Pięć wniosków po meczu z Espanyolem

Michał Gajdek

4 stycznia 2026, 10:45

34 komentarze

Fot. Getty Images

Nowy Rok, stara FC Barcelona. Podopieczni Hansiego Flicka przedłużyli zwycięską serię w LaLidze i pokonali 2:0 Espanyol. Z czego zapamietamy wczorajsze spotkanie?

1. Oczywisty MVP

Były zawodnik Espanyolu nie miał łatwego życia ani przed meczem, ani w jego trakcie. Kibice jego byłego zespołu wyładowywali na niego całą swoją złość związaną ze zmianą drużyny na lokalnego rywala. Jednak powiedzieć, że Joan García udźwignął wczoraj presję, to nic nie powiedzieć. Golkiper Barçy był po prostu zjawiskowy - zresztą, sami zobaczcie.

W futbolu od dawna funkcjonuje powiedzenie, że dobry bramkarz musi być trochę szalony. Cóż, co lepiej świadczy o tym, że García taki jest, niż obrona strzału kolegą z drużyny? Kwota 25 milionów euro wydanych na Joana już teraz wydaje się promocją. A warto przypomnieć, że ma on dopiero cniespełna 25 lat - jeżeli wszystko potoczy się tak, jak zapowiada się obecnie, to Barça ma zabezpieczoną kluczową pozycję na lata.

2. Za miedzą wyrósł niewygodny rywal

Ktoś, kto zobaczy tylko wynik 2:0 mógłby sobie pomyśleć, że Barça wczoraj gładko zwyciężyła. Nic bardziej mylnego. Podopieczni Hansiego Flicka dopuścili Espanyol do naprawdę wielu sytuacji bramkowych - i tylko fenomenalnemu bramkarzowi zawdzięczają zachowanie czystego konta. Z przodu było niewiele lepiej - Blaugrana miała problemy z kreacją, a bramki zdobyła dopiero w samej końcówce meczu. 

Gdyby wczorajsze starcie skończyło się remisem, czy nawet zwycięstwem gospodarzy, to nikt nie mógłby powiedzieć, że jest to rezultat niesprawiedliwy. Obie drużyny wykreowały jakościowo podobne sytuacje (według Sofascore, 1.6 xG po stronie gospodarzy i 1.94 dla gości), oddały niemal identyczną liczbę strzałów (14-15) i strzałów celnych (7-6). Niezależnie od tego, co można myśleć o pozaboiskowej klasie rywala (bądź jej braku), Espanyolowi trzeba oddać, że zasłużenie znajduje się w czołówce LaLigi. Jeżeli Pericos utrzymają to tempo, to mogą powalczyć nie tylko o europejskie puchary, ale wręcz o Ligę Mistrzów.

3. Bez dyrygenta

Pedri nie był jeszcze gotowy na 90 minut gry, w związku z czym rolę dyregenta środka pola Barçy miał wczoraj po raz kolejny przejąć Frenkie de Jong. Jakby to ująć delikatnie... Dyrygent nie tylko niezbyt panował nad orkiestrą, którą miał poprowadzić lecz do tego samemu wprowadzał ją w błąd swoją batutą. "Ozdobą" meczu było jego niewytłumaczalne zagranie piętą, po tym jak w pole karne przedarł się Lamine Yamal.

Sytuacja w linii pomocy Barçy staje się coraz ciekawsza. Oczywiście nikt nie ma wątpliwości, że jedno z trzech miejsc jest zajęte przez Pedriego, o ile tylko Kanaryjczyk jest zdrowy. W pierwszym składzie jest zatem jeszcze miejsce tylko dla dwóch piłkarzy - w uproszczeniu, jednego o charakterze defensywnym i jednego o ofensywnym usposobieniu. O tę drugą pozycję będą walczyć zapewne Dani Olmo oraz Fermín, a Hansi Flick próbuje tam ustawiać również Lamine Yamala czy Raphinhę. Z kolei w roli defensywnego pomocnika na dobre zadomowił się Eric García, a w odwodzie pozostają jeszcze Marc Bernal czy Marc Casadó. Po powrocie kontuzjowanego Gaviego konkurencja w środku pola Barçy może być brutalna. Zobaczymy, czy Frenkie de Jong - który przecież niedawno przedłużył kontrakt - da radę wygrać tę rywalizację. Felieton Mateusza Dońca w tym temacie pozostaje aktualny. 

4. Superrezerwowi

Hansi Flick skorzystał wczoraj w drugiej połowie z czterech piłkarzy, którzy zaczęli mecz na ławce rezerwowych. Efekt? Fermín López - dwie asysty. Dani Olmo - gol. Robert Lewandowski - gol. Stawkę uzupełnia Pedri, który po swoim wejściu poukładał grę zespołu, a w dodatku swoimi odbiorami rozpoczął obie akcje bramkowe.

To nie przypadek, że po wejściu na boisko zmienników Barça coraz wyraźniej przeważała, a ostatecznie wygrała mecz. O ile Hansi Flick może mieć ból głowy co do zestawienia linii obrony, to zarówno w pomocy, jak i w ataku dysponuje on całkiem sporą liczbą opcji, zwłaszcza, gdy wszyscy piłkarze są zdrowi (poza nieobecnym od dłuższego czasu Gavim). Trudno powiedzieć, aby Barça była zależna od jednego zawodnika. Gdy w słabszej formie jest Ferran Torres (jak choćby wczoraj), to na listę strzelców może się wpisać Robbert Lewandowski (i odwrotnie). Dublety strzeleckie zaliczali już w tych rozgrywkach i Dani Olmo, i Fermín López; i Raphinha, i Marcus Rashford. Na chwilę obecną, właśnie ta nieprzewidywalność jest największym atutem Barçy, zwłaszcza w porównaniu z jej największym rywalem.

5. Styczeń miesiącem pytań i odpowiedzi

Wczorajsze zwycięstwo jest nie do przecenienia. Po pierwsze, piłkarze Barçy udanie weszli w nowy rok. Po drugie, pokonali lokalnego rywala. Po trzecie, przynajmniej tymczasowo zwiększyli przewagę nad Realem Madryt do siedmiu punktów. To niezwykle istotne, biorąc pod uwagę, że nadchodzące tygodnie będą bardzo wymagające. 

Minęły już czasy, gdy styczeń był momentem wytchnienia, a trenerzy mogli się skupić na budowaniu formy przed wiosennymi starciami. Teraz pierwszy miesiąc roku jest jedynym, w którym toczą się aż cztery rozgrywki. Już w tym tygodniu Barçę czeka możliwość wywalczenia pierwszego trofeum w tym sezonie, czyli Superpucharu Hiszpanii. Blaugrana rozegra także mecz w Pucharze Króla (brakuje go na grafice powyżej), który wprawdzie nie może dać pucharu, ale przegrana bezpowrotnie odbierze szanse na jego zdobycie. Od zeszłego sezonu, styczeń nie jest już nawet czasem przerwy w Lidze Mistrzów, a podopieczni Hansiego Flicka nie mają marginesu błędu, jeżeli chcą uniknąć gry w barażach. Wreszcie, nie zatrzymuje się LaLiga. Rok 2026 zaczyna się naprawdę w pracowity sposób i tym bardziej ważne było rozpocząć go od zwycięstwa.

 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (34)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze