FC Barcelona - UD Almeria 2:0
Obawy przed tym, że Almeria może postawić trudne warunki gry Barcelonie okazały się słuszne. Katalończycy zwyciężyli 2:0, lecz przez większość meczu prezentowali się co najwyżej przeciętnie i zwłaszcza w pierwszej połowie mieli sporo problemów z przedostaniem się pod bramkę rywala. Goście tymczasem stosowali pressing, grali z poświęceniem i stwarzali mnóstwo kłopotów próbującym atakować gospodarzom.
Zespół Rijkaarda rozpoczął bez Messiego, lecz już z Yaya Toure i Zambrottą. Jak się okazało brak Argentyńczyka w składzie był największą bolączką ataku Barçy, który nie potrafił konstruować składnych akcji i notował wiele strat. Na lewej stronie starał się Ronaldinho, lecz z samych starań niewiele wynikało. Kiedy już udało się oddać strzał na bramkę Cobeno, uderzenie było albo niecelne, albo lądowało w rękach golkipera gości. Gaúcho nie był zresztą jednym, któremu nie szło - ani Henry, ani tym bardziej Giovani nie zachwycali, choć jak się później okazało pierwszy zdobył bramkę, a drugi miał przy niej swój udział.
Dla żadnego Culé nie było nowością to, że Barcelona dominowała. Druzgocąca przewaga w posiadaniu piłki nie przekładała się na sytuacje bramkowe, lecz ku uciesze kibiców zgromadzonych na Camp Nou Henry wyprowadził Azulgranę na prowadzenie. Dokładne podanie Puyola trafiło do Giovaniego, który zdołał tylko musnąć piłkę. Futbolówkę odbił Cobeno, po czym trafiła ona pod nogi Titiego, a ten tylko dopełnił formalności. Na tablicy wyników rezultat 1:0, ale tak naprawdę gdyby pierwsza połowa skończyła się bezbramkowym remisem, nikt nie skrzywidzłby ani gospodarzy ani gości.
Druga połowa była w wykonaniu Barçy już nieco lepsza, choć na poważne Katalończycy zaczęli grać dopiero w ostatnich piętnastu minutach. Dlaczego? Być może dlatego, że na boisku za bezproduktywnego Ronaldinho pojawił się Messi. Wtedy też rzut karny na bramkę zamienił właśnie Lionel, choć to czy "jedenastka" faktycznie powinna zostać podyktowana ulega pewnej wątpliwości. W pole karne Almerii wpadł Giovani Dos Santos, tam został lekko zahaczony przez Bruno, a sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na "wapno".
Jak na ironię po tej sytuacji rozwiązał się worek z sytuacjami bramkowymi dla Barcelony. Co ciekawe obudził się i Henry i Gio, którzy wespół z Messim co rusz zagrażali bramce Cobeno. Czy trzeba było prawdziwego ‘cracka', by inne gwiazdy zaczęły pokazywać na co je tak naprawdę stać? Leo wszedł w drugiej połowie, bo być może Rijkaard myślał, że uda się wygrać spotkanie minimalnym nakładem sił. Może chodziło też o to, by oszczędzić Argentyńczyka na kolejne mecze - jeśli tak, to można przyznać rację Misterowi, bowiem Barça wygrała.
Styl jaki zaprezentowała dziś Azulgrana daleki jest od tego, o którym marzą Culés. Zaskakująca decyzja wystawienia Gio w podstawowym składzie i powrót do składu Zambrotty oraz Toure, są faktami, które powinniśmy z tego meczu, oprócz zwycięstwa oczywiście, pamiętać. Już w czwartek czeka nas kolejne ligowe starcie, z kolejnym beniaminkiem - Valladolid. Dzisiaj o efektownej Barcelonie (może poza ostatnimi minutami) mogliśmy tylko pomarzyć, ale jest mądre powiedzenie, którym można podsumować spotkanie z Almerią - "zwycięzców się nie sądzi".
Bramki:
1-0: Henry 38'
2-0: Messi 80'(k)
FC Barcelona:
Valdés; Zambrotta, Puyol, Milito, Abidal; Xavi, Touré, Iniesta; Giovani, Henry, Ronaldinho
UD Almeria:
Cobeño; Bruno, C. garcía, Acasiete, Mane; Ortiz, Juanito, Melo, Corona, Negredo, Crusat.
Szczegóły w relacji live!
Zespół Rijkaarda rozpoczął bez Messiego, lecz już z Yaya Toure i Zambrottą. Jak się okazało brak Argentyńczyka w składzie był największą bolączką ataku Barçy, który nie potrafił konstruować składnych akcji i notował wiele strat. Na lewej stronie starał się Ronaldinho, lecz z samych starań niewiele wynikało. Kiedy już udało się oddać strzał na bramkę Cobeno, uderzenie było albo niecelne, albo lądowało w rękach golkipera gości. Gaúcho nie był zresztą jednym, któremu nie szło - ani Henry, ani tym bardziej Giovani nie zachwycali, choć jak się później okazało pierwszy zdobył bramkę, a drugi miał przy niej swój udział.
Dla żadnego Culé nie było nowością to, że Barcelona dominowała. Druzgocąca przewaga w posiadaniu piłki nie przekładała się na sytuacje bramkowe, lecz ku uciesze kibiców zgromadzonych na Camp Nou Henry wyprowadził Azulgranę na prowadzenie. Dokładne podanie Puyola trafiło do Giovaniego, który zdołał tylko musnąć piłkę. Futbolówkę odbił Cobeno, po czym trafiła ona pod nogi Titiego, a ten tylko dopełnił formalności. Na tablicy wyników rezultat 1:0, ale tak naprawdę gdyby pierwsza połowa skończyła się bezbramkowym remisem, nikt nie skrzywidzłby ani gospodarzy ani gości.
Druga połowa była w wykonaniu Barçy już nieco lepsza, choć na poważne Katalończycy zaczęli grać dopiero w ostatnich piętnastu minutach. Dlaczego? Być może dlatego, że na boisku za bezproduktywnego Ronaldinho pojawił się Messi. Wtedy też rzut karny na bramkę zamienił właśnie Lionel, choć to czy "jedenastka" faktycznie powinna zostać podyktowana ulega pewnej wątpliwości. W pole karne Almerii wpadł Giovani Dos Santos, tam został lekko zahaczony przez Bruno, a sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na "wapno".
Jak na ironię po tej sytuacji rozwiązał się worek z sytuacjami bramkowymi dla Barcelony. Co ciekawe obudził się i Henry i Gio, którzy wespół z Messim co rusz zagrażali bramce Cobeno. Czy trzeba było prawdziwego ‘cracka', by inne gwiazdy zaczęły pokazywać na co je tak naprawdę stać? Leo wszedł w drugiej połowie, bo być może Rijkaard myślał, że uda się wygrać spotkanie minimalnym nakładem sił. Może chodziło też o to, by oszczędzić Argentyńczyka na kolejne mecze - jeśli tak, to można przyznać rację Misterowi, bowiem Barça wygrała.
Styl jaki zaprezentowała dziś Azulgrana daleki jest od tego, o którym marzą Culés. Zaskakująca decyzja wystawienia Gio w podstawowym składzie i powrót do składu Zambrotty oraz Toure, są faktami, które powinniśmy z tego meczu, oprócz zwycięstwa oczywiście, pamiętać. Już w czwartek czeka nas kolejne ligowe starcie, z kolejnym beniaminkiem - Valladolid. Dzisiaj o efektownej Barcelonie (może poza ostatnimi minutami) mogliśmy tylko pomarzyć, ale jest mądre powiedzenie, którym można podsumować spotkanie z Almerią - "zwycięzców się nie sądzi".
Bramki:
1-0: Henry 38'
2-0: Messi 80'(k)
FC Barcelona:
Valdés; Zambrotta, Puyol, Milito, Abidal; Xavi, Touré, Iniesta; Giovani, Henry, Ronaldinho
UD Almeria:
Cobeño; Bruno, C. garcía, Acasiete, Mane; Ortiz, Juanito, Melo, Corona, Negredo, Crusat.
Szczegóły w relacji live!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)