Fermín López: Moja najlepsza wersja dopiero nadejdzie

Mateusz Doniec

14 lutego 2025, 20:30

Sport

7 komentarzy

Fot. Getty Images

Fermín López przeżywał ostatnio rollercoaster emocji. Z jednej strony świetne występy w meczach z Valencią, a z drugiej czerwona kartka w spotkaniu z Sevillą, zaraz po zdobyciu bramki na 2:1. Hiszpan udzielił wywiadu dziennikowi Sport, opowiadając właśnie o tych ostatnich wydarzeniach, a także o przebiegu swojej kariery.

Sport: Dwa gole w ostatnich dwóch meczach, cztery w tym roku... Twój zmysł strzelecki staje się paranormalny...

Fermín López: To prawda, że zawsze miałem tę umiejętność wbiegania w pole karne i strzelania goli. W pierwszej części sezonu nie szło mi najlepiej, ale teraz jestem bardziej pewny siebie, trener daje mi więcej szans, a ja staram się pomóc drużynie.

Czy czerwona kartka w meczu z Sevillą boli bardziej, ponieważ nastąpiło w twoim najlepszym momencie?

Tak, oczywiście. Teraz szło mi dobrze. Ale takie rzeczy się zdarzają. Trzeba wyciągnąć z nich wnioski i pracować dalej. Nie ma innego sposobu.

Odkąd zadebiutowałeś w pierwszej drużynie, nie przestałeś udowadniać swojej wartości. Raz za razem wykorzystywałeś swoje szanse.

To właśnie robiłem przez całe życie. Zawsze trzymałem się na uboczu i zawsze musiałem udowadniać swoją wartość. Staram się wykonywać swoją pracę, a kiedy trener daje mi minuty, staram się pomóc drużynie.

Co to znaczy, że właśnie to robiłeś przez całe życie?

Cóż... miałem inną lub trudniejszą ścieżkę niż inni. Ale te chwile i ta podróż nauczyły mnie wielu rzeczy, osobiście i zawodowo. Dzięki temu wszystkiemu o wiele bardziej cenię sobie bycie w pierwszej drużynie Barçy, co było moim marzeniem. I nigdy nie przestanę pracować, aby tu zostać.

Xavi w ciebie wierzył, Deco również, a teraz Flick. To nie przypadek.

Nie wiem, co ci powiedzieć. Ciężko pracuję, zawsze jestem gotowy dla drużyny, a Xavi, Deco i teraz Hansi pomagają mi i dają mi pewność siebie, abym mógł pokazać swój futbol. Jestem im bardzo wdzięczny.

Latem klub potrzebował wygenerować "fair play" i były oferty dla ciebie, ale Deco nigdy nie chciał ich słuchać i przedłużył twój kontrakt. Czy to pocieszające czuć to zaufanie?

Odkąd dołączyłem do pierwszej drużyny, Deco zawsze mi ufał. Nie byłem świadomy ofert, ponieważ wiedziałem, że chcę tu być, ale to pocieszające, że klub nie chciał ich słuchać i chciał mnie tutaj, w nowym projekcie.

Gdyby powiedziano ci przed wyruszeniem na tournée w 2023 roku, że doświadczysz tego wszystkiego...?

Nie, niemożliwe! Kiedy odszedłem na wypożyczenie, myślałem, że pomoże mi to udowodnić swoją wartość i być może przejść do innego zespołu lub wrócić do Barçy Atlétic, jeśli będę miał szczęście. Ale powrót od razu do pierwszej drużyny? Nie do pomyślenia.

Gdzie jest sufit Fermína?

Wciąż mam wiele do zrobienia. Moja najlepsza wersja dopiero nadejdzie.

Twój etap w Linares częściowo wyjaśnia twój niesamowity głód sukcesu w Barcelonie i że nigdy się nie odprężasz...

Wiele razy nie jest to doceniane, ale proces wyjścia poza klub był trudny. Teraz bardziej cenię sobie bycie tutaj, treningi, przebywanie z kolegami z drużyny, noszenie koszulki klubu, który zawsze kochałem... Wszystko to pomogło mi pracować ciężej każdego dnia.

Czy jesteś teraz szczęśliwszy niż wtedy, gdy grałeś w Linares?

W Linares byłem szczęśliwy, to była moja rzeczywistość i zaakceptowałem ją. Trudno było się przystosować, byłem tu przez sześć lat i odejście oraz zobaczenie innych rzeczy było trudne, ale grałem tam i to było bardzo ważne. Czułem się komfortowo i byłem szczęśliwy. Ale jasne jest, że na profesjonalnym poziomie Barça to inny wymiar, to moje marzenie i to, o co walczyłem tak długo.

Czy kontrolowanie swojego umysłu i niepopadanie w obsesję jest jednym z kluczy na dłuższą metę?

Bez wątpienia zdrowie psychiczne jest bardzo ważne. Zwłaszcza na najwyższym poziomie. Zawsze musiałem na siebie naciskać i przez wszystkie lata, kiedy walczyłem i potrzebowałem pomocy, otrzymałem ją i teraz bardziej cenię sobie to, gdzie jestem.

Warto było poświęcić tyle godzin, gdy twój ojciec zabierał cię na treningi z Huelvy do Sewilli...

Często z nim o tym rozmawiam. Moi rodzice poświęcili dla mnie wszystko, abym mógł spełnić swoje marzenie. Tyle godzin w samochodzie, tyle wyrzeczeń... Oni również zasługują na to, aby zobaczyć mnie grającego dla Barçy, zobaczyć mnie w telewizji, w reprezentacji... Zasługują na to tak samo lub bardziej niż ja. Dużą część tego, czym teraz żyję, zawdzięczam moim rodzicom.

Jak wyglądają twoje relacje z nimi? Dzwonią po meczach?

Dużo rozmawiamy. Po meczach zawsze omawiamy grę. Zawsze robiłem to z moim ojcem. Teraz to już nawyk. Od czasu do czasu mówią mi, że są rzeczy, które nigdy się nie zmieniają (śmiech).

Uważasz, że jesteś idealnym impulsem dla Flicka czy nie podoba ci się takie określenie?

Nie lubię etykiet. Ważne jest dla mnie to, że trener na mnie liczy, czy to w wyjściowym składzie, czy z ławki. Zawsze o mnie pamięta, bym mógł zagrać i to najważniejsze.

Podoba ci się to, że uznaje się ciebie jeszcze jako "niespodziankę" czy może patrzysz na swoje liczby i myślisz: "Mogliby mnie nazywać Don Fermín"?

Nie zajmuje mnie to, bo wiem, co przeżywam i jak codziennie pracuję. Koledzy, klub, rodzina... Tylko oni mnie obchodzą, a nie to, co się mówi na zewnątrz. Tego nie możesz kontrolować. Ja muszę wykonywać swoją pracę.

O co prosi cię Flick? Ostatnio musiał ci zwrócić uwagę, żebyś tyle nie biegał... To nie jest zły znak, prawda?

Tak, czasami trzeba mieć trochę więcej spokoju, ale zawsze taki byłem. Zawsze miałem ten impet, ten głód. Ale są momenty w meczu, kiedy musisz być spokojniejszy i do tego dojrzewam. Trener prosi o intensywność i koncentrację przez 90 minut.

Niektórzy mówią, że brakuje ci trochę "pauzy", ale twoja dynamika pozwala właśnie na dobre występy...

Zajmuje mnie to, czego chce ode mnie trener w danym momencie meczu. Czasami potrzeba więcej spokoju, ale ja jestem intensywnym piłkarzem i tego nie mogę zmienić. Jestem zadowolony z tego co robię.

Szczerze, ile budzików sobie nastawiasz, żeby nie spóźnić się do Flicka?

Jeden, jeden. W poprzednim sezonie rzeczywiście parę razy zaspałem, ale w tym ani razu. Nie może być. Czasem może rzeczywiście było późno, ale zawsze staram się być punktualny, bo trener to docenia.

Źle przeżyłeś ostatnie kontuzje, bo nie mogłeś pokazać swojego poziomu na boisku...

Tak, bo to była pierwsza kontuzja od dawna, a potem doznałem urazu w drugiej nodze. Było ciężko, ale koniec końców starałem się dobrze sobie z tym poradzić z kolegami. Myślę, że to pokonałem i teraz jest dużo lepiej.

Mogą kupować, kogo chcą, ale Fermín zawsze udowodni swoją wartość... Czy twój sukces jest związany z twoją niesamowitą mentalnością?

To jedna z moich zalet, bo miałem wiele trudnych momentów. Zawsze staram się dawać z siebie 100% w każdej minucie, w każdym meczu. Nie ma wymówek i nie lamentuję.

Jesteś jednym z tych, co mają gorącą krew...

Myślę, że dobrze to kontroluję. Wszystko przeżywam z wielką energią.

Jesteś świadomy, że kibice stawiają cię na piedestale i porównują cię nawet do Pedro?

To chyba przesada, tak myślę... Zawsze zwracałem na niego uwagę i nie lubię być tak porównywany. Ale to też dobry znak. Staram się tego nie słuchać, ale tak, zarówno na boisku, jak i na ulicy czy w sieci widzę pozytywne wiadomości od kibiców.

Widać, że macie dobrą atmosferę w szatni...

Myślę, że mamy bardzo dobrą grupę, jesteśmy dość młodzi i wszyscy się znamy. Jesteśmy jedną rodziną razem z weteranami i to widać.

Jaki jest Fermín poza boiskiem?

Jestem dość spokojnym gościem. Lubię przebywać w domu, mam tam teraz pieska... lubię być z rodziną, z moją dziewczyną, z bratem... Jestem dość rodzinnym gościem i staram się spędzać z nimi czas.

Grasz w FIFĘ? Kto jest królem w szatni?

W reprezentacji dużo gram z Laminem i zawsze wygrywam, choć on powie, że nie. Dani, Pedri też grają... niewiele więcej.

Jak zmienił się Fermín przez ostatni rok?

Myślę, że jestem raczej taki sam. Zmieniłem się pod paroma względami jako osoba, ale myślę, że jestem taki sam, a pod względem profesjonalnym jestem dojrzalszy. Myślę, że jestem taki, jaki byłem. Zawsze można się rozwijać.

Gdzie się widzisz za pięć lat?

Chciałbym być tutaj, tak.

Jak oceniasz formę drużyny? Wszystko idzie w dobrym kierunku, ale trzeba to przypieczętować trofeami...

Tak, nadchodzi piękny, ale też trudny etap sezonu. Myślę, że jesteśmy w dobrej formie, dobrze pracujemy i jesteśmy przygotowani na wszystko, co nas czeka. Na pewno będzie trudno, będą trudne momenty, ale będziemy zjednoczeni, by osiągnąć cele.

Czy w szatni czujecie, że jesteście kandydatami do wygrania Ligi Mistrzów?

Być może tak, ale myślę, że wewnątrz z każdym meczem wierzymy coraz bardziej. Mieliśmy ostatnio słabszą wersję, ale teraz wróciliśmy do formy. Obyśmy mogli osiągnąć wielkie rzeczy.

Wiesz, gdzie byłeś, gdy Barça ostatni raz wygrała Ligę Mistrzów?

Myślę, że oglądałem mecz z rodzicami i bratem. To był radosny moment, bo jestem culé od małego. Nie pamiętam wiele, ale wiem, że byłem w domu.

A gdzie będziesz 31 maja, gdy rozgrywany będzie finał Ligi Mistrzów?

W finale Ligi Mistrzów. [Nie będziesz na sofie w domu?] Nie. Mam nadzieję, że nie.

Jaki jest Flick?

Trener jest bardzo bliski, przyjazny i zawsze dobrze nas traktuje. Jest wymagający, ale koniec końców jest trenerem i tym bardziej w Barcelonie.

Mówi po niemiecku, po angielsku?

Po angielsku, ale już rzuca coś po hiszpańsku.

A ty jak tam po angielsku?

Dobrze, dobrze.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (7)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze