La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1099 Culés

7

9

@FCBparasiempre
19 grudnia 1965 r. Racing Club – Gymnasia y Esgrima La Plata.

Wejdź Julian, napijesz się czegoś? Ach przyniosłeś matę, nie ma to jak własna mata.... Siadaj, czuj się jak u siebie, zostaw tam rzeczy... Wiesz co? Wczoraj dużo o tobie myślałem bo rozmawiałem z sąsiadami o Roberto w związku z czerwcową uroczystością i upamiętnieniem 40 rocznicy jego zniknięcia... To już 40 lat, jak ten czas leci... Pokazali mi tabliczkę, którą umieszczę przed domem rodziców, gdzie się wychowywał a tekst brzmiał jak krótki makabryczny wiersz ale mojemu bratu bardzo by się spodobał, ponieważ tak samo jak jego utwory wskazuje w innych. Posłuchaj: „Tutaj mieszkał Roberto Jorge Santoro / aktywista polityczny / zatrzymany zniknięty / przez rządowy terroryzm", poniżej data: 1 czerwca 1977 roku a na końcu: „Pamięć i Sprawiedliwość...". O to samo chodzi w twojej książce, prawda? Przywrócenie pamięci i oddanie sprawiedliwości 30 tysiącom znikniętym, którzy nigdy jej nie doczekali bo chociaż ty piszesz w książce tylko o 11, w rzeczywistości mówisz o wszystkich, dlatego tak bardzo podobał mi się pomysł na „Znikniętych kibiców Racingu"... Co takiego? Prezent? Dla mnie? Och! Egzemplarz książki! Nie mów że już trafiła do sprzedaży... Ach! Widzisz, pamiętałam że to 17 maja, tak... Później wpiszesz mi dedykację, dobrze? Denerwujesz się? To tak jak poród, powiadasz... Pozwól że się z tobą nie zgodzę. Wiesz że dla nas, kobiet wszystko jest znacznie trudniejsze niż dla was, ten świat jest urządzony przez i dla mężczyzn; ale bycie matką to najpiękniejsze, co może przytrafić się kobiecie, wy nigdy się nie dowiecie, co się czuje, nosząc dziecko pod sercem... Chociaż bycie matką może się też okazać bardzo ciężkie, widziałam moją mamę opłakującą znikniętego syna a to rozrywa od środka, dla matki nie ma nic gorszego, tym bardziej gdy to pierworodny. Mamę i brata łączyła wyjątkowa więź, ja byłam córeczką tatusia a Roberto był jej oczkiem w głowie... Pelado, tak go nazywali, nasz kochany Tolo... Bez wątpienia spodobałaby mu się twoja książka, Julian, przypomniałby sobie, jak został kibicem Racingu za sprawą taty i wujka... Już na długo przed tym, jak nazwano go trockistowskim poetą, tata nauczył go kochać błękitno-białe barwy Racingu a kiedy Totito był mały, mówił mu że na całym świecie nikt nie gra lepiej niż Norberto Mendez, pamiętasz go Julian? Ty na pewno nie jesteś takim fanatykiem jak oni... Mój Totito wierzył że ten "insider" był najlepszym piłkarzem świata i że występował w Racingu. Jak niby miał nie zostać fanatykiem? Uwielbiał grać na bruku przy skrzyżowaniu Fraga i Olleros, tuż obok, gdzie teraz będzie miał swoją tabliczkę, był dobrym zawodnikiem i wiele razy zdobywał mistrzostwo ze szkolną drużyną, w mieszkaniu mieliśmy pełno trofeów... A jak on krzyczał na piłkarzy, kiedy oglądał Racing w telewizji: „Atakujcie skrzydłem! Bliżej w obronie! Z pierwszej!". Słyszałam to z kuchni, kiedy pomagałam mamusi przygotowywać „milanesas” na kolację, Roberto i tata nie opuszczali ani jednego meczu... Nie mieliśmy wielkich luksusów, mama od najmłodszych lat nam powtarzała: „My, biedacy nie możemy sobie pozwolić na zbędne luksusy, musimy wiedzieć, co jest najważniejsze, rozumiecie?". Rodzinę, zbiorowość, drużyna, my. Roberto natychmiast to pojął, był bardzo inteligentny, chociaż dni spędzał na ulicy, w pizzeriach, barach, na boiskach albo w garażach i tam właśnie słuchał historii ludzi z dzielnicy o tym że nie starczało do pierwszego, o bezrobociu, nędzy, głodzie... Książki pojawiły się w wieku nastoletnim, wiersze pisane po nocach, o tym na pewno dużo opowiadał ci Martin Campos, wielki przyjaciel i kolega z magazynu „El Barrilete", którego tak bardzo kochali... Martin zawsze opowiadał że jeden jedyny raz poszedł na „Cilindro” i było to właśnie z Robertem, wszyscy razem chodzili na stadion a później świętowali... Roberto traktował futbol jak życie, wiedział że trzeba nieźle zasuwać, żeby coś osiągnąć, pracował jako „delivery” w markecie, kiedy usługa „delivery” jeszcze nie istniała, albo pilnował samochodów ludzi, to że szli na cmentarz odwiedzać groby bliskich, otwierał im drzwi i prosił o monetę.

Nazywano go „Pizzita” bo za uzbierane napiwki zawsze kupował porcję mozzarelli... Sam dobrze wiesz że pracował ponad 12 godzin dziennie, szukając tekstów do magazynu „Literatura De la pelota", co by mi dniami przesiadywał w księgarniach i bibliotekach, szperał w archiwach, przeglądał książki telefoniczne w poszukiwaniu kontaktów a później chodził po wszystkich trybunach, żeby notować przyśpiewki kibiców, hymny, poezję "fobalu", jak mawiał... Istne szaleństwo, tak jak wiele innych, które uczyniły z niego kogoś genialnego, prawda? Zauważ że nazywano go „bibliotekarzem świata" bo pudełka po butach miał pełne wycinków z gazet a do tego niesamowitą kolekcję tygodnika "El Grafico" ale z książką było inaczej, homerycznie... Wydał ją własnym sumptem żeby ciąć koszty i dopieszczał tak jak ty swoją... Wciąż pamiętam, jak prosił staruszki o zaliczkę na targu, gdzie pracował jako sprzedawca warzyw: „Pani mi teraz zapłaci a ja obiecuję egzemplarz z autografem autora", i w ten sposób zebrał pieniądze... Podczas prezentacji książki powiedział przybyłym że jest ogromnie szczęśliwy ale że byłby wdzięczny, gdyby kupili po egzemplarzu aby mógł zapłacić drukarzowi, który ścigał go po całym stadionie... Żył tak, jak grał, bez strategii ani taktyki... To właśnie znaczyło dla Roberta bycie poetą - potrzeba opowiedzenia o tym, co nie pozwala ci żyć. Poeta bez potrzeby nie był poetą, dlatego jego estetyka była jego etyką i mocno walczył żeby przybliżyć kulturę takim dzielnicom jak nasza... Zwłaszcza wtedy, gdy powierzyłam mu funkcję wychowawcy w szkole technicznej i organizował recitale i koncerty, wystawy malarskie... I futbol, rzecz jasna, futbol był tożsamością, którą Roberto miał zawsze wytatuowaną na skórze od najmłodszych lat i chciał by miała ją także jego córka Paula, która zrządzeniem losu przyszła na świat w najlepszym sezonie Racingu, kiedy ten wygrał Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny pokonując Celtic. Widzisz? Paulita nie przyniosła pod pachą bochenka chleba, tylko trofea a Dolores, jej matka, żona Roberto zawsze opowiada że kiedy Chango strzelił na „Centenario” zwycięskiego gola, dzięki któremu zostali klubowymi mistrzami świata, Roberto dar się tak, że obudził małą... W czasie dyktatury na trybunach „Cylindro” spotykał się z przyjaciółmi i krewnymi, tam unikali kontroli wojskowych ale moją ulubioną anegdotą, która według mnie najlepiej pokazuje, jak mój brat żył futbolem, jest ta z meczu przeciwko Gimnasii Y Esgrimie La Plata... Zauważ że Roberto ożenił się z Dolores 16 grudnia 1965 roku i w środku miesiąca miodowego w mieście Jose C. Paz, zaledwie 3 dni po ślubie, założył koszulkę Racingu, pożegnał się ze świeżo poślubioną żoną i pojechał na „Cylindro”, żeby obejrzeć zwycięstwo swojej drużyny 3:1... To była ostatnia kolejka sezonu i nie mógł jej opuścić, musiał być na trybunach. Tego wieczoru tak się cieszył z goli Pentrellego, Cardenasa i Martinolego że stracił głos, chociaż w rozgrywkach zajęli 8 miejsce... Ale ty, Julian, wiesz co chcę przez to powiedzieć, prawda? Ty też jesteś kibicem Racingu, klubu Gardela i Perona i naszego kochanego Roberta Jorge Santoro... A teraz już tak, możesz podpisać mi książkę... Czekaj, czekaj chwilę, przyniosę ci pióro.

Miguel Angel Ortiz.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?