Bernardo Silva jest mi tak drogi, że aż za bardzo

Dariusz Maruszczak

24 kwietnia 2024, 14:30

28 komentarzy

Fot. Getty Images

Katalońskie media wznowiły wczoraj temat przybycia Bernardo Silvy do Barcelony, a  dziś dalej go drążą. Ma to mieć związek z poprawieniem sytuacji finansowej klubu i powrotem do zasady 1:1 przy pozyskiwaniu graczy. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście może do tego dojść, warto rozważyć, czy ten ruch jest w ogóle zasadny z perspektywy Blaugrany.

Osobiście nie sądzę, żeby taki transfer, wbrew narracji katalońskich mediów, był możliwy. Jeszcze niedawno Barcelonie znów obniżano limit płacowy, pojawia się mnóstwo wątpliwości co do szans na rejestrację graczy obecnej kadry, stale mówi się o konieczności sprzedaży ważnego piłkarza, a przychody raczej nie miały z czego wystrzelić w górę. Ponadto, nie da się ukryć, Bernardo Silva często był zwyczajnie używany przez katalońską prasę jako zasłona dymna. Podobnie może być i tym razem.

Przedmiotem tego artykułu nie jest jednak rozważenie, czy może dojść do pozyskania Bernardo Silvy. Sytuacja finansowa klubu dostarcza zbyt wielu zmiennych, zwłaszcza przy doniesieniach o możliwości spłat zobowiązań przez Libero czy nawiązania innego partnerstwa (premia od Nike, jakieś interesy na Bliskim Wschodzie?), żebym był w stanie to było kategorycznie stwierdzić. Natomiast z pewnością możemy się zastanowić, czy taki ruch byłby zasadny, gdyby hipotetycznie dało się sprowadzić Portugalczyka.

9. piłkarz na świecie

Piłkarska jakość Bernardo Silvy nie pozostawia wątpliwości. Gdybyśmy mieli brać pod uwagę same umiejętności, pod tym transferem można by się podpisać rękami i nogami. Portugalczyk to piłkarz najwyższej klasy. Do klasyfikacji Złotej Piłki można mieć różne zastrzeżenia, ale myślę, że odpowiednio 22. i 9. miejsce w ostatnich dwóch latach względnie dobrze odzwierciedla pozycję Bernardo w światowej hierarchii. Niestety w jego przypadku w grę wchodzi cały szereg innych czynników, które nastawiają do tego transferu co najmniej sceptycznie.

Głównym aspektem jest cena. Klauzula odejścia Bernardo Silvy wynosi 58 milionów euro. Nawet przy założeniu, że uda się obniżyć tę kwotę, i tak będzie ona niezwykle wysoka z perspektywy trudności finansowych Barcelony. Nawet gdybyśmy założyli wariant, że transfer byłby wykonalny, to wcale nie znaczy, że Barça powinna się na niego zdecydować. A powodów ku temu jest co najmniej kilka.

Ofensywnych pomocników dostatek

Pierwszym z nich jest to, że ofensywny pomocnik to jest niemal ostatnia pozycja, na której Barcelona potrzebuje wzmocnienia. W tej roli dobrze spisywał się İlkay Gündoğan, może tam być ustawiony Pedri, w odwodzie pozostaje Fermín López, który potwierdził się jako wartościowy zmiennik. Z kolei na prawym skrzydle są Lamine Yamal i Raphinha. A warto mieć na uwadze, że według Transfermarkt Bernardo w całej karierze klubowej rozegrał tylko 19 meczów na lewej stronie.

Barcelona ma już więc piłkarzy na pozycje, na których operuje Portugalczyk. Zatem jego przybycie doprowadziłoby w tym zakresie do komplikacji i wymusiłoby poszukiwanie nowych ról dla zawodników, co wcale nie maksymalizowałoby ich talentów. Wydawanie majątku na gracza przesycającego jakiś obszar na boisku nie wydaje się racjonalne w sytuacji katalońskiego klubu.

Wszystko ma swoje priorytety, niestety

Natomiast Barcelona nie ma ani jednego przyzwoitego typowego defensywnego pomocnika. Sam brak piłkarza o tym profilu był ogromnie odczuwalny w tym sezonie, a taka luka wpłynęła też na obniżenie notowań innych pomocników, którzy musieli wcielić się w rolę, do której zwyczajnie nie mieli, nie mają i nie będą mieć predyspozycji. Wydaje się, że w tej sytuacji pozyskanie piwota powinno być absolutnym priorytetem klubu. Przynajmniej dopóki nikt nie spróbuje w tej funkcji Gaviego, na co się nie zapowiada.

Tymczasem w styczniu drużynę wzmocnił Vitor Roque, który rozegrał nieco ponad trzy pełne mecze, jeśli zliczymy jego minuty, a teraz w mediach pojawiają się głównie takie nazwiska jak Bernardo Silva czy Dani Olmo. Wygląda to tak, jakby klub był ślepy na realne potrzeby zespołu, nie potrafił znaleźć odpowiedniego piłkarza na pozycję defensywnego pomocnika, uwikłał się w grę interesów, lub też, przy korzystnym dla niego wariancie, po prostu budował jakieś narracje, a działał zakulisowo, czym zaskoczy nas w przyszłości.

Oczywiście Bernardo mógłby wiele wnieść do Barcelony na poziomie piłkarskim, tego nie zamierzam negować w żadnym stopniu. To piłkarz wyjątkowy w zakresie umiejętności technicznych czy kreowania gry, a w dodatku niepozbawiony zdolności wykańczania akcji. Profilem wydaje się idealnie pasować do stylu Blaugrany. Jednak Barça dużo bardziej potrzebuje na ten moment czegoś zupełnie innego. Siły, szybkości, zdecydowania, mocy, dobrego ustawienia się w środku pola i asekuracji. Nie można budować drugiej linii wyłącznie na piłkarzach wyrafinowanych technicznie, co ten sezon pokazał z całą siłą. Wie o tym Real Madryt, dlatego obok Toniego Kroosa czy Luki Modricia ma też np. Fede Valverde, ale i wybieganego Eduardo Camavingę czy postawnego Aureliena Tchouaméniego. Jeśli Barça nie rozumie potrzeby zróżnicowania drugiej linii na poziomie cech, to znów odbije się od zespołów, które posiadają tę wiedzę.

Gdyby Barcelona rzeczywiście mogła pozyskać Bernardo Silvę, co samo w sobie już trudno sobie wyobrazić, to tym bardziej ciężko jest wykreować sobie w głowie perspektywę pozyskania do tego jeszcze klasowego defensywnego pomocnika. Zwyczajnie zabrakłoby na to środków. I znów Barça zmagałaby się z tymi samymi problemami co w obecnej kampanii. Nie chodzi tu nawet o samego Bernardo – po prostu rzecz w tym, że transfer piwota musi być naczelnym celem klubu. Jest to pozycja, na której jest największa luka w zespole i tam też musi paść pierwszy strzał, gdy zostaną uwolnione jakiekolwiek środki transferowe. Potem można myśleć o innych rzeczach, w zależności od sytuacji.

Pieniądze nie rosną na drzewie

Weźmy też pod uwagę, że nawet gdyby była możliwość zrealizowania dużej operacji, to nie znaczy, że finanse Barcelony są już zdrowe i można robić wszystko, co się zapragnie. Nie, to by co najwyżej oznaczało spełnienie minimalnych norm, a w gorszej wersji kolejne zapożyczanie się/rezygnowanie z przyszłych przychodów/sprzedanie aktywów. Dlatego Barça nadal musiałaby bardzo pilnować swoich finansów, bardzo pilnować każdego wydanego euro. Nie tylko w tym celu, żeby móc działać na bieżąco, ale też po to, żeby znów nie wpaść w spiralę luksusowych zakupów dewastujących klubowe finanse. Takie ruchy świetnie działają na masową wyobraźnię culés, ale bardzo często mają niezwykle negatywne konsekwencje w krótszej i dłuższej perspektywie. Wszyscy po ostatnich latach powinni mieć świadomość, że nie chcemy i nie możemy do tego wracać.

Barcelona musi w najbliższych latach postawić na rozsądek. Jeśli już będzie musiała wydać pieniądze, to niech to będzie piłkarz naprawdę niezbędny, na pozycję, na której są braki, w dodatku stosunkowo młody, aby można było go sprzedać, jeśli coś pójdzie nie tak (a zawsze może pójść, zwłaszcza w przypadku Portugalczyków, z którymi Barça ma dość negatywną historię w ostatnich latach). Tymczasem Bernardo byłby właśnie takim luksusowym transferem. Wszystkich cieszyłaby jego obecność, gdy spojrzą na murawę, jednak nie rozwiąże on problemów dławiających drużynę, a jego przybycie może mieć dużo negatywnych konsekwencji. Takich nadmiarowych ruchów po prostu się nie robi, będąc w takiej sytuacji jak Barcelona.

Wiek

Nie można nie wspomnieć o tym, że Bernardo w przyszłym sezonie przekroczy już trzydziestkę. Wydawanie ogromnych pieniędzy na zawodników w tym wieku zawsze jest wielce ryzykowne. Ile Portugalczyk będzie jeszcze grał na najwyższym poziomie po latach intensywnej pracy z Pepem Guardiolą? Tego nie wiemy. Nawet przy optymistycznym założeniu, że będzie to na przykład pięć lat, biorąc pod uwagę, że Bernardo nie potrzebuje szybkości, żeby być świetny, to jednak będzie to duży wydatek (można szacować, że wpłynie na budżet w wysokości minimum około 25 milionów za każdy rok w ramach amortyzacji transferu + pensji), który się nie zwróci.

Portugalczyk jest w takim wieku, że Barça już nie sprzeda go za dobre pieniądze. Liczenie na sensacyjne oferty z Arabii Saudyjskiej to zazwyczaj próżne nadzieje mediów niż coś realnego. Przy tej sytuacji finansowej Barcelona nie powinna wydawać wielkich pieniędzy na graczy w okolicach trzydziestki. Zwłaszcza że Bernardo przy wszystkich jego zaletach trudno uznać za czołowego piłkarza świata, jeśli chodzi o regularność w zabijaniu meczów, a przy takowym można by się jeszcze zastanowić. Pod względem liczby bramek i asyst w tym sezonie (11+5) Portugalczyk nie tylko ustępuje Raphinhi (9+11), ale też João Felixowi (10+6), a blisko jest Ferran Torres (11+4). Choć Bernardo ma od nich większą rolę przy rozgrywaniu akcji, to jednak trzeba zwrócić uwagę, że każdy z tych piłkarzy Barçy spędził na boisku ponad 1000 minut mniej od 29-latka.

Z ciężkim sercem, ale nie

Z tych wszystkich powodów nie mogę być zwolennikiem kupna Bernardo Silvy. Osobiście bardzo tego żałuję, bo Portugalczyk zalicza się do piłkarzy, których najbardziej lubię oglądać na boisku. Nie mam wątpliwości, że pod względem charakterystyki gry dobrze dopasowałby się do zespołu i mógłby dać dużo radości nie tylko kibicom, ale też trenerowi. Niestety całościowo ten transfer po prostu się nie spina w zakresie strategii budowania całego zespołu. Nie ma obecnie warunków w Barcelonie do przeprowadzania takiej operacji za takie pieniądze. Co innego, gdyby Bernardo wygasał kontrakt, bo takiego piłkarza za darmo po prostu się bierze i nie pyta o nic, tak jak w przypadku İlkaya Gündoğana. Niestety sytuacja wygląda inaczej i dlatego wydaje się, że ten pociąg już odjechał.

Ankieta

Czy chciał(a)byś kupna Bernardo Silvy za 58 milionów euro?

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (28)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze