sezonie zachowałeś czyste konto.
Dobrze pracowaliśmy w defensywie i każdy dał z siebie wszystko, by ustabilizować linię obrony. Dzięki temu jest mi łatwiej. Czyste konto to zasługa całej drużyny.

Uważasz się za najlepszego bramkarza świata?
Ja mogę jedynie dobrze grać, dbać o siebie, myśleć o piłce i stawać się coraz lepszym… Nie lubię mówić o sobie, choć podoba mi się obecna sytuacja i mam nadzieję, że będzie tak dalej.

Jesteś z siebie dumny?
Jestem zadowolony. Zostało mi jeszcze wiele lat kariery i nie mogę już czuć się dumny. Być może po zakończeniu kariery będę mógł to stwierdzić.

Na razie myślisz o Realu Madryt, prawda?
Tak, to nasz najbliższy rywal.

Co zmieniło się od Superpucharu Hiszpanii, w którym byliście znacznie gorsi?
Być może prasa nie chciała, by ten sezon był dla nas dobry. Nie wiem. Po przegraniu tego tytułu wiedzieliśmy, że musimy ciężko pracować i kierować się wskazówkami Valverde. Myślę, że odcisnął już swoje piętno na zespole.

Gol Realu boli bardziej niż jakikolwiek inny?
Tak samo. Jeśli mam wymienić jeden, który mnie wkurzył, to był to ten Ramosa z zeszłego roku w 89. minucie.

Martwi cię linia ataku Realu?
Zmierzą się ze sobą dwie drużyny, które być może są najlepsze w Hiszpanii i na świecie. Wiemy, z kim gramy, musimy uważać na ich ataki i na wszystko inne… Musimy trzymać się naszego stylu gry, dzięki niemu mamy większe szanse na zwycięstwo.

Sekretem Barçy było połączenie wszystkich formacji, bardziej zwarta gra?
Tak mówią. Ja myślę, że poza faktem, że w szatni jesteśmy jak rodzina, trener wprowadził coś jeszcze. Znał nas z zewnątrz, z czasów, gdy trenował Athletic, i wiedział, co zmienić. Ten punkt widzenia wyszedł nam na dobre, mamy świetną obronę i musimy utrzymać to do końca sezonu lub nawet poprawić, by zostać na szczycie.

Powiedziałeś, że jesteście jak rodzina. Klub mówi, że jesteś w bardzo dobrych stosunkach z Cillessenem, a zupełnie inaczej było z Bravo. To prawda?
Mamy dobre relacje, bardzo profesjonalne. Cillessen dobrze sobie radzi, gdy gra. Posiadanie takiego bramkarza nas uspokaja.

Rozumiesz jego sytuację? Sam byłeś zmiennikiem po przejściu do Barcelony.
Każdy ma swoje odczucia. Nie wiem, co myśli Jasper. Dla mnie najważniejsza jest gra, jeśli nie grasz, musisz pomyśleć o tym, jak pokierować swoją karierę. Cillessen na pewno nie czuje się dobrze w tej sytuacji, ale jestem mu wdzięczny za to, jak sobie z tym radzi i jak mnie traktuje. Obaj bardzo się szanujemy.

***

Przed pozyskaniem ter Stegena Andoni Zubizarreta spotkał się z nim w Dusseldorfie. „Masz jakieś pytania?” – zapytał. Ter Stegen miał ich wiele: − znałem jedynie Mönchengladbach, mieszkałem tam 19 lat, więc potrzebowałem wiedzy. Spotkałem się z inną mentalnością i kulturą… Dlatego zapytałem, co Hiszpanie myślą o bramkarzach. Wszystko, co mi powiedział, sprawdziło się. Zubizarreta to niesamowita osoba, bardzo ważna w mojej karierze. Nigdy nie myślałem, że nie nadawałem się do gry w Barcelonie. Wiedziałem, co robić, obejrzałem wiele meczów, musiałem przyzwyczaić się do hiszpańskiej mentalności, kultury, ludzi… Teraz wiem, że podjąłem najlepszą możliwą decyzję.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (8)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze