Pedro: Jeśli dostanę telefon z Barcelony, rzucę wszystko

Julia Cicha

27 grudnia 2019, 14:30

Marca

26 komentarzy

Fot. Getty Images

Pedro Rodríguez udzielił wywiadu dziennikowi L’Esportiu. Napastnik opowiedział m.in. o sezonie sekstetu, o swojej ewolucji piłkarskiej oraz o możliwym powrocie na Camp Nou.

Powrót do Barcelony: Jeśli dostanę taki telefon, rzucę wszystko. [śmiech] W trakcie presezonu, gdy grałem przeciwko Barcelonie, po rozmowie z trenerem zobaczyłem taką możliwość. Drzwi szybko jednak zostały zamknięte. Obecnie nie wiem, co się ze mną stanie, wiem tylko, że z końcem sezonu wygasa moja umowa z Chelsea.

Transfer do West Hamu: Nie wiem, zobaczymy… Na pewno chcę dalej dobrze się bawić, grając w piłkę.

Od Pedrito do Pedro: Kiedy odszedłem do Anglii, nie byłem tą samą osobą jak wtedy, gdy trafiłem do Barcelony. Wiem, że z Barçy zabrałem ze sobą więcej przyjaciół i sympatii niż tytułów.

Klubowe mistrzostwa świata w Abu Dhabi: Nie da się tego zapomnieć, nawet na myśl o tym emocjonuję się. To była jedna z najbardziej świętowanych wygranych i najlepszy gol mojego życia, a przynajmniej najważniejszy. Jestem szczęśliwy, że byłem częścią tamtego zespołu i miałem szczęście przeżyć tamte dni i lata. Minęło już 10 lat? Wszystko dzieje się tak szybko, ale takie jest życie. To wyjątkowe wspomnienia, czasem wydaje się, że to sen.

Gdyby ktoś powiedział mu, że jego kariera taka będzie: Odparłbym, że jest pijany albo szalony. Jak mógłbym wyobrazić sobie tak piękną karierę? To niemożliwe, o tym nawet się nie śni. Nawet teraz patrzę wstecz i zastanawiam się, czy to wydarzyło się naprawdę. Myśląc na chłodno, to było niewiarygodne.

Zasłużyłeś na to?: Miałem szczęście, że trafiłem na Pepa Guardiolę i na grupę niesamowitych piłkarzy: Messiego, Valdésa, Xaviego, Iniestę, Villę… Szczęście nie trafia się samo, jak mówił Luis Aragonés, na nie się pracuje. Uważam, że dałem z siebie tyle, ile mogłem. Znam jednak osoby, które wkładają w coś dużo wysiłku, a nie są nagradzane. Ja byłem. Nie wyobrażałem sobie tej kariery, gdy grałem np. w Reus. Przed występami choćby na San Siro występowałem też na malutkich stadionach.

Początki: Lubię wspominać, skąd pochodzę, czasy w San Isidro, w Tenerife, gdy miałem 16 lat, a grałem z zawodnikami w wieku mojego ojca. Trener Toni Ayala mówił mi: „Skacz, Pedrito, skacz…”. Biedak bał się, że jedno kopnięcie złamie mi nogę.

Guardiola: Wiele poświęciliśmy, wkładaliśmy w grę wiele wysiłku. Dlatego niektóre trofea zdobyliśmy wręcz agonicznie. Pamiętam, że na początku Guardiola powiedział nam, że wybaczy nam wszystko, tylko nie brak wysiłku. Bardzo na nas naciskał. Nie tylko w Barcelonie B. Ode mnie wymagał intensywnej obrony. Pamiętam, że w meczach przeciwko Interowi mówił mi: „zajmij się bocznym obrońcą, by nie podchodził wyżej. Kiedy się rozkojarzy, wbiegnij mu za plecy”. Zajmowałem się więc bardziej kryciem niż atakiem do momentu, gdy udawało mi się go minąć. Myślę, że w ten sposób strzeliłem kilka bramek. Pep jak zawsze miał rację. [śmiech] Praca i codzienny wysiłek pozwoliły mi stawać się coraz lepszym. Do tego doszła ambicja, by robić wszystko dobrze. Nigdy nie uważałem, bym miał jakiś dar, nie mamy wyjątkowych umiejętności. To kwestia pracy, prawdą jest również, w konkretnych momentach miałem szczęście.

Messi: Jak mógłbym uważać się za lepszego od Xaviego? Zawsze było dla mnie jasne, że byłem w drużynie, by pomagać. Wszyscy wiedzieliśmy, jaka była nasza rola. Leo był ponad wszystkimi, ale nie graliśmy dla niego, a z nim, u jego boku. On był nam bardzo wdzięczny. Pamiętam, że kiedyś dobrze mu podałem, a on zdobył bramkę (choć zazwyczaj było na odwrót), a on mi dziękował. Myślałem sobie: „to ja ci dziękuję, że jesteś tak dobry!”. Leo zawsze był bardzo hojny, pomagał nam na swój sposób, a my jemu na swój. To świetny kolega, niesamowity facet. Wiele razem przeżyliśmy. Jeśli musiałem biegać więcej od wszystkich, robiłem to szczęśliwy. Naprawdę dobrze się bawiłem.

Odejście z Barçy: Nie grałem tyle, ile bym chciał, i pojawiła się szansa. Nie mam nic nikomu do zarzucenia, w szczególności Luisowi Enrique, który zawsze był ze mną szczery. Postawił sprawę jasno, nigdy mnie nie oszukał. Było jasne, że przy Neymarze, Messim i Suárezie nie było dla mnie dostatecznej liczby minut niezależnie od tego, ile bym walczył. Czuję, że nigdy nie byłem tchórzem. Od dziecka na boisku i poza nim byłem odważny i walczyłem.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (26)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze