Przed sezonem miałem wątpliwości, kto będzie podstawowym napastnikiem Barcelony. Z jednej strony zatrudnienie Hansiego Flicka wskazywało, że dyrekcja wciąż ufa Lewandowskiemu, z drugiej warunki kontraktu sprawiają, że klubowi nie opłaca się dawać Lewemu minut. Zastanawiałem się, czy Joan Laporta nie będzie naciskał na trenera, by ten szukał innych rozwiązań. Robert Lewandowski odpowiedział na te wątpliwości na boisku. Nie mam wątpliwości, że on wciąż ma "to coś".
Kontrakt polskiego supersnajpera wygasa po zakończeniu sezonu, ale jeśli rozegra on przynajmniej 50% możliwych minut, to przedłuży się automatycznie o kolejny rok. Kilka tygodni temu pisałem, że Lewy musi obronić się na boisku i zastanawiałem się, czy ma jeszcze siły, żeby walczyć z Mbappe, Viníciusem i Julianem Álvarezem. Teraz bardziej obawiałbym się, czy wyżej wymienieni mają dość sił, żeby rywalizować z polskim Robocopem.
Robert, który niedawno obchodził 36 urodziny postanowił udowodnić, że wiek to tylko liczba. Cztery gole i asysta w czterech rozegranych meczach daje mu pozycję lidera w walce o koronę króla strzelców LaLigi. Nowa taktyka wyraźnie służy Polakowi, który u Xaviego często cofał się do rozegrania i wychodził z roli typowego lisa pola karnego.
Nie da się ukryć, że z biegiem lat najlepszy polski piłkarz w historii utracił część swoich atutów, takich jak szybkość a do tego nigdy nie był wybitnym dryblerem. Wciąż ma jednak dar do zdobywania bramek, nawet jeśli często irytuje niewykorzystanymi sytuacjami, to piłka sama "szuka" go na boisku i ostatecznie udaje mu się wpakować ją do bramki rywala.
Czas uderzyć się w pierś i przyznać, że Lewandowski został przez nas — kibiców Barcelony zbyt szybko skreślony. W drużynie, gdzie jest tak wielu młodych piłkarzy jak Marc Bernal, Gavi, Lamine Yamal czy Pau Cubarsí doświadczenie Roberta jest na wagę złota. W ustawieniu, kiedy ma za plecami tak kreatywnego zawodnika jak Dani Olmo a na skrzydłach szaleją Lamine i Raphinha; Lewandowski po prostu się sprawdza. Jeśli tak ma wyglądać jego gra, to nie widzę przeszkód, żeby występował jak najczęściej i został nawet na kolejny sezon. Kiedy widzę go na murawie, to czuję dziwną pewność, że nawet jeśli zmarnuje kilka dogodnych sytuacji, to ostatecznie i tak zapisze się na liście strzelców. On i bramki to w końcu długi i bardzo owocny związek.
Kto wie, czy Lewandowskiemu nie uda się spełnić swojego celu, który zdradził redaktorowi BR Football. Polski napastnik ambitnie stwierdził, że chciałby strzelić 35 bramek w nadchodzącym sezonie.
Na zakończenie chciałbym zachęcić do zapoznania się typami redakcji na sezon 2024/25 a w szczególności na przewidywania dotyczące Pichichi i komentarze związane z pewnym wyborem. Być może nie tylko Robert Lewandowski zasługuje na przeprosiny.
Komentarze (87)