A mogło być trochę inaczej...

robertinho

26 grudnia 2007, 13:48

Brak komentarzy
Zwolnić Rijkaarda, sprzedać Ronaldinho, zatrudnić Mourinho - nie milkną echa Gran Derby i nie umilkną chyba jeszcze na długo. Nie ma nic bardziej upokarzającego dla kibiców niż porażka z odwiecznym rywalem na własnym stadionie. Zdecydowana większość obwinia pierwszą dwójkę o wszystkie słabe występy Barcelony oraz odejście Henka Ten Cate z posady asystenta Rijkaarda. Wprawdzie są święta i człowiek powinien skupić się na spędzaniu czasu z rodziną i pochłanianiu kolejnych kilogramów przy świątecznym stole, ale pewna myśl nie daje spokoju.

Przed meczem z Realem, niejednokrotnie pojawiały się informacje o Rijkaardzie przywołującym do porządku Ronaldinho na treningu oraz wypowiedzi Deco, który był przekonany, że on i 'Ronnie' nie wystąpią od pierwszych minut w Gran Derby. Przeżyłem niemałe zdziwienie widząc pierwszą 'jedenastkę' Barçy, a w niej obu panów, o których pisałem przed chwilą. Chyba jeszcze bardziej zaskoczeni byli kibice na Camp Nou, a dwie godziny później sfrustrowani do granic możliwości. Trzeba przyznać, że Ronaldinho nie zachwycił i stracił już zaufanie kibiców w Katalonii. Ale cały czas zastanawia fakt pojawienia się Brazylijczyka od pierwszych minut.

W meczu z Valencią nie zagrał wcale, a na boisku błyszczeli - trzeba to przyznać - Gudjohnsen i Gio dos Santos. Islandczyk od początku sezonu nie ma lekkiego życia w Barcelonie, ale dzięki ciężkiej pracy i fali kontuzji w zespole, wywalczył sobie miejsce w składzie. Z meczu na mecz prezentował się co raz lepiej, a w Walencji pokazał, że jego dobra gra nie jest przypadkiem. Z drugiej strony młodzian Dos Santos, który zmienił kontuzjowanego Messiego, wchodzi na boisko i mija obrońców Valencii jak tyczki. Wydaje się więc, że przynajmniej Gudjohnsen ma bardzo realne szanse na grę z Realem, bo młody Meksykanin jest po prostu za młody i jego doświadczenie na taki mecz jest praktycznie zerowe. Tymczasem Rijkaard sadza Gudjohnsena na ławce i Islandczyk nawet nie zagrał minuty. Pojawiły się już głosy o braku zaufania do niego, ale chyba nie w tym rzecz.

Rijkaardowi zabrakło konsekwencji i być może zimnej krwi. Holender bał się posadzić dwóch gwiazd na ławce w takim meczu i postawić na "zmienników" - a raczej powinienem użyć tu słowa dżokerów. Wybrał bezpieczniejszy wariant bez podjęcia ryzyka, bo stawka meczu była ogromna. Jak się okazało decyzja była błędna, ale od razu nasuwa się pytanie. Co by to zmieniło jeśli zagrałby Gudjohnsen i Dos Santos od pierwszych minut, a Barça by też przegrała? Dla mnie zmieniłoby to dużo, bo podziwiałbym Rijkaarda za odwagę i konsekwencję w tym co robi. Że nie zawahał się postawić wszystkiego na jedną kartę w tak ważnym meczu. Ale niestety presja wygrała...

[źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze