GW: Barça - Real, czyli szlagier szlagierów
- My mamy znacznie więcej do przegrania - uważa prezes Barcelony Joan Laporta. Czy będący pod gigantyczną presją Frank Rijkaard wystawi w niedzielnych Derbach Europy Ronaldinho? W Realu na ławce zostanie Guti.
Czy to możliwe, że w meczu roku Barcelona zagra z Realem bez Ronaldinho, Henry'ego, Messiego i Deco? Możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne. Messi - kontuzjowany, Henry i Deco - ledwo się wyleczyli, Ronaldinho - bez formy. Wygląda na to, że z fantastycznej czwórki w niedzielę na Camp Nou wybiegnie tylko Eto'o. Kameruńczyk przez trzy miesiące leczył ciężką kontuzję, ale nawet rywale z Madrytu nie mają wątpliwości, że to właśnie najbardziej pyskaty i konfliktowy piłkarz Barcelony będzie dla nich największym zagrożeniem. - Jego powrót do gry zupełnie odmienił Barcelonę - przyznaje bramkarz Realu Iker Casillas. Przekonał się o tym jego kumpel z kadry Santiago Canizares, któremu przed tygodniem Eto'o strzelił dwie bramki, co miało dla bramkarza Valencii opłakane konsekwencje, bo został wyrzucony z klubu.
Tamten mecz miał też opłakane skutki dla Barçy, bo kontuzji doznał Lionel Messi, który przed rokiem na Camp Nou strzelił Realowi hat tricka (3:3). W Katalonii wiedzą, że stało się najgorsze, nawet kapitan "Królewskich" Raul Gonzalez skomentował, że nie ma na świecie drugiego takiego gracza jak Messi.
Ledwie w Barcelonie wybrzmiał lament po stracie Argentyńczyka, nastała debata nad tym, który do niedawna był symbolem klubu z Katalonii. Forma Ronaldinho to największy problem Franka Rijkaarda. Trzeba było desperacji, aby trener zaczął sadzać go na ławce rezerwowych.
"Wielkie Derby bez Ronaldinho" - taki tytuł pojawił się na okładce wczorajszej "Marki", ale aż 69 proc czytelników gazety twierdzi, że Brazylijczyk dostanie ostatnią szansę. "To by było najbardziej logiczne" - pisze jeden z komentatorów barcelońskiego "Sportu", sugerując, że trzymanie gwiazdora na ławce w takim meczu ociera się o upokarzanie go. Tyle że Rijkaard ma bardzo wiele do stracenia, bo jeśli Ronaldinho zagra, ale Barça nie pokona Realu, będzie to odebrane jako niewybaczalny błąd trenera. A pozycja Rijkaarda w Katalonii nie jest mocna, już słychać debaty o tym, kto będzie jego kolejnym pracodawcą.
Barça wygrała w tym sezonie wszystkie mecze na Camp Nou, ale jak słusznie mówi Laporta, nie zmniejsza to nawet o jotę gigantycznej presji, pod jaką zagra. Uważana za największy dream team w europejskiej piłce drużyna gra u siebie i ma aż 4 pkt straty do Realu. Gdyby ta strata się powiększyła, w perspektywie wiosennego rewanżu na Santiago Bernabeu Real byłby na prostej drodze do obrony tytułu.
Real zagra w najsilniejszym składzie, na ostatnim treningu urazu doznał tylko Guti, ale jego ze składu wygryzł ostatnio Julio Baptista.
"Królewscy", którzy latem na transfery wydali 118 mln euro - najwięcej z wszystkich klubów świata - nie grają na razie pięknie, ale nieprawdopodobnie skutecznie. Tak jak Barça wygrali wszystkie mecze u siebie, ale i na wyjazdach, szczególnie tych najtrudniejszych do Walencji i Villarreal spisywali się świetnie. Robinho wreszcie rozpoczął swój marsz do celu, którym jest pozycja numeru 1, Raul i van Nistelrooy zdobyli po osiem goli, a bramkarz Iker Casillas ma najlepszy sezon w karierze. To dlatego pierwszy Polak w Gran Derbi Jerzy Dudek usiądzie na ławce rezerwowych, a i tak przyznaje, że to będzie dla niego przeżyciem.
Debata, kto będzie lepszy w meczu gigantów, zepchnęła w Hiszpanii w cień wszystko inne. Gazety prześcigają się w oryginalności. "Marca" zamieściła dialog dwóch fontann, pod którymi fani obu drużyn świętują największe triumfy. Fontanna Canaletas stojąca na Ramblas w Barcelonie przypomina fontannie Cibeles z Madrytu, że w ostatnich 24 latach Real tylko raz wygrał w lidze na Camp Nou. Za to fontanna Cibeles odpowiada, żeby Barça nie pyszniła się tak bardzo swoim gwiazdozbiorem, bo zawsze miała najwybitniejszych graczy (Cruyff czy Maradona) i zawsze w Katalonii przeżywali oni najgorszy moment w karierze. "Nawet wasz SocioSchuster wybrał pracę w Realu" - rzuciła na koniec. To prawda, trener Realu jest członkiem klubu z Katalonii.
Rywalizacja obu klubów ma 105 lat, zaczęła się od meczu uświetniającego uroczystości koronacyjne Alfonsa XIII. Raul wspomina, że pierwsze wizyty na Camp Nou były dla niego takim przeżyciem, iż nie pamiętał nic z meczów, które tam rozgrywał. - Każdy klasyk traktuję, jakby był ostatni w moim życiu - mówi. Niechęć obu stron opisuje dowcip o kibicu Barcelony, który na łożu śmierci ogłosił, że został fanem Realu, bo wolał, żeby na świecie było o jednego zwolennika klubu z Madrytu mniej.
Prawdopodobne składy:
Barcelona: Valdés - Puyol, Márquez, Milito, Abidal - Xavi, Toure, Gudjohnsen - Dos Santos (Ronaldinho), Eto'o, Iniesta.
Real Madryt: Casillas - Sergio Ramos, Pepe, Cannavaro, Marcelo - Diarra, Robinho, Sneijder, Baptista - Raul, van Nistelrooy.
[źródło: Gazeta Wyborcza]
Czy to możliwe, że w meczu roku Barcelona zagra z Realem bez Ronaldinho, Henry'ego, Messiego i Deco? Możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne. Messi - kontuzjowany, Henry i Deco - ledwo się wyleczyli, Ronaldinho - bez formy. Wygląda na to, że z fantastycznej czwórki w niedzielę na Camp Nou wybiegnie tylko Eto'o. Kameruńczyk przez trzy miesiące leczył ciężką kontuzję, ale nawet rywale z Madrytu nie mają wątpliwości, że to właśnie najbardziej pyskaty i konfliktowy piłkarz Barcelony będzie dla nich największym zagrożeniem. - Jego powrót do gry zupełnie odmienił Barcelonę - przyznaje bramkarz Realu Iker Casillas. Przekonał się o tym jego kumpel z kadry Santiago Canizares, któremu przed tygodniem Eto'o strzelił dwie bramki, co miało dla bramkarza Valencii opłakane konsekwencje, bo został wyrzucony z klubu.
Tamten mecz miał też opłakane skutki dla Barçy, bo kontuzji doznał Lionel Messi, który przed rokiem na Camp Nou strzelił Realowi hat tricka (3:3). W Katalonii wiedzą, że stało się najgorsze, nawet kapitan "Królewskich" Raul Gonzalez skomentował, że nie ma na świecie drugiego takiego gracza jak Messi.
Ledwie w Barcelonie wybrzmiał lament po stracie Argentyńczyka, nastała debata nad tym, który do niedawna był symbolem klubu z Katalonii. Forma Ronaldinho to największy problem Franka Rijkaarda. Trzeba było desperacji, aby trener zaczął sadzać go na ławce rezerwowych.
"Wielkie Derby bez Ronaldinho" - taki tytuł pojawił się na okładce wczorajszej "Marki", ale aż 69 proc czytelników gazety twierdzi, że Brazylijczyk dostanie ostatnią szansę. "To by było najbardziej logiczne" - pisze jeden z komentatorów barcelońskiego "Sportu", sugerując, że trzymanie gwiazdora na ławce w takim meczu ociera się o upokarzanie go. Tyle że Rijkaard ma bardzo wiele do stracenia, bo jeśli Ronaldinho zagra, ale Barça nie pokona Realu, będzie to odebrane jako niewybaczalny błąd trenera. A pozycja Rijkaarda w Katalonii nie jest mocna, już słychać debaty o tym, kto będzie jego kolejnym pracodawcą.
Barça wygrała w tym sezonie wszystkie mecze na Camp Nou, ale jak słusznie mówi Laporta, nie zmniejsza to nawet o jotę gigantycznej presji, pod jaką zagra. Uważana za największy dream team w europejskiej piłce drużyna gra u siebie i ma aż 4 pkt straty do Realu. Gdyby ta strata się powiększyła, w perspektywie wiosennego rewanżu na Santiago Bernabeu Real byłby na prostej drodze do obrony tytułu.
Real zagra w najsilniejszym składzie, na ostatnim treningu urazu doznał tylko Guti, ale jego ze składu wygryzł ostatnio Julio Baptista.
"Królewscy", którzy latem na transfery wydali 118 mln euro - najwięcej z wszystkich klubów świata - nie grają na razie pięknie, ale nieprawdopodobnie skutecznie. Tak jak Barça wygrali wszystkie mecze u siebie, ale i na wyjazdach, szczególnie tych najtrudniejszych do Walencji i Villarreal spisywali się świetnie. Robinho wreszcie rozpoczął swój marsz do celu, którym jest pozycja numeru 1, Raul i van Nistelrooy zdobyli po osiem goli, a bramkarz Iker Casillas ma najlepszy sezon w karierze. To dlatego pierwszy Polak w Gran Derbi Jerzy Dudek usiądzie na ławce rezerwowych, a i tak przyznaje, że to będzie dla niego przeżyciem.
Debata, kto będzie lepszy w meczu gigantów, zepchnęła w Hiszpanii w cień wszystko inne. Gazety prześcigają się w oryginalności. "Marca" zamieściła dialog dwóch fontann, pod którymi fani obu drużyn świętują największe triumfy. Fontanna Canaletas stojąca na Ramblas w Barcelonie przypomina fontannie Cibeles z Madrytu, że w ostatnich 24 latach Real tylko raz wygrał w lidze na Camp Nou. Za to fontanna Cibeles odpowiada, żeby Barça nie pyszniła się tak bardzo swoim gwiazdozbiorem, bo zawsze miała najwybitniejszych graczy (Cruyff czy Maradona) i zawsze w Katalonii przeżywali oni najgorszy moment w karierze. "Nawet wasz SocioSchuster wybrał pracę w Realu" - rzuciła na koniec. To prawda, trener Realu jest członkiem klubu z Katalonii.
Rywalizacja obu klubów ma 105 lat, zaczęła się od meczu uświetniającego uroczystości koronacyjne Alfonsa XIII. Raul wspomina, że pierwsze wizyty na Camp Nou były dla niego takim przeżyciem, iż nie pamiętał nic z meczów, które tam rozgrywał. - Każdy klasyk traktuję, jakby był ostatni w moim życiu - mówi. Niechęć obu stron opisuje dowcip o kibicu Barcelony, który na łożu śmierci ogłosił, że został fanem Realu, bo wolał, żeby na świecie było o jednego zwolennika klubu z Madrytu mniej.
Prawdopodobne składy:
Barcelona: Valdés - Puyol, Márquez, Milito, Abidal - Xavi, Toure, Gudjohnsen - Dos Santos (Ronaldinho), Eto'o, Iniesta.
Real Madryt: Casillas - Sergio Ramos, Pepe, Cannavaro, Marcelo - Diarra, Robinho, Sneijder, Baptista - Raul, van Nistelrooy.
[źródło: Gazeta Wyborcza]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)