Henry - crack zafascynowany Barçą

Dylu

26 czerwca 2007, 03:36

Brak komentarzy
To bez wątpienia czas Thierry'ego Henry. Było kilka różnych rozmów, jedne poważne, inne bardziej na luzie. Oprócz tego doszło do dwóch spotkań, a sprawę załatwiano też przez telefon i pocztą elektroniczną. W końcu cała sprawa znalazła swój szczęśliwy koniec. Z Francuzem w składzie katalońskiego zespołu barcelonismo, po rozczarowaniu za rozczarowaniem, na nowo może zacząć marzyć o najwyższym celach.

"Sport" ujawnia dzisiaj kilka detali i ciekawostek całej operacji, która stanie się niewątpliwie motorem napędowym dla letniego rynku transferowego.

Dla przykładu, jeszcze wczoraj kontynuowano z Arsenalem negocjacje, dotyczące pewnych szczegółów kontraktu, które to nadal pozostawały do ustalenia. Wśród nich znalazły się zapisy o tym ile pieniędzy Barça będzie musiała wysłać do Londynu w przypadku zdobycia poszczególnych trofeów, takich jak Champions League.

Mówiło się o tym, że mogą to być 3 mln euro, ale kataloński klub nawet nie zastanawiał się nad tym czy przystać na te warunki. Wiadomo, tylko że kwota, jaką Arsenal otrzyma w przypadku zdobycia przez Barçę Champions League będzie mniejsza.

Wszystko dopięto podczas ostatniej godziny wczorajszego dnia, porozumienie z piłkarzem zostało osiągnięte i po pozytywnym przejściu testów medycznych dzisiaj odbyła się z wszelkimi honorami jego prezentacja na Camp Nou.

Pracowano także nad klauzulą odejścia, która jak wiadomo będzie wynosiła od 125 do 150 mln euro. To suma, która ma odstraszyć w ciągu najbliższych czterech lat potencjalnych pracodawców Francuza.

Negocjacje między Barçą a Arsenalem rozpoczęły się dawno temu, ale prawda jest taka, że w tym czasie doszło tylko do dwóch spotkań. Oba odbyły się w Londynie z udziałem vice-prezyenta Ferrana Soriano, który bronił interesów FC Barcelony. Thierry Henry był obecny jedynie podczas drugiego spotkania, które miało miejsce w piątek (22. czerwca).

Logiczne jest to, że w celu osiągnięcia ostatecznego porozumienia i dokonania postępu w negocjacjach potrzeba było kilku rozmów telefonicznych (pewna osoba zapewnia, że było ich dokładnie 15) i o wiele więcej kontaktów za pośrednictwem poczty elektronicznej, poprzez którą zaaprobowano mniej istotne postanowienia kontraktu reprezentanta Francji..

Pierwszymi sumami, jakie pojawiły się w trakcie negocjacji były 35 mln euro ze strony Arsenalu i 18 mln euro FC Barcelony. ‘The Gunners' argumentowali, że Henry to zawodnik, który pod względem sportowym i marketingowym jest bardziej dochodowy niż Andriy Shevchenko, który przeszedł z Milanu do Chelsea za 43 mln euro. Dlatego Anglicy uznali, że propozycja 35 mln z ich strony nie jest barbarzyństwem.

Podnosili, iż ostatnio płaci się podobnie, Bayern Monachium za Francka Ribéry (25) - Olympique Marsylia oraz Manchester United za Andersona (27,5) - Porto- i za Naniego (22,5) - Sportingowi Lizbona. To przypomnienie ostatnich kwot transferowych, nawet nie ma porównania do sum, jakie zapłacił Real Madryt za Zinedine'a Zidane'a (78), Figo (71) czy Ronaldo (45).

Negocjacje między Anglikami i Katalończykami doprowadziły do zredukowania początkowej różnicy 11 mln do 6 mln. i w takiej postaci zawarto ostateczne porozumienie. Soriano mógł już rozmawiać z Henrym, z którego przekonaniem nie miał żadnych problemów. Faktycznie sprawa była załatwiona. Miał czego chciał.

Od tego momentu wszystko potoczyło się szybko, ponieważ Francuz zawsze okazywał chęć przybycia, a poza tym był on moralnie zobowiązany do tego transferu, po tym jak w zeszłym roku mimo planów przeprowadzki na Camp Nou, po finale Champions League nagle z wszystkiego zrezygnował.

Tak doszło do potwierdzenia transferu. Henry spełnił swoje marzenie o grze w Barçy, ponieważ jest zafascynowany mitem jaki otacza Klub, który inaczej niż Arsenal nie jest spółką akcyjną i należy do wszystkich, a nie do konkretnej osoby. Dodatkowo, Francuz jest zafascynowany filozofią gry katalońskiego zespołu, dla którego zawsze jego obroną był ofensywny futbol.

Poza tym w Barcelonie jest otoczenie, jakiego potrzeba Francuzowi. Lepsze nie jest możliwe. Ma tu wszystko by zdobywać kolejne trofea, szczególnie to jedno, którego brakuje mu w jego kolekcji, czyli Puchar Europy, który przegrał z FC Barceloną w maju 2006 toku.

Barcelonismo postrzega Henry'ego jako zawodnika groźnego, utalentowanego, głodnego tytułów i który z obecnym zespołem może, a nawet musi naznaczyć nową erę w dziejach klubu. To czas na dobrą pracę i w rezultacie kolejne tytuły.

Francesc Fábregas, kolega Henry z Arsenalu, opowiedział mu jak było w Barcelonie, klubie który zna, gdyż wychowywał się w jego młodzieżowych zespołach. Sam Thierry przyznał wczoraj, że Cesc opowiadał mu same wspaniałe rzeczy o katalońskim klubie i jego licznej rzeszy fanów.

[źródło: Sport]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze