- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 827 Culés
Gorące dyskusje
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 827 Culés
13
Copa America w cieniu tragedii:
27 lutego 1955 r. Chile gromi Ekwador 7:1 na Estadio Nacional w Santiago. Ten mecz rozpoczął 23 edycje Copa America. Już po raz piąty Santiago de Chile gościło uczestników turnieju. W 1955 u podnóża Andów zebrali się prawie wszyscy najlepsi. Prawie, gdyż zabrakło Brazylii. Lecz za to po ośmioletniej nieobecności pojawiła się wreszcie Argentyna. Jej futbol wyrwał się w końcu ze stanu absurdalnej izolacji. Ku upadkowi chylił się zużyty i skompromitowany reżim Juana Perona, który kwitnący niegdyś kraj doprowadził na krawędź gospodarczego krachu. Dobiegła też końca malownicza awantura kolumbijska, w wyniku której całe pokolenie najlepszych piłkarzy świata praktycznie wypadło poza nawias oficjalnego futbolu, zbijając za to fortuny na jego odległych peryferiach. Najwybitniejsi z nich, tacy jak Di Stefano czy Rial podbijali już wtedy Hiszpanię a wkrótce i całą Europe. W przeciągu tego czasu w Argentynie wyrosła i dojrzała całkiem nowa generacja. Trenerem reprezentacji pozostawał wciąż żelazny ,,Don Guillermo” Stabile, twórca niezapomnianych sukcesów lat 40-tych. Przygotował on niezmiernie ciekawy zespół. Znakomity bramkarz Mussimessi, twardzi atletyczni obrońcy jak Pedro Dellacha czy bracia Vairo. Godny następca legendarnego Montiego a mianowicie pomocnik Eliseo Mouriño. Natomiast w napadzie trener Stabile zdecydował się na eksperyment bez precedensu w dziejach argentyńskiego futbolu. Po długim namyśle wystawił całą piątke bramkostrzelnego Independiente! Była to wówczas rzecz wprost nie do pojęcia, tym bardziej że Independiente ostatni tytuł mistrzowski zdobył w 1948 a potem bezskutecznie usiłował przełamać hegemonie Racingu, River Plate i Boca. Lecz jego szerokoskrzydły atak pracował jak idealnie naoliwiona maszyna. Właśnie na owo perfekcyjne zgranie i niezwykłą skuteczność postawił ,,Don Guillermo”. Tę piątke stanowili: Micheli, Cecconato, Bonelli, Grillo i Osvaldo Cruz.
Turniej był bardzo wyrównany i stał na wysokim poziomie. Tylko Ekwador nie miał nic do gadania. Również Paragwaj, którego czołowi piłkarze zostali rozchwytani przez kluby Europy i Ameryki, nie miał szans na obrone tytułu sprzed 2 lat. Z kolei Urugwaj oparł się głównie na rutyniarzach, nieco już zmęczonych i najwyraźniej sytych sławy. Maspoli, Gonzalez, Tejera, Perez i Miguez najlepsze lata mieli za sobą. Miarą słabości Celestes była klęska jakiej doznali z Argentyną(1:6!). Dla odmiany Peru zbierało rzęsiste oklaski. To była prawdziwa radość dla oczu, frajda dla smakoszy i estetów. ,,Inkowie” pozostali wierni swemu stylowi gry i narodowej mentalności. Bawili się piłką swobodnie i radośnie. Znana już wówczas dobrze piątka napadu: Felix Castillo Guillermo, Barbadillo Alberto, Roberto Castillo, Maximo Mosquera i Oscar Sanchez z wdziękiem i lekkością haftowała na murawie wymyślne arabeski. Dyscypline taktyczną wykazali Peruwiańczycy właśnie w meczu z Argentyną remisując 2:2. Był to jedyny punkt urwany zwycięzcom turnieju. Niewiele przecież brakowało aby tytuł Copa America przypadł gospodarzom. Chile sformowało najlepszy w swych dotychczasowych dziejach zespół, jeszcze lepszy miał się tylko okazać ten z 1962, gdzie zajeli 3 miejsce na świecie. Napastnicy Melendez, Robledo, Muñoz i Jaime Ramirez nastrzelali najwięcej goli na turnieju bo aż 19, o jednego więcej niż znakomita formacja argentyńska. Znów, jak to już niejednokrotnie w Copa America bywało, o wszystkim miał przesądzić ostatni mecz Chile-Argentyna. Do tej chwili bowiem obaj adwersarze zgromadzili po 7 punktów. Prasa i radio roznieciły wokół tego ,,meczu stulecia” zupełnie niebywałe emocje. Udzieliły się one niemal całemu społeczeństwu, do szaleństwa rozmiłowanemu w swojej drużynie, po raz pierwszy stojącej o krok od spełnienia dwu dotychczas nieosiągalnych tęsknot: pokonania mitycznej Argentyny i za jednym zamachem zdobycia Pucharu Ameryki.
Już wczesnym rankiem w dniu meczu raporty policyjne pełne były niepokojących sygnałów. Gęstniejący tłum coraz ciaśniej otaczał bramy stadionu. Około 18-tej uchylono pierwszą tylko brame, wpuszczając nieliczne setki ludzi a z tyłu masa ludzka, z każdą minutą bardziej nerwowa, podrażniona i zdezorientowana. Gigantyczny tłum zaczął falować niebezpiecznie. Porządkowi wpadli w popłoch, tracąc panowanie nad sytuacją. Zdesperowanych kibiców przenikała tylko jedna myśl- dostać się na trybuny za wszelką cene, choćby siłą! Rozpętało się piekło. Wydawało się wręcz iż zmasowany szturm zakołysał wyniosłymi murami chilijskiego Colosseum. Rozgrywały się sceny dantejskie, ludzie dusili się w potwornym ścisku, padali i byli tratowani przez napierające bezładnie szeregi. Do akcji wkroczyła policja, gazowymi bombami próbując rozproszyć oszalałą mase ludzi. Nie na wiele to się zdało. Bilans tego dnia był straszliwy. Siedmiu kibiców przypłaciło życiem swą miłość do futbolu, setki odniosły rany i obrażenia. Ta tragedia położyła się cieniem na wszystkim, co się później zdarzyło. Jednak żałobe narodową obchodziło Chile dopiero parę godzin później, bowiem te 60 tys. widzów, którzy w końcu zasiedli na trybunach, na te 90 minut zapomnieli o nieszczęściu, owładnięci myślą o wygranej. Zbiorowy, niesamowity doping zagłuszył jęki rannych i wyrzuty sumienia, lecz na krótko. Wyższość Argentyny nie podlegała dyskusji. Wprawdzie Escuti obronił potężną bombe Labruny ale przed suchym uderzeniem Michelego musiał skapitulować. Chile przegrało życiową szanse 0:1. ,,Albicelestes” po 8 latach odzyskali prymat w Ameryce. Gdy przebrzmiał ostatni gwizdek sędziego, do tysięcy Chilijczyków dotarła ponura prawda iż prawdziwe nieszczęście wydarzyło się nie na płycie boiska, lecz kilka godzin wcześniej. Noc 31 marca 1955 roku była najsmutniejsza w dziejach Santiago.
@Adran360
@Gary
@Bernard777
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Safrani
@Sysia11