Wczoraj Ousmane Dembélé zapewnił zwycięstwo FC Barcelonie w trudnym meczu z Realem Valladolid i w ten sposób zamknął swój pierwszy rok w barwach Blaugrany. 25 sierpnia 2017 roku klub oficjalnie ogłosił transfer francuskiego napastnika z Borussii Dortmund za rekordową sumę 105 milionów euro plus 40 milionów zmiennych. Po 365 dniach zawodnik wciąż zmaga się z presją nałożoną na niego przez tę kwotę, jednak po trudnym początku wreszcie zaczyna pokazywać, na co go stać.
Dembélé musiał zmagać się nie tylko z łatką najdroższego piłkarza w historii klubu, ale też ze świadomością, że został sprowadzony na Camp Nou jako następca Neymara. Na domiar złego już w trzecim meczu ligowym Francuz doznał ciężkiej kontuzji, która jeszcze bardziej utrudniła 20-letniemu wówczas zawodnikowi proces adaptacji. Po powrocie do gry na wiosnę Ousmane kilkukrotnie błysnął na murawie, między innymi zdobył gola w meczu Ligi Mistrzów z Chelsea, jednak krytyka nie ustawała. Napastnikowi wypominano, że jest daleki od swojej formy z Borussii, brakuje mu profesjonalizmu w diecie i podejściu do treningów, a także nie utrzymuje kontaktów z kolegami z zespołu z powodu słabej znajomości języka.
W pewnym momencie pojawiły się nawet głosy, że Dembélé może odejść z klubu. Barcelona mogła odzyskać choć część zainwestowanych w niego pieniędzy, a sam zawodnik mógł mieć wątpliwości co do swojej roli w zepole, zwłaszcza po transferze Malcoma. Po niezbyt udanym indywidualnie mundialu (choć drużynowo Dembélé został przecież mistrzem świata) po napastnika miały zgłosić się PSG i Arsenal, ale Ernesto Valverde nie chciał słyszeć o sprzedaży Francuza. Txingurri postanowił wziąć w obronę młodego gracza i dać mu szansę na odbudowanie formy, którą zachwycał w Ligue 1 i Bundeslidze.
Pozytywne efekty tej decyzji przyszły jeszcze przed końcem sierpnia. W trzech oficjalnych meczach Barcelony Dembélé zdobył dwa bardzo ważne gole. Pierwszy z nich zapewnił Blaugranie triumf w Superpucharze Hiszpanii z Sevillą, a drugi dał wczoraj drużynie cenne trzy punkty na Estadio José Zorrilla. Francuz zaczął też spełniać inne zadania, których wymaga od niego Ernesto Valverde, i dzięki odważnym wejściom w pojedynki jeden na jednego tworzy przestrzenie dla Leo Messiego, Luisa Suáreza czy Philippe Coutinho. Ma to jednak również swoje wady: jak wyliczył AS, Dembélé w trzech meczach tego sezonu stracił piłkę aż 63 razy.
Francuz wydaje się także coraz bardziej zżyty z kolegami z drużyny, co widać między innymi po wspólnej celebracji goli. Napastnik odpłaca się za otrzymane zaufanie i obecnie jego najważniejszym zadaniem będzie utrzymanie się na fali wznoszącej i poprawienie ostatnich mankamentów w grze. Jeśli tym razem Ousmane'a Dembélé będą omijać kontuzje, jego talent powinien objawić się na Camp Nou w pełnej okazałości.
Komentarze (63)