Dziennikarz ASa Javi Miguel napisał na portalu Culemania artykuł pt. "Deco nie chce Decos". Zaznacza w nim, że dyrektor sportowy Barçy nie widzi miejsca w drużynie dla pilkarzy, którzy mogą swoją postawą przypominać... jego samego za czasów gry w Barcelonie. Prezentujemy poniżej tłumaczenie felietonu Miguela.
Javi Miguel (AS): "Dyrektor sportowy FC Barcelony, Deco, był w tym tygodniu bardzo krytyczny, wskazując brak intensywności i rozluźnienie jako głównych winowajców dwóch kolejnych porażek, jakich doznała drużyna. Jeśli uwierzymy, że jesteśmy wspaniali, mamy problem. Nie można stawiać talentu ponad pracę – to jedno z najważniejszych zdań z wywiadu, którego Deco udzielił Catalunya Ràdio.
Oczywiście, Deco ma absolutną rację. Na tym poziomie jeśli obniżysz poziom wysiłku choćby o jeden czy dwa stopnie, każdy może cię zdominować. W meczu z PSG nie chodziło tylko o brak zaangażowania – rywal był po prostu lepszy pod każdym względem. Z kolei w Sewilli to właśnie rozluźnienie było jednym z głównych problemów zespołu, zwłaszcza w fatalnej pierwszej połowie, gdy wyglądało to tak, jakby drużyna przyjechała na wycieczkę, żeby zwiedzić Giraldę.
Sytuacja jest jednak wciąż do odwrócenia. Mówienie teraz o kryzysie brzmiałoby przesadnie alarmistycznie, ale faktem jest, że niepokój panuje na wszystkich szczeblach klubu – począwszy od Hansiego Flicka, który w poniedziałek odbył prawdziwy maraton spotkań ze swoim sztabem i częścią zawodników, szukając natychmiastowych rozwiązań.
W każdym razie Deco warto słuchać, kiedy zabiera głos. I to nie tylko dlatego, że jest jedną z najbardziej wpływowych postaci w szatni, ale też dlatego, że sam przeżył bardzo podobne doświadczenia. Deco był częścią jednej z najwspanialszych er w historii Barcelony – drużyny prowadzonej przez Franka Rijkaarda i napędzanej przez Ronaldinho, która w 2006 roku zdobyła Ligę Mistrzów. Zespół ten, po dwóch latach sukcesów i pochwał, popadł jednak w samozadowolenie i stał się cieniem samego siebie. I, co ciekawe, jednym z głównych winnych tego upadku był właśnie obecny dyrektor sportowy Barcelony.
Jego forma po triumfie w Lidze Mistrzów spadła tak bardzo, że plotki o intensywnym życiu nocnym – u boku Ronaldinho i Motty – stały się codziennym tematem rozmów w Can Barça. Do tego stopnia, że jedną z pierwszych decyzji Pepa Guardioli po objęciu funkcji trenera latem 2008 roku było rozbicie tego trio hulaków.
Nie ma więc nikogo lepszego od Deco, by dostrzec tego typu symptomy – bo on wie, jak je zwalczyć. Pierwsze ostrzeżenie już padło: nikt nie stoi ponad zespołem, wszyscy muszą pracować dla dobra kolektywu. Kto zejdzie z tej ścieżki, zapłaci wysoką cenę. Deco zapłacił ją przed laty i nie zawaha się zrobić tego samego wobec innych, jeśli zajdzie taka potrzeba".
Komentarze (5)