La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1869 Culés

8

10

@FCBparasiempre
28 maja 1997 r. Borussia pokonała Juventus Turyn 3:1 w finale Ligi Mistrzów. Nie ulega wątpliwości że Juventus Turyn w pięknym stylu awansował do finału a Borussia ledwie się do niego wślizgnęła. Zatem nic dziwnego że Włosi wydawali się murowanym faworytem. Co zatem mogło wskazywać na Borussie? Po pierwsze znakomite znajomość stylu gry Juventusu, które wynikała z tego że aż pięciu graczy BVB występowało w przeszłości w klubie z Turynu a trzech z nich reprezentowało nawet barwy starej damy w finale pucharu UEFA w sezonie 1992-93, kiedy to dwa razy pewnie pokonała dortmundczyków. Włosi okazali się też lepsi 2 lata później w okolicznościach półfinałowych tejże imprezy po drugie finał odbywał się w Monachium. Wtedy jeszcze UEFA nie pilnowała tak ściśle parytetów dla kibiców poszczególnych drużyn, wskutek czego Borussia czuła się jak u siebie i żółto-czarna ściana faktycznie przeniosła się z Westfalii do stolicy Bawarii. Obawy o to że bilety wykupią kibice Bayernu by wspierać Juve okazały się wyolbrzymione. Po trzecie klasa trenera. Hitzfeld to był naprawdę tęgi fachowiec, który w niczym nie ustępował Marcello Lippiemu. Po popisie Juve w rewanżu z Ajaksem doszedł do wniosku że jego drużyna absolutnie nie może zagrać w finale z otwartą przyłbicą, Lecz musi pilnować własnej bramki i nastawić się na kontry. Jak się okazało rachuby Niemca były prawidłowe. Po czwarte wiara w sukces. Najlepiej wyraził ją Michael Henke asystent, którego w swojej książce Cytuję Hesse: ,,Przegralibyśmy z nimi dziewięć na 10 meczów ale ten wygramy". Żeby zapewnić piłkarzom odrobinę spokoju i wyciszenia trenerzy zadecydowali że już na 3 dni przed finałem zespół wyjedzie do Monachium. ,,Cały Dortmund był do góry nogami. Musieliśmy przed tym uciec"- tłumaczył po latach Stefan Klos. W Turynie czekano na zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów jako zwieńczenie wspaniałego roku stulecia klubu, w którym stara dama zdobyła już trzy trofea: Puchar Interkontynentalny, Superpuchar Europy oraz 24 mistrzostwo Włoch. Panowało przekonanie że to trofeum się Juventusowi po prostu należy i że kopciuszek z Niemiec nie ma prawa wydrzeć go faworytowi. Nastroje te nieopatrznie podtrzymywał Marcello Lippi, który na konferencji przed meczem powiedział że jego zespół po zdobyciu tylu trofeów jest świadomy swojej siły i nie boi się absolutnie nikogo. Angelo Di Livio też zapewniał że zwycięstwo będzie ich: „Mamy duży szacunek dla Borussi ale to my będziemy dominować w Monachium". W końcu nadszedł ów pamiętny wieczór i Sandor Puhl zagwizdał po raz pierwszy. Gdy dzięki oddaniu inicjatywy przez BVB Włosi zdobyli na początku optyczną przewagę i stworzyli sobie kilka sytuacji bramkowych, do reszty zapomnieli że rywal też umie zaatakować. Ponadto znakomita obrona Juve zagrała chyba najgorszy mecz w sezonie. Już na zawsze pozostanie jej tajemnicą dlaczego tak świetny snajper, jakim był Carl Heinz Riedle został dwa razy pozostawiony bez opieki w polu karnym bramki strzeżonej przez również słabo dysponowanego Peruzziego. Pierwszego gola wypracowali Andy Möller oraz Paul Lambert, który poza tym troskliwie zaopiekował się Zinedinem Zidanem, praktycznie wyłączając go z gry. „Powiedziałem mu przed meczem: Zajmij się Zidanem a ja zrobię w środku pola całą resztę"- opowiadał po latach w wywiadzie dla „Kickera” Paulo Sousa ale Lambert zdołał zaliczyć asystę. Po rogu Möllera i wybiciu piłki przez obrońcę Juve, Szkot ponownie wrzucił ją na aferę w pole karne. ,,Nie myślałem ani gdzie, ani jak uderzyć, liczyło się tylko aby dopaść do futbolówki jako pierwszy i kopnąć ją w światło bramki"- opowiadał po latach Riedle w wywiadzie telewizyjnym. Druga bramka to też dzieło Möllera, który idealnie dośrodkował z rogu, i Riedlego, który precyzyjnie uderzył głową. „To był najbardziej typowy gol dla całej mojej kariery"- mówił potem ze śmiechem strzelec. Oczywiście Juventus szybko się obudził po golach z 29 i 34 minuty, lecz Vieri, który pierwszą dogodną okazję zmarnował już w szóstej minucie przestrzelił też w końcówce pierwszej połowy a sędzia Puhl anulował jego gola dopatrując się zagrania piłki ręką. Zidane trafił zaś w tym okresie w słupek.

W drugiej połowie Włosi atakowali rywali wyżej, szybciej odbierali piłkę. Gdy w 64 minucie rezerwowy Del Piero w końcu przełamał czary bramkarza BVB Stefana Klosa, po akcji Boksicia uderzając do siatki technicznie piętą (wielu fanów futbolu zalicza tego gola do grona najpiękniejszych w całej historii Ligi Mistrzów) można było sądzić że losy finału jeszcze się odwrócą. „Ten gol na powrót otworzył mecz"- mówił Riedle. Jednak 7 minut później zdarzyła się rzecz niesamowita, absolutnie bez precedensu w historii finału Ligi Mistrzów. Oto dwudziestoletni Lars Ricken w 16 sekund po tym, jak pojawił się na boisku, zmieniwszy Stefana Chapuisat, przy pierwszym kontakcie z piłką umieścił ją w siatce rywali. Znakomicie zagrał mu prostopadle Andy Möller a Ricken przelobował Peruzziego. Po meczu opowiadał: „Trener wytłumaczył mi dlaczego ten mecz muszę zacząć jako rezerwowy ale zapewnił że zagram. Dlatego siedząc na ławce rezerwowych uważnie przyglądałem się temu, co się dzieje i zaobserwowałem że bramkarz Juventusu często wybiega poza pole karne, co można by wykorzystać. Jednak nigdy nie przypuszczałem że uda się to właśnie mnie i to zaraz po wejściu na boisko. Pewnie 8 albo 9 prób na 10 by nie wpadło ale ta jedna wpadła". Hitzfeld wspominał: „Trener musi być optymistą i wierzyć w swoje pomysły. Tak więc gdy tylko pomyślałem że Lars może coś zdziałać, powiedziałem mu że ma szybko strzelić gola i posłałem go na boisko". Warto tu nadmienić że znakomitą czutką wykazał się Manfred Breuckmann, komentator niemieckiego radia, który w momencie, gdy Hitzfeld wpuszczał na boisko Rickena powiedział tak: „A za moment wejdzie Lars Ricken, człowiek od rozstrzygających goli. Strzeli na 3:1". Jak widać tym razem opatrzność nie zdołała utrzymać w tajemnicy swych postanowień co do losów finału Ligi Mistrzów, pojawiły się bowiem przecieki... W tym momencie zawodników Juve opuściła i wiara w sukces i kibice, którzy po prostu wyszli ze stadionu a zostawiając go we władaniu świętujących fanów BVB. Na kilka minut przed końcem meczu ich śladem podążyli też Giovanni i Umberto Agnelli. W 89 minucie Hitzfeld wpuścił na boisko wieloletniego kapitana zespołu 34-letniego Michaela Zorca, aby to on mógł wznieść puchar. Zorc oczywiście wodził też rej następnego dnia, podczas fety na ulicach Dortmundu, w którym wzięło udział 300 000 ludzi czyli ponad połowa jego ówczesnych mieszkańców. „Nie pamiętam z niej nic, emocje były tak silne że wyczyściły mi pamięć"- opowiadał Riedle. Szczególne powody do szczęścia miał Paulo Sousa, który powtórzył dokonanie Marcela Desailly’ego i dwa razy z rzędu zdobył Puchar Europy w dwóch różnych klubach. Juventus natomiast został trzecim z rzędu obrońcą trofeum, który przegrał kolejny finał. Czy Borussia zasłużyła na ten triumf? Patrząc na liczbę strzałów oddanych przez oba zespoły- nie, gdyż gracze Juve uderzali 13-krotnie a BVB tylko trzy razy a więc wyłącznie wtedy, gdy posyłali piłkę do siatki przeciwnika ale jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę błędów popełnionych przez obrony obu ekip to poziom entuzjazmu w poczynaniach piłkarzy, skrupulatność w realizacji planu taktycznego, to chyba tak. Jeśli skoncentrujemy się na tym co pokazali liderzy zespołu, w przypadku Borussi obrońca Sammer, pomocnik Möller, który miał udział przy wszystkich trzech golach oraz napastnik Riedle, to też jak najbardziej. Z pewnością nie można nazwać zwycięstwa BVB ani niezasłużonym, ani przypadkowym. Ekipa Hitzfelda być może lepiej grała w piłkę przed rokiem czy dwoma ale brakowało jej dojrzałości, które pojawiła się akurat w sezonie 1996/97, gdyż potrafiła przetrwać trudne momenty i ukąsić, gdy rywal stracił koncentrację. W fazie pucharowej zdecydowanie była drużyną reaktywną a nie kreatywną. Jeśli więc chodzi o bardzo interesującą nas kwestię czy zwycięstwo Borussi wpłynęło na rozwój futbolu, to odpowiedź musi być negatywna. W istocie rzeczy jej triumf zakonserwował to, co dominowało w piłce nożnej w poprzednich latach czyli przewagę włoskiej myśli szkoleniowej. Ligę Mistrzów wygrali Niemcy ale zrobili to bardzo po włosku, co zresztą nie dziwi, zważywszy na to, jak wielu graczy BVB miało przeszłość w Serie A. Wszyscy oni przesiąkli jej stylem, osiągnęli w nim mistrzostwo a inteligentny trener Hitzfeld postanowił i umiał to wykorzystać. Charakterystyczny dla włoskiego futbolu był podział drużyny na ośmiu zawodników koncentrujących się na obronie i tylko sporadycznie atakujących oraz trzech „fantasistów”, odpowiedzialnych za grę w ostatniej tercji boiska. Jeden z nich(znakomicie rolę tę odgrywał Andy Möller) był ofensywnym pomocnikiem, który często atakował z głębi pola a dwaj napastnicy szukali okazji w polu karnym rywala oraz w jego sąsiedztwie. Choć zabrzmi to paradoksalnie, w finale z pewnością Borussia była o wiele bardziej włoska niż Juve.

Jak zauważa Uli Hesse atmosfera nie była mocno stroną zespołu BVB w sezonie 1996/97. Cytuje Knuta Reinhardta, pracowitego defensywnego pomocnika, który powiedział po latach że w drużynie panowały podziały klasowe. Na najwyższym piętrze drabiny społecznej znajdowali się byli zawodnicy klubu w Serie A, którzy czasami nawet rozmawiali ze sobą po włosku podczas treningów. W związku z plagą kontuzji padały też ze strony zawodników oskarżenia wobec pionu medycznego. Z kolei asystent Hitzfelda Michael Hanke mówił w 2015 roku o napięciach między szefami klubu a sztabem szkoleniowym. Po latach Stefan Klos w rozmowie ze „spox.com” wprawdzie zaprzeczył jakoby cokolwiek między zawodnikami było nie tak ale przyznał: „Atmosfera przed meczem z Juventusem rzeczywiście była gęsta. Oczekiwano że zdobędziemy trzeci z rzędu tytuł mistrza Niemiec, tymczasem straciliśmy na to szansę. Wygranie finału z Juve było zatem jedyną możliwością aby wystąpić w kolejnej edycji Ligi Mistrzów, co z kolei stanowiło podstawę klubowego budżetu". Tak to właśnie jest, nie tylko w futbolu, większe dochody powodują większe wydatki, więc potem nie można nagle zacząć zarabiać mniej. Ottmar Hitzfeld zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę. Wiedział że porażka z Juve będzie czymś więcej- klęską. Był trenerem niezwykle zaangażowany w swoją pracę. Jak podaje Hesse, w 1994 roku doznał z powodu nadmiernego stresu pęknięcia jelita. Po zwycięskim finale wyznał że gdy obejmował w 1991 roku posadę w Borussi marzył by kiedykolwiek zagrać z nią w którymkolwiek z europejskich pucharów a coś takiego jak triumf w Lidze Mistrzów pozostawało całkowicie poza jego wyobrażeniami. Prowadzony przez niego zespół zawsze grał mądrze taktycznie, czasami przeciwko słabszemu rywalowi bardzo żywiołowo szturmował bramkę przeciwnika a czasami wyczekiwał na okazję do kontry. Był to zatem futbol wyrafinowany. We wszystkich meczach zwycięskiej edycji Ligi Mistrzów, poza rewanżem z Auxerre, kiedy Szwajcar stosował ustawienie z trójką obrońców, które jednak bywało rozmaicie modyfikowane: równie często jak finałowe 3-4-1-2 wykorzystywał 3-4-2-1. W 2020 roku Hitzfeld mówił: „Uważam że ustawienie musi jak najlepiej pasować do piłkarzy a oni jak najlepiej pasować do siebie. Nie mogę wprowadzić systemu, do którego piłkarze się nie nadają. W Borussi próbowałem wprowadzić grę czwórkę obrońców ale w 1991 roku, gdy zaczynałem tam pracę, wszyscy w Bundeslidze grali z Libero i dwoma kryjącymi, więc wykazałem się tak potrzebną trenerowi elastycznością". Najważniejsza była jednak strategiczna decyzja podjęta przez niemieckiego szkoleniowca jeszcze jesienią i poniekąd utrzymywana w tajemnicy żeby nie drażnić kibiców i opinii publicznej że mianowicie w sezonie 1996-97 Borussia koncentruje się na Lidze Mistrzów, nawet kosztem zdobycia trzeciego z rzędu mistrzostwa Niemiec. Gwiazdorzy Hitzfelda podczas spotkań ligowych często odpoczywali, na trybunach bądź snując się po murawie, w efekcie czego zespół skończył sezon ligowy na trzecim miejscu ze stratą ośmiu punktów do zwycięskiego Bayernu i sześciu do drugiego na mecie Bayeru Leverkusen. Zdobycie Pucharu Europy w sezonie 1996/97 okazało się łabędziem śpiewem tamtej Borusii. „Wielu zawodników było wcześniej mistrzami Niemiec oraz świata i Europy. Zwycięstwo w Lidze Mistrzów stało się dla niektórych stacją końcową. Po finale można było poczuć: droga się skończyła, zenit minął"- powiedział po latach Stefan Klos. To już jednak inna historia. Na koniec tej opowieści warto chyba zauważyć że żadna drużyna w historii Ligi Mistrzów(a może i futbolu) nie miała tak wspaniałego 12 zawodnika. O roli jej kibiców dużo mówili piłkarzy a także trener Hitzfeld: „Zawsze czułem że fani są z nami. To jest prawdziwa miłość. Jeśli jesteś z Dortmundu po prostu kochasz ten klub i jesteś z nim na dobre i na złe".

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?