Iñigo Martínez: Ligę Mistrzów wygra PSG

Dawid Lampa

28 września 2025, 06:00

Marca

24 komentarze

Fot. Getty Images

Iñigo Martínez spotkał się z Marcą w Arabii Saudyjskiej i udzielił wywiadu hiszpańskiemu dziennikowi. Mówił m.in. o ofercie z Al-Nassr, poprzednim sezonie, a także przewidział zwycięzcę Ligi Mistrzów w serii krótkich pytań. 

Najciekawsze wypowiedzi z wywiadu:

- o ofercie z Arabii Saudyjskiej: - Byłem na presezonie, dostałem ofertę i uświadomiłem sobie, że wtedy trzeba się zatrzymać, wszystko przemyśleć... Przenosisz całą rodzinę tutaj, odchodzisz z miejsca, gdzie z góry miałeś być dalej podstawowym zawodnikiem. Ale trzeba brać też pod uwagę wszystko, a wiek to wiek, nie da się go oszukać. Tempo gry rośnie coraz bardziej, a dawanie z siebie połowy jest bez sensu, bo zawsze trzeba dawać maksimum. Wymagania są ogromne, grasz na swoim limicie. Jesteś dużo czasu poza domem, dużo podróżujesz i pomyślałem, że to jest moment, żeby się zatrzymać. To był czas, żeby przyjść tutaj. Zdobyłem serca wielu w Barcelonie - kibiców, klubu, piłkarzy, a do tego sporo wygrałem. To była pora zostawić miejsce innym, a samemu kontynuować grę, swoje pomysły i cieszyć się futbolem w innym kraju, który daje mi wszystko. Przyszedłem z chęcią nauki i dzielenia się doświadczeniem. Chcę wygrywać. Jestem wymagający. Przyjechałem tu, żeby dawać sto procent. Wygrywać i cieszyć się piłką, a ten klub, to miasto i ten kraj dają mi szansę robić to, co kocham.

- o pozbyciu się kontuzji: - Naprawdę nie sądzę, żebym zmienił coś istotnego. Gdy przychodziłem do Barcelony, miałem uraz, przez który pauzowałem 5–6 miesięcy. Każdy poranek był koszmarem. Nigdy nie cierpiałem tak bardzo, a zdarzały się momenty, że myślałem, by odpuścić i zakończyć karierę. Były dni, kiedy nie mogłem nawet chodzić. Miałem szczęście podpisać kontrakt z Barçą, trafić do najlepszych lekarzy, próbować różnych metod i jedna z nich pomogła mi niesamowicie. To było coś niebywałego, uratowało mnie. Wróciłem do gry i po krótkim czasie znów dwukrotnie zerwałem mięsień dwugłowy. Pogodziłem się ze swoją rolą i starałem się dawać maksimum na każdym treningu. Z szacunkiem dla wszystkich i zawsze z myślą o drużynie. Rok później zobaczyłem swoją szansę, kiedy Ronald [Araujo], czy Andreas [Christensen] byli kontuzjowani. Wycisnąłem z siebie wszystko, w każdym aspekcie... I na boisku i poza nim...

- o zeszłym sezonie: - Cieszyłem się i cierpiałem jednocześnie, utrzymując tak wysoką, perfekcyjną, linię obrony. To było coś, czego Flick wymagał. Taki był i taki jest jego styl gry. Dopracowaliśmy to do granic możliwości. To był rok, w którym czerpałem ogromną radość z gry i nauczyłem się wielu rzeczy. Nigdy wcześniej nie wygrywałem trofeów, poza Superpucharem z Athletikiem, a nagle pojawiły się finały i możliwość je wygrać, przeżyć to... Mam ciarki, gdy o tym mówię.

- o Złotej Piłce: - Śledziłem to, bo mam ogromną sympatię do Lamine’a, ogromną do Raphinhi. Wybór był między Laminem a Dembélé, ale szczerze powiem, że wiedziałem, że zgarnie to Dembélé. Wygrał Ligę Mistrzów i to waży bardzo dużo. Wiedziałem, że ma większe szanse, ale spójrz na to. Chłopak ma 18 lat i drugie miejsce w plebiscycie Złotej Piłki... Kto może się czymś takim pochwalić? Przed nim jeszcze wiele lat. Mam nadzieję, że dalej będzie cieszył się futbolem, bo to wyjątkowy chłopak zarówno na boisku, jak i poza nim. W przyszłym roku znowu tam będzie.

- o tym, czy Barça była lepsza od Realu Madryt w klasykach, w zeszłym sezonie: - Myślę, że tak. Jestem tego pewien. Były mecze, w których czuliśmy się lepsi albo rywal był momentami kompletnie przytłoczony. Takiego poczucia nie miałem dwa lata temu. Widziałem Real Madryt, który nam się stawiał i wiedziałem, że będą mieli swoje okazje, że sprawią nam kłopoty. W poprzednim sezonie tak nie było. Wiedzieliśmy, że Real zawsze stworzy jedną czy dwie klarowne sytuacje, ale mieliśmy świadomość, że my będziemy mieli ich dużo więcej. Taktycznie byliśmy lepsi, z piłką też. Tworzyliśmy sobie mnóstwo okazji.

- o finale Pucharu Króla: - Odrobili straty, ale nigdy nie miałem wrażenia, że ten mecz wymknie nam się z rąk. Nie czułem nic takiego, że: - Zapomnij, z Realem nie da się wygrać, a już na pewno nie w finale. A to przecież rzadkie uczucie w starciu z nimi, żeby nie mieć tej myśli: - Z nimi się nie da. Tak jednak nie było. Nasza forma była świetna - ograliśmy ich w lidze, w Superpucharze, a to były mocne ciosy i to miało znaczenie. Kiedy znowu mierzysz się z drużyną, którą wcześniej w taki sposób pokonywałeś, oni podświadomie się boją. W tym roku uważam, że Real jest w świetnej formie, z wieloma zmianami w zespole i takim trenerem jak Xabi Alonso. Grałem z nim. Nie mam wątpliwości, że teraz będzie dużo trudniej.

Szybkie pytania do Iñigo Martíneza:

  • Kto wygra ligę saudyjską? My (Al-Nassr).
  • Kto wygra LaLigę? Barça.
  • Kto wygra Ligę Mistrzów? Hmm, PSG.
  • Myślisz, że Real Madryt coś wygra? Prawda jest taka, że nie chciałbym tego, ale pewnie coś zgarną.
  • Jesteś antimadridistą? Nie, nie. W żadnym wypadku. Zawsze wielki szacunek do Realu Madryt.
  • Jakiego zawodnika ściągnąłbyś do Arabii Saudyjskiej? Pedriego.
  • Czego z Hiszpanii najbardziej ci brakuje? Jedzenia.
  • Co najbardziej cię zaskoczyło w Arabii Saudyjskiej? Cóż, to jak serdeczni są ludzie. Zawsze są gotowi ci pomóc.
  • Ile lat w futbolu ci zostało? Cóż, liczmy na to, że wiele, ale trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że wiek idzie do góry. Do momentu, w którym ciało powie stop.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (24)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze