Dziś o 21:30 Barcelona zmierzy się z Valencią w meczu rewanżowym półfinału Pucharu Króla. Aby awansować, Katalończycy muszą utrzymać przewagę z pierwszego pojedynku wygranego 1:0.
W Valencii opadł już entuzjazm po znakomitym początku sezonu. Podopieczni Marcelino długo utrzymywali się na pozycji wicelidera LaLigi, ale po serii 13 meczów bez porażki nie ma już śladu. Obecnie Los Che zajmują trzecie miejsce w tabeli, a ich strata do Atlético wynosi już dziewięć punktów. Na ostatnich dziewięć spotkań w lidze Valencia przegrała aż sześć. O ile porażki z Realem i Atlético mogą być jeszcze wytłumaczone potencjałem rywala, to przegranej z ówczesną czerwoną latarnią ligi z Las Palmas nie da się już usprawiedliwić.
Valencii udało się awansować do półfinału Pucharu Króla, ale dwumecz z Deportivo Alavés wcale nie był prosty dla Los Che. Podopieczni Marcelino zdołali wywalczyć awans dopiero po serii rzutów karnych. Trudno liczyć, żeby Barcelona zdołała strzelić Valencii na Mestalla aż siedem bramek, tak jak w półfinale w 2016 roku, ale niewątpliwie to ona jest wyraźnym faworytem do awansu. Barça gra z wyrachowaniem i potrafi wykorzystywać słabe punkty rywala oraz w jednej chwili przesądzać o wyniku konfrontacji, nawet bez konieczności odpalania fajerwerków.
Wzmocniona kadra Los Che
Valencia podejdzie jednak do meczu rewanżowego silniejsza. Poważnym wzmocnieniem drużyny Marcelino z pewnością będzie powrót Geoffreya Kondogbii i Gonçalo Guedesa, którzy nie mogli zagrać w spotkaniu na Camp Nou, ale teraz znaleźli się na liście powołanych. Portugalczyk już podczas starcia ligowego z Barceloną na Mestalla zaliczył świetny występ i był najgroźniejszym piłkarzem swojego zespołu. Guedes ma w tym sezonie na koncie pięć bramek i osiem asyst. Niewykluczone, że pojawi się na boisku z ławki rezerwowych, gdyż jak powiedział Marcelino, nie jest jeszcze gotowy na 90 minut. Do kadry Valencii wrócił także Ezequiel Garay. Personalnie Los Che będą więc znacznie silniejsi niż w pierwszym pojedynku.
Nie wiadomo, kto wystąpi w ataku Valencii, ale każdy z trio Simone Zaza (10 goli w tym sezonie), Rodrigo (12) i Santi Mina (11) może stanowić zagrożenie pod bramką Jaspera Cillessena. Dodatkowo w kadrze jest jeszcze wypożyczony w styczniu z Atlético Luciano Vietto, który strzelił trzy gole w sześciu występach w Pucharze Króla. Spora siła ofensywna Los Che sprawia, że ta konfrontacja może być poważnym testem dla defensywy Barcelony. Gerard Piqué został powołany na ten pojedynek i trenował na pełnych obrotach, ale uraz mógł wybić go z rytmu. Nie wiadomo, czy Ernesto Valverde będzie ryzykował zdrowiem doświadczonego stopera w kontekście rywalizacji z Chelsea w Lidze Mistrzów. Jeśli zastąpiłby go Yerry Mina, test byłby jeszcze trudniejszy, gdyż Kolumbijczyk nie wystąpił jeszcze ani razu w barwach Blaugrany.
Barcelona rozpocznie rywalizację z pole position
Niewątpliwie siła ofensywna Valencii jest duża, ale defensywa Barcelony należy w tym sezonie do najlepszych w Europie. Wiele mówiło się w obecnych rozgrywkach o świetnej dyspozycji ter Stegena, ale warto dodać, że Cillessen puścił zaledwie dwa gole w siedmiu spotkaniach Pucharu Króla. W całym sezonie Barça uzbierała aż 23 czyste konta we wszystkich rozgrywkach. Decydujące w tym starciu może być jednak strzelenie gola przez Katalończyków i pod tym względem warto do dorobku Blaugrany porównać statystykę straconych bramek przez Valencię. Otóż Los Che tylko w ośmiu pojedynkach zdołali zachować czyste konto i tracą średnio ponad jedną bramkę na mecz. A każdy zdobyty gol przez Barcelonę to gigantyczny krok Katalończyków na drodze do awansu.
Na korzyść Barcelony przemawiają także inne statystyki. Katalończycy nigdy nie przegrali dwumeczu w Pucharze Króla, gdy prowadzili 1:0 po pierwszym spotkaniu. Ponadto ostatni wynik uzyskany przez Barçę na Mestalla, który wyeliminowałby ją z rozgrywek, padł w sezonie 2001/2002 (0:2). Rezultat pierwszego pojedynku determinuje sytuację w rewanżu. Valencia musi zagrać nieco odważniej, co mogą wykorzystać podopieczni Ernesto Valverde, którzy przed rewanżem zajęli pole position i teraz wystarczy im nie popełnić błędu, aby uzyskać awans. Drużyna Valverde udowodniła już, że potrafi grać wyrachowaniem, aby osiągnąć postawiony cel.
Trudny terminarz rywali
Barcelona prawdopodobnie przystąpi do meczu z Valencią z once de gala. W starciu z Espanyolem w LaLidze Ernesto Valverde dał odpocząć kilku podstawowym piłkarzom (Leo Messiemu, Jordiemu Albie, Sergiemu Roberto, Ivanowi Rakiticiowi), którzy nie wystąpili od pierwszej minuty. Mimo intensywnego pojedynku w trudnych warunkach z Los Pericos trzeba przyznać, że ze znacznie trudniejszym rywalem mierzyła się Valencia, która musiała liczyć na podstawowych piłkarzy w ważnej konfrontacji z Atlético. Ponadto, oprócz spotkania z Barceloną, Los Che mierzyli się jeszcze ostatnio z Realem Madryt, a dodatkowo piłkarze tego zespołu grali wcześniej przez 120 minut w drugim starciu z Alavés w ćwierćfinale Pucharu Króla. Dla drużyny Marcelino terminarz na przełomie stycznia i lutego był niezmiernie ciężki i natężenie meczów może im uniemożliwić zaprezentowanie odpowiedniej agresywności w grze przez pełne 90 minut, która mogłaby pozwolić im na nawiązanie rywalizacji z Barceloną.
W grze o taką stawkę przy nierozstrzygniętych losach rywalizacji każdy zespół byłby groźny na własnym stadionie, a zwłaszcza Valencia, która wciąż należy do najlepszych hiszpańskich drużyn tego sezonu. Wynik w dwumeczu na razie jest dla Barcelony bardzo korzystny, ale prowadzenie nie jest na tyle duże, by móc już teraz otwierać szampany. Niemniej jednak Blaugrana ma większość atutów po swojej stronie - silniejszą kadrę, mniej intensywny terminarz, lepszą dyspozycję i przede wszystkim korzystny rezultat z pierwszego spotkania. Jeśli Barça pokona dziś Valencię, osiągnie swój piąty finał Pucharu Króla z rzędu, ustanawiając nowy rekord rozgrywek.
Komentarze (21)