Rozgrywanie Superpucharu Hiszpanii jako miniturnieju w Arabii Saudyjskiej jest czymś, do czego kibice zdążyli już częściowo przywyknąć. Nie zawsze jednak rozgrywki wyglądały w ten sposób, a szczególnie hiszpańscy fani nie są zadowoleni ze zmian. Najważniejsze okazują się jak zwykle pieniądze.
Superpuchar Hiszpanii po raz pierwszy został rozegrany w 1982 roku. Miał on formę meczu pomiędzy zwycięzcą LaLigi i zdobywcą Pucharu Króla. Z tego powodu zdarzały się przypadki, kiedy Superpuchar trafiał do klubowej gabloty bez konieczności mierzenia się z żadnym przeciwnikiem, wystarczyło tylko zdobyć krajowy dublet, co oczywiście samo w sobie jest bardzo trudnym zadaniem. W późniejszych latach rozgrywki przybrały formę, do której przyzwyczaiła się największa część kibiców. Żeby zapewnić rozegranie spotkania, w przypadku kiedy jedna drużyna wygrała zarówno ligę jak i puchar, jej przeciwnikiem zostawał finalista Pucharu Króla, z którym wygrali już w finale.
Pierwsze zmiany nadeszły w 2018 roku, kiedy Superpuchar rozegrano w Maroku, ale w dalszym ciągu był to pojedynczy mecz. W 2019 roku RFEF ogłosiło przeniesienie turnieju do Arabii Saudyjskiej i rozszerzenie liczby uczestników do czterech. Są nimi finaliści poprzedniej edycji Pucharu Króla oraz mistrz i wicemistrz ligi (lub kolejne zespoły w lidze, jeśli któraś z poprzednich dotarła do finału Pucharu Króla). Zmiany wywołały wiele protestów w Hiszpanii, nawet Javier Tebas, prezes LaLigi zwrócił uwagę na kwestię łamania praw człowieka w arabskim kraju.
Co raczej nikogo nie zaskoczy — wygrały pieniądze. Arabia Saudyjska słono płaci RFEF za rozgrywanie Superpucharu w ich kraju, a większe wypłaty dla klubów uciszają malkontentów. Chociaż umowa federacji z Arabią Saudyjską wygasa w 2029 roku i część kibiców miała nadzieję, że rozgrywki wrócą do Hiszpanii, to Rafael Louzán, nowy prezes RFEF rozwiał wszelkie wątpliwości. Ogłosił on, że jego organizacja prowadzi już negocjacje z arabskim państwem celem przedłużenia umowy do 2034 roku. Z jednej strony jest to większe obciążenie dla piłkarzy, cierpi na tym również samo widowisko, ponieważ brakuje tysięcy entuzjastycznie nastawionych kibiców, a surowe zasady społeczne skutecznie ograniczają lokalnych fanów. Z drugiej strony kluby same chętnie wyciągają ręce po pieniądze, a zawodnicy oczekują podwyżek pensji, pewne rozwiązania są więc nieuniknione.
Komentarze (17)