Lillian Thuram: Wciąż mam koszmary z Pedro Munitisem

Maciej Łoś

19 maja 2020, 17:15

AS, Libero

Brak komentarzy

Fot. Getty Images

Lillian Thuram udzielił wywiadu magazynowi Libero. Były zawodnik Barcelony opowiedział m.in. o rasiźmie w sporcie, a także o swoich wspomnieniach z gry w Hiszpanii.

Polityka i piłka nożna: Bez wątpienia, w profesjonalnym futbolu jest dużo polityki. Wiele osób chce wierzyć, że tak nie jest, ale prawda jest taka, że piłka nożna jest ogólnym obrazem społeczeństwa, w którym żyjemy. Futbol broni ideologii politycznej, a tym samym ekonomicznej, która definiuje nasze czasy.

Fundacja: Wszystko zaczęło się dość nietypowo. Byłem na obiedzie w konsulacie francuskim w Barcelonie, chyba miałem wtedy 36 lat. Spotkałem mężczyznę, który spytał, co chcę robić w życiu po zakończeniu kariery. Odpowiedziałem mu, że chcę zmienić świat. Edukować i zwiększać świadomość w szkołach przeciwko homofobii, rasizmowi i seksizmowi. Odpowiedział mi, że nie można zmienić świata, ale ja trwałem w swoim przekonaniu, chociaż nie wiedziałem, jak to zrobić. Kilka tygodni później otrzymałem telefon od tego człowieka, który powiedział, że dzięki mnie zdał sobie sprawę, że jest to możliwe. Właściwie to on podrzucił mi ten pomysł, jest teraz wiceprezesem fundacji i pracuje w centrali w Barcelonie. W sumie dwóch wiceprezesów jest z Hiszpanii, Juan Campmany i Rafael Vilasanjuan. Bardzo się cieszę, że Barça wspiera mnie w moich działaniach, ponieważ świat piłki nożnej jest bardzo ważny, dotyka wielu ludzi, dlatego uważam, że trzeba wykorzystywać futbol, aby opowiedzieć o problemach społecznych.

Napisanie przedmowy książki Sarkozy mnie wyrzucił dla Charlie Hebdo: Chodziło o to, by pokazać ludziom, że nie mogą decydować o życiu innych. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że żyjemy w niesprawiedliwym świecie. W rzeczywistość niewielki odsetek jest bogaty i ma władzę, przez co myśli, że może decydować o losie reszty. Uważam, że to złe i trzeba to zmienić.

Rasizm w piłce nożnej: Obecnie jest dużo hipokryzji, czy to w Hiszpanii, Włoszech, czy we Francji. Ogólnie w Europie. Często słyszymy fanów wydających małpie okrzyki w kierunku czarnoskórych piłkarzy. Jak temu zaradzić? Wydaje mi się, że właśnie to jest hipokryzją, że myśli się o tym, ale nic się z tym nie robi. Potępiamy te sytuacje, ale nie rozwiązujemy ich. Rasizm jest obecny od stuleci, ponieważ istnieje wielka obłuda ze strony tych, którzy go potępiają. Należy to podkreślić.

Zaangażowanie piłkarzy w walkę z rasizmem: Uważam, że trzeba przeciwstawić się rasizmowi. Trzeba o tym rozmawiać i podkreślać problem, jednak większość chce pozostać neutralna. Na świecie jest wielu ludzi, którzy cierpią z powodu rasizmu. Mimo to wolą pozostać na uboczu i nie chcą zajmować żadnego stanowiska. Wszystko dlatego, że żyjemy w świecie rządzonym przez względy ekonomiczne. Musimy edukować piłkarzy, ale także całe społeczeństwo, by tak dłużej nie było. Ciemnoskórzy gracze boją się zająć stanowisko, ponieważ mogłoby to popsuć ich wizerunek i większość widziałaby to za każdym razem, gdy wychodziliby oni na boisko. Ogólnie rzecz biorąc, osoby cierpiące z powodu rasizmu są w mniejszości. Wydaje się, że gdy przeciwstawiasz się temu zjawisku, to przeciwstawiasz się większości społeczeństwa. Jeśli biały piłkarz zacząłby piętnować rasizm, to społeczeństwo mogłoby zareagować w zły sposób, dlatego bałby się to zrobić.

Mecz zawieszony z powodu okrzyków w kierunku Romana Zozuli: Jeśli sędzia nie przerwie gry, to znaczy, że nie uważa takie sytuacji za poważną. Wydaje mi się, że czasem ludzie nie rozumieją sensu takich decyzji. Najgorszą cechą rasizmu wobec osób czarnoskórych jest to, że ludzie nie uważają tego problemu za zbyt ważny. Taka jest rzeczywistość. Gdyby ogół brał takie sytuacje na poważnie, wtedy szybko podejmowano by jakieś działania. Wciąż nie ma rozwiązań, nie istnieją one obecnie. We Francji zawieszano mecze za przejawy homofobii na trybunach, ale nie za rasizm. Mówi się, że istnieje rasizm, ale nie jest poważny, że istnieje seksizm, ale nie jest poważny, że jest homofobia, ale też nie jest poważna. A w rzeczywistości każda z takich sytuacji jest poważna. Niestety w piłce nożnej istnieje niedobra hierarchizacja. Uważa się, że spotkanie można przerwać przez pewne rzeczy, ale przez inne już nie. Zarówno sędziowie, jak i piłkarze mówią, że nie słyszeli niczego obraźliwego i nie ma decyzji o zawieszeniu spotkania, pomimo faktycznych wydarzeń na boisku i na trybunach.

Rasistowskie sytuacje: Nie miałem takich, gdy grałem w Hiszpanii. Podczas mojego etapu w Barcelonie nigdy się z czymś takim na szczęście nie spotkałem. Niestety dochodziło do takich sytuacji, kiedy występowałem we włoskiej Parmie. Działo się tak na przykład podczas meczu Pucharu UEFA z Atlético Madryt na Estadio Vicente Calderón. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego, grupa kibiców znajdują się na trybunach zaczęła kierować w moją stronę obraźliwe okrzyki. Usłyszałem wtedy z ich ust: „Oby nigdy nie zdjęto stalowych kajdanów z twoich stóp".

Potępienie rasizmu przez Carlosa Kameniego: Najgorsze dla rasistów jest to, gdy atakowana przez nich osoba odnosi sukces. To jest dla nich nie do zniesienia. Przykładem jest chociażby Barack Obama. Jest on człowiekiem bardzo inteligentnym, był prezydentem Stanów Zjednoczonych. Takie coś jest dla rasistów nie do pomyślenia. Jak mają atakować przywódcę najpotężniejszego kraju na świecie? Co innego, gdy widzą czarnoskóre dziecko na ulicy lub kogoś z niższych warstw społecznych. Wtedy nie mają skrupułów. Dlatego uważam, że to, co dzieje się obecnie w piłce nożnej, jest hipokryzją. Są zawodnicy, którzy nie zajmują żadnego stanowiska, ponieważ myślą, że skoro w piłce nożnej jest dobrze, to ogólnie też. A tak naprawdę rasizm jest obecny w naszym społeczeństwie.

Dostosowanie się do stylu Barçy: Przyjechałem do Barcelony mając 34 lata, to jest już zaawansowany wiek dla piłkarza. Gdy gra się przez 10 lat we Włoszech, w zespole, który gra zupełnie inaczej, to po przyjściu do Barçy trudno się przystosować. Tutaj ma się zupełnie inną wizję piłki nożnej, jest wiele różnic. Dodatkowo uważam, że taka zmiana jest większym problemem dla kogoś starszego niż dla juniora. W każdym razie jestem szczęśliwy, że mogłem poznać Barcelonę i spędzić dwa dobre sezony w tym klubie.

Kokietowanie z Realem Madryt: Tak, było coś na rzeczy, kiedy grałem w Parmie. Spotkałem się z kilkoma dyrektorami, którzy przekazali mi, że chcieliby zobaczyć mnie w koszulce Królewskich. Nie stało się tak, bo gdy przedstawili moją kandydaturę prezesowi Realu, on ją odrzucił, ponieważ mnie nie znał. W tamtym czasie na Santiago Bernabéu przychodzili piłkarze galaktyczni, sławni, a ja do takich wtedy nie należałem. To był moment, gdy byłem najbliżej Realu.

Messi w Barcelonie: Gdy byłem w klubie, już wtedy było jasne, że zostanie najlepszym piłkarzem na świecie. Wszyscy tak mówili, to było oczywiste. Poznałem Messiego, jeszcze zanim trafiłem do Barcelony. Moi koledzy z Juventusu grali sparing z Barçą na Camp Nou. Ja zostałem w Turynie, nie mogłem pojechać z powodu kontuzji. Po ich powrocie, na sesji treningowej wszyscy zaczęli wymieniać jego nazwisko. Dosłownie wszyscy o nim rozmawiali. Mówili, że to niemożliwe, że chłopiec, który 20 dni wcześniej skończył 16 lat, ogrywał ich. Dzisiaj wciąż pokazuje, że jest niesamowitym piłkarzem.

Zinedine Zidane: Był fantastycznym piłkarzem, pracował bardzo dużo i chciał stale się poprawiać. Nie mówi się tego często, bo większość myśli, że Zidane osiągnął to wszystko dzięki talentowi, ale to nieprawda. Był bardzo pracowitym zawodnikiem. Nie jestem zaskoczony tym, że osiągnął sukces również jako trener, ponieważ znam go od dawna, zawsze był silny mentalnie. Jest jedną z tych osób, która mało mówi, ale dużo robi. Nie mówi o tym, że jest najlepszy, tylko stara się to osiągnąć po cichu. Zidane, którego poznałem w wieku 18 lat, nie był tym samym Zidane’m w wieku 25 lat. Zawsze chciał się rozwijać, najpierw jako piłkarz, a teraz jako trener.

Kylian Mbappe: Jest jednym z niewielu tego typu piłkarzy na świecie. Mam nadzieję, że w przyszłości zajmie miejsce Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. To zawodnik, który może osiągnąć ich poziom.

Najtrudniejszy rywal: To jest proste pytanie. Pedro Munitis. W czasie swojej kariery nie skupiałem się na nazwiskach, stadionach. Poświęcałem się grze. Jeśli pytałeś mnie, gdzie grałem, to nie umiałem na to odpowiedzieć. Ale Munitis zapadł mi szczególnie w pamięć. Sprawił mi wiele problemów. Podczas meczu Francji z Hiszpanią na Euro 2000 był niesamowity. Doprowadzał mnie do szału. Chrisian Karambeu znał go z Realu Madryt i próbował mnie uspokoić. Jeśli spojrzysz na moje biurko, to nie znajdziesz tam zdjęć piłkarzy, oprócz jednego. Stoję tam razem z Pedro Munitisem. Uznałem, że musi się tam znaleźć, żebym pamiętał zawszę tę lekcję pokory.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze