La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1193 Culés

7

10

@FCBparasiempre
27 stycznia 1942 r. urodził się Gerard Rother, napastnik. Był pierwszym Polakiem, który strzelił gola FC Barcelonie w europejskich pucharach na Camp Nou. Kiedy zakończył karierę, do emerytury pracował jako górnik dołowy w kopalni ,,Wujek”, również w jej najtragiczniejszym momencie w grudniu 1981 r. W rozgrywanej w sezonie 1970/71 po raz ostatni edycji Pucharu Miast Targowych(później Pucharu UEFA) GKS Katowice trafił na Dume Katalonii. Wówczas Katalończycy oczywiście nie byli jeszcze tak bardzo utytułowani ale ich osiągnięcia robiły wrażenie, tym bardziej na tle ówczesnej GieKSy, która w ligowych rozgrywkach nigdy nawet nie stanęła na podium i dopiero debiutowała w międzynarodowych rozgrywkach. Natomiast Barça miała już na koncie 8 tytułów mistrza Hiszpanii i aż 3 razy wygrała Puchar Miast Targowych. 16 września 1970 r. na Stadionie Śląskim polski zespół ,,planowo” przegrał, chociaż zaledwie 0:1. Zdawało się że tydzień później na rewanż jedzie już tylko na atrakcyjną wycieczke. Jednak na Camp Nou to goście z Polski prowadzili 2:0, będąc o krok od sprawienia olbrzymiej niespodzianki! Pierwszego gola pięknym strzałem pod poprzeczke zdobył Rother. Do drugiej też mocno się przyczynił, gdyż to on był przewrócony przez rywala w polu karnym. Jedenastke na gola zamienił Jerzy Nowak. ,,Wprawdzie ja byłem wyznaczony do karnego ale przestrzegaliśmy zasady że do piłki nie powinien podchodzić faulowany piłkarz, więc wyręczył mnie Jurek”- tłumaczył Rother. Po przerwie czar prysł. Katalończycy otrząsnęli się z szoku i zdołali podkręcić tempo. Nie zawiodła ich skuteczność. Wygrali 3:2 i awansowali do 2 rundy. ,,Zaprzepaściliśmy ogromną szanse. Zaszkodził nam boiskowy egoizm bo w końcówce każdy chciał strzelać, nikt nie patrzył na lepiej ustawionego kolege. Brakowało chłodnej głowy. Poza tym zawsze twierdziłem a teraz chętnie powtórze że gdyby prowadził nas trener Tadeusz Foryś, który pracował z nami już wcześniej, w tej Barcelonie byśmy nie przegrali. Na ławce był jednak Marceli Strzykalski i nie poradził sobie, podejmował błędne decyzje. Nie chce mówić źle o niektórych zawodnikach ale skład na ten mecz powinien wyglądać trochę inaczej. Takie jest moje zdanie i nie zamierzam się z nim kryć”- opowiadał Rother. Najdziwniejsze że jego zespół w 1971 r., czyli w tym ,,barcelońskim” sezonie, spadł z ekstraklasy… Tak się złożyło, choć to kwestia nie tylko szczęścia ale i umiejętności że Rother grał w pierwszych historycznych ekstraklasowych meczach Śląska Wrocław i GKS Katowice. Ma więc już zaklepane ważne miejsce w kronikach obydwu klubów na wieki wieków, choć nie można postawić tu znaku równości. W Śląsku był krótko i raczej przypadkowo, gdyż tak chciał los a mówiąc konkretniej, tak chciało wojsko. Gdyby nie musiał, Górnego Śląska w ogóle by nie opuszczał. W niczym nie zmienia to faktu że we Wrocławiu pozostawił po sobie dobre wspomnienie. Nie chodzi tylko o debiut . W barwach WKS strzelił gola decydującego o pierwszym zwycięstwie w najwyższej klasie rozgrywkowej(na 2:1 z Gwardią Warszawa) i był to zarazem pierwszy gol Śląska w ekstraklasie z akcji bo na 1:0 Stachuła trafił z rzutu karnego. Przed przenosinami do Wrocławia Rother grał w Rapidzie Wełnowiec, klubie,z którego później powstał GKS Katowice. Gdy upomniała się o niego armia, poszedł do wojskowej Polonii Jelenia Góra z 3 ligi. ,,Zostałem najlepszym strzelcem, chyba z 33 golami w sezonie. Na koniec mierzyliśmy się we Wrocławiu z rezerwami Śląska i zdobyłem 2 piękne gole. Po meczu podszedł do mnie generał, posłusznie zasalutowałem a on krótko: ,,Żołnierzu, od jutra jesteś w Śląsku”. Paroma rozkazami w mig wszystko załatwił. Wróciłem jeszcze do Jeleniej Góry ale następnego dnia, w mundurze, nawet bez konieczności zdawania sprzętu, pojechałem do Wrocławia i rzeczywiście już tam zostałem”- wspomina Rother. Pan Gerard spędzil w Śląsku tylko pół roku. ,,Kończyła się służba wojskowa. Chcieli żebym został ale nie byłem zainteresowany. Miałem dziewczyne w rodzinnych stronach, zakochałem się. Nie ma jak w domu- zauważa nasz bohater, zaznaczając że ,,po linii wojskowej” interesowała się nim też Legia. Namawiał mnie Ryszard Koncewicz, zachęcał Kazimierz Górski ale tłumaczyłem im że jestem Ślązakiem z krwi i kości i zamierzam grać u siebie. Legia zupełnie mnie nie pociągała. Przewineło się przez nią wielu Ślązaków ale nie wszyscy byli dobrze traktowani. Wolałem nie sprawdzać jak obejdą się ze mną”- przyznaje Rother.

Z Legionistami miał barwne boiskowe porachunki, właśnie jako piłkarz GKS, z którym w 1956 r. awansował do ekstraklasy, zresztą z jego wydatną pomocą, gdyż w rundzie wiosennej strzelał ważne gole. W następnym roku GieKSa zwyciężyła przy Łazienkowskiej 3:0 a on wpisał się na liste strzelców. W Legii grali tacy piłkarze jak Gmoch, Horst Mahseli, Brychczy, Blaut czy Żmijewski a na bramce Grotyński. ,,Muszę jednak przyznać że wiosną Legia się nam odwdzięczyła. W Katowicach rozwaliła nas 4:0”- uczciwie przypomina pan Gerard. Dodajmy że w tym rewanżu wystąpiły późniejsze asy polskiego futbolu: Deyna i Gadocha, którzy strzelili po jednym golu. Zwieńczeniem wszystkich starć Rothera z Legią był mecz o ćwierćfinał Pucharu Polski w kwietniu 1968 r. W regulaminowym czasie żadnej drużynie nie udało się strzelić gola, więc decydowały rzuty karne. ,,Ależ cóż co był za konkurs! Wygraliśmy 11:10 a w sumie wykonywano 38 jedenastek! Normalnie rekord świata! Kończyła się jedna seria ale ciągle był remis, więc zaczynaliśmy następną bo już wszyscy podeszli do piłki. Dlatego strzelałem 2 razy i dwa razy trafiłem! W ogóle to miałem ,,kopyto” w obu nogach, żadna nie była tylko do podpierania. Zdrowie do biegania też miałem i w młodości na środku ataku i potem na skrzydle byłem, nawet na boku obrony mnie wystawiali. Wszędzie dawałem rade”- opowiada Rother. Inna sprawa że w jego czasach GieKSa nie mogła doskoczyć do ścisłej czołówki. To nie była jeszcze firma zbudowana później przez Mariana Dziurowicza, kiedy zespół ciurkiem przez 10 lat grał w europejskich pucharach. Za czasów Rothera była tylko ta jedna, barcelońska przygoda. Gdy nadarzyła się okazja, wyjechał do Francji, gdzie grał w drugoligowym Boulogne. Dwa lata później wrócił i znowu pojawił się w GieKSie, której wciąż nie było w ekstraklasie. Związał się z AKS Chorzów, potem był Katowicki Rozwój i jeszcze epizod w Calais… A na koniec uroczo kontrastujące z tą elegancką francuską nazwą amatorskie granie w LKS Stara Wieś z Pszczyny. ,,Kończyła się kariera i nadchodził czas żeby zająć się czymś innym. Przyjąłem się do pracy na kopalni ,,Wujek”. To nie była jakaś trudna decyzja, całkiem normalna. Byłem po szkole górniczej. Nie bałem się ani zjeżdżania na dół, ani ciężkiej roboty bo właśnie taka tam czekała. Zbliżałem się do 50-tki i chciałem dalej pracować pod ziemią ale kierownictwo kopalni już nie pozwoliło”- wyjaśnia pan Gerard. W przeciwieństwie do wielu byłych zawodników nie zajął się pracą trenerską. ,,Miałem papiery instruktora. Mogłem próbować ale urodziło nam się dziecko i zacząłem inne życie. Za to kibicem zostałem już na zawsze i to nie tylko piłkarskim, gdyż na hokej na lodzie chodzę regularnie. Oczywiście na GieKSe. Na Górniku Zabrze też czasem jestem bo mam do niego sentyment. Mogłem w nim kiedyś grać, były zapytania. Wolałem jednak zostać w GieKSie, tu mi było najlepiej”- przypomina nasz bohater. Natomiast kadra narodowa jakoś go ominęła, choć nie można powiedzieć że szerokim łukiem. ,,Wystąpiłem w reprezentacji młodzieżowej, olimpijskiej ale w tej najważniejszej, czyli pierwszej, niestety nie. Pewnie że trochę żałuje bo uważam że przynajmniej na jedną szanse zasługiwałem. Jak grałem, tak grałem ale ciesze się że zapracowałem na szacunek kibiców. Ciągle są tacy, którzy pamiętają i doceniają, jakim byłem piłkarzem. Siedzę sobie teraz w pokoju, popijam piwko, patrze na te wszystkie puchary, pamiątki i wiem że nie zmarnowałem kiedyś czasu”- uśmiecha się Gerard Rother.

@MoralnyKarzel
@Szalik

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?