Nic dwa razy się nie zdarza?

Błażej Gwozdowski

10 marca 2021, 12:45

62 komentarze

Fot. Getty Images

Paris Saint-Germain

PSG

Herb Paris Saint-Germain

1:1

Herb Paris Saint-Germain

FC Barcelona

FCB

  • Kylian Mbappe 31' (k.)
  • 37' Lionel Messi 
  • środa, 10 marca 21:00
  • Parc des Princes
  • TVP 1

Już dziś wieczorem Barcelona z nowym prezydentem u sterów i prawdopodobnie w ustawieniu z trójką obrońców spróbuje odwrócić losy rywalizacji z PSG. Zdobycie czterech bramek w Paryżu to zadanie arcytrudne, ale zawsze pozostaje nadzieja. A ostatecznie każda wygrana to kolejny krok do przodu, który przybliża Dumę Katalonii do europejskiej czołówki. Może nie w tym, ale w kolejnych sezonach.

Kiedy Sergi Roberto zdobywał bramkę na 6:1 meczu z PSG, Barcelona powstała z kolan i przynajmniej na pewien czas odzyskała swój blask. Nawet tak okazały pojedynczy triumf nie rozwiązał problemów, z którym Klub borykał się w tamtym czasie, a które pozostają wciąż w większości nierozwiązane. Zespół budowany przez Ronalda Koemana jest pełen wad, a liczne urazy nie pozwalają nawet na stabilizację. Mimo to Barcelona przegrała od początku roku tylko trzykrotnie, z czego raz w finale Superpucharu po dogrywce, a porażka z Sevillą zaowocowała efektownym odrabianiem strat na Camp Nou. Oczywiście ta trzecia wpadka to już klęska większego kalibru.

Kolejne wcielenie Barçy Koemana

Niemal wszystkie występy Barcelony za kadencji Holendra mają jeden wspólny mianownik - tyleż tworzonych okazji bramkowych, co i błędów w obronie. Problemy defensywy przetrzebionej kontuzjami nie mogą dziwić, dlatego w ostatnich tygodniach Holender zaczął szukać rozwiązania w kolejnej zmianie ustawienia, które pozwoliłoby ukryć indywidualne niedostatki stoperów. Przesunięcie Alby i Desta na skrzydła, a także wzmocnienie defensywy kosztem napastnika póki co zdaje egzamin. Ostatnie cztery spotkania to same zwycięstwa i bilans bramkowy 10-0. Dzisiaj w bloku obrony zabraknie jednak Araujo i Piqué, co ogranicza wybór stoperów do niezbyt pewnej trójki Mingueza-Lenglet-Umtiti. Alternatywy niestety nie ma. W rezerwach gra co prawda Arnau Comas, a po kontuzji wraca Ramos Mingo, jednak o powołaniu dla nich nie mogło być mowy. Pozostanie jeszcze opcja przesunięcia De Jonga do obrony, tylko w takiej sytuacji to w środku pola trzeba by eksperymentować. Poza tymi dylematami większych niespodzianek być nie powinno. W ataku Messi z Dembélé, a za nimi Pedri. Nie ma co się oszukiwać - nic lepszego Barça do zaoferowania po prostu nie ma. A w odwodzie najlepszą opcją pozostaje 18-letni Ilaix Moriba oraz mający problemy ze skutecznością Griezmann i Trincão. Nikt w Paryżu się raczej nie przestraszy.

W Paryżu jeszcze nie świętują

Tymczasem choć urodziny siostry Neymara już jutro, to w stolicy Francji nikt jeszcze niczego nie celebruje. Tym bardziej, że Neymar i Kean nie zagrają, a Barcelona już raz skarciła PSG w Lidze Mistrzów bardzo boleśnie. Mauricio Pochettino na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że bez napastników odpowiedzialnych za połowę goli zdobytych w tym sezonie w pucharach musi trochę przeorganizować zespół. Można spodziewać się próby przejęcia środka pola przynajmniej w niektórych fazach meczu i w zależności od wyniku, a także nastawienia na szybkie kontrataki. Margines błędu jest co prawda duży, ale wymiana ciosów nie wchodzi w grę. Tym bardziej, że zwycięstwo na Camp Nou nie zmieniło charakterystyki zespołu. PSG wciąż pozostaje dość łatwym do ustrzelenia rywalem. To powinno też dawać nadzieję Barcelonie, która także musi czyhać na akcje po przejęciu piłki w środku pola. Tak najłatwiej skrzywdzić przeciwnika, a z Dembélé i Albą na polach startowych można bardzo szybko przenieść piłkę w pole karne PSG. Tym bardziej za sprawą geniuszu Leo Messiego.

Sukces rodzi się w głowach

Bardzo łatwo pastwić się nad fizycznymi niedostatkami Busquetsa czy nieporadnością Lengleta i Umtitiego. Prawda jest jednak taka, że na Camp Nou Barcelona nie przegrała 1:4 przez brak jakości, ale przede wszystkim mentalnie. Widać było brak wiary i rosnącą niepewność. Kolejne kompromitacje w Lidze Mistrzów odcisnęły piętno na wielu zawodnikach i dziś trzeba będzie się z tym zmierzyć po raz kolejny. O zwycięstwo nie będzie łatwo, ale czy w obecnej sytuacji Barça ma cokolwiek do stracenia? Nikt nie oczekuje awansu do ćwierćfinału, a na pozostałych dwóch frontach szanse na końcowy triumf są zdecydowanie większe. Trzeba po prostu zagrać dobry mecz i zobaczymy. Duma Katalonii już się przekonała, że w sentencji widniejącej w tytule wiele prawdy nie ma - po Rzymie wszak był Liverpool. Może teraz czas na bardziej pozytywny scenariusz? Optymizm przecież nic nie kosztuje.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (62)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze