Były piłkarz Barcelony Isaac Cuenca ogłosił dziś za pośrednictwem katalońskiej rozgłośni RAC1 zakończenie kariery sportowej. 32-latek w ostatnich sezonach zmagał się z poważnymi kontuzjami.
Cuenca w okresie młodości szkolił się w różnych katalońskich klubach - Juroce, Espanyolu, Barcelonie, Santes Creus, Reus czy Damm. Do Blaugrany na dobre trafił w 2009 roku. W sezonie 2011/2012 nieoczekiwanie przebił się do pierwszego zespołu, choć we wcześniejszych rozgrywkach miał na koncie jedynie cztery gole w Barcelonie B. Pep Guardiola dawał mu liczne szanse. Cuenca rozegrał pod jego wodzą 30 meczów, w których strzelił cztery gole i zaliczył 12 asyst. Gdyby przełożyć na sezon 2022/2023 dorobek tego skrzydłowego w zakresie podań przy bramkach, okazałoby się, że tylko Raphinha może pochwalić się takim wynikiem.
Cuenca nie dobił w tamtej kampanii do granicy 2000 rozegranych minut, ale wystąpił w wyjściowym składzie w kilku ważnych spotkaniach, na czele ze słynnym pojedynkiem rewanżowym z Chelsea w półfinale Ligi Mistrzów, w którym Barça zremisowała 2:2. Ówczesny 21-latek zaliczył nawet asystę przy golu Sergio Busquetsa. Skrzydłowy zagrał też w drugim spotkaniu z Milanem na etapie ćwierćfinału (wygrana 3:1 po remisie 0:0 w pierwszej konfrontacji) oraz w obu półfinałowych starciach z Valencią w Pucharze Króla (1:1 i 2:0).
Koszmar kontuzji
Wydawało się, że świat stoi otworem przed młodym zawodnikiem. Co prawda protektor Cuenki Guardiola miał odejść z klubu, ale zainteresowany jego usługami był np. Arsenal. Niestety w maju 2012 roku Cuenca doznał kontuzji łąkotki. Początkowo miał wypaść z gry na cztery miesiące, ale jego powrót się przeciągał i ostatecznie piłkarz w ogóle nie zagrał do końca roku. W styczniu został wypożyczony do Ajaksu, ale znów dały o sobie znać problemy z kolanem. Cuenca zdołał rozegrać tylko pięć meczów i po raz drugi musiał poddać się operacji. Po rehabilitacji już w Barcelonie skrzydłowy dostał pozwolenie na grę w październiku, ale do końca sezonu 2013/2014 nie rozegrał już ani minuty, a po drodze przydarzyła mu się kolejna miesięczna absencja z powodu urazu.
Cuenca w lecie 2014 roku nie miał już przyszłości na Camp Nou, zwłaszcza że wraz z Luisem Enrique do klubu przybyły nowe porządki. Skrzydłowy trafił do Deportivo, gdzie wreszcie mógł regularnie pograć (29 meczów). Nie zagrzał jednak tam miejsca na dłużej, a po kolejnym roku był już zawodnikiem Bursasporu, gdzie zanotował 19 występów. W lutym 2016 roku przeniósł się do Granady i to właśnie dla tego klubu rozegrał najwięcej meczów (38) podczas półtorarocznego pobytu. W kolejnych latach Cuenca był już na peryferiach wielkiego futbolu w izraelskim Hapoelu Beer Sheva oraz japońskich Sagan Tosu czy Vegalta Sendai. Swój ostatni mecz rozegrał w grudniu 2020 roku. Miał wówczas zaledwie 29 lat. Od tego czasu walczył o powrót do zdrowia, ale w końcu zrezygnował. Jak przyznał, przeszedł sześć operacji tego samego kolana.
Po karierze
Cuenca udzielił wywiadu RAC1 po swoim oświadczeniu. Przypomniał smutną informację, że Ansu Fati doznał podobnej kontuzji do niego, ale przyznał, że chce, aby skrzydłowy odniósł sukces w Barcelonie. Podkreślił też, ile nauczyli go w trakcie kariery Guardiola i śp. Tito Vilanova. Przy okazji podpowiedział Lamine Yamalowi, aby słuchał trenerów. Dodał też, że skrzydłowi powinni więcej ryzykować, ponieważ futbol potrzebuje magii. Sam Cuenca nie próżnował w ostatnim czasie i przyznał, że chodził na kurs trenerski wraz z Bojanem, a ponadto założył firmę zajmującą się zapobieganiem kontuzjom przez piłkarzy. Opatentował nawet specjalny płyn pomagający w zakresie prewencji i rekonwalescencji.
Komentarze (14)