rafkop8
Dołączył/a: wrzesień 2010
Łęczyca
37 obserwujących
18 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Piękne zdjęcie i lekcja dla wszystkich, którzy wątpią w powrót do zdrowia po ciężkiej chorobie. Długo czekaliśmy na tę chwilę. W końcu nadeszła i jestem pewien, że u wszystkich kibiców futbolu na świecie serce zaczęło bić mocniej. Nie wiem ile jeszcze pogra Francuz, ale już teraz jest dla mnie zwycięzcą. Na boisku i w życiu. Wszystkie elementy ułożyły się w jedną całość. Liczę, iż z każdym meczem będzie dostawał od sztabu trenerskiego coraz więcej minut do zaprezentowania wszystkim znanych nieprzeciętnych umiejętności. Byłem, jestem i będę z Abidalem. Zapewne jak zdecydowana większość kibiców Dumy Katalonii.
Jeśli chodzi o występ Kameruńczyka w spotkaniu z Mallorcą, to jestem jak najbardziej podbudowany jego postawą. Song zaliczył sporo niezłych odbiorów i gołym okiem widać, iż z każdym dniem coraz lepiej układa się jego współpraca z kolegami z drużyny. Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie znowu do takiej sytuacji, w której Alex rozgrywał zacne zawody, a potem znikał w tajemniczych okolicznościach na kilka kolejek. Nie chcę nawet słyszeć o sprzedaży Songa. Chłopak jest wartościowym zmiennikiem Sergio i wobec napiętego harmonogramu rozgrywek jeszcze nie raz zaprezentuje nam swoje umiejętności.
Alexis i Fabs? Wszystko zostało już napisane. W dwóch „rozmontowali” obronę rywala. Szacunek za to spotkanie i wiara, iż forma wróciła na dobre. Zwłaszcza, iż czeka na nich wielki test. Już w środę.
0
W przypadku naszego rezerwowego portero doszło zapewne do takiej sytuacji, że ktoś (nie wiem - Tito, Sandro, koledzy z szatni, tudzież jakiś wytrawny psycholog) musiał przeprowadzić z Pinto wyjątkowo męską rozmowę. Chłopak w tym sezonie jest nie do poznania. Pamiętacie poprzednie lata? Każde jego dojście do piłki wywoływało u nas palpitację serca. Zabawy z piłką oraz nonszalancja okupiona stratami. Było tego dużo. Zbyt dużo. Doszło nawet do tego, że niektórzy zaczęli podejrzewać, iż Pinto gra w Dumie Katalonii TYLKO dlatego, iż jest wiernym kompanem Messiego. Tegoroczna metamorfoza. Jasna strona naszego bramkarza. W tym sezonie zniknęły zmory i wariactwa wszelakie. Pojawił się spokój i opanowanie. Do tego Pinto znajduje się w niezłej formie, będąc groźnym konkurentem dla Valdesa. Jeśli chodzi o mnie, to doceniam wkład Jose w sytuację panującą w Barcelonie. Chłopak jest dobrym duchem zespołu oraz motywatorem dla młodszych graczy. Do tego doszła forma i „spokój” w głowie. Brawa dla Pinto. Oby tak dalej.
0
Jeśli zajdzie taka potrzeba, to każdego dnia będę to powtarzał. Jak mantrę. Zostawcie Alexisa w spokoju i nie przejmujcie się doniesieniami brukowców wszelakich. Każdy artykuł związany z Chilijczykiem rozpoczynałem od słów, iż mam do chłopaka słabość. Dlatego też byłem niezwykle ukontentowany wczorajszą grą Alexisa. Wiem, że to nie jest jego sezon i dużo mu jeszcze brakuje do optymalnej formy, ale ja mam w sobie dużo cierpliwości. Nie pomstuję i nie skreślam zawodnika po jednym słabym sezonie. Bohater artykułu przyszedł do nas z niezłym CV. Najlepszy gracz Serie A. To chyba o czymś świadczy. Pierwszy sezon miał dobry, biorąc pod uwagę kilka drobnych urazów. Tegoroczny, jak już napisałem powyżej, nie należy do Alexisa. Jak dla mnie wszystko leży w sferze psychiki zawodnika, pewnego strachu przed podejmowaniem odpowiedzialności za wynik. Jeśli trenerzy popracują nad zmianą nastawienia gracza, to wtedy zobaczycie eksplozję talentu Alexisa. Do diaska, przecież nikt - za przeproszeniem - nie opieprzy go za złe zagranie, strzał lub podanie. Czasami mam jednak nieodparte wrażenie, że Sanchez boi się reakcji słynniejszych kolegów z drużyny. Stąd też szybkie oddawanie piłki lub gra w stylu "jeździec bez głowy". Właśnie nad tą głową trzeba popracować. Jeśli zaiskrzy, wtedy będzie moc. Ja w to wierzę i nie chcę słyszeć o jakiejkolwiek sprzedaży naszej "9". Panie i Panowie, piszecie: "sprzedać Alexisa, kupić Neymara, Aguero itp." Nasz klub ma chyba inne priorytety na przyszły sezon. Nieprawdaż? Nie lepiej kupić jednego lub dwóch obrońców z "nazwiskiem". Do tego, w przypadku odejścia Valdesa, trzeba będzie znaleźć fundusze na klasowego bramkarza. To są priorytety, a nie napastnicy. Tych nie potrzebujemy. Mamy Messiego, El Guaje, Pedro, Tello i właśnie Alexisa. W kolejce czekają młode wilki z Barcy B. To jest życie, a nie gra.
0
Poezja okraszona powrotem Erica Abidala. Na tym właściwie powinno się zakończyć. Nie ma sensu „wytykać” pojedynczych błędów poszczególnym zawodnikom. We wczorajszej potyczce wszystko praktycznie było na TAK. Duet Fabregas – Sanchez odpalił rakiety, wprowadzając w stan osłupienia graczy rywala. Trzy bramki Cesca mają swoją wymowę i sprowadzają do parteru wszystkich przeciwników talentu byłego gracza Arsenalu. Chilijczyk również nie odbiegał tego dnia poziomem od Fabsa. Dwie bramki i tyleż samo zacnych asyst. Wiem, że Mallorca nie należy do gigantów, ale do diaska – my też wystawiliśmy do boju kilku graczy rezerwowych. Mało tego, gdzieś tam w podświadomości naszych chłopaków zakorzenił się temat związany z rewanżowym spotkaniem z PSG. Ostatni gwizdek i komplet punktów zostaje u nas. Krok po kroku zbliżamy się do mistrzostwa kraju. Musimy tylko zaczekać na ostateczną decyzję królowej nauk, choć już teraz jestem niemal pewny, że tytuł powróci do Barcelony. Kilka wyróżnień na sam koniec. Alexis i Fabs – bez dwóch zdań główni aktorzy wczorajszego meczu. Cieszy postawa Daniego, który chyba na dobre powrócił do wysokiej formy. Brazylijczyk, jak za dawnych lat, z ochotą włączał się praktycznie w każdą akcję ofensywną zespołu. Rok temu w życiu bym nie przypuszczał, iż to napiszę, ale… od Pinto bije spokój i opanowanie. Pierwszy „wariat” w zespole nie doprowadza mnie już swoimi zagraniami na skraj załamania nerwowego. Brawa dla naszego portero. Nie wypada również przemilczeć wielu udanych odbiorów Songa. Chłopak nie jest tytanem szybkości, ale zaliczył (zwłaszcza w pierwszej połowie) sporo fajnych zagrań. W życiu piękne są tylko chwile i takiej właśnie wczoraj doświadczyłem. Po długiej i wygranej walce z chorobą na boisko powrócił Abidal. Piękna chwila i momentalna myśl o Wembley. Historia bowiem, Panie i Panowie, lubi się powtarzać. Tyle ode mnie.
0
Mistrzostwo kraju jest już praktycznie na wyciągnięcie ręki. Mamy sporą przewagę w tabeli, a na dodatek nasz najgroźniejszy rywal obsesyjnie skupił się na zdobyciu dziesiątego Pucharu Europy. Dla Dumy Katalonii z kolei stadion Wembley jest szczęśliwym obiektem, na który miło by było powrócić i po raz trzeci zdobyć na nim trofeum dla najlepszej klubowej drużyny Starego Kontynentu. Dlaczego zacząłem od rozgrywek Ligi Mistrzów? To oczywiste. W środę czeka nas rewanżowe spotkanie z PSG. Pomimo korzystnego wyniku we Francji, wciąż nie możemy być pewni awansu do półfinału tych zacnych rozgrywek. Zwłaszcza, że mamy zdekompletowaną formację defensywną. W oczekiwaniu na mecz z PSG musimy rozegrać jeszcze spotkanie ligowe z Mallorcą. Tito ma niezły ból głowy, a mianowicie: kim zagrać. Moim skromnym zdaniem w dzisiejszym spotkaniu powinniśmy dać odpocząć kluczowym graczom. Jeśli (odpukać w drewno wszelakie) stracilibyśmy dzisiaj Pique, to w środę nie byłoby w zespole żadnego stopera. Bartrę pomijam. Zawodnik, który cały sezon ogląda mecze z trybun nie może stać się z miejsca zbawicielem całej ekipy. Generał, z racji bitwy z Francuzami, również powinien odpocząć. To samo dotyczy się Iniesty. Chętnie zobaczyłbym dzisiaj w składzie Montoyę, Thiago, Songa, Fabsa, Tello oraz Bartrę. Oni też potrafią rozegrać piękne zawody, zwłaszcza, że - przy całym szacunku dla rywala - Mallorca do potęg nie należy. To wszystko da się pogodzić. Rezerwowy skład, który wygra dzisiejszy mecz. Miłego spotkania Panie i Panowie. Liczę na zwycięstwo, ale przede wszystkim na chwilę odpoczynku dla najważniejszych graczy. No i żadnych kontuzji.
0
Zacznę może od tego, że nie będę w swojej dalszej wypowiedzi wskazywał palcem na konkretne zespoły. Nie oczernię i nie wybielę żadnego klubu. To nie o to chodzi. My napiszemy coś na Real lub inny klub. Oni odpowiedzą tym samym. Ping-pong, który niczego nie zmieni. Decyzja arbitra pomoże Barcelonie, a po kilku dniach zostaniemy skrzywdzeni. We wszystkich klubach będzie podobnie. Czasy się zmieniły. Gra staje się coraz szybsza, a sędziowie nie potrafią nadążyć za wszystkimi akcjami. Ich decyzje są często podejmowane na chybił – trafił. Panowie z chorągiewkami również nie do końca zdają sobie sprawę czym jest pozycja spalona. Do diaska, to jest jednak ich praca, za którą biorą pieniądze. Powinni zatem podchodzić do tego profesjonalnie oraz z potężnym przygotowaniem „teoretycznym”. Tego, jak widać, nie ma. Kolejni pomocnicy głównego arbitra, czyli osoby stojące przy linii bramkowej. Śmiać mi się chce, kiedy widzę ich „chęć” do podejmowania decyzji. Mają taki wpływ na grę, jak – za przeproszeniem – martwe chorągiewki znajdujące się na rogach boiska. Jest karny lub nie, arbiter patrzy błagalnym wzrokiem na reakcję kolegów stojących za linią bramkową, a oni… nic. Prostują się, jak na apelu wojskowym. Śmiech na sali. UEFA i FIFA nie uciekną od wprowadzenia nowinek technologicznych. Panie i Panowie. To nie są żarty i gra na podwórku przed blokiem. Dla piłkarza futbol jest pasją, a przede wszystkim pracą. Treningi, podróże, mecze. Do tego dochodzi presja kibiców, mediów. Starasz się wykonywać swoją pracę najlepiej jak możesz, a wszystko może zostać zniweczone przez ostatniego „sprawiedliwego”. Tak dalej być nie może. Kamery, powtórki i sprawa będzie czysta. Tak jak napisałem pod jednym z artykułów. Finał MŚ w hokeju na lodzie. Szwecja kontra Kanada. To zapis z kamery video rozstrzygnął końcowy wynik.
0
W związku z plagą kontuzji, która dotknęła formację defensywną Dumy Katalonii, każda informacja o powrocie piłkarza do zdrowia niezmiernie mnie cieszy. Adriano jest jednym z najbardziej uniwersalnych graczy naszego klubu. Tutaj chyba wszyscy się zgadzamy. Tradycyjnie jednak istnieje pewne „ale”. Nie wiem, czy pomysł wystawienia Brazylijczyka w spotkaniu z PSG na pozycji stopera będzie słusznym konceptem. Po pierwsze, chłopak nie będzie jeszcze w rytmie meczowym. Po drugie, brakuje mu jednak pewnych cech potrzebnych do gry na tej pozycji. Nie ukrywam, pozycji newralgicznej. Na bokach boiska Brazylijczyk może grać zarówno w obronie, jak i pomocy oraz ataku. Grał wszędzie i przeważnie się sprawdzał. Środek obrony to jednak inna bajka. Ostatnia instancja przed bramkarzem. Na szczęście to nie ja jestem trenerem i to nie mnie będzie bolała głowa z powodu braków kadrowych. Wierzę jednak Tito i po raz kolejny mu zaufam. Wczoraj pisałem o parze stoperów Pique - Sergio. Inne osoby piszące na tej zacnej stronie optowały za ustawieniem Song – Pique. Niezły mętlik. Nikt jednak nie powiedział, że będzie łatwo. Wembley jednak czeka i grzechem byłoby się tam nie stawić. Trzeci Puchar Europy na tym kultowym obiekcie? Brzmi kusząco. W jakim składzie? Pozostawiam to trenerom.
0
Pierwszy mecz z PSG zakończył się mimo wszystko korzystnym wynikiem. Spotkanie rewanżowe odbędzie się w twierdzy Camp Nou. Stadion ten bardzo rzadko okazuje miłosierdzie swoim rywalom. Do tego dojdą pełne trybuny wspierające swoich piłkarzy. Co to oznacza? Wiele, ale nie wszystko. Drużyna ze stolicy Francji nie złoży posłusznie broni. Nie podłożą darmo głowy pod topór. Czeka nas ciężki mecz, w którym wszystko zdarzyć się może. PSG ma kilku niezłych grajków, którzy w pojedynkę mogą rozstrzygnąć losy batalii. To spotkanie jest póki co melodią przyszłości. Niedaleką co prawda, ale pierwszeństwo w rozmyślaniach trenerów powinien mieć sobotni pojedynek z Mallorcą. Dylematów jest mnóstwo. Generalny sprawdzian przed Ligą Mistrzów lub też chwila odpoczynku dla najważniejszych graczy Dumy Katalonii. Moim skromnym zdaniem Tito powinien wybrać drugą opcję. Nie oszukujmy się. Liga jest już praktycznie nasza. Zremisowaliśmy z Celtą, ale nasz najgroźniejszy rywal myślami był przy meczu z Galatasaray. Oni już odpuścili ligę. Myśl o dziesiątym Pucharze Europy przesłania im wszystkie pozostałe rzeczy. W spotkaniu z Mallorcą dałbym odpocząć przede wszystkim Pique. Jeśli jemu przydarzyłaby się kontuzja, to w spotkaniu z PSG nie ujrzymy żadnego klasycznego stopera. Bartra? Tak jak pisałem pod innym artykułem. Chłopak, który cały sezon spędza na trybunach nie może być naszą nadzieją i kołem ratunkowym. Nie oczekujmy cudów. Nie w takim meczu. Nie przeciwko Zlatanowi. Europejska wojna bez Generała? Nie wyobrażam sobie tego. Xavi również musi odpocząć. Podobnie jak Iniesta i Sergio. Druga linia złożona z Songa, Thiago oraz Fabsa na papierze wygląda przyzwoicie. Niech zagra Montoya, Tello, Bartra, może nawet Sergi Roberto. Najcięższe działa powinniśmy zostawić na Ligę Mistrzów. Poprawcie mnie, jeśli się mylę.
0
Będę to powtarzał. Do znudzenia. Jak mantrę. W przyszłym sezonie musimy kupić defensora z "nazwiskiem", a najlepiej dwóch. Śmiać mi się chce, jak po urazie Messiego część z was od razu zażyczyła sobie kupna Neymara, Aguero itp. Napastników nam nie potrzeba, a przynajmniej nie są oni priorytetem. Obrona na kolejne mecze? Już teraz wygląda to średnio. Nie chcę nawet myśleć co się stanie w przypadku, gdy dwaj wspomniani w artykule zawodnicy otrzymają żółty kartonik. Bartra? Chłopak, który praktycznie cały sezon przesiedział na trybunach ma być naszym kołem ratunkowym? Nie żartujcie. W rewanżowym spotkaniu z PSG na środku obrony widzę parę Pique-Sergio. Wtedy rolę defensywnego pomocnika będzie pełnił Song. Innej alternatywy nie widzę. Chyba, że... no nie wiem. Może Abidal? Wielka niewiadoma, ale być może "w tym szaleństwie jest metoda". Nic to. Najważniejsze przed nami. Mam tylko nadzieję, że sobotni pojedynek ligowy nie przysporzy nam jeszcze większej ilości zmartwień związanych z kontuzjami.
Informacja dnia, czyli niegroźny w sumie uraz naszego cracka. Czuję, że Leo wybiegnie w rewanżowym spotkaniu z PSG od pierwszych minut. Byłby to znakomity zastrzyk energii i morale dla pozostałych graczy Dumy Katalonii.
0
Po raz kolejny potwierdza się powiedzenie, iż sport (zwłaszcza futbol) jest okrutny. Po wczorajszym spotkaniu odczuwam, podobnie jak większość z was, potężny niedosyt. Przed pierwszym gwizdkiem „arbitra” taki rezultat wziąłbym w ciemno. Po ostatniej akcji (golu) pozostał w sercu żal i rozgoryczenie. Niestety, to nie był koniec złych wieści. Kontuzja Mascherano i Messiego (poczekajmy na oficjalny komunikat o stanie zdrowia naszego cracka) może w znaczący sposób wpłynąć na przebieg rewanżowej batalii. Obym się mylił. Na temat pracy pana z gwizdkiem nie zamierzam się wypowiadać. Powiem tylko tyle: system powtórek musi zostać wprowadzony. Gra staje się coraz szybsza, a ostatni „sprawiedliwi” nie wszystko mogą uchwycić. Nie mogą lub też nie chcą. Kamera + ewentualna zmiana decyzji sędziego = cisza w eterze i klarowna sytuacja. Przykład? Służę. Finał Mistrzostw Świata w hokeju na lodzie. Szwedzi tracą bramkę w ostatnich sekundach meczu z Kanadą. Trzy Korony protestują jak diabli (czy krążek faktycznie przekroczył linię bramkową). Sprawdzenie zapisu z kamery, sędzia podtrzymuje swoją decyzję i cisza w obozie Szwedów. Bez takiego zapisu, znając hokeistów, rozpętałoby się piekło. FIFA i UEFA nie uciekną od tej nowinki technologicznej. Czekam już na spotkanie rewanżowe. Atut własnego boiska oraz wypełniony po brzegi stadion może nie wystarczyć. Trzeba zagrać tak, jak w rewanżowym spotkaniu z ekipą Rossonerich. Wynik 2:2 na starcie promuję Dumę Katalonii do awansu. Jeśli jednak będziemy tak myśleć, to odpadniemy. Tę kartę zamykamy i otwieramy nową. Ze specjalną dedykacją na mecz rewanżowy.
0
Taka remontada jak w spotkaniu z Milanem może już się więcej nie powtórzyć. W związku z tym powinniśmy dzisiaj zagrać tak, jakby był to pojedynek finałowy. Nie ma na co czekać i liczyć na atut własnego boiska. Ze stolicy Paryża musimy wywieźć dobry rezultat. Moim marzeniem będzie skromne zwycięstwo, ale bramkowy remis też nie będzie wielkim rozczarowaniem. Cieszę się, że w meczu z Celtą wypoczęło kilku kluczowych graczy. Mecz zremisowaliśmy, ale jak się okazało rywale ze stolicy nie zmniejszyli straty do Dumy Katalonii. Kolejka na remis, ze wskazaniem na nasz zespół. Wracając do pojedynku z PSG. Liczę na spektakl i "prztyczek" w stronę Zlatana. Nie lubię chłopaka, choć nie ma co ukrywać - piłkarzem jest bardzo dobrym. Miłego meczu Panie i Panowie. Wróćmy do domu z tarczą. Będzie wtedy mniej stresów przed spotkaniem rewanżowym.
0
Ten, kto twierdzi, że Beckham jest TYLKO tworem marketingowym popełnia duży afront. W pewnym jednak momencie bohater artykułu stał się więźniem popularności. Każda broń jest obosieczna. Niezwykła medialność byłego gracza Manchesteru i Realu doprowadziła do tego, że zaczęto umniejszać jego umiejętności piłkarskie. Potężny błąd. David był piłkarzem, który potrafił swoimi uderzeniami zrywać pajęczyny z bramek. Do tego dochodziły dośrodkowania. Precyzyjne, wręcz na "sznurówkę". Nie bał się również ubrudzić swojego stroju podczas meczu. Wszystko to pod gargantuiczną presją tłumu, brukowców, sponsorów. Nie jest to łatwe. Szanuję tego zawodnika. Ambicja i spore umiejętności piłkarskie. Przez kilka sezonów grał na równym, wysokim poziomie. Jeśli chodzi o Ronaldinho, to nie ma się co oszukiwać. Wprowadził do zespołu Dumy Katalonii ogromną dawkę magii. Na temat jego występów napisano już wszystko. Nie ma sensu się zatem powtarzać. Dla mnie był magiem futbolu, który potrafił zrobić z piłką praktycznie wszystko. Co tam "praktycznie". On potrafił zrobić z nią wszystko. Niestety, pojawiła się ciemna strona księżyca. Kiedyś jeden z trenerów powiedział, że woli w składzie piłkarzy Argentyny niż Brazylii. Powiedział wtedy, iż "Argentyńczycy mają te same umiejętności co gracze z Kraju Kawy, a na dodatek silniejszą psychikę". Dużo jest w tym prawdy (poza nielicznymi wyjątkami. Patrz: Diego Maradona).
0
Najwidoczniej Paryż oraz jego kibice są złaknieni wielkiej piłki i meczów o potężną stawkę. PSG już dawno nie występowało na tym etapie rozgrywek Ligi Mistrzów. Weah, Ginola i kilku innych, niezłych grajków potrafiło przed laty grać widowiskową i piękną dla oka piłkę. Potem nadeszły słabsze sezony, ale teraz (wzmocnieni gotówką, a co za tym idzie piłkarzami z "nazwiskiem") wracają na salony. Mam jednak nadzieję, że ich przygoda w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów zakończy się już na tym etapie rozgrywek. Naszych chłopaków czeka jednak trudne zadanie, bo rywal z pewnością do ułomków nie należy. Odnośnie biletów,czarnego rynku i "koników". Dawno, dawno temu w kraju o nazwie Polska mieliśmy drużynę, która grała w Lidze Mistrzów. Stałem grzecznie przy kasie. Okienko zostało otwarte. Niezwykle "sympatyczna" pani ogłosiła urbi et orbi, że każdy może zakupić maksymalnie trzy bilety. Pierwszy pan z tłumu podszedł i... poprosił o 500 sztuk. Tyle też dostał. Potem stał pod drzewem i radośnie sprzedawał bilety. Klimat rodem z początków demokracji w Polsce. Cinkciarze i "koniki". Bilety dostałem uczciwie. Od pani w kasie. Mecz z późniejszym zwycięzcą Ligi Mistrzów zakończył się remisem. Przepraszam za dygresję, która nie jest w żaden sposób związana z wtorkowym meczem. Wybaczcie.
0
Panie i Panowie. Nie ma co dramatyzować. Wczorajszy wynik nie jest wcale taki zły. Do spotkania z Celtą przystąpiliśmy po okrutnych i męczących występach reprezentacyjnych. Przez niemalże dwa tygodnie w klubie były zaledwie jednostki. Większość zawodników przemierzała świat wzdłuż i wszerz (nawet pod samo boliwijskie niebo). Niektórzy wrócili do Barcelony dopiero w środę, a już po kilku dniach czekał na nas pojedynek z walczącą o życie Celtą. Mało tego. Moim skromnym zdaniem w głowach zawodników kłębił się już pierwszy pojedynek z PSG. Liga jest już praktycznie wygrana (nasz najgroźniejszy rywal jest całym swoim „jestestwem” przy Lidze Mistrzów. Remis z Saragossą jest potwierdzeniem moich słów. Tylko potężny kataklizm mógłby nam zatem odebrać tytuł najlepszej drużyny w Hiszpanii), a opcja powrotu na szczęśliwy dla nas stadion Wembley jest niezwykle kusząca. Trzeci Puchar Europy na tym kultowym obiekcie? Piękna rzecz. Wczorajsze spotkanie powinno zakończyć się naszym zwycięstwem, ale futbol niejednokrotnie już udowadniał, jak okrutnym i niesprawiedliwym jest sportem. Skończyło się podziałem punktów. Trudno. Jedziemy dalej. Kierunek Paryż. Tam liczę na więcej. Dużo więcej. Nie chcę powtórki z San Siro. Odrabianie strat na swoich „śmieciach” nie zawsze musi się bowiem zakończyć tak, jak w spotkaniu z ekipą Rossonerich. We wtorek liczę na piękne widowisko i osiągnięcie przyzwoitego rezultatu. Wczorajszy mecz puszczam w niepamięć. Zdarza się. Bez indywidualnych pochwał (choć współpraca Messiego z Tello wyglądała zacnie) i nagan. Występ Bartry przemilczę. Podobnie jak i Fabsa. Taki gest dobroci z mojej strony.
0
Do tego spotkania należy podejść w kategorii "przed" i "po". Nasi zawodnicy są po ciężkich meczach reprezentacyjnych, a wysoka przewaga w lidze pozwala nam w większym stopniu skupić się na tym, co nas czeka już wkrótce - pierwsza batalia z PSG. Oczywiście, nie powinniśmy dzisiaj zlekceważyć piłkarzy Celty. Oni walczą o utrzymanie, czyli praktycznie o życie. Takie zespoły są groźne dla wszystkich. Czy sama motywacja wystarczy na urwanie punktów Dumie Katalonii? Pożyjemy, zobaczymy. Jeśli chodzi o nasz zespół, to liczę na kilka roszad w składzie. Song, Thiago, Montoya i Tello powinni zameldować się na boisku od pierwszych minut. Drugą linię powinien uzupełnić Fabs, który nie grał całego spotkania z Francją. Miłego meczu Panie i Panowie. Po tylu dniach "posuchy" rozgrywki ligowe wracają na salony. Mam nadzieję, że wrócimy do domu z tarczą, choć nie będzie to łatwe zadanie. Cel, jakim jest mistrzostwo kraju, znajduje się jednak coraz bliżej. Im szybciej go osiągniemy, tym lepiej. Banalne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe.
0
constantine16
Każdej nie, ale jeśli zaczniemy wymieniać mecze, w których rywal zagrał potężne zawody i wybił nam z głowy myśl o końcowym zwycięstwie, to... mówimy tylko o pojedynczych bataliach. Rok 2010, tegoroczna porażka na San Siro. "Skaczemy" po latach, a nie po jednym sezonie. Takie porażki możemy więc potraktować w granicach błędu statystycznego. Bez jakiejkolwiek pychy i braku szacunku dla rywali, ale moje stwierdzenie pod jednym z artykułów, iż XXI wiek należy do nas jest jak najbardziej uzasadnione. Trzy Puchary Europy, kilka półfinałów. Do tego złoty okres pod panowaniem Guardioli. Zdobyć wszystko w jednym sezonie? Gargantuiczne wyzwanie, które zrealizowaliśmy. Świat wstrzymał oddech, patrząc na jedną z najlepszych drużyn w historii futbolu. Co tam futbolu - całego sportu. Nie mam problemów z napisaniem, iż ubiegły wiek należał do Realu. My zdobyliśmy wtedy zaledwie jeden puchar dla najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Zbyt mało. Wynik, bez dwóch zdań, okrutny. Teraz nadrabiamy i mam nadzieję, że w gablocie znowu zapełni się wolna przestrzeń. Choć miejsca jest już pewnie mało. To samo dotyczy się La Furia Roja. "Dziwnym" trafem sukcesy Dumy Katalonii zbiegły się w czasie z hegemonią Hiszpanii. Trzon tej reprezentacji stanowią gracze Barcelony. Nie zapominam o Ikerze, Xabim lub też Ramosie. Każdy z nich przyczynił się do sukcesów swojej reprezentacji, ale bez naszych grajków takowych by po prostu nie było.
0
Powiedzcie mi, ale tak z ręką na sercu - Ile meczów przegraliśmy w ostatnich latach z powodu bycia drużyną po prostu gorszą? Który z przeciwników wdeptał nas głęboko w ziemię, miażdżąc nas i naszą filozofię gry? Wiem, że porażka jest porażką. Schodzisz do szatni z zerowym dorobkiem punktowym, tudzież żegnasz się z awansem do kolejnych rund w pucharach wszelakich. Pomimo tego... Hercules, Chelsea, Celtic i większość pozostałych batalii. To nie oni wygrali, to my przegraliśmy te pojedynki. Dostrzegam tą drobną różnicę. To nie przeciwnik zagrał fenomenalnie. To w naszym zespole coś nie zaiskrzyło lub też zabrakło tej magii. Zdarza się. Nie było i nie będzie zespołu, który wygra wszystkie bitwy. Mniejsze lub większe. Śmiać mi się chce, kiedy czytam o zmianie filozofii gry. Panie i Panowie. Nie burzcie zbyt pochopnie czegoś, co budowane było od tylu lat. Pamiętam pierwszy Dream Team kierowany przez boskiego Cruyffa. Syndrom "parzącej" piłki. Odgrywanie do kolegi z pierwszej piłki. Narodziny tego, co możemy śledzić do dzisiaj. Efektowność i uczta dla piłkarskiej gawiedzi. Nowy kanon futbolu. Potem Guardiola i być może najlepszy zespół w historii klubowej piłki. Teraz mamy Tito, od którego żąda się zmiany niemalże całego systemu gry. Mówimy tu o czymś, co zostało budowane od lat, a na dodatek wpajane z roku na rok przez matkę La Masię. Piękna nam wyszła z tego budowla. Owszem, drobne korekty są mile widziane, ale poszedłbym w stronę "kosmetyki". Radykalizm jest czasami jedynie słusznym wyborem, ale nie w tym przypadku. Tak jak napisał KingLeonidas. Jeśli Barcelona jest w gazie, możesz liczyć jedynie na szczęście. Jeśli będziemy w najwyższej formie i mimo to przegramy... wtedy kłaniać się będę nisko każdej drużynie, która nas pokonała.
0
Moja przygoda z Dumą Katalonii rozpoczęła się właśnie po jednym z goli Koemana. Pamiętny finał na Wembley i pierwszy Puchar Europy. „Gówniarzem” wtedy byłem i nie ma co ukrywać – miłość do Barcelony wyniknęła właśnie z tego sukcesu. Trwa ona do dzisiaj i trwać będzie na wieki, wieków amen. Swoją drogą Barcelona musiała bardzo długo czekać na tytuł najlepszej klubowej drużyny Starego Kontynentu. Na szczęście wiek XXI diametralnie wzbogacił gabloty klubowe w kolejne trofea. Czekam na kolejne, w tym piąty Puchar Europy. Wembley czeka na powrót chłopaków z Katalonii.
0
Chciałbym usłyszeć z ust Tito lub też od trenera "Nieposkromionych Lwów" kilka słów wyjaśnień. Chodzi mi tu rzecz jasna o Alexa Songa. Chłopak gra "ogony" w klubie i jak widzę nie tylko u nas. Dziwna sytuacja, o której wielokrotnie już pisałem. Szczypta prawdy, która zaspokoiłaby moją ciekawość mile widziana. Odnośnie reprezentacji Hiszpanii. "Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze". Ten okrutny slogan i piętno złowrogie zniknęło w XXI wieku. La Furia Roja dwukrotnie sięgnęła po tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu. W "międzyczasie" okazała się również najlepszą drużyną globu. Potężne laury i... końca nie widać. Zmęczenie materiału? Nie uświadczysz. Przesyt? Brak. Po takiej passie zwycięstw naturalnym powinno być zwolnienie tempa. Tego również nie zauważyłem. Chłopaki zdobyli wszystko, nie tylko w reprezentacji, ale i w piłce klubowej. Wciąż jednak jestem świadkiem "głodu" sukcesów oraz pasji w ich oczach. Jak u małych dzieci, które od rana do wieczora biegają za piłką. Niesamowity profesjonalizm i miłość do piłki. Nie każda reprezentacja to potrafi. Obiecałem sobie, że nigdy nie wspomnę na tej zacnej stronie o naszej reprezentacji. Słowa dotrzymam, ale... u naszych "Orłów" nie widzę tych elementów, które wymieniłem w przypadku podopiecznych Vicente del Bosque. Więcej nie powiem. Zbyt długi esej by wyszedł. Długi i okrutnie smutny.
0
Panie i Panowie. Moim skromnym zdaniem każdą decyzję Valdesa powinniśmy uszanować. "Cesc miał swoją przygodę w innym klubie, w innym kraju. Ja chciałbym również przeżyć coś takiego". Te słowa Victora "trafiły" do mnie. Przez ostatnie sezony zdobyliśmy wszystko, co było do zdobycia. Każdy drogocenny łup zapełnił gabloty katalońskiego klubu i... przy każdym niemalże pucharze swój wkład miał nasz portero. Chce spróbować swoich sił w innym klubie, poznać inną kulturę i filozofię gry? Rozumiem i szanuję jego decyzję. KingLeonidas słusznie jednak zauważył, iż Valdes w nieodpowiednim momencie poinformował wszystkich, iż chce odejść. Coś na zasadzie destabilizacji zespołu. Trzymam kciuki za Valdesa, gdziekolwiek i w jakichkolwiek barwach będzie grał. Jeśli zmieni zdanie i zostanie - będę "kontent". Jeśli podtrzyma swoją decyzję - uszanuję ją. To tyle.
0
Challenger
Piękny tekst i jakże smutny zarazem. Hołd Ci oddaje, kłaniając się nisko. Puyol jako „instytucja”. Niewielu piłkarzy można określić takim słowem, ale w przypadku naszego kapitana określenie to jest, moim zdaniem, nad wyraz właściwe. Tarzan to ktoś więcej niż piłkarz. Potężny motywator dla innych zawodników. Osoba, która bez mrugnięcia powieką potrafi „zrugać” swoich kolegów. Profesjonalizm i walka o jak najlepszy wynik. Wielokrotnie widziałem mecze, w których Duma Katalonii prowadziła wysoko, przeciwnik strzelał bramkę na „pocieszenie”, a Carles (podskakując w górę i wymachując rękoma) krzyczał na innych tak, jakby to jedno, praktycznie „nieistotne” trafienie zadecydowało o utracie przez Barcelonę ważnego trofeum. Pokora, skromność i przyjaźń wobec wszystkich, czyli piękny gest wobec Abidala po finale Ligi Mistrzów. Nie tylko to. Skandale? To nie ten adres. Buńczuczne wypowiedzi wobec rywali? Nie usłyszysz ich z ust Puyola. Naszemu kapitanowi wiosen nie ubywa. Banalne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe. Wstrzymywanie z całych sił wskazówek zegara też nic nie da. Zmierzch wielkiego gracza, symbolu Dumy Katalonii? Ten moment powoli nadchodzi. Nie oszukujmy się. Carles zagra jeszcze sezon lub dwa (chyba, że znów nas czymś zaskoczy) i zawiesi buty na kołku. Będzie to jeden ze smutniejszych momentów dla wszystkich, którzy sympatyzują z Barceloną. Nie tylko zresztą dla nich. Kibice innych klubów też potrafią docenić jego grę i profesjonalizm. Co dalej? Mam nadzieję, że zostanie w klubie. W innej roli, ale wciąż na swoim ukochanym stadionie co się Camp Nou zowie. Dziękuję raz jeszcze za ten zacny artykuł, prosząc jednocześnie redakcję o przesunięcie go na samą górę strony.
0
Tego już się nie da czytać. Nieustanne informacje związane z odejściem Alexisa do Serie A. Nie dość, że nieustanne, to jeszcze wyssane z palca. Chłopak wyraził już swoje zdanie na ten temat, podobnie jak i jego agent. Sezon się jeszcze nie zakończył, a już niektórzy chcą zmian personalnych. Nie muszę mówić w jaki sposób wpływa to na zespół. Destabilizacja. Nie zapełniajcie strony takimi informacjami, bo te bardziej interesujące "spadają" w archiwalną otchłań.
Szanowna redakcjo,
Dopóki nie otrzymam odpowiedzi, to wzorem pewnego polityka rzymskiego, który każdą wypowiedź kończył: "(...) a poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć", będę każdy swój wpis kończył pytaniem: "Co się stało z jakże zacnym artykułem Rozwada?"
0
Na papierze wszystko wygląda pięknie, ale... tylko w formacji ofensywnej. Wyświechtany slogan mówi: "ofensywa wygrywa mecze, defensywa natomiast zdobywa mistrzostwo". W przypadku drużyny Albicelestes hasło to, w trakcie Mistrzostw Świata w Brazylii, może okazać się nad wyraz prawdziwe. Messi, Higuain, Kun i kilku innych zacnych "napadziorów". Te nazwiska robią potężne wrażenie. Gorzej jednak przedstawia się sytuacja w obronie. Posucha panuje tam straszna. Ze świecą trzeba szukać defensorów klasy światowej. Chciałbym, aby najbliższy Mundial należał właśnie do ekipy Messiego i spółki. Ewentualne zwycięstwo zamknęłoby usta krytykom, którzy uważają, iż crack Barcelony nie może równać się z największymi, bo nie ma w swoim dorobku tego najważniejszego reprezentacyjnego pucharu. Boję się jednak, iż z taką obroną Argentyna daleko nie zajdzie. Niemcy, Hiszpania, gospodarze turnieju mogą się po nich bowiem przejechać jak walec po drodze. Pożyjemy - zobaczymy.
P.S. Ponawiam pytanie do redakcji. Co się stało z ostatnim artykułem Rozwada?
0
Tak na marginesie, ale mam pytanie do szanownej redakcji. Co się stało z ostatnim artykułem Rozwada? Świetny tekst, który wywołał interesującą dyskusję na temat stylu pisania felietonów. Mam nadzieję, że jest to jedynie chwilowa "awaria". Takie artykuły powinny widnieć na samej górze strony przez dłuższy czas, a nie prasowe doniesienia z kolejnymi spekulacjami transferowymi. Liczę na szybkie naprawienie błędu. Pozdrawiam.
0
Jestem tego samego zdania co kolega Astad. Nie zmuszajmy na siłę Valdesa do pozostania w Dumie Katalonii. Chłopak zdobył ze swoim klubem wszystkie najcenniejsze piłkarskie łupy. Nie dziwię się, że chce teraz zaznać nowej przygody, poznać kulturę i specyfikę gry w innym kraju. Przez te wszystkie lata Victor był różnie oceniany. Niektórzy stawiali go w jednym rzędzie z najlepszymi bramkarzami na świecie, inni natomiast widzieli w Valdesie najsłabszą część katalońskich puzzli. Powiem tak, Barcelona zdobyła w ostatnich latach gargantuiczną ilość pucharów, a jednym z ojców sukcesu był właśnie Valdes. Ciężko być bramkarzem w Dumie Katalonii. To twoi koledzy są przez większość spotkania przy piłce, a ty i tak musisz zachować pełną koncentrację przez 90 minut. Nie jest to wcale takie proste. Ile było takich meczów, w których nasz portero był bez przerwy naciskany przez rywala? Kilkanaście. Dlatego też za wszystkie sezony spędzone w Barcelonie składam Valdesowi serdeczne podziękowania. Jeśli zmieni zdanie, będę zadowolony. Jeśli natomiast podtrzyma swoją decyzję o odejściu, z całą pewnością ją uszanuję. Wszystkiego dobrego Victor.
0
Messi oraz Iniesta jako wolne elektrony. W piłkarskim świecie nakreślonym schematami, rysunkami, wytycznymi od A do Z, wciąż jeszcze tli się nuta romantyzmu. Romantyzmu w postaci wolności wyboru. Nigdy nie pisałem, że Argentyńczyk powinien grać "tutaj" lub "tam". Nie mam prawa "podpowiadać" herosom futbolu. W podobnym tonie mogę wypowiedzieć się o Andresie, choć tutaj wolność wyboru pożądliwym spojrzeniem spogląda bardziej w środkową strefę boiska. Messi to Barca, Barca to Messi. Do takiej prawdy dziejowej musimy przywyknąć. Nie jest to narkotyczne uzależnienie i jedyny tlen dla pozostałych graczy. Argentyńczyk jest jednak przywódcą stada. Obok siebie ma zacnych dyrygentów (Xavi, Iniesta lub też fabs, jeśli jest w formie), ale to Leo ustala repertuar spotkania, dając później batutę innym reżyserom. Każda filozofia gry ma sens, jeśli realizujesz ją z maksymalnym poświęceniem. Tak jak w życiu. Porażka Na San Siro wywołała burzę, która w swej bezczelności zażyczyła sobie zmiany filozofii gry. Dostąpiłem zaszczytu oglądanie Dumy Katalonii "boskiego" Cruyffa. Z dużym smutkiem czytałem zatem wypowiedzi, iż taka filozofia "starczą" już się stała i wymaga strącenia w czeluści piekielne. Z dnia na dzień zburzyć coś, co budowano latami? Nonsens. Zwłaszcza, że budowla piękną się stała. Barcelona może grać w tak romantyczny sposób przez "wieki". Wystarczy podejść do dziedzictwa Cruyffa z należytym szacunkiem i kontynuować system gry z pasją i zaangażowaniem. Pierwszy i drugi mecz z Milanem. Ciemna i jasna strona księżyca. Filozofia się nie zmieniła, pasja - owszem. Messi jako lider? Grzechem byłoby nie podpisać się pod tym stwierdzeniem. Całkowite (podkreślam: całkowite) uzależnienie? Tutaj byłbym ostrożny.
Panie Pawle,
Dziękuję za ten zacny artykuł. Kłaniam się nisko i czekam na kolejne takie piękne teksty.
0
Po takiej wypowiedzi El Guaje można jedynie zamknąć oczy i z pamięci powtarzać wszystkie jego zacne słowa. Zwłaszcza te, które dotyczyły sytuacji w szatni po przegranym spotkaniu z Chelsea. Do diaska, wzruszyłem się okrutnie. Ludzka bezsilność. Chciałbyś pomóc, ale nie jesteś w stanie. Pozostaje ból i rozgoryczenie. Solidarność z tymi, którzy polegli. Piękne słowa Villi, który od "zawsze" był moim marzeniem transferowym numer 1 (obok Gabriela Batistuty). Kiedy strzelał w barwach Nietoperzy bramki naszemu portero, mówiłem: "chcę go widzieć w naszej koszulce". Natychmiast i teraz. Nie zważając na koszta. Moje oczekiwania spełniły się, choć nie ukrywam, iż liczyłem na szybszy transfer Davida do Dumy Katalonii. Strasznie się cieszę, że chłopak wrócił na dobre do zdrowia i z każdym meczem prezentuje coraz to lepszą formę. Chciałbym, aby zakończył karierę w Barcelonie. Zasłużył sobie na to swoją grą i zdobytymi bramkami. Król pola karnego nie odszedł, on powrócił i jeszcze nie raz znajdzie drogę do bramki rywala. Wymienianie Villi w kontekście transferu Neymara (Hiszpan odchodzi, a w jego mejsce przychodzi gracz z Kraju Kawy) jest moim zdaniem nie na miejscu.
Eoren
Wielkie dzięki za umieszczenie tego wywiadu. Kłaniam się w pas, życząc dalszych sukcesów dziennikarskich. Pozdrawiam.
0
Chłopak ma wsparcie ze strony trenerów, kolegów… czas na poparcie ze strony większości kibiców piszących na tej zacnej stronie. Nigdy nie ukrywałem, że do Chilijczyka mam potężną słabość. Wiem, że w tym sezonie prezentuje się (patrząc na całokształt) mocno przeciętnie, ale wierzę, że ten dynamit w końcu wybuchnie, robiąc przy tym sporo huku. W pierwszym sezonie Sanchez rozgrywał naprawdę dobre zawody i, biorąc pod uwagę kilka drobnych urazów, zanotował całkiem niezłe statystyki. Chilijczyk przybył na Camp Nou z tytułem najlepszego gracza Serie A. Niezła adnotacja w CV. To o czymś świadczy, ale również zobowiązuje go do gry na odpowiednim poziomie. Mam nadzieję, że Alexis wróci na właściwe tory i wbije sobie w końcu do głowy, że jest istotnym punktem tego zespołu. Myślenie w trakcie meczu, że obok jest Messi, Iniesta lub Xavi nie wpłynie na poprawę jego gry. Więcej wiary w siebie i swoje umiejętności, a wtedy będziemy mieć dużo pożytku z chłopaka. Tego będę się trzymał, a wszystkim potencjalnym klubom, które chcą skorzystać z usług Alexisa mówię kategoryczne „NIE”.
0
Panie i Panowie. W coś jednak musimy wierzyć. Gdyby tak to miało wyglądać, to "Stara Dama" nie trafiłaby na Bayern. Drużyna z Dortmundu, przy całym szacunku dla tego zespołu i ich wspaniałych kibiców, "nigdy" nie będzie stawiana w równym rzędzie z Bayernem lub Juventusem. Czy Borussia jest faworytem w pojedynku z Malagą? Nie wiem. Boisko wszystko zweryfikuje. Nie tylko zresztą w tym przypadku. W futbolu było mnóstwo "przekrętów" o których nigdy się nie dowiemy. W tym przypadku nie dorabiałbym jednak zbytniej ideologii... choć z drugiej strony słyszałem kiedyś opinię, że UEFA nie bardzo jest zainteresowana meczami o wielką stawkę pomiędzy drużynami z tego samego kraju. Tutaj można to jakoś sensownie uzasadnić.
0
Pamiętam jak Henry, odpowiadając na zarzuty dziennikarzy, iż mało bramek strzela głową, odpowiedział, iż: „…wszystkie bramki strzeliłem głową”. Metaforyczna odpowiedź, ale jakże prawdziwa. Francuza cechowała przede wszystkim potężna boiskowa inteligencja, „romantyzm” oraz estetyka gry. Uwielbiałem patrzeć na jego gole. Wydawałoby się, iż strzela od niechcenia, delikatnie, ale ile było w tym precyzji. W podobnym stylu próbuje teraz uderzać Tello. Po ziemi, w długi róg, kilka centymetrów od rękawic bramkarzy. Póki co do Mistrza mu jeszcze sporo brakuje, ale… kto wie. Pamiętny finał w Paryżu i drugi Puchar Europy dla Dumy Katalonii. Fascynowaliśmy się grą Ronaldinho, Eto’o i Larssona, ale ja wspominam z tamtego spotkania swój „strach” przed grą Francuza. Niemalże każde jego dojście do piłki „pachniało” zagrożeniem dla bramki Valdesa. Ciekawe jakbyśmy oceniali grę Henry’ego, gdyby zamiast występów w Arsenalu od razu grał u nas. Oj, wszelkie rekordy strzeleckie byłyby zagrożone. Wspaniały piłkarz, jeden z najlepszych graczy XXI wieku. In minus – barażowy mecz z Irlandią.