Batalię o finał czas zacząć

Daniel Olbryś

1 lutego 2018, 12:45

22 komentarze

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

1:0

Herb FC Barcelona

Valencia CF

VCF

  • Luis Suárez 68'

Powoli dobiega końca czas styczniowo-lutowego maratonu w hiszpańskiej piłce. Jak sie okazuje, nie każda topowa ekipa była w stanie przetrwać ten trudny okres bez strat. Oba zespoły z Madrytu poza odpadnięciem z Pucharu Króla zaliczyły również swoje mniej (1:1 Atlético z Gironą) lub bardziej (0:1 Realu z Villarrealem) wstydliwe wpadki w lidze. Nawet imponująca do grudnia formą Valencia w pewnym momencie straciła nieco impet. W tej sytuacji wypada tylko pogratulować Ernesto Valverde, którego niezwyciężona Barça mimo pojedynczej wpadki zdołała awansować do kolejnego rundy Pucharu i utrzymać przewagę w lidze. Nadszedł jednak czas kolejnej, przedostatniej batalii w drodze do finału. Na drodze Leo Messiego i spółki staje mająca swoje problemy, ale wciąż groźna Valencia. Początek spotkania o 21:30.

Wspomniane problemy Valencii nie wynikają bynajmniej z osiągniętego ostatnio przez nią rezultatu w meczu ligowym z Realem Madryt, gdzie Nietoperzom przyszło pogodzić się z porażką aż 1:4. Wręcz przeciwnie, taki wynik może tylko zmotywować podopiecznych Marcelino do lepszej organizacji gry przeciwko drużynie Blaugrany. Pytanie tylko, czy nie zabraknie im wykonawców, gdyż lekko kontuzjowani są kolejno: Goncalo Guedes, Kondogbia, Ezequiel Garay oraz Jeison Murillo, a więc kluczowe elementy w układance trenera Los Che. Na szczęście dla przybyszy z Lewantu do składu powraca Gabriel Paulista, zatem problemów z zestawieniem środka obrony nie będzie.

Coraz lepiej kadrowo wygląda za to Barca. Nie ma już śladu po kontuzjach Coutinho i Umtitiego, zaś Dembélé i Vermaelen powinni w ciągu maksymalnie dwóch tygodni wrócić do gry. W ostatniej chwili z kadry ze względu na problemy żołądkowe wypadł André Gomes, a Nélson Semedo po dość przeciętnym występie przeciwko Alavés pozostał poza meczową osiemnastką. Sporą niewiadomą pozostaje jedenastka, którą do gry zdecyduje się posłać Ernesto Valverde. Nieskory do rotacji szkoleniowiec Barçy jedynych zmian może dokonać w bramce (Cillessen), na bokach obrony (Digne) lub w pomocy (Paulinho, Denis, Coutinho). 

Jak wyglądała droga obu ekip do półfinału? Barça rozprawiła się kolejno z Realem Murcia, Celtą Vigo oraz Espanyolem, a więc przeciwnikami znacznie poniżej jej poziomu. I o ile mniej więcej to samo można by napisać o Valencii (kolejno: Real Saragossa, Las Palmas, Alavés), o tyle w przypadku ekipy z Mestalla pojawiło się o wiele więcej wątpliwości. Pierwszy był remis 1:1 na wyjeździe z Las Palmas, który został szybko zrekompensowany wysoką wygraną (4:0) u siebie. W ćwierćfinale z kolei Alavés dzielnie stawiło czoła podopiecznym Marcelino, przegrywając tylko 1:2 w pierwszym meczu i wygrywając w tym samym stosunku bramek w rewanżu. Ostatecznie zespół z Kraju Basków odpadł po rzutach karnych, jednak dało nam to pewien obraz problemów, z którymi zmaga się na początku tego roku drużyna Valencii. 

Dla przesądnych świetną informacją może być fakt, że Barça od 19 meczów pozostaje niepokonana u siebie w Pucharze Króla. Co więcej, najwyższe zwycięstwo odniosła ona niemal dokładnie dwa lata temu właśnie nad Valencią, która przyjeżdżając na Camp Nou pod wodzą Gary'ego Neville'a została odprawiona z bagażem aż siedmiu goli. Ciekawostką może być fakt, że z jedenastki, która wówczas mierzyła się z Blaugraną, w obecnej ekipie Los Che pozostało zaledwie trzech zawodników: Dani Parejo, Rodrigo Moreno oraz José Luis Gaya. Teoretycznie czas leczy rany, lecz kto wie, być może wspomniani gracze "nakręcą" swoich obecnych kolegów żądzą rewanżu za upokorzenie sprzed dwóch sezonów?

Pewną niewiadomą pozostaje również forma Barçy, jak dziwnie by to nie brzmiało. Najwięcej wątpliwości rodzi ostatni mecz z Deportivo Alavés, w którym dopiero ostatnie dwadzieścia minut przyniosło przełamanie i ostateczne zwycięstwo Azulgrany.  Do tamtej pory gra wyglądała nieciekawie, drużyna wręcz biła głową w mur, zaś zmiennicy nie pokazali nic, co przybliżyłoby ich do walki o pierwszą jedenastkę. Nie ma jednak powodów do rozpaczy, wszak każda drużyna będąca w znakomitej formie w którymś momencie przeżywa delikatną jej obniżkę. Sęk w tym, by ograniczyć margines błędu i nie pozwolić sobie choćby na jedno potknięcie, skutkujące eliminacją z jednych bądź drugich rozgrywek. Znając zmysł taktyczny i inteligencję trenerską Ernesto Valverde, nic takiego nie powinno mieć miejsca.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (22)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze