Yerry Mina: Upadłem, ale podniosłem się, żeby znów walczyć

Grzegorz Zioło

11 sierpnia 2018, 13:50

Mundo Deportivo

11 komentarzy

Yerry Mina spędził w FC Barcelonie zaledwie pół sezonu i rozegrał w jej barwach sześć meczów, po czym został sprzedany do Evertonu z dużym zyskiem dzięki dobrym występom na mistrzostwach świata. W wywiadzie dla Mundo Deportivo Kolumbijczyk przyznaje, że nie żywi urazy do Blaugrany i odchodzi do Anglii, żeby odnieść sukces, a w przyszłości być może wróci na Camp Nou.

Zamykasz zaledwie ośmiomiesięczny etap w Barcelonie. Z jakim poczuciem odchodzisz?

Mogę jedynie podziękować całej Barcelonie, od moich kolegów z boiska, którzy byli bardzo ważni w procesie mojej adaptacji, przez sztab szkoleniowy i pracowników klubu, aż po kibiców, którzy zawsze wspierali mnie na boisku i poza nim. Odchodzę ze słodko-gorzkim posmakiem, ponieważ chciałem pokazać swoje możliwości i to, co mam w środku. Niestety nie udało mi się to, ale taki jest futbol i teraz będę musiał zrobić to we wspaniałym klubie, jakim jest Everton. Dziękuję Bogu i odchodzę spokojny, ponieważ zawsze starałem się wnieść swój wkład i pomagać kolegom na boisku i poza nim.

Dlaczego twoim zdaniem nie udało ci się odnieść sukcesu w Barcelonie?

Myślę, że to była seria trudnych sytuacji. Każdy chce tutaj dać z siebie wszystko. Zakończyłem sezon z małą zadrą, ale na mundialu udało mi się zrobić coś więcej i pozbyć się jej. Znam siebie i wiem, co mogę wnieść do drużyny, dlatego odchodzę z nieco gorzkim posmakiem, ale taka jest piłka. Nie otrzymałem zbyt wielu minut, ale dziękuje trenerom za każdą z nich, ponieważ byli ze mną i wspierali mnie. Teraz cieszę się tym, co będzie i myślę o tym, jak pomóc nowej drużynie. Wiem, że grałem niewiele i miałem mało szans, żeby się pokazać, dlatego wciąż tkwi we mnie ta zadra. Teraz cieszę się na grę w Evertonie i Premier League, którą zawsze śledziłem i w której chciałem grać.

Co było większym obciążeniem: dołączenie do Barçy po trzech miesiącach kontuzji czy zmiana z piłki brazylijskiej na hiszpańską?

Myślę, że brak gry, ponieważ z upływem czasu i pomocą kolegów robiłem postępy w adaptacji. Problem polega na tym, że jeśli zawodnik nie dostaje minut i gra w jednym meczu, a w następnym dopiero za dwa miesiące, jest to trudna sytuacja, ale trzeba być przygotowanym na wszystko. Nie wyszło mi, ale dziękuję wszystkim za to, czego nauczyłem się od cracków Barçy. Nazywam ich panitas, czyli przyjaciółmi, ponieważ to nie tylko wielcy piłkarze, ale też wspaniali ludzie. Odchodzę zadziwiony tym, co od nich dostałem, ponieważ zawsze mnie wspierali.

Z zewnątrz może nieco dziwić, że Barça sprowadziła cię w styczniu i sprzedała po zaledwie ośmiu miesiącach. Czujesz się nieco rozczarowany?

Nie, ponieważ tak jak mówiłem, nauczyłem się wiele od gwiazd Barçy i taki jest futbol. Kto wie, być może za kilka lat sytuacja się zmieni. Teraz będę walczył dalej i nie spoglądał w tył. To bardzo ważne dla mnie, dla mojego klubu, mojej rodziny i wszystkich, którzy mnie wspierają.

Odchodzisz z myślą o powrocie do Barçy?

Tak, oczywiście, Barça to wspaniały klub i chciałbym grać w nim zawsze. Koledzy z drużyny, trenerzy, pracownicy... dziękuję im wszystkim i każdemu z osobna. Obecnie skupiam się na Evertonie, który teraz jest moim klubem, i będę walczył za niego na śmierć i życie, ponieważ okazał mi zaufanie. Jeśli pojawi się taka okazja, będę chciał wyjąć tkwiącą we mnie zadrę.

W jednej z wypowiedzi nie ukrywałeś, że podczas twojego pobytu w Barcelonie miałeś złe momenty. Do jakiego stopnia cierpiałeś?

To skomplikowane, nie chcę wchodzić w szczegóły, ale były złe momenty. Jak wszyscy zawodnicy przechodzę lepsze i gorsze chwile, a w tych złych nie można stać z założonymi rękami. Byłem wkurzony. Upadłem, ale podniosłem się i teraz jestem tutaj, by dalej walczyć.

Co było największym pozytywem w ciągu tych ośmiu miesięcy w Barcelonie?

Grupa. Koledzy z drużyny byli wspaniali. Są skromni i zawsze chcą pomóc innym zawodnikom. Nowi piłkarze są witani z otwartymi ramionami i parasolem ochronnym. Od tej strony odchodzę bardzo zadowolony, ponieważ czułem się tu dobrze.

Pomijając trudności, Barça sprawiła, że stałeś się lepszym piłkarzem?

Tak, bez żadnych wątpliwości. Każdy trening z Leo, Jordim, Coutinho, Suárezem czy Paulinho sprawił, że jestem szybszym i bardziej uważnym graczem, ponieważ otaczali mnie najlepsi piłkarze. Także Piqué i Umtiti... trening z każdym z nich sprawiał, że byłem silniejszy mentalnie i lepszy technicznie. Czuję, że wiele się nauczyłem i poprawiłem swoją grę.

Miałeś wiele propozycji i zdecydowałeś się na Everton. Dlaczego?

Tak, dzięki Bogu miałem wiele ofert. To problem, ale w pozytywnym sensie. Zdecydowałem się na Everton, ponieważ okazał mi wiele zaufania i jest to drużyna, którą śledziłem w ostatnich latach. Wyróżniali się w niej tacy zawodnicy jak Fellaini czy Aaron Lennon. To zespół, który walczy z najlepszymi, i myślę, że możemy wykonać tu świetną pracę.

Everton wydaje wiele pieniędzy na wzmocnienia. Myślisz, że może rozegrać taki sezon jak trzy lata temu Leicester?

Chciałbym tego, ale musimy pracować, być zjednoczeni i iść w jednym kierunku, żeby wszystko wyszło dobrze.

W jakim stopniu wpływ na twoją decyzję miało zaufanie okazane przez trenera Evertonu?

Przed wakacjami, kiedy byłem na mundialu, zdecydowałem, że skoro nie dostanę szansy na dalszą grę w Barcelonie, odejdę do drużyny, której trener szczególnie chciałby mnie sprowadzić. W trakcie wakacji Marco Silva dzwonił do mnie wiele razy, pytał, jak się czuję i czy trenuję. To mi się podobało i w ten sposób zdobył moje zaufanie.

Na twoje szczęście nie wszystko w Evertonie będzie nowe i nieznajome. Będziesz mieć dwóch kolegów, z którymi dzieliłeś szatnię w Barcelonie: André Gomesa i Lucasa Digne'a.

Tak, myślę, że to również pozwoli nam wszystkim zaadaptować się szybciej. To zawsze pomaga, kiedy ma się w szatni kogoś znajomego.

Co pociąga cię w Premier League?

To bardzo konkurencyjna liga, w której mały klub zawsze może wygrać z wielkim. Chcę rywalizować w takich warunkach.

W ciągu kilku miesięcy doświadczyłeś dwóch obliczy futbolu: rozczarowania w Barcelonie pomimo dwóch zdobytych trofeów i radości na mundialu, którego zostałeś rewelacją. Jak zniosłeś to wewnętrznie?

Zawszę staram się być wyśrodkowany. Kiedy jest dobrze, nie cieszę się przesadnie, a kiedy jest źle, nie umartwiam się. Z Bożą pomocą staram się być jak najbardziej stabilny. Na mundialu czułem, że łapię oddech po wszystkim, co się wydarzyło, i udowodniłem samemu sobie swoje możliwości.

Jakie są twoje najbliższe marzenia do spełnienia?

Wykonać dobrą pracę w Evertonie i wygrać Premier League.

U kogo odnajdywałeś pocieszenie w trudnych chwilach?

U mojej rodziny, która zawsze jest ze mną w lepszych i gorszych chwilach. U mojego taty, mojej mamy, narzeczonej, brata, wujka, wszystkich bliskich mi osób jak Felipe (inny z agentów - red.) oraz przyjaciół, o których wiem, że są ze mną na dobre i na złe, a nie takich, którzy pojawiają się teraz po dobrym mundialu.

Jaką wiadomość możesz przekazać kibicom Barcelony?

Chcę podziękować im za wszystko, co dobre i złe, ponieważ to co złe sprawiło, że jestem silniejszy, a to co dobre motywowało mnie każdego dnia. Chcę im więc podziękować za wsparcie na boisku i poza nim, bardzo to doceniam. Visca el Barca!

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (11)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze