rafkop8
Dołączył/a: wrzesień 2010
Łęczyca
37 obserwujących
18 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Cochise
Nie uważasz, że ostatnim pytaniem z części pierwszej zbliżyłeś się trochę w stronę dobrze ukrytych sideł? W pułapkę, o którą coraz bardziej można się "przyczepić" do zarządu oraz sztabu trenerskiego? Zadam proste pytanie: Co się stanie, jeśli takich graczy z serduchem i oddających grze całego siebie będzie nieskończona ilość? Każdy ma dostać swoją szansę w pierwszej drużynie? To jest przecież niewykonalne i utopijne. Miłość do wychowanków jest iście romantyczna, ale ja wybrałbym opcję wypośrodkowania. Gracze z zewnątrz nie są trędowaci. Zresztą doskonale o tym wiesz. Nie każdy gracz ze szkółki La Masia musi obligatoryjnie stać się członkiem pierwszego zespołu. Wszyscy wkładają serce w grę? Do diaska. To ja muszę dać coś więcej. Serce i duszę. Wtedy mnie zauważą. No i znowu wracam do zdrowej rywalizacji. Ona jest bowiem nieodzownym i jakże ważnym elementem każdego zespołu.
Pozdrawiam serdecznie.
0
Wciąż mam nadzieję, iż chłopak wykaże się cierpliwością i podejmie decyzję o dalszym reprezentowaniu barw Dumy Katalonii. Nie oszukujmy się, era Xaviego powoli dobiega końca. Tak jak pisałem pod artykułem związanym z Fabregasem, krzesło z napisem "reżyser" niebawem się zwolni. Na to miejsce przewiduję dwóch zawodników. Cesc oraz młody Alcantara. Do spółki. Symbioza, która zapewni nam spokój w środkowej części boiska na kolejne lata. Barcelona, podobnie jak inne wielkie kluby, ma kadrę ponad dwudziestu zawodników. Wszyscy reprezentują w miarę wyrównany poziom, z kilkoma wybijającymi się nazwiskami. Każdy zatem chce grać. Jak najwięcej minut. To jest ich pasja, życie i wewnętrzna chęć bycia lepszym od innych. Bycie docenionym za swój trud - piękna i ważna rzecz. Miejsc na murawie jest tymczasem jedenaście. Za nic nie będzie więcej. Zawsze podkreślałem, iż najważniejsza w zespole jest zdrowa rywalizacja. Mam nadzieję, że bohater artykułu włączy się do niej. Thiago i Barcelona. Wspólne DNA. Nie chcę, aby inny klub wymazał mu to z organizmu. W niedalekiej przyszłości otrzyma on (razem z Fabregasem) buławę generalską od Xaviego. Moje gdybania mogą się jednak skończyć w przypadku zdecydowanej (podkreślam: ZDECYDOWANEJ) chęci opuszczenia klubu przez samego piłkarza. Oby nie. Szczypta cierpliwości, która z biegiem czasu się opłaci. Tego potrzebuje teraz Thiago. Pożyjemy i tak dalej i tak dalej.
0
Witam serdecznie.
Użyłem zwrotu "na siłę" w innym nieco kontekście. Dla mnie jest to niepojęte, że tak wielki klub, jakim bez wątpienia jest Barcelona, musi eksperymentować i przesuwać graczy z pozycji na pozycję. Zwłaszcza, iż środkowy obrońca jest niezwykle istotnym ogniwem w zespole. Pozycją najbardziej chyba "wrażliwą". To nie jest pierwszy sezon przeprowadzania takich "doświadczeń". Formacja defensywna "kuleje"? Do diaska - kupmy odpowiedniego zawodnika. Mam dosyć kombinowania z ustawianiem Songa, Sergio lub nawet, o zgrozo, Adriano na pozycji ostatniej instancji przed bramkarzem. Wcześniej był Toure, czasami Keita i tak dalej i tak dalej. Zaryzykowałeś ze stwierdzeniem, iż Mascherano jest w tej chwili najlepszym stoperem w Barcelonie. Gratuluję, wygrałeś główną nagrodę. Ja też tak uważam. Zawsze broniłem Javiera i dalej zamierzam to robić. Tylko jak to świadczy o naszych "klasycznych" stoperach? Załóżmy, że zarząd nie kupi żadnego środkowego obrońcy (mam nadzieję, że ten czarny scenariusz się nie sprawdzi). Znowu będziemy "szyć". Bartra wciąż będzie siedział na trybunach, a Puyol (ku mojej rozpaczy) nie wymieni kolan na nowe. Pozostanie Pique, który bez mentora grającego obok trochę jednak traci. Co wtedy? Javier Mascherano. "Na siłę". Nawet jeśli znowu będzie ostoją bloku defensywnego. Jak to jednak będzie wyglądać... trochę pogmatwałem, ale wiesz o co mi chodzi.
Pozdrawiam.
0
Wszystko pięknie i ślicznie, ale wciąż czekam na jakieś oficjalne informacje związane z kupnem obrońcy (-ów). Defensora (-ów) na "już" i "teraz". Młody gracz Botafogo będzie być może dobrą inwestycją na przyszłość (szczerze mówiąc nigdy o nim wcześniej nie słyszałem), ale... no właśnie. Duma Katalonii już teraz potrzebuje klasowego stopera, a najlepiej dwóch. My po prostu nie mamy czasu na eksperymenty. Zwłaszcza jeśli chcemy walczyć o najwyższe trofea na wszystkich frontach. Będzie ich przecież sporo, a najwięksi rywale już zaczęli się zbroić. Zakończony niedawno sezon obnażył nasze braki w tej formacji. Przyszłoroczne zmiany rozpoczęły się natomiast od... sprzedaży Abidala. Póki co mamy zatem jednego obrońcę mniej. Z klasycznych stoperów do dyspozycji Tito pozostali: Niedoświadczony Bartra, który najczęściej przygląda się kolegom z trybun, Puyol, który nie stanie się nagle okazem zdrowia oraz Pique, którego forma nie należy do stabilnych. Na siłę możemy tutaj wstawić jeszcze Mascherano. Nie wspominam o Adriano, bo pozycja stopera jest dla niego zupełnie inną bajką. Niechcianą i nie do końca zrozumianą. Co w związku z tym? Ostatnia instancja przed bramkarzem. Osoba doświadczona i obyta w pucharowych bojach. To jest na tę chwilę priorytet, a właściwie zakup obligatoryjny. Dopiero później można pomyśleć o "graczach na przyszłość". Dlatego też podchodzę do tej informacji z lekkim przymrużeniem oka. Czekam na konkrety i na piłkarzy z "nazwiskiem". Im szybciej, tym lepiej. Może coś się "ruszy" po Pucharze Konfederacji? Oby tak.
0
Nie mam zielonego pojęcia kiedy zakończy się dominacja Hiszpanii, ale patrząc na wczorajszy mecz mogę jedynie napisać, iż jeszcze długo nikt ich nie zrzuci z panteonu. Urugwaj wczoraj nie istniał, a szumne zapowiedzi przedmeczowe były jedynie snem wariata. Utopią zespołu, który myślał, iż złapie byka za rogi. Ten jednak wyrwał się ze swobodą, zadając wiele ran. Nie tylko bramkowych. Czasami to nie jest najważniejsze. Jednobramkowe zwycięstwo La Furia Roja nie oddaje wszystkiego. Grał tylko jeden zespół. Hiszpania, którą reprezentowało siedmiu piłkarzy Dumy Katalonii. Gdyby El Guaje był w formie, to reprezentacja składałaby się wczoraj z przedstawicieli dwóch klubów. Kosmos. Przeciwnik praktycznie nic nie grał, ograniczając się do chamskich wejść i bezmyślnych fauli. Urugwaj zawsze z tego "słynął". Widać, iż potomkowie dwukrotnych Mistrzów Świata z chęcią przywłaszczyli sobie taką etykietkę. Niestety. Vicente del Bosque stworzył natomiast orkiestrę niemalże idealną. Niemalże, bo zespoły totalnie kompletne nie istnieją. Reprezentacja jest "zabezpieczona" klasowymi zawodnikami na kilka następnych lat, a już w kolejce czekają głodne wilczki, jak Thiago, Montoya lub Tello. Takich grajków jest więcej. W wielu hiszpańskich klubach. Moc i perspektywy wielkie. Ta hegemonia może trwać jeszcze bardzo długo, choć wszyscy wiemy, iż takie turnieje jak Mistrzostwa Świata lub Europy rządzą się swoimi prawami. Jeden słabszy mecz w fazie pucharowej lub "dzień konia" przeciwnika i możesz pakować się do domu. Wyeliminowanie La Furia Roja z tych turniejów będzie jednak trudnym zadaniem. Kto tego dokona, temu chwała na wieki.
0
Cochise
Wszystko się zgadza. Pamiętam drużynę Nieposkromionych Lwów podczas Mundialu w Italii. Na "dzień dobry" pokonali obrońców tytułu - reprezentację Albicelestes. Miał to być jednorazowy "wybryk". Na szczęście tak nie było. Grali pięknie, widowiskowo i spontanicznie. To był niezwykle radosny futbol. Pozbawiony schematów i grania od - do. Kamerun zaskarbił sobie wtedy serca wielu kibiców. Polegli dopiero w ćwierćfinale, po genialnym pojedynku z Synami Albionu. Dogrywka i strzelecki instynkt Linekera, który zamknął graczom z Afryki drogę do półfinału. Bez wątpienia było to jedno z lepszych spotkań podczas tego turnieju. Nudne to były mistrzostwa (bramkarz do obrońcy, a ten... z powrotem do bramkarza. Niekończąca się historia. Zgroza.), ale bez wątpienia to właśnie Kamerun nadał temu Mundialowi szczypty kolorytu i radości. Po Kamerunie przyszedł czas na Nigerię. Piłkarze z tego kraju grali przeważnie w renomowanych klubach europejskich. Słusznie zatem uważano, iż mogą stać się "czarnym koniem" kolejnych imprez. Wyszło, jak wyszło.
Mam nadzieję, że Kamerun zdoła awansować do przyszłorocznych Mistrzostw Świata. Mają kilku ciekawych zawodników. Problemem są jednak wewnętrzne spory. Nie ma chyba nic gorszego od niszczenia zespołu od środka.
Pozdrawiam.
0
Wiadomym jest, iż od kilku lat reprezentacja Hiszpanii jest punktem odniesienia dla innych drużyn. Trzy zwycięstwa pod rząd w najważniejszych piłkarskich imprezach powinny robić wrażenie na pozostałych reprezentacjach. Hasło "bij mistrza" jest zatem jak najbardziej aktualne. Tym lepiej zresztą dla La Furia Roja. Zawodnicy nie zasną bowiem w błogim przeświadczeniu, iż są najlepsi, a reszta walczy jedynie o udział w finale. Cieszę się również, iż ociepliły się stosunki pomiędzy naszymi chłopakami, a tymi z Madrytu (chyba, że Pique jest zacnym dyplomatą i nie mówi całej prawdy. Tego się jednak nie dowiemy). Mam nadzieję, że taka sytuacja przeniesie się również na boiska ligowe. Wspólne zdjęcie Puyola z Raulem wciąż ma w sobie dużo magii, ale w końcu i ono wyblaknie. Potrzeba zatem nowej fotografii, z nowymi piłkarzami. Dosyć mam już tych "brudów", które wymknęły się w pewnym momencie spod kontroli. Wracając do Pucharu Konfederacji. Podopieczni Vicente del Bosque są drużyną niemal kompletną. Do ideału trochę brakuje, ale takowych zespołów po prostu nie ma. Brakuje im przede wszystkim środkowego napastnika z potężną formą. Póki co "szyją" trochę w tym elemencie, wystawiając na pozycji numer "9" Cesca Fabregasa. Do diaska. Brzmi znajomo. Hiszpania, niemal z urzędu, jest faworytem tej imprezy. Futbolu nie da się jednak zamknąć w ramy i często faworyci turniejów odjeżdżali do domów wcześniej, niż przypuszczano. Może tym razem będzie podobnie, choć szczerze mówiąc bardzo w to wątpię. Nie będę oryginalny w swoich typowaniach. Wygra Hiszpania lub Brazylia, choć nie powinno się lekceważyć dwukrotnych mistrzów świata - reprezentację Urugwaju. Pożyjemy i tak dalej i tak dalej.
0
sojerrrr
Ja również przyłączam się do opcji numer dwa. Nie ma bowiem nic lepszego w drużynie, niż zdrowa rywalizacja. Jeśli takowa będzie, to Neymar stanie się lepszym piłkarzem przy Messim i pozostałych chłopakach. To samo będzie w odwrotnym kierunku. Nasz nowy nabytek pokazał dzisiaj kilka ciekawych zagrań, a sam gol był "tylko" wisienką na torcie. Czekam z niecierpliwością na pierwsze mecze gracza z Kraju Kawy w koszulce Dumy Katalonii. Mam nadzieję, że po jakimś czasie wywiąże się chemia pomiędzy Brazylijczykiem, a Leo, Sanchezem, Iniestą, Fabsem i innymi graczami. Wtedy będzie moc, a przy wzmocnieniach w formacji defensywnej, znów będziemy walczyć o najwyższe cele na wszystkich możliwych frontach. Ponadto liczę na to, iż kibice oraz przede wszystkim media nie "zarzucą" na Neymara presji już od pierwszych meczów w Barcelonie. Nie ma nic gorszego od natychmiastowych wymagań. Na dodatek będą one zapewne potężnie wygórowane. Można się wtedy jedynie spalić na starcie. Wtedy to trudno już będzie dogonić pozostałych. Cierpliwie i powoli. Neymar musi najpierw "pojąć" czym jest gra na europejskich boiskach. Na szczęście ma wokół siebie zacnych nauczycieli. Do diaska. Niech czas szybciej płynie... Pozdrawiam.
0
Obrońcy potrzebni od zaraz. Takie ogłoszenie powinno widnieć przed budynkiem klubowym Dumy Katalonii. Mówiąc jednak serio, czekam z niecierpliwością na oficjalne komunikaty związane z zakupem jednego, a najlepiej dwóch defensorów. Z potężnym CV rzecz jasna. Młodzi, ale z doświadczeniem na arenie międzynarodowej. Mam nadzieję, że ludzie odpowiedzialni w naszym klubie za transfery nie udadzą się w sen letni, bo wszystko zostało już zrobione (czytaj: sprowadzenie Neymara). Bez wzmocnień w formacji obronnej będziemy mogli zapomnieć o jakichkolwiek sukcesach. Nie ma już z nami Abidala. Nie wiemy również, czy kolana Puyola wytrzymają trudy kolejnego sezonu. Obawiam się, ku mojej wielkiej rozpaczy, iż może być z tym problem. Adriano? Chłopak też bez przerwy zmaga się z urazami. Raz gra, a potem odwiedza medyków wszelakich. Ponadto Brazylijczyk, występując w roli ostatniej instancji przed bramkarzem, znajduje się w innym świecie, który z pewnością nie należy do niego. Jego "zone" to boczna część murawy boiska. Ryba w wodzie. Next, please: Bartra, czyli jak to jest, gdy ogląda się kolegów z trybun. Nie wiem, czy w przyszłym sezonie nie będzie powtórki z rozrywki. Po prostu nie wiem i nie chcę "gdybać". Taki wariant jest jednak możliwy. Syndrom Fontasa. Pozostaje Pique, który potrzebuje jednak mentora obok siebie. Nie wygląda to zatem dobrze. Zwłaszcza gdy klub ma zamiar bić się do końca o wszystkie trofea. Transfery stoperów są zatem obligatoryjne. Nazwisk jednak nie podam. Zdaję się na innych. Nie wiem, jakiej odpowiedzi spodziewali się dziennikarze, ale w takich przypadkach brzmi ona zawsze tak samo: "Teraz skupiamy się na reprezentacji. Po powrocie pomyślimy...". Gorący klimat w budynkach klubowych Barcelony czas zacząć. Intensywność w poszukiwaniach defensorów coraz bardziej mile widziana, wręcz pożądana.
0
Kolejny dynamit wystrzelił pod stopami Laporty. Bomba informacyjna poszła w świat. Czekam z niecierpliwością na ripostę byłego prezesa Dumy Katalonii. Odniesie się do całej tej przykrej i ponurej sytuacji, czy też... zastosuje sprawdzoną metodę - najlepszą obroną jest atak, który zostanie rzecz jasna skierowany w stronę Rosella. Dziwię się wszystkim osobom, które patrzą na okres panowania Laporty TYLKO przez pryzmat różowych okularów. Są potężne sukcesy więc wszelkie brudy chowamy pod dywan. Udajemy, że nic się nie dzieje. Propaganda sukcesu. Tak się jednak nie da. Cała sytuacja źle wpłynie na wizerunek klubu. Nawet nie chcę wiedzieć, jak czują się sami "śledzeni" piłkarze. Przykra informacja, która stawia panów odpowiedzialnych za całą tę sprawę w bardzo złym świetle.
P.S. Jestem z tym klubem od ponad 20 lat. Nigdy nie użyłem jednak sformułowania "Więcej niż klub". Dlaczego Barcelona ma mieć patent na ten slogan? Nie wiem. Za wieloletnią i niespotykaną "czystość" koszulek? Zgadza się. Co dalej, koleżanki i koledzy. Takie zdanie może sobie przywłaszczyć wiele klubów. Chociażby Bilbao za "wewnętrzne" transfery lub Ajax za prawdziwą kuźnię talentów. Takich zespołów jest znacznie więcej.
Constantine16
Mocne słowa poparte zacnym wyjaśnieniem. Bardzo lubię czytać Twoje komentarze. Dużo w nich merytoryki posypanej gargantuiczną ilością pieprzu. Dzięki. Pozdrawiam.
0
Cesc Fabregas, czyli jak ze spokojem czekać na otrzymanie buławy generalskiej, a tym samym zająć krzesło z napisem "reżyser". W przeciwieństwie do wielu osób piszących na tej zacnej stronie doceniam ogromny wkład bohatera wywiadu w grę Dumy Katalonii. Chłopak nie ma łatwego życia. Gra trochę w pomocy, potem przestawiany jest do ataku i to na pozycję środkowego napastnika. Mętlik w głowie musi mieć okrutny. Nie ma bowiem nic gorszego u zawodnika (pomijam kontuzje), niźli niepewność pozycji na murawie. Pomimo tego były gracz Arsenalu zanotował potężne statystyki końcowe, plasujące go na drugim miejscu w zespole. Mam do niego gargantuiczny szacunek i jestem pewien, iż w niedalekiej przyszłości Fabs stanie się głównym dyrygentem zespołu. To on (mam nadzieję, że do spółki z Thiago) będzie decydował o tempie rozgrywania akcji całej ekipy. Wiem, że sobie poradzi. Robił to już przecież w Londynie.
"Tito, Éric... dużo musiała przejść ta drużyna". No właśnie. Piękne słowa. Wielu z was nie docenia jednak tego, traktując naszego trenera jako zło wszelakie. Piątą kolumnę i wyimaginowanego wroga. Mistrzostwo kraju i to przy rekordowej przewadze nad drugim zespołem? Tito zepsuł cały sezon - odezwą się głosy krzykaczy. Chcemy co roku tryplet - usłyszę po chwili. Co bardziej bezmyślne głowy napiszą: "Tito ma chyba raka mózgu", bo... wystawił taki skład, a nie inny. Zgroza. To był potwornie ciężki sezon dla Dumy Katalonii. Przede wszystkim z powodów, które nie dotyczyły stricte futbolu. Zrozumcie i doceńcie to, co osiągnęliśmy. Barcelona nie zawsze była hegemonem. Nawet nie chcę myśleć jakiego typu komentarze widniałyby na tej stronie w okresie, kiedy drużyna nie potrafiła odnieść żadnego sukcesu. Nie były to zamierzchłe czasy.
0
Udało nam się w końcu pozyskać Neymara, kończąc przy okazji tą nudną brazylijską telenowelę. Kupno Polaka byłoby z kolei potężnym błędem. Nie ze względu na umiejętności Roberta, bo potencjał i zmysł strzelecki ma chłopak zacny. My po prostu musimy wzmocnić formację defensywną. Atak? Jestem spokojny. Trio Neymar - Messi - Sanchez może wyznaczyć nowe kanony w futbolu, zapisując przy okazji kilkanaście kart w historii piłki nożnej. Samymi złotymi zgłoskami. Do tego Tello, który będzie asem w rękawie Tito. Pedro? No cóż... może w końcu zacznie grać na wyższym poziomie. No i El Guaje. Mam nadzieję, że zostanie z nami na kolejny sezon, choć szanse są chyba mizerne. Doborowe grono, które bez wsparcia ze strony formacji defensywnej nie osiągnie końcowych sukcesów. Zmora zakończonego niedawno sezonu, czyli postawa obrońców. Tutaj potrzebujemy większej ilości korekt. Odszedł Abidal i chyba nie ma sensu już tego tematu dalej roztrząsać. Puyol, ku mojej rozpaczy, młodszy nie będzie, a Adriano nie wynajdzie dla siebie cudownego leku, który uchroni go przed wszelkimi kontuzjami. Pozostaje Pique, którego forma jest sinusoidalna oraz Bartra - człowiek trybun. Piłkarz, który nie cieszy się zbytnim zaufaniem trenera. Mascherano? Wszystko pięknie i ślicznie, ale dla Argentyńczyka pozycja ostatniej instancji przed bramkarzem powinna być opcją numer dwa. Podobna sytuacja jak u Alexa lub Sergio. Mogą tam grać, ale na swoich nominalnych pozycjach dadzą zespołowi więcej. Potrzebujemy zatem jednego lub najlepiej dwóch klasowych obrońców. Młodych, ale z doświadczeniem na arenie międzynarodowej. Zakup takich graczy powinien być obligatoryjny. Jeśli się uda, to przyszły sezon znowu może należeć całkowicie do nas.
0
Ta jego obsesja i maniakalna fobia na punkcie Dumy Katalonii jest po prostu śmieszna. Przedstawiają go w Londynie jako nowego (starego) trenera Chelsea, a tu bach - odniesienie do Barcelony. Nie wiem, czy to kogoś nawet zainteresowało. Zwłaszcza w klubie, który rok temu wyeliminował nas z elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów. Niezależnie od poruszanego tematu Portugalczyk musi wbić jakąś szpilkę w naszą ekipę. Na szczęście końcówka jest zbyt tępa, by mogła nam wyrządzić jakąś poważną krzywdę. Cieszę się, że w końcu odszedł z Realu. Zrobił z zespołu swój prywatny folwark, zapominając o tradycjach tego, nie ma się co oszukiwać, słynnego klubu. Atmosfera pomiędzy Barceloną a Realem osiągnęła gargantuiczny poziom zatrucia. Szkoda. Wszyscy pamiętamy piękne zdjęcie Puyola z Raulem. Można? Pewnie, że tak. Walczmy do upadłego, ale zgodnie z zasadami fair play. Poza boiskiem natomiast szanujmy się. Tak było kiedyś. Może te czasy powrócą, choć ziemia jest strasznie nadpalona. Pan zakończył hegemonię Barcelony? W którym momencie? Do diaska, zapomniałem. Real pod wodzą "nieomylnego" trenera zdobył w tym sezonie wszystkie możliwe puchary. W lidze osiągnęli nad nami rekordową przewagę, na europejskich boiskach roznieśli w pył drużyny z Niemiec, a w finale Pucharu Króla wdeptali w ziemię kolegów zza miedzy. Oj, panie trenerze. Troszkę więcej pokory. Hasło jest panu obce? To odsyłam do powyższych zestawień. Matematyki unikam jak ognia, ale królowej nauk trzeba od czasu do czasu zaufać. Liczby nie kłamią. Ku naszej uciesze.
0
AdrianM11
Wybacz, ale użycie w jednym zdaniu hasła „Więcej niż klub” ze słowem „przekręty” brzmi doprawdy groteskowo. Nie ma się co oszukiwać. Zarówno Laporta, jak i nasz obecny prezes muszą mieć trochę grzechów na sumieniu. Całkowitej prawdy nie poznamy zapewne nigdy. Gdyby jednak klubowe ściany mogły mówić… Pożyjemy i tak dalej i tak dalej. Do nowych wyborów jeszcze długa droga. Co się wydarzy do tego czasu? Nikt nie wie. Oczernianie przez wielu pod każdym niemalże tekstem Rosella i Tito trąca owczym pędem. Zwłaszcza, iż w większości komentarzy brakuje jakichkolwiek merytorycznych dysput. Najlepiej wywalić naszego trenera i Sandro na zbity pysk. Ot, cała „filozofia”. Odsyłam ponownie do kart historii. Nie trzeba nawet daleko sięgać. Barcelona nie rozpoczęła się od czasów Guardioli. Istniało jeszcze „przedtem”, które nie było takie kolorowe. Lata w których zdobycie jednego pucharu w sezonie zakrawało na cud. Teraz natomiast sięgnięcie po mistrzostwo kraju z rekordową przewagą punktową nad drugim zespołem jest dla wielu koszmarną i niewybaczalną porażką. Zgroza. Nie chcę, rzecz jasna, naginać rzeczywistości i pisać, iż Duma Katalonii jest idealną maszynką do zdobywania kolejnych trofeów. Potrzebujemy kilku zmian, ale nigdy nie byłem i nie będę zwolennikiem radykalizmu. Pisałem już o tym wielokrotnie. W niektórych odpowiedziach pojawiały się natomiast hasła typu: "Tito powinien odejść. On ma chyba raka mózgu". Szkoda...
0
Nie oszukujmy się, Fabregas jest ważnym ogniwem Dumy Katalonii. Wiem, że statystyki nie oddają wszystkiego, ale prawda jest taka, iż sumując bramki i asysty Cesc uplasował się na drugim miejscu w zespole. Właściwie na pierwszym, bo Messiego należy traktować w innych kategoriach – nadludzkich. Jeśli dodamy do tego fakt, iż chłopak przestawiany był cały sezon z pozycji na pozycję (nie ma nic gorszego od boiskowej niepewności), to te osiągnięcia końcowe powinny robić wrażenie. Na mnie de facto robią. Moim skromnym zdaniem były gracz Arsenalu już wkrótce przejmie buławę generalską po Xavim. Do spółki z Thiago (jeśli Alcantara będzie cierpliwy i nie odejdzie do innego klubu). W tej chwili sytuacja Cesca przypomina mi trochę siedzenie w poczekalni. Niebawem przejmie on rolę głównego reżysera drużyny i „upewni” się co swojej pozycji na murawie. Wtedy ujrzymy całą moc i formę Fabsa. Jestem o to spokojny. Miło było patrzeć na chemię pomiędzy nim, a Messim lub Sanchezem (w końcówce sezonu). Jeszcze nie raz będziemy świadkami takiej zacnej współpracy. Kolejne plotki transferowe związane z bohaterem artykułu? Spuśćmy na to wszystko zasłonę milczenia. Wiem, że sezon ogórkowy jest trudnym okresem dla dziennikarzy zajmujących się futbolem, ale… bez przesady. Nie każdą bzdurną informację trzeba brać do siebie. Cesc zostaje w Dumie Katalonii. To jego drużyna i dom. Amen.
Madryt zakończył naszą hegemonię? Wystarczy spojrzeć na tabelę. Rekordowa przewaga zwycięzcy nad drugim zespołem. Dziękuję i nie mam więcej pytań.
0
Mam nadzieję, że po kupnie Neymara zarząd Dumy Katalonii nie "zaśnie" w błogim przeświadczeniu, iż wszystko zostało już wykonane. Przed panami w garniturach jeszcze dużo pracy. Oby była owocna. Potrzebujemy jednego, a najlepiej dwóch klasowych defensorów. Młodych, ale z doświadczeniem i obyciem na arenie międzynarodowej. Będę to powtarzał jak mantrę. Ci z czołówek gazet wydają się na ten moment nie do wyciągnięcia, ale... może zadziała magia zespołu o nazwie Barcelona. Wspólna gra z Messim, Iniestą lub Fabsem na jednym z najsłynniejszych stadionów świata? Brzmi niezwykle kusząco. Nie chciałbym podawać konkretnych nazwisk. Nie bawię się we wróżkę. Liczę, iż zarząd oraz sztab trenerski dokonają słusznego wyboru, a na Camp Nou zawitają zacni obrońcy. Bez wzmocnień w tej formacji może być ciężko o jakiekolwiek puchary. Nie chcę powrotu do utopijnej filozofii: "(...) najwyżej wygramy 6:4". Ta ponura maksyma nie sprawdziła się, a gabloty klubowe zaczęły obrastać pajęczyną. Kolejny rok eksperymentów z przesuwaniem Songa, Adriano lub Sergio na pozycję ostatniej instancji przed bramkarzem? Wolałbym tego uniknąć. Pewnych rzeczy nie da się po prostu przeskoczyć. Abidala już nie ma w zespole, Puyolowi wiosen nie ubywa, a Adriano nie stanie się nagle podręcznikowym okazem zdrowia. Do tego sinusoidalna forma Gerarda. Czekam ze spokojem na kolejne decyzje Rosella oraz Tito. Nie przyłączę się do owczego pędu i ludzi, którzy na sam widok wyżej wspomnianych panów toczą pianę z pyska. "Wyrzucić Tito na zbity pysk" i... tyle. Merytorycznych uzasadnień brak... jak to z owczym pędem bywa. Więcej dystansu i chęci poznania historii klubu przed objęciem sterów przez Pepa Guardiolę.
0
Nie cierpię tego sformułowania, jak i samej koncepcji. Wypożyczenie. Klub nie chce już korzystać z twoich usług, przechodzisz do innego zespołu i... co dalej? Po sezonie, który może zamienić się w lata, wracasz do drużyny ze świadomością, że tutaj mnie kiedyś nie chciano. Na starcie jesteś już "nadpalony" psychicznie, a to nie wpływa korzystnie na formę. Nie rozumiem tej idei, bo wprowadza ona pewien mętlik w głowach piłkarzy oraz nas - kibiców. Wiem, że tego się nie zabroni, ale ja jestem zwolennikiem koncepcji kupna - sprzedaży (choć w przypadku ludzi nie są to też najszczęśliwsze słowa). Po każdym sezonie na tapetę będzie powracał Bojan, Keirrison lub Afellay. Zawodnicy, którzy de facto nie powinni już grać w naszych barwach. Nie ten poziom, nie te umiejętności (w przypadku Holendra problem leży przede wszystkim w psychice. Temat rzeka, o którym już kiedyś pisałem. W telegraficznym skrócie: robienie zdjęć w szatni zespołu oraz późniejszy paniczny strach przed wzięciem na siebie odpowiedzialności w sytuacji, gdy wokół siebie ma się samych wspaniałych piłkarzy - "oni zrobią to lepiej"). Takie wypożyczanie jest zatem po części "oszustwem" wobec gracza. Coś na zasadzie: "pograj sobie tu chłopcze, a jak się dobrze spiszesz, to wrócisz". Za rok zawodnik usłyszy prawdopodobnie to samo... Pytanie kolegi poniżej jak najbardziej słuszne.
0
Podstawowi zawodnicy Dumy Katalonii oddychali pod koniec sezonu rękawkami. Teraz, praktycznie bez chwili wytchnienia, czekają na nich potyczki w Pucharze Konfederacji. Potem rok zmagań na trzech frontach i Mistrzostwa Świata w Brazylii. Gargantuiczna podróż, z wieloma trudnymi etapami. Kto wytrzyma to wszystko kondycyjnie, ten zwycięży. Musimy mieć szeroką kadrę uniwersalnych graczy i świeże podejście Tito do częstego rotowania składem. Wtedy powinno być dobrze. Na "szczęście" inne czołowe kluby też będą miały problem z utrzymaniem przez cały rok wzorowej kondycji fizycznej u swoich piłkarzy. Kilka słów o Cescu. Szkoda mi chłopaka. To bardzo dobry gracz, który po odejściu z Arsenalu nie może sobie znaleźć miejsca na murawie. W Londynie był liderem i reżyserem środkowej części boiska. W Barcelonie gra trochę tutaj, trochę gdzie indziej. Podobnie wygląda sytuacja w reprezentacji Hiszpanii. Taka niewiadoma nie wpływa dobrze na żadnego piłkarza. Pomimo tego Fabs osiągnął bardzo dobre statystyki końcowe, które uplasowały go na drugim miejscu wśród graczy Barcelony. Szacunek zatem wielki. Co przyniesie przyszłość? Myślę, że buława generalska po Xavim trafi właśnie w ręce Fabregasa. Moim marzeniem byłoby jednak, żeby trafiła również do rąk Thiago. Tak do spółki. To jest możliwe. Pytanie tylko, czy Alcantara nie będzie chciał wcześniej zmienić klubu. Oby nie. Dwóch reżyserów też potrafi nakręcić zacny film.
Tymczasem trzymam kciuki za La Furia Roja podczas Pucharu Konfederacji. Niech kontynuuje pasmo sukcesów. To będzie też w znacznej mierze sukces Barcelony...
0
Codzienne zalewanie nas potokiem transferowych informacji wyssanych z palca zaczyna przyprawiać mnie o mdłości. Na szczęście udało się sfinalizować transfer Neymara, bo kolejnych odcinków brazylijskiej telenoweli już bym nie zniósł. Moim skromnym zdaniem Tello będzie wkrótce jednym z najlepszych skrzydłowych na świecie. Diament z niego jest potężny, a szybkości mógłby mu pozazdrościć praktycznie każdy piłkarz. Musi jedynie rozszerzyć swój wachlarz umiejętności. Nie tylko zwód i wyścig z obrońcą do linii końcowej boiska. To wkrótce będzie zbyt mało. Obrońcy drużyn przeciwnych nie śpią. Ja w chłopaku pokładam ogromne nadzieje i nawet nie chcę słyszeć o jakiejkolwiek sprzedaży. Jeśli zarząd szuka pieniędzy na kolejne transfery, to opcja ze sprzedażą bohatera tego mini artykułu nie jest najlepszym rozwiązaniem.
0
Jak nie Panama, to Ekwador. Do diaska. Zastanawiam się kim są ludzie, którzy pracują w tej całej przeklętej hiszpańskiej federacji. Gdzie sens, gdzie logika? Nie wiem. Kilka dni przed rozpoczęciem sezonu wymyślają gargantuicznie daleką podróż do Ameryki Południowej. Szkoda, że nie w okolice któregoś z biegunów. Kilka dni spędzonych w kibitkach i mecz o przysłowiową pietruszkę. Oczywiście na pokładzie samolotu najwięcej będzie graczy Dumy Katalonii. Kompromitacja panów za biurkiem i z notesikiem w ręku. Czekam tylko na kalendarz ligowy na sezon 2013/2014. Jestem niemal pewny, że klasyk z Realem zostanie "wepchnięty" gdzieś w okolicach decydujących starć w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Rok temu też tak przecież było. Nie wiem. Może tam zarządza jakaś V kolumna. Na dodatek Del Bosque powoła zapewne na ten bezużyteczny sprawdzian najlepszych grajków La Furia Roja. Trzeba przecież "sprawdzić" jak gra Xavi, Iniesta, Ramos lub Xabi. Śmieszna historia, fastryga, chryzantemy i końcowy żal.
0
Kartki, póki co, są jeszcze puste, ale mam nadzieję, iż z każdym kolejnym sezonem będą się zapełniały bogatą treścią. Neymar w Dumie Katalonii. Czekaliśmy na to długo, do końca nie zdając sobie sprawy, czy zakup Brazylijczyka będzie dobrym posunięciem zarządu. Oficjalny komunikat i gracz z Kraju Kawy założył koszulkę Barcelony. Niewiadomych jest jednak sporo, a szereg pytań pozostanie bez odpowiedzi… do rozpoczęcia sezonu 2013/2014. Ameryka Południowa i Europa. Dwa różne światy i odmienna kultura uprawiania piłki nożnej. Nasz nowy nabytek musi jak najszybciej „nauczyć” się gry na Starym Kontynencie, jakże odmiennej od tej w Brazylii. Nauczycieli będzie miał zacnych. Jednych z najlepszych na świecie. To właśnie oni przekażą mu specyfikę występów na europejskich stadionach. Zobaczymy jakim uczniem będzie Neymar. Kolejny punkt programu, czyli współpraca z Messim. Pojawi się chemia – będzie moc. Początkowy syndrom Villi lub Zlatana. Co wygra? Mam nadzieję, że ta pierwsza opcja. Wtedy, licząc na Sancheza z taką formą jak pod koniec tego sezonu, będziemy mocni w ataku. Bardzo mocni. Złote zgłoski na kartach historii klubu. Co tam klubu… zawsze można iść dalej. Trzymam za chłopaka kciuki. Mam nadzieję, iż nikt nie nałoży na niego zbyt dużej presji już od pierwszego oficjalnego meczu. Najgorszą rzeczą jest spalenie się na starcie. Potem trudno jest dogonić innych.
0
c.d.
Pisanie, iż był i jest zbyt słabym bramkarzem na grę w Barcelonie jest naginaniem rzeczywistości. Czy wy naprawdę sądzicie, iż Victor był tak długo trzymany w klubie tylko dlatego, że jest wychowankiem? Real ma Ikera, to my też musimy mieć chłopaka z własnej szkółki. Totalna bzdura i paranoiczne myślenie. Akurat pod względem wychowanków nie musimy cierpieć na kompleksy. Życzę mu wszystkiego najlepszego na dalszej drodze zawodowej kariery i dziękuję za wszystkie lata spędzone w naszym klubie… Kolejny rok? No właśnie. Tutaj mam problem. Ironia. Chłopak jest zmęczony i schwytany przez ponurą presję. Chce zmienić otoczenie, poznać nową kulturę i filozofię gry innego zespołu. Jak najbardziej szanuję jego wybór. Co się okazuje? Valdes zostanie jednak na kolejny sezon. Trudno chyba jest zaufać takiej osobie. Za taką decyzję przyznaję mu symboliczny znak „-„. Lepszym rozwiązaniem byłby jednak piłkarski rozwód już teraz. To nie zmieni jednak mojej końcowej oceny w sposób drastyczny. Dziękuję mu raz jeszcze za te wszystkie lata w bramce Dumy Katalonii. Wybaczcie ten długi komentarz.
0
Bohatera felietonu zawsze szanowałem i zmieniać się w chorągiewkę nie zamierzam. Owszem, jego decyzja o odejściu, a właściwie moment jej ogłoszenia nie był zbyt fortunny, ale... pora przewrócić kilka kart historii. Victor Valdes. Tyle lat spędzonych w Dumie Katalonii. To powinno budzić szacunek u większości kibiców. Niestety, ale tak nie jest. Martwi mnie ten coraz częściej pojawiający się na tej zacnej stronie pesymizm. Co by się nie działo, to i tak krzykacze zażądają głowy Sandro i Tito. Ślepo i przy uwielbieniu owczego pędu. Czytam te komentarze, traktując je w kategorii groteski. Panie i panowie, Barcelona to nie tylko Guardiola zasiadający na ławce trenerskiej oraz Laporta uśmiechający się z loży honorowej. Fakt, to był najpiękniejszy okres w dziejach klubu z Katalonii, ale istniało jeszcze "przedtem", które nie było aż tak zintensyfikowane pasmami sukcesów. Warto jednak o tym pamiętać. Przykre momenty też są tego warte. Tak, aby nie robić później tragedii z jednego pucharu w sezonie. Pokora i dystans. Mistrzostwo kraju wywalczone z gargantuiczną przewagą punktową nad drugim w tabeli Realem. Wyrównany rekord ilości punktów. Dla wielu to było jednak zbyt mało. Co się stanie w momencie, gdy Duma Katalonii po stronie sukcesów zapisze cyfrę „0”? Rynsztokowe słownictwo wypłynie jeszcze bardziej i wyżej. Wybaczcie dygresję. Wracając do naszego portero. Barcelona XXI wieku, czyli gabloty zapełnione potężną kolekcją pucharów. Na wszystkich możemy się doszukać odcisków palców Valdesa. Niemalże w każdym końcowym triumfie miał swój spory udział (za wyjątkiem kilku edycji Pucharu Króla). Często był jedną z kluczowych postaci zespołu. Owszem, zdarzały mu się błędy, ale konia z rzędem temu, kto wskaże mi nieomylnego bramkarza. Kilka świec nawet nie pomoże.
0
Zawsze podkreślałem, iż nie ma nic lepszego w zespole od zdrowej rywalizacji. Jeśli obaj zawodnicy się „polubią” i wywiąże się między nimi chemia, to z pewnością wpłynie to korzystnie na cały zespół oraz samych zainteresowanych. Neymar przy Messim może stać się jeszcze lepszym grajkiem i na odwrót. Wtedy zobaczymy moc i drżenie narodów. Dla Dumy Katalonii oraz dla nas – kibiców będzie to fantastyczna sprawa. Nie chcę jednak, aby wokół gracza z Kraju Kawy narastała niezdrowa presja już od pierwszego oficjalnego spotkania. Chłopak musi bowiem poznać tajniki gry na europejskich stadionach. To nie Brazylia. Obrońcy z drużyn Starego Kontynentu nie pokłonią się nisko przed Neymarem i nie zaproszą go z hojnością pod swoją bramkę. Nasz nowy nabytek ma na szczęście zacnych nauczycieli, którzy wyjaśnią mu co i jak. Mam tylko nadzieję (będę to powtarzał jak mantrę), że nasz zarząd nie zaśnie snem sprawiedliwych i zintensyfikuje poszukiwania klasowego obrońcy. Najlepiej dwóch. Bez wzmocnień w tej formacji będzie ciężko o jakiekolwiek sukcesy. Nie chciałbym powrotu do upiornej filozofii: „(…) najwyżej będziemy wygrywać 6:4”. Utopijne marzenia nie zostały zrealizowane, a gabloty klubowe zaczęły obrastać kurzem.
0
Może jestem naiwny, ale chciałbym powrotu do okresu, kiedy obie drużyny potrafiły zachować wobec siebie szacunek i respekt. Pamiętna fotografia Puyola i Raula we wspólnym objęciu już nieco wyblakła i nadszedł już chyba czas na uchwycenie nowego zdjęcia w podobnym klimacie. Sytuacja ku temu jest wyborna. Wszyscy doskonale wiemy z jakiego powodu. Jose Mourinho wrócił pod skrzydła Romana Abramowicza i londyńskiej Chelsea. Liczę na zakopanie topora wojennego, zwłaszcza poza boiskiem. Na murawie niech walczą do upadłego, choć z zachowaniem zasad fair play. Kiedyś to było możliwe. Dlaczego nie może być i teraz? Może jednak wymagam zbyt wiele, a sprawy zaszły o jeden most za daleko. Nie wiem.
Jeśli chodzi o Thiago, to nawet nie chcę słyszeć o jego sprzedaży. Chłopak, wraz z Fabregasem, stanowić będą niedługo o sile katalońskiej pomocy. Kto wie, może to właśnie Alcantara przejmie buławę generalską od Xaviego. Ma na to przysłowiowe papiery. Cierpliwość praktycznie zawsze bywa wynagradzana. W tym przypadku powinno być podobnie. Thiago zostaje. Amen.
0
Kolejny transfer, który możemy odłożyć na półkę z hasłem fantasy. Sezon ogórkowy czas zacząć, a w związku z brakiem meczów, trzeba mnożyć informacje wyssane z palca. Który to już artykuł związany z Reiną i jego potencjalnym powrotem do Dumy Katalonii? Było ich sporo. Uparte powtarzanie tych samych treści mija się całkowicie z celem. Najważniejsze jednak, żeby prasa się dobrze sprzedawała, a gawiedź wszelaka miała o czym debatować. Przyłączę się zatem do dysputy, podkreślając bezsens takiego transferu. Nie oszukujmy się. Jest wielu bramkarzy o klasę lepszych, niż Pepe. Ponadto gracz Liverpoolu nosi na swoim grzbiecie zbyt wiele krzyżyków, by mówić o nim w kategoriach inwestycji na przyszłość. My potrzebujemy portero na "wieki". Taka ironia, jak w ogłoszeniach dotyczących chęci zatrudnienia: poszukujemy młodego bramkarza, ale z doświadczeniem. Najlepiej wieloletnim. Ponadto musi być obyty na arenie międzynarodowej. Nie chcę rzucać nazwiskami w pustkę. Od tego jest zarząd, który - jak czytam w waszych komentarzach - co nie zrobi, to i tak będzie źle. Powoli staje się to już męczące. Ten owczy pęd.
0
Nasz nowy zawodnik praktycznie już na starcie poddany został ogromnej presji. Sprowadzony za potężne pieniądze gracz z Kraju Kawy "musi" bowiem zapewnić Dumie Katalonii powiew świeżości. Po to w końcu go sprowadzono, choć wciąż nie wiemy, jak Neymar zadomowi się na Starym Kontynencie. Chłopak powinien jak najszybciej nauczyć się futbolu europejskiego. To nie jest miejsce, gdzie obrońcy grzecznie się kłaniają i zapraszają pod swoją bramkę. Neymar musi przywyknąć do sytuacji, w której defensorzy innych zespołów użyją wszystkich możliwych sposobów, by go zatrzymać. Do pełni szczęścia potrzebna będzie również chemia pomiędzy nim, a naszym największym crackiem - Leo Messim. Jeśli to wypali, drżyjcie narody. Gdyby jeszcze Alexis przeniósł swoją formę z końcówki tegorocznego sezonu na kolejny, to możemy być świadkami narodzin wielkiego trio. Zestawienie, które może wyznaczyć nowe kanony w futbolu, zapisując przy okazji wiele kart historii. Na to liczę i trzymam kciuki za naszego nowego zawodnika. Niech mu się wiedzie w Dumie Katalonii, a swoją grą niech potwierdzi krążące o nim opinie.
P.S. Mam nadzieję, że zarząd nie "zaśnie" teraz w błogim przeświadczeniu, iż wszystko jest już zrobione. Bez kupna jednego lub dwóch klasowych obrońców będzie ciężko o jakiekolwiek sukcesy. Zwłaszcza na arenie międzynarodowej. Czekam zatem na kolejny oficjalny komunikat związany z przyjściem nowego piłkarza. Ma to być obrońca. Póki co... witaj w klubie, Neymar!!!
0
Iniesta, jak zwykle zresztą, zacnie prawi, choć do słów, iż "wielcy gracze zawsze się rozumieją" można się delikatnie przyczepić. Jeśli chodzi o przyszłoroczny (potencjalny) duet marzeń Messi - Neymar, to musi po prostu między tymi zawodnikami zaiskrzyć. Współpraca na murawie. Jeśli to będzie, możemy być świadkami tworzenia się nowej, pięknej historii. Ponadto gracz z Kraju Kawy musi zrozumieć na czym de facto polega gra w Europie. W miejscu, gdzie obrońcy drużyny przeciwnej nie będą kłaniać się Neymarowi, tylko użyją wszystkich dostępnych metod, by go zatrzymać. Jak taka nagła zmiana wpłynie na Brazylijczyka? - Do diaska. Nie wiem. Mam również nadzieję, iż chłopaki z zespołu przyjmą go odpowiednio i z fasonem, a potem pokażą co piszczy w katalońskiej trawie. Liczę tutaj przede wszystkim na "krajanów" Neymara. To tyle. Czekam na kolejne oficjalne informacje związane z transferami. W tytule chcę zobaczyć słowo: obrońca klasy światowej. Jeśli sprowadzimy dwóch takich grajków, to będę wniebowzięty.
0
Geble
Dokładnie o to samo chciałem zapytać. Dzięki za ominięcie i wyprzedzenie mnie już na starcie.
Nigdy, odkąd jestem kibicem Barcelony (ponad 20 lat), nie użyłem określenia Więcej Niż Klub. To piękne hasło, ale niezwykle ryzykowne w swoim sformułowaniu. Patentu na ten slogan nie mamy i myślę, iż każdy kibic innej drużyny mógłby się do tego hasła "przytulić" wraz ze swoim ulubionym zespołem. Bilbao za niespotykaną przez "wieki" politykę transferową, Ajax za kuźnię talentów. Można tak wymieniać bez końca. Tymczasem wbijajcie naszego trenera dalej na pal. Centymetr po centymetrze. Za wszystkie winy. Za zanieczyszczenie Wisły też go ukarzcie. Za obie wojny światowe niech dostanie po twarzy. Tito walczył z chorobą tak samo jak Abidal. Obaj są zwycięzcami. Tylko o jednym mówi się pozytywnie, choć obaj na to zasłużyli. Być może odnieśli największe zwycięstwo w całym swoim życiu. Troszkę obiektywizmu i mniej owczego pędu. Dobrze, że sezon już się zakończył. Niektóre głowy ostygną. Barcelona nie rozpoczęła się wraz z objęciem sterów przez Pepa. Odsyłam do kart historii i sezonów bez jakichkolwiek sukcesów. JAKICHKOLWIEK i przy gargantuicznie słabej grze.
0
W życiu piękne są tylko chwile. Wiele z nich, biorąc pod uwagę Dumę Katalonii, związanych jest właśnie z bohaterem artykułu. Eric Abidal. Człowiek, który wygrał wiele. Wszystko. Przede wszystkim pokonał ponurą chorobę, a później z uporem godnym podziwu wrócił do zawodowego uprawiania futbolu. Tytan. Heros. Na boisku też był, jest i będzie takim "walczakiem". Szkoda jedynie, iż nie przywdzieje ponownie koszulki Barcelony. Jeszcze ten jeden, jedyny sezon. Zdjęcie powyżej jest piękne, a zarazem dramatycznie bolesne. Dla wszystkich osób, którzy kochają ten klub. Smutek w oczach Francuza i to wzruszenie. Ech. Za wszystkie mecze rozegrane w naszych barwach serdecznie dziękuję i życzę powodzenia na dalszej drodze życia. Może kiedyś do nas wróci, już nie jako piłkarz. Pożyjemy i tak dalej i tak dalej. Tymczasem, by wzruszeń nie ubyło, powrócę do pamiętnego finału na Wembley. Abidal wznoszący w górę Puchar dla najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Jako pierwszy, w opasce kapitana. W życiu piękne są tylko chwile... Trzymaj się Abi!!! Na zawsze pozostaniesz w sercach kibiców Barcelony.