- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 881 Culés
Gorące dyskusje
Arkon
1
Tak z ciekawości czy przekraczacie drugi próg podatkowy i na kogo będziecie chcieli głosować w... » Czytaj dalej
79 odpowiedzi
Arkon
8
Kiedyś dzisiejsza para fazy play off pewnie by nawet nie grała na mundialu. 32 drużyny grające... » Czytaj dalej
38 odpowiedzi
Kessie
32
W Sosnowcu jednak nie ma żadnego złota w ściekach, wychodzę a ty @Luciano99 bredziles,... » Czytaj dalej
18 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 881 Culés
11
Wybitne legendy polskiego sportu:
Panie i Panowie, rodacy, dziś przypada 125 rocznica urodzin wybitnej postaci polskiego sportu. O kogo chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Pawel13sz
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@patataj
7
@FCBparasiempre Wacław Kuchar wychował się w rodzinie pochodzenia węgierskiego. W zasadzie to długo sam o tym nie wiedział. Pewnego razu przeszukał wszystkie zakamarki rodzinnego domu i po przejrzeniu sterty rodzinnych pamiątek dowiedział się, że jego pradziadek, Bela Keler był węgierskim kompozytorem. Z kolei jego babcia, pół-Węgierka, pół-Morawianka, wyszła za rodowitego Węgra – Carolusa Kuchara, który zajmował się stawianiem mostów dla kolei żelaznych. Później urodził się jego ojciec Ludwik (nazwany później „najbardziej usportowionym ojcem w historii polskiego sportu”), który wyruszył do Krakowa, gdzie ukończył szkołę handlową. Tam zakochał się i ożenił z Ludwiką Drzewiecką a owocem ich miłości było ośmioro dzieci. A jednym z nich był właśnie Wacław. Nasz bohater urodził się 16 września 1897 roku. Jedenaście lat później państwo Kucharowie postanowili przeprowadzić się do Lwowa, gdzie ojciec Ludwik zapisał swoje dzieci do „Sokoła”, czyli Towarzystwa Gimnastycznego. Trójka starszych braci zaczęła interesować się gimnastyką. Nic dziwnego, że młody Wacek próbując pójść w ich ślady, wkradał się na halę sportową, aby móc podpatrzeć działania swojego rodzeństwa. Marzył o tym, aby także kiedyś spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Postępował sprytnie. Przez cały tydzień zachowywał się bardzo cicho, aby bracia zabrali go ze sobą na trening i w końcu się udało. W taki to sposób zaczęła się jego przygoda z gimnastyką, którą uprawiał dosłownie wszędzie. Próbował nawet w domowym ogrodzie z drzew zrobić „drążek”, jednak ojciec szybko sprowadził go na ziemię, ciesząc się jednocześnie z entuzjazmu, jaki bił od syna. W 1904 roku Wacek poszedł do szkoły. Przeważnie drogę, którą musiał przebyć, pokonywał truchtem. A były to dla niego tylko lub aż trzy kilometry. Przez te lata doskonalił swoją kondycję, a także kształtował swoje umiejętności, próbując sił w nowych dyscyplinach. Sam opowiadał, że prawdopodobnie talent przekazali mu w genach rodzice. Dzięki temu wystarczyło, żeby raz zobaczył, jak ktoś skacze wzwyż stylem nożycowym, a on po prostu go powtarzał. W 1907 roku stała się rzecz historyczna. Rodzice Wacka zaczęli zarządzać klubem sportowym, który powstał z połączenia KGS IV Gimnazjum z „Lechią”. Tak swój żywot rozpoczął Lwowski Klub Sportowy Pogoń. Po czasie zainteresowania Wacka zwróciły się ku piłce nożnej. Jak nie trudno się domyślić, bracia już całkiem dobrze opanowali sztukę posługiwania się futbolówką , więc i młody chciał spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Początkowo kopał podwórkową szmacianke, potem skórzaną skorupę, zszytą bardzo grubo z cholew starych butów. W końcu ojciec postanowił zakupić Wackowi piłkę, taką prawdziwą. Dał za nią 21 koron, czyli równowartość wówczas ośmiuset jaj! Początkowo młody Kuchar ostro trenował na przerwach szkolnych w klubie „Olimpia”, który założył wraz z kolegami ze szkoły. Zapisał się później do klubu sportowego „Sparta”, jednak był za młody, aby tam grać. Postanowił więc stworzyć kolejną własną drużynę o nazwie „Gloria”, kopiąc z kolegami po lekcjach. Skąd Wacek umiał tak wiele? Zwinny, gibki, lubuje się w efektownych zwodach, szybkich przebojowych rajdach i zaskakujących, celnych strzałach. Nikt nie miał do niego pretensji, bo nigdy nie faulował, co zostało mu jako zasada na zawsze… Właśnie: dżentelmeństwo oraz ambicja objawiająca się jako ofiarność.. – Jacek Bryl „Wacław Kuchar” Od urodzenia miał talent. Pomagało mu również to, że miał starszych braci. Na ich meczach czy treningach stawał za bramką, słuchał, analizował, a potem sam wprowadzał poprawki do swojej gry. Po czasie włączono drużyny Wacka „Olimpie” i „Glorie” do rozgrywek juniorów Pogoni. Jego potencjał dostrzegł „Jaśko” Kammerer, który powiedział komu trzeba, aby awansować go do trzeciej drużyny, a po tygodniu Wacek grał już w pierwszej. W 1912 roku jeden z napastników Pogoni się rozchorował. Znów Kamerer poprosił o skorzystanie z usług młodzieńca. Kuchar debiutował więc w wieku 15 lat w pierwszej drużynie i to w meczu, w którym Pogoń rozniosła swojego przeciwnika 7:1 a on sam strzelił trzy gole w tym spotkaniu i stał się ważną postacią Pogoni na lata. Kolejnym meczem, w którym potwierdził swoją wysoką klasę, było starcie z Cracovią podczas otwarcia stadionu Pogoni. Wówczas 16-letni Kuchar strzelił dwie bramki. Potem szło już z górki i ostatecznie podczas swojej całej kariery, strzelił ponad 1000 bramek. Wacław był jednym z pierwszych piłkarzy, który zderzył się ze zawodowstwem. No, może prawie pierwszym, bo w rzeczywistości nie do końca tak było. Matka Wacława powiedziała, że za każdą strzeloną bramkę dostanie 5 koron. Po jednym z meczów przyszedł i powiedział, iż strzelił aż 5 bramek. Do wypłaty 25 koron jednak nie doszło. Ojciec Ludwik w zamian za pieniądze dał synowi srebrny zegarek z dewizką, tym samym utrzymując „amatorstwo” na swoim poziomie. Jak wiemy, dawniej dostawano deputaty, więc zegarek można było uznać za formę podarunku od fana, prawdziwego kibica, którym był ojciec. Wzór fair play – Wacław Kuchar. Koszulkę z Orłem na piersi Kuchar wkładał aż w czterech dyscyplinach sportowych: hokeju, łyżwiarstwie szybkim, lekkoatletyce oraz piłce nożnej, którą kochał najbardziej. Grał nawet w pierwszym meczu reprezentacji przeciwko Węgrom w 1921 roku. W tym spotkaniu przylgnęła do niego łatka „boiskowego dżentelmena”. Nasz bohater w 22 minucie spotkania mijając węgierskiego bramkarza, przypadkowo go uderzył. Stanął sam naprzeciw pustej bramki, lecz pozostawił futbolówkę, aby podejść i przeprosić golkipera gospodarzy. W tym czasie obrońca zdążył wybić piłkę. Czyn ten pokazał, że szacunek do rywala jest bardzo ważny. Kuchar brał również udział w igrzyskach olimpijskich w 1924 roku, gdzie reprezentacja Polski odpadła po przegranym meczu 0:5 właśnie z Madziarami. Pomimo fatalnego wyniku francuska prasa uznała Wacława za najlepszego zawodnika tego spotkania. W reprezentacji aż dwadzieścia sześć razy. Od pierwszego do trzydziestego czwartego występu biało-czerwonych. Grał w 1126 meczach. Olimpijczyk. Zdobył 1065 goli – ponad połowę tego, ile nastrzelały w tych meczach jego drużyny. 1065 goli!… Więcej niż Pele! – Jacek Bryl „Bohaterowie Stadionów – Wacław Kuchar”. Od piłki nożnej Wacka odciągnęła pierwsza wojna światowa. Wysłany został na front rosyjski pod Brzezany. Jednak nawet wtedy starał się nie tracić kontaktu ze sportem. Powoływano go czasem na mecze piłkarskie, brał również udział w zawodach żołnierskich. Z Pogonią Lwów Wacław czterokrotnie świętował tytuł mistrza Polski (w latach 1922, 1923, 1925 i 1926). Był dwukrotnie królem strzelców. W 1922 roku zdobył 21 goli a w 1926 wspólnie z Józefem Grabieniem po 11. Był ulubieńcem kibiców, tłumy go kochały. W jednym z sezonów, na 96 goli dających mistrza jego drużynie sam zdobył 41! Strzelił nawet cztery gole w ciągu pięciu minut meczu. Było to spotkanie Pogoni Lwów przeciwko WKS Lublin z 1922 roku. Lwowiacy wygrali wówczas 11:0! a Kuchar strzelił 6 goli, w tym 4 między 77-82 minutą. W czasach przedwojennych podobnym osiągnięciem pochwalić mógł się John McIntyre, zawodnik Blackburn Rovers, strzelając bramki również w 1922 roku przeciwko Evertonowi. ,,Okropnie lubiłem trafiać do bramki. I w ogóle wygrywać” – Wacław Kuchar. Rok po ostatnim mistrzostwie Pogoni, w Polsce utworzono ligę. Lwowiacy nie potrafili już nawiązać do okresu świetności, niemniej jednak mogli pochwalić się trzema wicemistrzostwami kraju w latach trzydziestych. W nowej formule rozgrywek Kuchar nie przestał strzelać. W pierwszym sezonie zdobył 25 goli! Karierę piłkarską zakończył w 1934 roku, miał wówczas 37 lat. W latach 1947-1950 objął opiekę nad reprezentacją Polski. Następnie przejął Legię i Polonię Warszawa. Był także zawodowym sędzią na meczach piłkarskich oraz hokejowych. Działał w PZPN, którego członkiem honorowym stał się w 1977 r. Zmarł 13 lutego 1981 roku. W wielu wspomnieniach mówi się o nim jako bardzo sympatycznym, życzliwym i pogodnym człowieku, dla którego „fair play” było świętością. Do ostatnich dni swojego życia przychodził na warszawskie stadiony, będąc fanatycznym kibicem piłki. Pomimo swojego wieku, nadal zachowywał dobrą kondycję. Jego grób znajduje się na warszawskich Powązkach. Kiedy to 55 lat wcześniej „Przegląd Sportowy” ogłosił pierwszy plebiscyt na najlepszego sportowca w kraju, nie było wątpliwości, kto zgarnie tę nagrodę. Zdecydowana większość, bo aż 94% głosujących było za Kucharem. Dla Wacława nie było takiej dyscypliny sportowej, w której nie próbowałby swoich sił. Mało tego, w każdej dyscyplinie, jaką zaczął uprawiać, pobijał niemal wszelkie możliwe rekordy. Był prawdziwym prekursorem rozwoju poprzez uprawianie ćwiczeń fizycznych i wielu sportów. Tym samym zmienił myślenie wielu ludzi w tym okresie, stając się prawdziwą gwiazdą, idolem swoich czasów. Dzięki temu, czego dokonał, prostszą drogę do sukcesów mieli nasi pierwsi mistrzowie olimpijscy i rekordziści – Halina Konopacka oraz Janusz Kusociński. Dzisiaj w profesjonalnym sporcie nie byłoby takiej możliwości, aby uprawiać kilka dyscyplin naraz. Owszem, znamy historię piłkarzy, którzy zimą zamieniali się w zawodników hokeja, ale bić rekordy we wszystkich możliwych konkurencjach? Wprost niesamowite. Ciekawskich odsyłam do książki Jacka Bryla „Wacław Kuchar”, która w całości opisuje przebieg kariery tego utalentowanego człowieka.