Były piłkarz m.in. Barcelony Deco podzielił się wspomnieniami z czasów gry w barwach katalońskiego klubu. Opowiedział również o najbardziej bolesnej porażce w jego karierze oraz porównał Messiego i Cristiano, z którymi miał okazję występować w jednej drużynie.
Czym się zajmujesz obecnie?
Mieszkam w Porto i reprezentuję interesy piłkarzy występujących w Porto, Sportingu i klubach w Brazylii.
Często podróżujesz do Brazylii?
Tak.
Czujesz się bardziej Brazylijczykiem czy Portugalczykiem?
To bardzo trudne pytanie! Bardziej lubię Porto i to ma duże znaczenie.
Teraz jednak zapytam cię o twoją brazylijską tożsamość i poproszę, abyś odniósł się do Bolsonaro i tego, że poparcie jego kandydatury na urząd prezydenta Brazylii sprowadziło sporą krytykę na wielu piłkarzy takich jak np. Ronaldinho.
Trudno jest wyrazić jakąś opinię na ten temat. Od kilku lat mierzymy się w Brazylii z bezprecedensowym zjawiskiem korupcji. Posłowie i senatorowie wzbogacają się w nielegalny sposób, a były prezydent jest osadzony w więzieniu. To dla kraju bardzo trudna sytuacja. Panuje alarmujący stan niepewności społecznej i jasne jest, że ludzie chcą jakiejś zmiany. Nie wiem, czy odpowiada mi kierunek tych zmian, ale trzeba coś zmienić w tej sytuacji.
Wróćmy do futbolu. Piłka stała się bardziej fizyczna? Jest mniej widowiskowa niż w czasach, kiedy byłeś czynnym zawodnikiem?
Są pewne narzędzia kontrolujące efekty treningowe, które wcześniej nie istniały. Można szczegółowo określić obciążenie w czasie zajęć i po minucie wiadomo, jak pracował każdy piłkarz. To sprawia, że walka fizyczna odgrywa większą rolę, ale to najważniejsze drużyny mają najlepszych graczy. Chorwacja pokazała ostatnio spektakularny futbol, Barça jest wierna swojemu stylu i nadal wygrywa. Real Madryt dysponuje wielką siłą, ale zwycięża w Lidze Mistrzów dzięki grze opartej o jakość takich piłkarzy jak Modrić czy Isco.
Z jakim aktualnie grającym piłkarzem mógłbyś się utożsamić?
Z uwagi na moje "zawodowe zboczenie" najbardziej skupiam się na pomocnikach. Uwielbiam oglądać w akcji Modricia i Iniestę. Naprawdę lubię patrzeć na Modricia. Cristiano był wielką postacią i dał najwięcej Realowi, ale to Modrić był kluczem do ostatnich sukcesów Realu Madryt.
Rozumiesz transfer Cristiano?
Rozumiem go. Po wygraniu trzech pucharów Ligi Mistrzów z rzędu bardzo trudno, aby wszystko funkcjonowało tak jak dotychczas. Odszedł trener, drużyna musi przejść odnowę i Cristiano doszedł do wniosku, że to był odpowiedni moment na odejście. To logiczne.
Jakie masz wspomnienia związane z drużyną Barçy, do której dołączyłeś?
Obecna Barcelona jest zupełnie inna od tej, w której występowałem. Moja Barça była wielką drużyną, ale miała kompleks braku trofeów. Wielkość zespołu nie szła w parze z liczbą zdobytych tytułów. Udało nam się zmienić trochę tę tendencję i wprowadzić więcej radości. Ronnie był bardzo ważny. Daliśmy klubowi potrzebną radość, a potem pokolenie Leo, Xaviego oraz Iniesty wprowadziło drużynę na sam szczyt.
Co pomyślałeś, kiedy zobaczyłeś Messiego po raz pierwszy?
Pamiętam ten pierwszy raz. Widząc go teraz, mogę powiedzieć, że nic się nie zmienił. Wciąż gra z tym samym spokojem. Zachwyca prostotą poruszania się po boisku. Kiedy piłkarz ma 18 lat, to naturalnie jest lekko przestraszony. Leo taki nie był.
Prosił cię o rady?
Czasami tak, ale zawsze był tak samo spokojny.
Poznałeś również Cristiano jako bardzo młodego chłopaka. Obaj mieli coś, co ich łączyło?
Zawsze byli bardzo odmienni od całej reszty. Widać było po Cristiano, że zawsze chciał osiągać coraz więcej.
Jego ambicja jest kluczowa?
Zawsze chciał więcej w czasie treningów i meczów. Zawsze prosił o więcej.
Dlaczego zdecydowałeś się dołączyć do Barçy?
To było moje marzenie od czasów, kiedy byłem dzieckiem i oglądałem w akcji Romario. Po przybyciu do Porto zawsze myślałem o Barcelonie.
Tamta drużyna Porto była wspaniała, a ty byłeś jej liderem. Trudno było przybyć do Barçy i zdać sobie sprawę, że nie jesteś już liderem?
Musiałem cofnąć moją pozycję na boisku. Rijkaard poprosił mnie, abym grał nieco bardziej z tyłu, za Ronaldinho i Samuelem Eto'o. Grałem już w ten sposób wcześniej w Porto i nie miałem z tym problemu. Chciałem jedynie wygrywać.
Docenia się wystarczająco twój wkład w grę tamtego zespołu?
Przez pewien czas tak było, ale potem wszystko się skomplikowało, ponieważ doznaliśmy dotkliwej porażki z Realem. To było również wtedy, kiedy wygwizdali nas na Camp Nou. Kibice myśleli, że Eto'o i ja celowo uniknęliśmy spotkania na Bernabéu. Dostałem kartkę, ale nie wiedziałem, że pociągnie to za sobą karę zawieszenia. Kiedy gra się w jednym klubie przez cztery lata i wygrywa wiele trofeów, to gwizdy oczywiście bolą.
To właśnie ty dawałeś charakter tamtej drużynie złożonej z samych artystów?
Tak, ale ograniczałem się do wykonywania tego, co akurat było potrzebne w danym meczu. Barça gra ładnie dla oka, ale kiedy trzeba być twardym, jest się twardym. To mi przychodziło naturalnie i robiłem to, co trzeba było robić.
Co pamiętasz z twoich początków w drugiej lidze portugalskiej, zaraz po przyjeździe z Brazylii?
To był świetny czas. Wciąż mam kontakt z ludźmi z klubu Alverca. Mam tam wielu przyjaciół. Przybyłem tam razem z Caju i teraz jestem chrzestnym jego córki. Przyjechałem do Portugalii, mając 18 lat. Myślałem, że trafię do Benfiki. Potem jednak oddali mnie do ich filialnego klubu i to była dla mnie niespodzianka. Musiałem to jednak zaakceptować. Potem awansowaliśmy do pierwszej ligi i podpisałem kontrakt z Porto.
Kto jest najlepszym piłkarzem, z jakim miałeś okazję grać w jednej drużynie?
Bez zastanowienia mógłbym powiedzieć, że Messi i Cristiano są najlepsi. Głównie dlatego, że nikt nie wyobrażał sobie, aby byli w stanie grać przez tyle lat na tak wysokim poziomie. Jednak piłkarzem, który wywarł na mnie największe wrażenie, był Ronaldinho. I to nawet mimo tego, że nie był najbardziej decydujący. To właśnie on zawsze będzie dla mnie najlepszy.
Znaliście się wcześniej przed wspólną grą w Barcelonie?
Nie. Poznaliśmy się dopiero w Barcelonie i od razu nawiązałem z nim nić porozumienia. Nie da się porównać z niczym innym chwil, które mogłem przeżyć razem z nim. Było magicznie.
Finał mistrzostw Europy w Portugalii jest twoim najgorszym momentem w karierze piłkarskiej?
Ten mecz, ale również przegrany finał z Internacionalem Porto Alegre w klubowych mistrzostwach świata w 2006 roku. To był najgorszy dzień.
Co się stało?
Nasze przygotowania do meczu były złe. Nie wyszła nam ani podróż, ani sposób oceny rywala.
Myśleliście, że jesteście tak dobrzy i przyciskając w dowolnym momencie, zdołacie pokonać każdego przeciwnika?
Chodziło o brak rzetelnego przygotowania się do tego meczu. To zupełnie inna historia niż w przypadku mistrzostw Europy. Gdybyśmy rozegrali finał EURO przeciwko jakiejś wielkiej drużynie, to byśmy wygrali. Ponieważ to była jednak Grecja, mieliśmy wrażenie, że będzie bardzo trudno z nią przegrać. A rywale cofnęli się i bronili. Finał z Internacionalem był jednak gorszy.
Do Barcelony przybył Guardiola, a ty odszedłeś. Rozmawiałeś z nim na ten temat?
Nigdy nie było mi dane porozmawiać z Guardiolą. Nie rozmawiałem z nim, zrobił to mój reprezentant. Moje odejście z Barçy było brzydkie, ale to nie była wina Guardioli. Wina leżała po stronie działaczy. Odgórnie postanowiono, że musimy odejść we trzech. Ostatecznie Samuel pozostał w drużynie. Podziwiam pracę wykonywaną przez Guardiolę. Kiedy tylko go spotkam, przywitam się z nim bez żadnego problemu. To jest właśnie futbol.
Komentarze (36)