Bayern Monachium pokonał Barcelonę 8:2 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Spotkanie rozpoczęło się w najgorszy możliwy sposób dla Barcelony, bo już w 3. minucie Bayern objął prowadzenie za sprawą Thomasa Müllera. Cztery minuty później było już 1:1 - Alba zagrał w pole karne do Suáreza, a podanie Hiszpana przeciął Alaba, trafiając do własnej bramki.
Po piorunującym początku mogło być 2:1 dla Barcelony, ale dośrodkowanie Leo Messiego nie znalazło adresata i piłka trafiła tylko w słupek. W odpowiedzi Bayern przeprowadził akcję po stracie Sergiego Roberto, którą zakończył golem Perisić.
Pięć minut później było już 3:1 - Thiago zagrał do Gnabry'ego, Niemiec uprzedził Lengleta i podwyższył wynik spotkania. Dzieła zniszczenia w pierwszej połowie dopełnił Müller, znowu pokazując wyższość nad obrońcą Barcelony i strzelając swoją drugą, a czwartą dla Bayernu bramkę.
Po zmianie stron nadzieję na dobry wynik dał Suárez, który w pięknym stylu ośmieszył Boatenga i nie dał szans Neuerowi. Nadzieja trwała jednak tylko 6 minut, ponieważ Davies ośmieszył z kolei Semedo na lewej stronie, pognał w pole karne, dograł do Kimmicha, a Niemiec dokładając nogę zdobył piątą bramkę dla swojej drużyny.
W 82. minucie w końcu do siatki trafił Robert Lewandowski, wykorzystując dokładne dośrodkowanie z lewej strony. Koniec tortur? Absolutnie nie - to dopiero początek, dlatego że kolejne dwie bramki zdobył obecny jeszcze zawodnik Barcelony, wypożyczony do bawarskiej drużyny, czyli Philippe Coutinho.
2:8 - czy ktokolwiek z nas pamięta taki wynik w wykonaniu Barcelony? Wątpię. Bayern Monachium pokazał swoją ogromną klasę, dając ekipie z Camp Nou wielką lekcję futbolu. Nie będę pisać o tym, że zmiany są potrzebne, bo to wie każdy z nas. Wymiana składu, wymiana trenera, wymiana ludzi zarządzających drużyną - złote czasy skończyły się bezpowrotnie i tylko rewolucja pozwoli na oczyszczenie powietrza.
Komentarze (1173)