Ronaldinho przebiegł osiem kilometrów
We wtorek, po raz pierwszy od dwóch tygodni, ponownie mogliśmy zobaczyć na placu gry Ronaldinho. Brazylijczyk wyszedł na boisko z zamiarem udowodnienia wszystkim krytykom jak bardzo niesprawiedliwie oceniają jego osobę i prywatne życie.
Gaúcho nie grał od 19. września kiedy w meczu z Olympique Lyon został zmieniony w 65. minucie. Było to trzecie z rzędu spotkanie, w którym Rijkaard zdecydował się zdjąć piłkarza przed upływem regulaminowych 90 minut, wcześniej uczynił to w pojedynkach z Athletic Bilbao i Osasuną. Czy taki stan rzeczy był dla Ronniego rozczarowaniem? Być może, ale tak jak u każdego profesjonalisty, powinien spowodować u niego dodatkową motywację, tym bardziej, że media nie pozostawiły na jego osobie suchej nitki. Bombardowany krytyką ze wszech stron Brazylijczyk mógł liczyć jednak na wsparcie zespołu, przekonał się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
Po 19. września oficjalny klubowy komunikat głosił, iż Ronaldinho jest kontuzjowany. Zawodnik nie znalazł się więc w składzie na mecze z Sevillą, Zaragozą i Levante, ale już w Stuttgarcie choć nie zdobył bramki, aktywnie starał się uczestniczyć w grze. Zmierzono, że podczas 81 minut jakie przebywał na boisku, przebiegł on łącznie 8103 metrów, czyli przeszło 8 kilometrów.
UEFA podała, iż Barcelona przeprowadziła w meczu z VfB 69 akcji, z których w 45 uczestniczył Ronaldinho. 15 z nich zostało zakończonych strzałem. Brazylijczyk 42 razy udanie podawał do partnerów z zespołu, zanotował pięć wrzutek w pole karne przeciwnika oraz dwukrotnie wykańczał akcje - jeden strzał był w światło bramki.
Statystyki są jednak niczym w stosunku do formy 'cracka' Brarcy, choć udany występ w Stuttgarcie może być początkiem powrotu do dobrej dyspozycji. Oczywiście przed nim wciąż daleka droga, by czarować grą tak jak to czynił dwa lata temu i mimo że Barcelona potrafi wygrywać bez Ronaldinho, to każdy oczekuje, że problemy Brazylijczyka szybko się skończą. Póki co Culés mają powody do optymizmu, piąte zwycięstwo z rzędu jest kolejnym krokiem, by puścić w niepamięć poprzedni, nieudany sezon.
[źródło: Mundo Deportivo]
Gaúcho nie grał od 19. września kiedy w meczu z Olympique Lyon został zmieniony w 65. minucie. Było to trzecie z rzędu spotkanie, w którym Rijkaard zdecydował się zdjąć piłkarza przed upływem regulaminowych 90 minut, wcześniej uczynił to w pojedynkach z Athletic Bilbao i Osasuną. Czy taki stan rzeczy był dla Ronniego rozczarowaniem? Być może, ale tak jak u każdego profesjonalisty, powinien spowodować u niego dodatkową motywację, tym bardziej, że media nie pozostawiły na jego osobie suchej nitki. Bombardowany krytyką ze wszech stron Brazylijczyk mógł liczyć jednak na wsparcie zespołu, przekonał się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
Po 19. września oficjalny klubowy komunikat głosił, iż Ronaldinho jest kontuzjowany. Zawodnik nie znalazł się więc w składzie na mecze z Sevillą, Zaragozą i Levante, ale już w Stuttgarcie choć nie zdobył bramki, aktywnie starał się uczestniczyć w grze. Zmierzono, że podczas 81 minut jakie przebywał na boisku, przebiegł on łącznie 8103 metrów, czyli przeszło 8 kilometrów.
UEFA podała, iż Barcelona przeprowadziła w meczu z VfB 69 akcji, z których w 45 uczestniczył Ronaldinho. 15 z nich zostało zakończonych strzałem. Brazylijczyk 42 razy udanie podawał do partnerów z zespołu, zanotował pięć wrzutek w pole karne przeciwnika oraz dwukrotnie wykańczał akcje - jeden strzał był w światło bramki.
Statystyki są jednak niczym w stosunku do formy 'cracka' Brarcy, choć udany występ w Stuttgarcie może być początkiem powrotu do dobrej dyspozycji. Oczywiście przed nim wciąż daleka droga, by czarować grą tak jak to czynił dwa lata temu i mimo że Barcelona potrafi wygrywać bez Ronaldinho, to każdy oczekuje, że problemy Brazylijczyka szybko się skończą. Póki co Culés mają powody do optymizmu, piąte zwycięstwo z rzędu jest kolejnym krokiem, by puścić w niepamięć poprzedni, nieudany sezon.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)