Marc-André ter Stegen był blisko odejścia z Barcelony trzy lata temu, ale klub ostatecznie postawił na niego, w związku z czym bramkarz pozostał w zespole. Niemiec czuje się coraz bardziej związany ze stolicą Katalonii, a życie w centrum miasta pozwala mu na utrzymywanie kontaktu z mieszkańcami.
− Lubię, gdy ludzie widzą mnie jadącego na elektrycznym motorze. Mieszkam w centrum i cieszę się tym. Staram się przyzwyczajać do nowych perspektyw. Od czasu przeprowadzki łatwiej poznaje mi się nowych ludzi, odkrywa, jacy są i jak żyją… Każda kultura jest inna, trzeba się zaadaptować. Myślę, że jestem coraz bliżej Katalończyków. Jestem Niemcem, ale zbliżyłem się do nich. Zabawnie obserwuje się zmiany, które zaszły.
− Czasem mówię po katalońsku, ale nie idzie mi to jeszcze za dobrze. Ludzie się ze mnie śmieją, jednak myślę, że są zadowoleni z moich prób, bo dzięki nim bardziej identyfikuję się z tutejszą kulturą i mentalnością. Kocham to miasto i chcę to przekazać ludziom. Jestem Niemcem, ale chcę jak najlepiej zaadaptować się i mówić po katalońsku. Wiem, że daleko mi do perfekcji, ale moje błędy są zabawne, cieszę się, że ludzie dobrze się bawią.
− Cieszę się, że dziennikarze zadają mi pytania po katalońsku, mówiąc powoli, dzięki temu rozumiem ich i mogę odpowiedzieć po hiszpańsku.
− Po moim drugim sezonie w Barcelonie ważyły się moje losy jako piłkarza, ale musiałem wziąć też pod uwagę moją rodzinę, żonę. Ona studiuje w Barcelonie i jest tu szczęśliwa. Pozostanie w klubie zawsze było moim priorytetem pod warunkiem, że mógłbym grać. W tamtym momencie nie byłem jednak zadowolony i myślałem nad zmianą otoczenia.
− Jestem szczęśliwy ze sposobu, w jaki zachował się klub i w jaki poradziła sobie moja żona. Zacząć studia w jednym miejscu i później zmienić uczelnię… to może być niewygodne. Nie chodzi tu o ter Stegena jako piłkarza, ale jako zwykłą osobę, która chce tego co najlepsze dla swojej partnerki.
Komentarze (23)