rafkop8
Dołączył/a: wrzesień 2010
Łęczyca
37 obserwujących
18 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
W związku z niezwykle trafnym opisem gry Busquetsa w niedzielnym spotkaniu z Rayo ponawiam swoje (skierowane zresztą w próżnię) pytanie do sztabu trenerskiego: Dlaczego Song gra tak rzadko? Sergio jest jednym z najlepszych graczy na swojej pozycji, ale czy naprawdę musi grać praktycznie w każdym meczu? Nie. Parę dni wcześniej graliśmy spotkanie o wszystko z Milanem. Busquets, podobnie jak i cała drużyna, zostawił na murawie całą swoją duszę oraz… energię. Mija kilka dni, gramy u siebie, a na dodatek jesteśmy uniesieni wielkim zwycięstwem nad ekipą Rossonerich. Naturalnym zatem powinno być zastosowanie rotacji w zespole. Niestety, po raz kolejny Kameruńczyk nie znalazł się w planach Tito i Roury. Nie rozumiem tego fenomenu. Alex rozgrywa dobrą partię, po czym znika na kilka kolejek. Wielka szkoda. Jeśli chodzi o wybór zawodnika meczu, to tutaj postawiłbym na El Guaje. Taki symboliczny tytuł i ku pokrzepieniu serc. Kilka słów na temat naszego rezerwowego portero. W tym sezonie (o dziwo!) bije od niego spokój i opanowanie. Nie dostaję już palpitacji serca przy każdym dojściu Pinto do piłki. Oby tak dalej. Bardzo wartościowy bramkarz i dusza zespołu.
0
W tej punktacji brakuje mi odniesienia się do roli Songa w zespole. Nie potrafię wytłumaczyć tego fenomenu, a mianowicie: Kameruńczyk wychodzi w podstawowym składzie (co jest rzadkością), rozgrywa dobre zawody, po czym znika na kilka kolejek. Wiem, że Sergio jest na tę chwilę jednym z najlepszych, a być może najlepszym defensywnym pomocnikiem na świecie, ale czy musi grać niemalże w każdym spotkaniu? Nie. Alex ma potężne papiery na granie i jego częstsze występy powinny być obligatoryjne. Idąc dalej i skacząc trochę po cyfrach. Punkt 10. Powiem prosto z mostu: Nie wróżę tym chłopakom dalszej kariery w Dumie Katalonii, ale życzę im dalszych sukcesów w innych klubach. Punkt 8. Kluczowa decyzja? Nie żartujmy sobie. W przyszłym sezonie czekają nas większe zmartwienia niż obsada linii ataku. Zarząd i sztab trenerski musi przede wszystkim skupić się na transferach defensorów (no i bramkarza, jeśli Valdes odejdzie). Zabrzmi to banalnie, ale Abidalowi i Puyolowi wiosen nie ubywa. Niestety i przy całym moim uwielbieniu dla tych wielkich graczy. Adriano też raz zagra, a potem korzysta z usług medyków. Szkoda, bo Brazylijczyk, jeśli jest zdrowy, daje klubowi wiele możliwości przy ustalaniu składu. Kupno obrońcy (-ów) powinno być zatem priorytetem. Zapraszamy obrońców z „konkretnymi” nazwiskami i bogatym CV. Zwłaszcza, nawiązując w tym miejscu do punktu 4., że Montoya oraz Bartra są notorycznie pomijani przy ustalaniu składu. Czemu tak się dzieje? Nie wiem. Montoya potrafi rozegrać zacne zawody, będąc przy tym ciekawą alternatywą dla Daniego. Bartra? Wielu uważa, że w przyszłości powinien stanowić parę stoperów razem z Pique. Przesiadywanie na trybunach z pewnością mu w tym nie pomoże. Nie wiem co miał na myśli autor, pisząc, iż Thiago nie jest ambitny. Strasznie mnie to zaintrygowało. Pedro i Sanchez? Ten dynamit w końcu wybuchnie i narobi huku. Jestem o to spokojny.
0
Jeśli chodzi o Busquetsa, to kwestia przedłużenia kontraktu oraz podwyższenia zarobków powinna być czystą formalnością. Chłopak jest jednym z najważniejszych ogniw Dumy Katalonii oraz jednym z najlepszych defensywnych pomocników na świecie. Być może nawet najlepszym. Na pierwszy rzut oka wydaje się być niewidocznym graczem, ale po głębszej analizie widzimy jak istotnym elementem w zespole jest Sergio. Defensywny pomocnik, czyli mało bramek i znikoma liczba asyst. Taka to niewdzięczna i „brudna” rola, ale – jak się okazuje – kluczowa przy budowaniu zespołu. Zidane powiedział kiedyś, że bez Makelele byłby zupełnie innym piłkarzem. W podobnym tonie wypowiedział się nasz Generał, który stwierdził, iż bez Sergio musimy uczyć się gry na nowo. Słowa tych dwóch wielkich przywódców i reżyserów są zatem potwierdzeniem „ważności” defensywnego pomocnika podczas meczów. Przedłużenie kontraktu – tak, podwyżka – jak najbardziej. Sergio sobie na to wszystko po prostu zasłużył swoją grą.
0
Dobra rada dla wszystkich drużyn: nie drażnijcie katalońskiego lwa. Patrząc na grę naszych chłopaków w spotkaniu z Rayo (przy okazji wielkie brawa dla tego zespołu za niedzielne spotkanie), a przede wszystkim z ekipą Rossonerich mogę śmiało powiedzieć, iż w optymalnej formie jesteśmy w stanie przegryźć każdą klatkę. Nie tylko Argentyńczyk to potrafi, choć bez wątpienia jest w tej chwili przywódcą stada. Niedzielne spotkanie stało jednak dla mnie pod hasłem: "odrodzenie El Guaje". Wrócił stary, dobry Villa. Mam nadzieję, że na dobre. Bramka, jak przystało na rasowego snajpera, strzelona tak, jakby w żyłach Davida "płynął" jedynie lód. Nie wspomnę o dograniach do Leo. Prasa madrycka może pisać o konfliktach, braku wzajemnego zrozumienia i tego typu podobne "dziennikarskie" bełkoty. Prawda została ukazana na boisku. Koniec tematu. Musicie, szanowni dziennikarze, spróbować uderzyć w nasz klub z innej strony. Z której? Nie wiem. Gwarantuję wam jednak, że będzie to ciężkie zadanie.
0
Piękny tytuł oraz zdjęcie. W końcu doczekaliśmy się dobrej informacji związanej z El Guaje. Mam nadzieję, że zarząd pójdzie po rozum do głowy i wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego pomyśli o wzmocnieniu formacji defensywnej. Tej i tylko tej formacji. W linii ataku jesteśmy naprawdę mocni. Nie wierzę, że spadek formy Pedro oraz Alexisa będzie trwał „wiecznie”. Obaj mają potężne papiery na granie, a my musimy uzbroić się po prostu w cierpliwość. W końcu ten dynamit wypali, robiąc przy tym dużo huku. Mamy ponadto w zespole Tello, Messiego i bohatera artykułu. Kwestie związane z wiekiem odpadają, bo każdy ze wspomnianych przeze mnie zawodników może jeszcze pograć parę ładnych lat na wysokich obrotach. Gorzej natomiast wygląda sytuacja na „tyłach”. Nasz portero prawdopodobnie odejdzie wraz z końcem tegorocznego sezonu. Priorytet nr 1 – kupno światowej klasy bramkarza. Nie wiem jaka piłkarska przyszłość czeka Abidala, a Puyol (przy całym moim uwielbieniu dla Tarzana) młodszy już nie będzie. Podobnie zresztą jak Francuz. Myślisz – gracz uniwersalny, mówisz – Adriano. W przypadku Brazylijczyka istnieje jednak ciemna strona księżyca: myślisz – kontuzja, mówisz – Adriano. Pozostaje Alves, Pique, niedoceniany Bartra, Alba oraz Mascherano. Jeśli myślimy o kolejnych pucharach w przyszłym sezonie, to ta lista nazwisk powinna się wydłużyć o jedno lub też dwa „konkretne” nazwiska. Nie chcę ich podawać. Od tego jest zarząd, a przede wszystkim sztab trenerski. Priorytet nr 2 – kupno obrońcy (-ów).
Villa do końca kariery w Dumie Katalonii? – jestem na „tak”.
0
Notoryczne porównywanie Messiego z Ronaldo zaczyna już mnie powoli męczyć. Media oraz kibice na całym świecie prześcigają się w faworyzowaniu jednego lub też drugiego piłkarza. Prawda jest taka, że obaj gracze znajdują się na tę chwilę kilka pięter powyżej innych piłkarzy. Zarówno Argentyńczyk, jak i Portugalczyk prześcignęli swoją epokę, wynosząc pojęcie o piłce nożnej na niebotycznie wysoki poziom. Jako kibic Barcelony mogę powiedzieć tylko tyle, że nie było w historii Dumy Katalonii takiego „grajka”. Chłopak z każdym sezonem łamie kolejne bariery, śmiejąc się wszystkim rekordom prosto w twarz. Genialny łowca bramek, który potrafi również dostrzec swoich partnerów (spójrzcie chociażby na ten sezon i liczbę asyst naszego cracka). Cały czas zastanawiam się, gdzie leży granica jego możliwości. Mam nadzieję, że jeszcze długo nie otrzymam odpowiedzi na to pytanie.
Wzajemna zależność. Usłyszałem kiedyś opinię, że bez Ronaldo nie byłoby takiego Messiego i na odwrót. Mogę jedynie przyklasnąć temu stwierdzeniu. Obaj gracze wzajemnie się napędzają, z korzyścią dla całego piłkarskiego świata. Messi… to Messi, ale doceniam również klasę jego największego konkurenta do wszelakich zaszczytów. To tyle. Dywagacje kto lepiej gra głową, lewą lub prawą nogą są dla mnie pozbawione sensu. To samo tyczy się pytania: jak poradziłby sobie Leo w lidze angielskiej.
0
Najlepiej odpowiedzieć na to pytanie "dyplomatycznie". Kiedyś ten dzień nadejdzie. Nasz kapitan, zapewne ze łzami w oczach, przekaże wszystkim kolegom z drużyny, iż: "czas zawiesić buty na kołku". Odwlekamy w myślach ten moment, bo Tarzan jest dla nas kimś więcej niż tylko zwykłym piłkarzem. Przywódca, wielki wojownik i niezwykle charyzmatyczna osoba. Człowiek niezniszczalny, uosobienie wytrwałości w dążeniu do celu. Pamiętam debiut Puyola w pierwszej drużynie. Kto mógł się wtedy spodziewać, iż Carles stanie się fundamentem Dumy Katalonii oraz reprezentacji Hiszpanii. Kiedy zakończy karierę? Nie chcę zgadywać. Niech chłopak gra jak najdłużej. Zdaję sobie jednak sprawę, iż ten moment w końcu nadejdzie. Patrząc na to jednak z innej strony - on nigdy nie odejdzie. Jego osoba na "wieki" będzie w naszych piłkarskich sercach, a duch Tarzana na stałe zagości nad jego domem - stadionem Camp Nou. Tymczasem życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia. Romantyzm stadionu Wembley zaczyna mieć coraz więcej źródeł. Puyol, Abidal, trzeci Puchar Europy zdobyty na tym kultowym obiekcie... Na to czekamy. Nie bójmy się marzeń, na dodatek całkiem możliwych do realizacji.
0
Sangria
Właśnie wykąpałem córkę, a godzinę wcześniej przewinąłem i ułożyłem do snu syna. Wszystko to "dobrowolnie" i bez pistoletu przyłożonego do skroni. Niech żyją zatem stereotypy.
Po takim wywiadzie przestawiamy się z myślenia o zawodnikach jako herosach, traktując ich jako "zwykłych" i normalnych ludzi. Iniesta powiedział, że patrząc na rodziców odjeżdżających spod szkółki Barcelony po prostu płakał. Czy patrząc w szklany ekran spodziewalibyście się takiej wypowiedzi?
Sympatyczny wywiad z Messim i jakże prawdziwy. Trzeba być surowym wobec siebie - święte słowa.
0
Stadion Wembley, dwie drużyny z Hiszpanii oraz... odwieczni i najwięksi piłkarscy wrogowie. El Clasico w najbardziej prestiżowym wydaniu. Pomimo ostatnich niepowodzeń w bataliach z Realem, chciałbym tego spotkania. Piłkarski świat wstrzymałby oddech na jeden wieczór. Bitwa, która już przed pierwszym gwizdkiem przeszłaby do historii. Nie byłoby nic pomiędzy. Wygrywamy wszystko lub oddajemy zwycięstwo naszemu największemu przeciwnikowi. Wszystko albo nic. Rosyjska ruletka. Gloria lub piłkarska śmierć. 22 gladiatorów, którzy w stronę ławek trenerskich rzucą hasło: "Morituri te salutant". Potem gwizdek sędziego i uczta. Chcę takiego finału, choć zdaję sobie sprawę, że rywal byłby najgorszym z możliwych. Jeśli jednak chcesz zasiąść na piłkarskim Olimpie, to musisz pokonać najgroźniejszego konkurenta do boskich zaszczytów.
0
Szanowna redakcjo.
Wszyscy, jak jeden mąż, uważaliśmy, że rewanżowy pojedynek z ekipą Rossonerich będzie meczem sezonu. Gra toczyła się bowiem nie tylko o awans do kolejnej rundy elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów, ale w pewnym sensie o najbliższą przyszłość Dumy Katalonii. Tak jak pisałem przed meczem - chłopaki muszą zagrać tak, jakby jutra nie było. Dwa rozwiązania: spadamy w odmęty lub walczymy dalej. Bez żadnych tłumaczeń, limitu błędu. Przeżyjemy lub zginiemy. Najważniejszy egzamin Tito i krytykowanego Roury. Presja jakiej dawno nie było. Finał, który zawitał w nasze progi wcześniej niż oczekiwaliśmy. Jak to się wszystko zakończyło? Wszyscy doskonale wiemy. Gra ocierająca się o perfekcję i odrodzenie piłkarzy. Wróciliśmy z zaświatów, śmiejąc się okrutnym statystykom prosto w twarz. Mecz przypominał rzeź niewiniątek, a pressing na graczach z Mediolanu powinien być opisywany przez katalońskich bardów we wszystkich miejscowych "karczmach".
W związku z tym, mając w pamięci noty za "kultowy" już mecz z Realem, zwracam się z prośbą o wystawienie wszystkim zawodnikom przysłowiowej "dychy". Ten mecz, przy ewentualnej porażce, mógł wstrząsnąć posadami klubu. Wszyscy zdali jednak egzamin, łącznie z ławką rezerwowych oraz kibicami, którzy szczelnie wypełnili tego dnia stadion Camp Nou. Licytowanie się kto był w tym meczu lepszy jest, moim skromnym zdaniem, pozbawione sensu. To nie było "zwyczajne" zwycięstwo. Weźcie to pod uwagę, przymykając subtelnie oko na pojedyncze błędy graczy.
0
Moim skromnym zdaniem jeśli chcemy zawitać na szczęśliwy dla Dumy Katalonii stadion Wembley, to nie powinniśmy obawiać się żadnego rywala. Banalne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe. Przed losowaniem pomyślałem, że jeśli zagramy tak jak w pierwszym meczu z Milanem, to polegniemy z każdym, natomiast jeśli zaprezentujemy taką formę jak w spotkaniu rewanżowym, to staniemy się walcem „niszczącym” każdego rywala. Trafiliśmy na zespół z Francji. Zapowiadają się dwa niezwykle interesujące spotkania. PSG jest dopiero na dorobku, ale to nie zwalnia nas z obowiązku gry na 100% możliwości. Dodatkowym „smaczkiem” będzie powrót na Camp Nou dwóch byłych graczy Barcelony: Maxwella oraz Zlatana. Na tę chwilę (po piekle zgotowanym ekipie Rossonerich) jesteśmy faworytami tego dwumeczu, ale… futbol potrafi być nieprzewidywalny. Póki co odkładam to spotkanie do „szafki”, myśląc już o „pielęgnacji” punktowej przewagi w lidze.
P.S. Pamiętacie finał Pucharu Zdobywców Pucharów z 1997 roku? Wygraliśmy wtedy z PSG 1:0 po bramce Ronaldo. Komentujący to spotkanie Dariusz Szpakowski, wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego, powiedział: „szkoda, że takie piękne mecze się kończą”. Powtórka zatem mile widziana.
0
Cieszę się, że coraz częściej media oraz kibice doceniają klasę naszego defensywnego pomocnika. Niewdzięczna to bowiem pozycja na boisku. Rzadko jesteś dostrzegany, strzelasz mało goli, ilość asyst znikoma, nie stajesz się również medialną gwiazdą. Dopiero po dokładnej analizie gry defensywnych pomocników stwierdzasz, że są to kluczowi gracze dla całego zespołu. To właśnie oni muszą trzymać się w „ryzie”, kiedy innych ponosi ułańsko – piłkarska fantazja. Zidane powiedział kiedyś, że bez Makelele nie byłby tak dobrym zawodnikiem. Nic dodać, nic ująć. My mamy Sergio, który na tę chwilę jest jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym, defensywnym pomocnikiem na świecie. Nie ma sensu wracać do czasów rywalizacji z Toure. Było – minęło. Ktoś musiał odejść. Wybór padł na gracza z Wybrzeża Kości Słoniowej. Talent Busquetsa eksplodował wtedy ze zdwojoną siłą. Podsumowując: czapki z głów przed Sergio Busquetsem. Wielki to gracz. Być może statystyki nie oddają tego co robi na boisku, ale kto jeszcze ufa statystykom (mam tu na myśli chociażby ostatni pojedynek z Milanem).
0
Panie i Panowie. Pamiętacie film Roberta Zemeckisa "Forrest Gump"? W jednej ze scen Tom Hanks chce z piłką w ręku (przy swojej niebotycznej szybkości i braku opamiętania) wybiec poza stadion. Nagle pojawia się transparent: "STOP FORREST". Patrząc na wczorajszą akcję Alby oraz mając w pamięci niedawny finał Mistrzostw Europy od razu przed oczyma duszy mojej pojawił się transparent: "STOP JORDI". Chłopak, który walczy do upadłego przez cały mecz nie powinien tak szybko biec w ostatnich sekundach spotkania. To jest nielogiczne i wbrew wszelkim zasadom. Jak się okazuje wszelkie normy można nagiąć, chytrze i z premedytacją "oszukując" przy tym swój organizm. Tym trafieniem i "ciągiem" na bramkę strasznie mi zaimponował. Nie zapominam również o asystującym mu Alexisie, który doskonale odnalazł swojego kolegę. Transfer, który przed sezonem skazywany był na sukces takowym się okazał. Alba jest na tę chwilę jednym z najlepszych bocznych obrońców na świecie, a przy takiej grze całkiem niedługo może stać się numerem jeden na swojej pozycji. Strzał w przysłowiową "dychę" i spokój na kilka najbliższych lat przy obsadzie pozycji bocznego obrońcy.
0
Moim skromnym zdaniem, przy całym szacunku dla ekipy Rossonerich, byliśmy wczoraj świadkami prawdziwej rzezi niewiniątek. Zdarzają się takie dni, w których jednej drużynie wychodzi niemalże wszystko, a druga cierpi i prosi o jak najmniejszy wymiar kary. My zagraliśmy wczoraj koncertowo. Nasz rywal tragicznie. Być może przegrali batalię już w szatni. Może to ich „zjadł” wynik pierwszego spotkania. Pytania i wątpliwości pozostaną zapewne bez odpowiedzi. Czas na delektowanie się grą naszych chłopaków. Przyznam wam szczerze, że patrząc na pressing zastosowany na rywalu przez graczy Barcelony w pierwszych minutach pojedynku, pomyślałem sobie, że z takim zaangażowaniem nie da się zagrać całego spotkania. Zwyczajnie i po ludzku. W którymś momencie musi zabraknąć przysłowiowego tlenu. Jak się okazało nie zabrakło. Z krótkimi przerwami podopieczni Tito i Roury oddawali murawie całą swoją duszę. Zjednoczeni w celu. To widziałem. Pasję i gniew również. Tak jakby to był ich ostatni mecz w życiu. Jutra nie ma. Raj lub piekło. Spadamy w odmęty lub stajemy do dalszej walki z innymi zacnymi klubami: Bayernem, Juventusem, Realem… Nie chcę wystawiać pojedynczych laurek lub ganić któregoś z zawodników. Wczoraj widziałem zespół. Nie tylko na murawie. W sektorze dla graczy rezerwowych i na trybunach szczelnie wypełnionych „wierzącymi” ludźmi dało się odczuć potężną więź z jedenastką gladiatorów. Kłaniam się zatem nisko wszystkim piłkarzom Barcelony oraz kibicom. Powrót na szczęśliwy dla nas stadion Wembley przybliżył się o kolejny, być może najdłuższy, krok.
0
Mam tylko głęboką nadzieję, że sztab trenerski nie wystawi dzisiaj ekipy składającej się z „nazwisk”. Powinni zagrać ci, którzy na tę chwilę są w najlepszej dyspozycji. Brzmi to jak banał, ale niejednokrotnie przekonaliśmy się, że Tito i Roura wolą postawić na „bezpieczną” i eksportową jedenastkę. Jak to się kończyło w kilku spotkaniach – wszyscy doskonale wiemy. Generał nie dostał jeszcze pozwolenia na grę, a więc naturalnym powinno być posadzenie go na ławce rezerwowych. Emocje sięgają zenitu, minuty wloką się niemiłosiernie. Panie i Panowie, przed nami najważniejszy, póki co, pojedynek sezonu. Po porażce w pierwszym spotkaniu nasz limit błędów spadł do minimum (praktycznie go nie ma), a każda stracona bramka może okazać się przysłowiowym gwoździem do trumny. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – z takim „muszkieterskim” hasłem w głowach powinni dzisiaj wybiec na murawę zawodnicy Dumy Katalonii. Pressing i walka o każdy milimetr boiska. Ostatni pojedynek w ich karierze. Porażkę zawsze można wybaczyć. Muszę jednak widzieć w ich oczach pasję i bezgraniczne oddanie sprawie. Jeśli tego zabraknie, to pozostanie w moim sercu żal i… oczekiwanie na przyszłoroczne rozgrywki Ligi Mistrzów.
0
Hermetyczna Barcelona. Z jednej strony ściągamy czapki z głów i kłaniamy się nisko przed matką La Masią, ale z drugiej strony zaczynam (-y) bać się, iż w przypadku braku kolejnych diamentów (tak tak Panie i Panowie. Taka sytuacja jest jak najbardziej możliwa) i tak zarząd oraz sztab trenerski postawi na wychowanka niż na gracza z zewnątrz. Nie mówię tu o jakiejkolwiek przewadze ze stron. Nie chcę powrotu do czasów, gdy w Barcelonie grała kolonia Holendrów i wielu „przypadkowych” graczy. W drugą stronę to samo. Idea zespołu stworzonego z samych wychowanków jest być może romantyczna, ale… nic na siłę. „Wypośrodkowanie” jest zatem jak najbardziej wskazane. Kult Messiego. Trudny temat, zwłaszcza jeśli piszemy o być może najlepszym graczu w historii w futbolu. Wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale spójrzcie na grę Sancheza w ostatnim spotkaniu. Zdobywca Złotej Piłki odpoczywał przed spotkaniem roku z Milanem, natomiast Chilijczyk rozgrywał właśnie swój najlepszy mecz w sezonie. Bez strachu i świadomości, że w końcu i tak będę „musiał” oddać piłkę Argentyńczykowi. Takie odniosłem wrażenie. Poprawcie mnie, jeśli się mylę. Co można z tym zrobić? No właśnie. Konia z rzędem temu, kto znajdzie na to receptę. Póki co, jak słusznie zauważył KingLeonidas, nie ma co zawracać sobie głowy transferami. Na to przyjdzie czas wraz z ostatnim gwizdkiem arbitra w tegorocznym sezonie. Stylu też nie zmienimy z dnia na dzień. Zresztą nie powinniśmy go diametralnie zmieniać. Korekta jest jak najbardziej mile widziana, bo lepsze zespoły już nas „rozpracowały”. Burzyć jednak całkowicie to, co tak długo i pieczołowicie było budowane od czasów Cruyffa aż do dnia dzisiejszego? Bzdura. Przed nami pojedynek z Milanem. Pierwsza bitwa o przyszłość Dumy Katalonii. To nie będzie tylko i wyłącznie batalia o awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. Gramy o coś znacznie więcej…
0
Jeśli chcemy myśleć o awansie do kolejnej rundy elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów, to każdy gracz musi, jak Iniesta na Stamford Bridge, oddać murawie całą swoją duszę. Najgorsze jest to, że zbyt niskie zwycięstwo nie da nam przepustki do dalszej gry. Milan, jak widać, kryzys z początku sezonu ma już dawno za sobą. Teraz są w zacnej formie i pną się coraz wyżej w ligowej tabeli. Po losowaniu, na „świeżo”, byliśmy zdecydowanymi faworytami tych dwóch batalii. Minęło kilka miesięcy i wszystkie nasze „gdybania” oraz pewność siebie zostały zasypane głęboko pod ziemię. Co nas czeka w jutrzejszym spotkaniu? Oczekuję przede wszystkim gargantuicznego zaangażowania i poświęcenia u każdego z piłkarzy Dumy Katalonii. Przegrać można z każdym. Nie wybaczę jednak braku woli walki i rezygnacji. To są tylko dwie bramki różnicy. Tylko i aż dwie. Musimy zagrać tak, jakby nie istniało już nic potem. Finał, Panie i Panowie, zawitał do nas wcześniej niż przypuszczaliśmy. Wciąż jednak jesteśmy zależni od siebie. To najważniejsze.
0
Wszystko poszło zgodnie z planem. Nasz wczorajszy przeciwnik nie miał jakichkolwiek atutów w ręku by odebrać nam zwycięstwo. Zagraliśmy spokojnie, przy pełnej kontroli wydarzeń. Tarcza została w domu. Przed nami starcie roku. Rewanżowy mecz z Milanem. Myślałem, że finał rozegramy na szczęśliwym dla nas stadionie Wembley. Tymczasem zawitał on do naszej twierdzy i to znacznie wcześniej niż mogliśmy przypuszczać. Wszystko jest jeszcze "otwarte". To są tylko dwie bramki. Tylko i aż dwie. Musimy po prostu wejść na właściwe tory i zagrać taki futbol, jaki prezentowaliśmy na początku sezonu - piekielnie konsekwentny. Wtedy możemy narobić straty i to z "nawiązką". Jeśli skuteczność zawiedzie, to Wembley pozostanie jedynie w sferze marzeń piłkarzy. Zwycięstwo albo piekło. Nie ma niczego pomiędzy.
Wracając do spotkania z Deportivo. Brawa dla Sancheza. Jak dla mnie zawodnik meczu. W końcu moja słabość do Chilijczyka została wynagrodzona. Bramka i zacna asysta do Messiego. Podobał mi się Alves i reszta chłopaków z formacji defensywnej. Totalnie rozczarował mnie Fabs. Chłopak jest kompletnie bez formy i jeśli zobaczę go w spotkaniu z Milanem od pierwszych minut, to pomyślę, że sztab trenerski jest piątą kolumną Dumy Katalonii. Nagana dla El Guaje. Takie sytuacje strzeleckie trzeba po prostu wykorzystywać. Zwłaszcza w sytuacji sam na sam. Kompromitacja. Słabo tello. Liczyłem na więcej. Czyżby dożywotnia rola jokera była mu przypisana? Na koniec akcja Thiago z pierwszej połowy spotkania. Dla takich momentów zasiadamy przed telewizorami i za taką magię kochamy futbol. Czapki z głów i niskie pokłony.
Byle do wtorku...
0
Czapki z głów i niskie pokłony dla trenerów za wystawienie takiej jedenastki. Kilku "zmienników" dostanie dzisiaj szansę na zaprezentowanie swoich nieprzeciętnych umiejętności. Patrząc na formację defensywną i wybiegając już w niedaleką przyszłość zastanawiam się, czy z Milanem na murawie pojawi się trójka obrońców (Pique w środku, Alves, tudzież Adriano i Alba na bokach)? Pożyjemy - zobaczymy. Wracając do spotkania z Deportivo. Mam nadzieję, że nasze chłopaki podejdą do rywala z należytym szacunkiem. Na "stojąco" nie wygra się bowiem żadnego spotkania. Liczę na zwycięstwo i podniesienie morale przed Ligą Mistrzów. Miłego meczu Panie i Panowie. Najpierw Deportivo, potem wojna z Milanem.
0
Jeśli chodzi o formę naszego rezerwowego portero, to jestem dziwnie spokojny. Pinto prezentuje się w tym sezonie naprawdę dobrze. Zniknęło, na szczęście, to szaleństwo przy wyprowadzaniu piłki. Pojawił się za to u naszego bramkarza większy spokój i opanowanie. Myślę, że dzisiejszy mecz powinien stać pod hasłem: "zagrają ci, którzy do tej pory grali najmniej". To wcale nie oznacza, że są w gorszej formie. Trybiki w naszej "eksportowej" jedenastce zaczęły nagle zgrzytać. Nadszedł czas na "nowe twarze". Song, Adriano, Thiago, El Guaje, Tello i Montoya - wszyscy ci gracze mają przecież potężne papiery na granie. Patrząc na ligową tabelę powinniśmy być spokojni o końcowy wynik starcia z Deportivo. Być może tak będzie, ale przestrzegałbym graczy przed zbytnią pewnością siebie. Na "stojąco" nie wygra się żadnego meczu. Od dzisiaj każde spotkanie powinno być traktowane jak finał na Wembley. Najpierw pielęgnacja punktowej przewagi na krajowym podwórku, a potem mecz sezonu - rewanż z Milanem. Nerwowe dni przed nami, ale za to właśnie kochamy futbol.
0
Ja wiem, że Sergio jest na tę chwilę jednym z najlepszych defensywnych pomocników na świecie. Być może nawet najlepszym. Przed sezonem zakładałem jednak, iż w związku z dużą intensywnością meczów każdy gracz dostanie przysłowiowe „minuty”. Notoryczne pomijanie Kameruńczyka przy ustalaniu składu zakrawa, jak dla mnie, o kpinę. Song ma przecież niezłe papiery na granie. Początek rozgrywek nie był dla niego zbyt dobry, bo musiał przyzwyczaić się do nowego stylu gry (Arsenal to nie Duma Katalonii. Nie oszukujmy się. Mówię rzecz jasna o filozofii gry tych dwóch zespołów), ale z czasem chłopak zaczął rozumieć co piszczy w katalońskiej trawie. Każda broń bywa obosieczna. Z jednej strony cieszymy się z wychowanków, wychwalamy pod niebiosa matkę La Masię, ale z drugiej strony coraz częściej zaczynamy się obawiać hermetyzmu Barcelony. Ludzie z zewnątrz od razu na starcie mają trudniej od wychowanków. Czy istniała konieczność wystawiania praktycznie w każdym meczu Busquetsa? Nie. Po to ściągnięto Alexa, żeby grał. To chyba logiczne. Jak się jednak okazuje… niekoniecznie. W tym sezonie wielu zawodników znajdowało się pod formą. Pedro, Alexis, Alves itd. Trenerzy jednak prosili o cierpliwość i uparcie wstawiali tych zawodników do składu. Chwała im za to. Sytuacja Songa wygląda jednak inaczej. Chłopak rozgrywa dobre spotkanie i… znika na kilka kolejek. Nie potrafię wytłumaczyć tego „fenomenu”, postrzegając rolę „zmiennika” w zespole w zupełnie inny sposób.
0
Geble
Dawnych wspomnień „czar”. Barcelona miała być wtedy „romantycznym” zespołem, który strzela od groma bramek i… tyle samo traci. Miało się to dobrze "sprzedawać", ale droga do sukcesów - jak się później okazało - wiodła w zupełnie innym kierunku. Pamiętam grono przypadkowych zawodników a każdy z nich – za przeproszeniem – z innej wioski. Kolonia Holendrów, trener z notesikiem i brak sukcesów na arenie międzynarodowej. Z jednej strony powinniśmy wymazać tamte czasy z pamięci, ale z drugiej – nauczyły mnie one pokory. Dzięki temu podchodzę dzisiaj z dystansem do pojedynczych porażek Dumy Katalonii.
Pozdrawiam.
0
Geble
Jeśli twoje słowa się sprawdzą (pierwsza wypowiedź), to w przyszłym sezonie możemy chyba zapomnieć o jakichkolwiek cennych łupach. Mam nadzieję, że Duma Katalonii nie wróci do dawnych czasów, kiedy zarząd z drwiącym uśmiechem mówił, że najważniejsza jest ofensywa i „... będziemy wygrywać 6:4”. Jak się to kończyło? Wszyscy doskonale wiemy. Jeden Puchar Europy, co jak na taki słynny klub było wynikiem katastrofalnym. Zespół powinien być tworzony od bloku defensywnego. Banalne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe. Po sezonie stracimy zapewne Valdesa i już mamy pierwszy poważny problem. Puyol i Abidal do swojego bogatego piłkarskiego CV dopiszą kolejną datę. Kolejne zmartwienie i dodatkowe siwe włosy u Tito. Nie chcę zgadywać kto do nas przejdzie, bo wróżeniem z fusów zajmują się dzisiaj jak widzę brytyjskie media. Najpierw Agger, teraz Vermaelen. Do końca dnia powinniśmy mieć zatem… zestawiony blok defensywny na przyszły sezon. Poważnie jednak mówiąc (pisząc), potrzebujemy światowej klasy bramkarza i obrońcę. Widmo nieprzespanych nocy powinno już teraz zapukać do głów sterników naszego klubu. Nie ma na co czekać. Priorytet: bramkarz i obrońca (-y).
0
"Jego nazwisko krążyło po klubie przez ostatnie sezony i, jak zapewnia angielski dziennik, na Camp Nou śledzi się poczynania piłkarza w barwach Liverpoolu". Niech jeszcze przez kilka lat monitorują sprawę Duńczyka, to z pewnością będziemy świadkami odmłodzenia formacji defensywnej. Kolejna informacja z gatunku „bawimy się we wróżki”. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie ta pozycja oraz obsada bramki będzie (powinna być) priorytetem zarządu na przyszły sezon. Jakby to banalnie nie zabrzmiało – niektórzy nasi gracze młodsi już nie będą. Niestety…
0
Moim skromnym zdaniem wprowadzenie do "romantycznego" świata futbolu szczypty technologii jest nieuniknione. Bez tego udogodnienia coraz częściej będziemy świadkami wypaczeń wyników. Nie oszukujmy się - sędziowie coraz gorzej radzą sobie z interpretacją boiskowych wydarzeń. Nie tylko w Hiszpanii (choć w tym przypadku poziom absurdu osiągnął już gargantuiczny poziom), ale na całym świecie. Dla piłkarzy futbol jest po prostu pracą. Treningi, podróże, mecze. Dochodzimy natomiast do takiej sytuacji, że trud zawodnika/klubu idzie na marne, bo panowie "sprawiedliwi" chcą być głównymi aktorami widowiska. Problem istnieje i wymyka się powoli spod kontroli. Nie chcę w tym miejscu przytaczać konkretnych sytuacji lub wymieniać kluby po "nazwisku". Jeteś skrzywdzony, ale za moment to ty możesz, poprzez niewiedzę arbitra, skrzywdzić inny klub. Wzajemne wypominanie sobie błędów sędziowskich na korzyść jednej lub drugiej drużyny prowadzi donikąd. Nowinki technologiczne mogą taki problem załagodzić lub nawet wdeptać go głęboko w ziemię. Jak w tenisie ziemnym. Każdy gracz może kilka razy sprawdzić słuszność decyzji sędziego i... w żaden sposób nie spowalnia to spotkania. Mało tego. Samo oczekiwanie podnosi ciśnienie nie tylko u tenisistów, ale i u kibiców. Pamiętam finałowy pojedynek w hokeju na lodzie pomiędzy Kanadą i Szwecją. Tam o mistrzostwie świata zadecydował zapis z kamery. Szwedzi po obejrzeniu nagrania przyjęli, bez żadnych protestów, do wiadomości, że zostaną tylko wicemistrzami świata. Nawet nie chcę myśleć co by się działo, gdyby takie sprawdzenie zapisu było zabronione. Wiem, że nowinki technologiczne mają się pojawić już wkrótce. Mam nadzieję, że przejdą pozytywnie testy i na stałe zagoszczą na piłkarskich murawach. Od tego nie da się po prostu uciec.
0
Zabrzmi to banalnie, ale wiara umiera ostatnia. Do rewanżowego spotkania z Milanem musimy podejść tak, jakby nie było nic potem i… przedtem. Nie wiem czy nasze chłopaki wykreślą z pamięci niepowodzenia w starciach z Realem, ale do spotkania z ekipą Rossonerich powinni podejść z „czystymi” głowami. Sądziłem, iż finał Ligi Mistrzów odbędzie się na szczęśliwym dla nas stadionie Wembley, ale… finał zawitał w progi Camp Nou i to znacznie wcześniej. Co nas czeka? Albo awans do kolejnej rundy albo piekło i… późniejsza pielęgnacja punktowej przewagi w rodzimej lidze. Musimy postawić wszystko na jedną kartę. Być może zostaniemy „ukłuci” przez graczy Milanu. Bez podjęcia ryzyka nie przejdziemy jednak do następnego punktu w drabince. Nie wierzę, że podopieczni Tito „zapomnieli” jak gra się w piłkę i wygrywa trudne batalie. Sztab trenerski powinien na nowo rozpalić iskrę u swoich podopiecznych. Geniusz Messiego, Iniesty, zmysł strzelecki El Guaje? Tego oczekuję w spotkaniu z Milanem. Ostatni przemarsz Entów (wróć: Barcelony)? Mam nadzieję, że nie. Wiara umiera ostatnia…
0
Kluczowy dzień dla zarządu dopiero nadchodzi. Wraz z ostatnim gwizdkiem tegorocznego sezonu wszystkie osoby odpowiedzialne za nasz klub powinny podjąć kilka istotnych decyzji co do dalszego „funkcjonowania” Dumy Katalonii. Zwłaszcza tych personalnych. Nie padną tu żadne konkretne propozycje. Nie ja i nie my rządzimy tym klubem. Muszę zaufać tym na "górze". Z nieukrywanym rozbawieniem przeczytałem artykuł, w którym za ważny uznaje się temat… racy. Owszem, tematyka związana z nieodpowiedzialnym zachowaniem kibiców jest istotna dla PR klubu, ale czy możemy to uznać za kluczowy problem? Mam tylko nadzieję, że po tym sezonie pewne „drażliwe” tematy nie zostaną zamiecione pod dywan. Trzeba po prostu walnąć pięścią w stół i powtórzyć manewr Guardioli ze sprzedażą kilku podstawowych zawodników. Efekty? – jestem o to spokojny. Mogę nawet poczekać jeden sezon i dać zawodnikom czas na „zgranie” się. Ze smutkiem i nieukrywanym żalem to piszę (sentyment do wszystkich graczy noszących herb Barcy na piersi), ale my po prostu potrzebujemy świeżej krwi i nowego spojrzenia na grę. Zmiany „kosmetyczne” niewiele tutaj pomogą.
0
Na takie dywagacje przyjdzie czas po zakończeniu sezonu. Póki co trzeba grać tak, jakby każdy kolejny mecz był finałem na Wembley. Wielokrotnie już pisałem, że do Chilijczyka mam słabość. Zdaję sobie sprawę, że w tym roku prezentuje się fatalnie, ale wciąż mam nadzieję, że chłopak odnajdzie się w Barcelonie, jak i sama Duma Katalonii mu w tym pomoże. Nadzieja moja jest być może naiwna, ale nie lubię przekreślać zawodników po jednym słabym sezonie. W poprzednim grał przecież dużo lepiej. Na dodatek często łapał drobne kontuzje. Jakby na to nie patrzeć, to po sezonie (z jednym pucharem, dwoma lub żadnym na koncie), zarząd oraz trenerzy powinni zrobić potężną „burzę” mózgów z podstawowym pytaniem: „co dalej?” Dla statystyk, historii i pieśni chwalebnych wygrana ligi oraz triumf na kultowym stadionie Wembley będzie czymś wielkim. Boję się jednak, że wtedy obraz się zamydli i wszyscy odpowiedzialni za nasz klub powiedzą: „nic się nie dzieje. Pchamy ten sam wózek dalej”. Nie chcę szukać niewiadomych rozwiązań, zaufam tym na „górze”. Zmiany personalne są jednak nieuniknione i to już od kolejnego sezonu. „Kosmetyka” już raczej nie wchodzi w grę.
0
c.d
Czekam na Abidala, traktując jego powrót przede wszystkim w kategoriach podniesienia morale zespołu. Może to właśnie Francuz zaszczepi na nowo u swoich kumpli wolę i chęć do walki… do zwycięstw. „Zespół jest w kryzysie” – zgadzam się z Wami, „Nadszedł kres tej Barcelony” – spokojnie. Jeszcze niedawno z uśmiechem na ustach biliśmy kolejne ligowe rekordy. Wzorcowy efekt chorągiewki u „kibiców”.
Przed nami, póki co, najważniejszy mecz sezonu. Na Camp Nou przyjedzie ekipa Rossonerich. Rewanżowe spotkanie i walka o odrobienie dwubramkowej bramki. Mecz o wszystko. Albo awans albo piekło i… praktycznie początek wakacji. Prawdziwy test dla Tito, „przeklętego” przez wielu Roury i chłopaków. Podróż sentymentalna i spotkanie z Arsenalem? Dlaczego nie. To są tylko dwie bramki. „Tylko” a zarazem „aż” dwie. Wszystko jest jednak możliwe. Geniusz Leo, magia Iniesty, niekonwencjonalne zagranie Fabsa. Wszystko to znowu może „zaskoczyć”. Tylko mi nie mówcie, że oni już tego nie potrafią… choć w sumie czytałem już bardziej groteskowe komentarze.
0
Każda porażka boli. Dwie z rzędu i to w ciągu kilku dni odczuwamy w głowach jeszcze bardziej. Na dodatek te dwa nokauty zadał nam nasz największy rywal – drużyna z Madrytu. Wszyscy, łącznie z trenerem i zarządem, mają teraz „gorące” głowy, bijąc się z myślami: Quo vadis Dumo Katalonii? Moim zdaniem „nowego” gatunku prochu już w tym sezonie nie wymyślimy. Dlatego też powinniśmy pielęgnować to co nam jeszcze zostało… a zostało wiele do zrobienia i do zdobycia. Sięgnięcie po mistrzostwo kraju oraz Puchar Europy byłoby wielkim wyczynem, ale jak najbardziej możliwym do zrealizowania. Jeden z trenerów reprezentacji Polski powiedział kiedyś, że w kraju jest 40 milionów trenerów. Czytając z odpowiednią atencją przedmeczowe komentarze śmiało stwierdzam, że „trenerów” Barcelony jest jeszcze więcej. Mniejsza z tym. Nadchodzi koniec spotkania , porażka (dla „kibiców” dopingujących nasz klub od czasów Pepa jest to jeszcze termin niemalże obcy) i nasza strona zalewana jest bełkotem wulgaryzmów oraz rynsztokowych stwierdzeń. We wszystko to wmieszane są jeszcze Bogu ducha winne „przecinki”. Ktoś kiedyś zaproponował wyłączenie komentarzy w trakcie meczu. Podpisuję się pod tym.
Jeśli chodzi o mnie, to wciąż wierzę, że ten sezon może być zwycięski. Nie jestem zaślepionym fanem na „dorobku” i mogę z miejsca wytknąć kilka błędów zarządu, trenera oraz samych zawodników (za największy uważam gargantuiczny sentyment do graczy. Potężna broń, która jednak z czasem może i obróci się przeciwko Dumie Katalonii). Nad tym wszystkim trzeba pochylić głowę. Nie teraz, nie jutro. Bez niepotrzebnych emocji. Dalekosiężne i rewolucyjne plany powinny zostać wdrożone po zakończeniu sezonu. Teraz trzeba pracować nad powrotem zawodników do formy i wstrzyknąć im kolejną dawkę zwycięskiego DNA.