Kolejny z kandydatów na prezydenta FC Barcelony, Toni Freixa, udzielił wywiadu dziennikowi AS, szeroko opowiadając o swoim projekcie i planach na przyszłość.
Kontaktowało się z tobą kilku innych kandydatów.
Teraz dużo osób dzwoni, ale czasem są to osoby z otoczenia, a nie z konkretnej kandydatury. Sondują cię i pytają… To dobrze, oznacza to, że jest ruch w Barcelonie.
Co powiesz osobom, które uważają Laportę za zdecydowanego faworyta?
Powiem, że istnieją interesy medialne, którym na tym zależy. Trzeba rozmawiać z socios i sprawić, że zdadzą sobie sprawę z tego, jak jest.
Interesy medialne czy polityczne?
Medialne, polityczne… Spoza klubu. W Katalonii jest to sektor dominujący dyskurs publiczny.
Bardzo broniłeś Bartomeu i jego zarządu…
Zachowałem się jak socio, który chce, żeby Barcelonie dobrze szło, i który stawia ją ponad wszystkim. Nie myślałem o tym, co wypada. Przez całe życie się tak zachowywałem. Niektórzy członkowie zarządu po odejściu znikają ze sceny, nie chodzą na stadion, nie uczestniczą w życiu klubu… I udzielają się tylko, jeśli jest to dla nich korzystne. Ja tym żyję, myślę, że socios to widzą.
Twoje wypowiedzi o Bartomeu były bardziej krytyczne po jego odejściu.
Tak, to prawda. Kiedy był w klubie, trzeba było mu pomagać. Oceny wystawia się po zakończeniu sezonu. Sytuacja jest wystarczająco skomplikowana, nie ma sensu jeszcze krytykować zarządzania. Chciałem bronić go przed atakami z zewnątrz, ale po zakończeniu kadencji można się wypowiadać. Teraz nie skrzywdzimy już przez to klubu.
Pojawiły się jednak błędy.
Ja też o nich mówiłem, choćby o pakcie z prokuraturą w sprawie Neymara. Mówiłem, że to ja prowadziłem negocjacje na ten temat, a absolutnie tak nie było. Skoro osoby, które sprowadziły Neymara, mówiły, że zrobiły wszystko dobrze, trzeba było bronić tego do końca.
Nie chcesz Neymara z powrotem w Barcelonie?
To świetny piłkarz i kiedy był u nas, był drugim najlepszym graczem na świecie, ale ze względu na wszystko, co się wydarzyło, oraz na jego aktualną formę, nie na potencjał… Nie jest to operacja, którą trzeba planować.
Dlaczego nie chcesz wypowiadać się o Messim w kampanii wyborczej?
Nie wyniknie z tego nic dobrego. Mowa o kimś, komu nikt nic nie może obiecać. Mógłbym jedynie powiedzieć, że nie chcę Messiego w Barcelonie i pozwolę mu odejść. A tak nie jest, więc tego nie mówię. Reszta to zasłona dymna. Lepiej zostawić go w spokoju. Kiedy wygramy, trzeba będzie jak najlepiej załatwić tę sprawę, zawsze stawiając klub na pierwszym miejscu. Mam nadzieję, że Leo zostanie.
Dużo mówi się o dyrektorach sportowych – o Cobosie, Zorcu, Monchim… Dlaczego Barcelona nie ma własnych dyrektorów?
Mieliśmy dobrych dyrektorów sportowych takich jak Txiki i Zubizarreta. Mieli czas na pracę, klubowi brakuje jasnych pomysłów i realizowania ich bez kompleksów. Tego, co działo się w ostatnim czasie, nie można traktować poważnie. Dyrektorzy nie mogli niczego zaplanować, bo pracowali tylko jeden sezon.
Nie podoba ci się gra z dwójką piwotów Koemana?
Nie wypowiem się na temat szczegółów pracy konkretnych trenerów. Koeman tak zdecydował, bo uważa, że tak powinno być, by zrealizować cele. Musi być jednak jasne, by klub dalej grał tak samo bez przeprowadzania 40 transferów.
Jakie relacje powinien mieć prezydent z piłkarzem, jaka jest idealna równowaga? Laporta był niemal przyjacielem, a Bartomeu nie mógł wejść do szatni.
Równowaga polega na szczerości, na mówieniu prawdy. Trzeba być uczciwym i dotrzymywać słowa. Piłkarz jest gwiazdą spektaklu, a prezydent reprezentuje klub. Trzeba dać zawodnikom narzędzia, ale i dyscyplinę.
Tytuły dają jednak władzę.
Gracze nigdy nie chcą rządzić, jeśli widzą w klubie autorytet. Nie znam żadnego piłkarza, który przychodzi do jakiegoś klubu w tym celu. Jeśli jednak gra i widzi, że nikt nie rządzi, zajmuje miejsce, które mu nie przysługuje. Nie trzeba zawsze mówić „tak” zawodnikom. Problemem w ostatnim czasie była panika przed utratą graczy. Dawało się im wszystko, a i tak odchodzili i to w zły sposób.
Uważasz, że w wyborach są interesy polityczne? Potrafisz rozróżnić zwolenników i przeciwników niepodległości?
Wiem, że dwóch kandydatów spotkało się z Carlesem Puigdemontem [były przewodniczący Generalitat – przyp. red.].
Mówisz o Foncie i Laporcie.
To ty tak mówisz. Ja nie widziałem się z Puigdemontem.
A z jakimś politykiem?
Też nie. Nie biorę w tym udziału, więc nie muszę się z tego tłumaczyć.
Możesz rozwinąć kwestię niepodległości?
Nie ma znaczenia, czego zwolennikiem jest dany kandydat. W mojej ekipie są przedstawiciele obu grup, tak jak w katalońskim społeczeństwie. Nie trzeba pozycjonować się politycznie, kiedy mówi się o zarządzaniu klubem, w którym socios mają różne poglądy.
Uważasz, że 1 października 2017 roku powinno się było rozegrać mecz z Las Palmas?
Nie było innego wyjścia, katalońskie władze nie zgadzały się na przełożenie spotkania, policja mówiła, że można było grać. Zachowano się odpowiedzialnie i uniknięto problemów porządkowych.
Kontrakty niektórych piłkarzy są bardzo długie. Jak sobie z tym poradzisz?
Trzeba zarządzać wydatkami na pensje i zmniejszyć je. Komisja Zarządzająca doszła do porozumienia z zawodnikami i odroczyła wypłacenie części pensji, ale nie zmniejszyła ich. Jeśli nie będziemy mieli przychodów, trzeba będzie zmniejszyć wynagrodzenia za pomocą uczciwych i szczerych negocjacji. A jeśli się nie uda, konieczne będzie podjęcie drastycznych środków.
Uważasz, że tacy gracze jak Alba (z kontraktem do 2024 roku), Busquets (2023) i Piqué (2025) mają przyszłość w klubie?
Musi to przeanalizować trener. Nie pracowaliśmy jeszcze nad tym wystarczająco, musielibyśmy przeanalizować to po przejęciu władzy.
Przeprowadzanie transferów jest niemożliwe, trzeba więc korzystać z tego, co jest.
Oraz z piłkarzy rezerw. Nie ma problemu, grają już Araujo i Mingueza.
Niezależnie od wyników wyborów jak widzisz koniec tego sezonu?
Myślę, że mimo trudności, kontuzji i fazy przebudowy możemy aspirować do trzech trofeów. Nie widzę trypletu, ale nie ma powodu, by nie myśleć o jakimś tytule.
Porażka z Bayernem była sięgnięciem dna czy można upaść jeszcze niżej?
Mam nadzieję, że to już było dno. W życiu nie czułem nic podobnego. Być może po porażce 0:4 w finale Ligi Mistrzów w 1994 roku. Albo w Sewilli, ze względu na niemoc. W Lizbonie czułem, że moja drużyna nie dawała mi żadnej satysfakcji w żadnym momencie meczu. Mam nadzieję, że to już nigdy się nie powtórzy.
Jesteś za Espai Barca? Teraz czy po naprawieniu finansów? Nie boisz się, że Goldman Sachs kontrolowałby użytkowanie stadionu?
Trzeba przebudować stadion i trzeba zrobić to już. Konieczne jest posiadanie najlepszych instalacji i zwiększenie przychodów. Finansowanie z pomocą Goldman Sachs nie naraża dziedzictwa ani projektu sportowego. Pieniądze pożycza się jednak z jakąś gwarancją lub oddając część pola do zarządzania.
Goldman Sachs może domagać się zwiększenia składki członkowskiej socios?
A czy może podnieść ceny karnetów? Trzeba przeczytać wszystko, co jest napisane drobnym drukiem. Jeśli nie będzie to jasne, nie dopniemy umowy, znajdziemy inne źródło finansowania. Nie można narażać modelu Barçy.
Dlaczego tak przesadzasz w kwestii konspiracji sędziowskiej na niekorzyść Barcelony i na korzyść Realu?
To nie jest poza, co najwyżej jestem ogromnym kibicem. Dla mnie to jasne, powiedziałbym nawet, że się kontroluję. Koniec poprzedniego sezonu… Jeśli przez 7-8 kolejek dzieje się to samo, zapomina się o tym. A ja powtarzam, że to skandal. Potem prezes LaLigi mówi, że VAR zmienił się po telefonie Florentino do Rubialesa… Co mu powiedział w takim razie? To absolutny skandal.
Komentarze (23)