Barça rozbita; Atlético - Barcelona 4:2
Euforia, w którą wielu popadło po ostatniej ligowej kolejce, okazała się bardzo na wyrost. Dziś Barcelona uległa w Madrycie Atlético prezentując słabą dyspozycję, popełniając mnóstwo błędów i co najważniejsze tracąc cztery bramki, co w tym sezonie, do sobotniego meczu jeszcze się jej nie zdarzyło. Ponieśliśmy w pełni zasłużoną porażkę, a to wobec wygranej Realu oznacza, iż strata do lidera ponownie wzrosła do pięciu punktów. Zimny prysznic na rozgrzane głowy spadł na nas być może w najbardziej odpowiednim momencie, bowiem słabo radzące sobie w tym roku Atlético obnażyło wszelkie niedoskonałości Azulgrany.
Miłe złego początki
Początek spotkania był jednak obiecujący, bowiem to goście całkowicie zdominowali środek pola. Jedyne czego z naszej strony brakowało to okazje bramkowe, choć w 10. minucie gola zdobył Eto'o. Sędzia uznał jednak, że był na spalonym. Siedem minut później z Nuevo Colombino nadeszła korzystna dla nas wiadomość, bowiem Real przegrywał z Recreativo 0:1. Wobec takiej sytuacji i faktu, że po pół godzinie gry w końcu sforsowaliśmy obronę gospodarzy, zrobiło się naprawdę obiecująco.
W 29. minucie w pole karne dośrodkował Xavi a Ronaldinho piękną przewrotką zmienił rezultat na 1:0 dla Barçy. Niemal w tym samym czasie Raul wyrównał w spotkaniu Realu, ale to nie zmąciło radości w Barcelonie spowodowanej prowadzeniem na trudnym terenie. Niedługo jednak trwała owa radość, bo już 7 minut później dość szczęśliwie, ale jednak wyrównał Aguero. Po jego strzale tor lotu piłki przypadkowo zmienił Puyol i rzucający się w drugą stronę Valdés nie zdołał sięgnąć piłki. Kilka chwil później gracze Atlético rozmontowali defensywę Dumy Katalonii a kropkę nad "i" postawił Maxi Rodriguez z ostrego kąta pokonując kurczowo trzymającego się "krótkiego rogu" Valdésa. Na przerwe schodziliśmy w nie najlepszych humorach, choć najgorsze miało dopiero nadejść.
Barça rozbita
Ten kto sądził, że po przerwie podopieczni Rijkaarda zaczną grać w piłkę, musiał obejść się smakiem. Barcelona konstruowała chaotyczne ataki pozycyjne popełniając przy tym błędy w przyjęciu (Henry) i notując głupie straty w środku pola. W 61. minucie wchodzącego w nasze pole karne Aguero faulował słabo grający dziś Puyol, a rzut karny pewnie wykorzystał Diego Forlan. Rozbita Barça pozwalała na coraz więcej szarżującym gospodarzom, a ci dopełnili dzieła zniszczenia ośmieszając najpierw Puyola, a potem Milito i za sprawą Aguero po raz czwarty trafiając do siatki Valdésa.
Barcelona odpowiedziała po kilku minutach, bowiem bramkę na 4:2 zdobył Eto'o, lecz było to wszystko na co stać było dziś wieczorem zespół Rijkaarda. Kiedy w 91. minucie Kameruńczyk minimalnie chybił Rijkaard spuścił głowę w geście rozpaczy, a mina Laporty obrazowała wielkie niezadowolenie.
Końca nie widać
Trudno wyrokować co było przyczyną porażki, pewnie jest natomiast, że na Vicente Calderon absolutnie nie zasłużyliśmy nawet na jeden punkt. Barça momentami była wręcz bezradna, obrońcy popełniali fatalne błędy, notowaliśmy straty, mnożyły się niecelne podania. Nie było współpracy między defensywą i drugą linią, powstała tam ogromna luka, którą skrzętnie potrafili wykorzystać miejscowi. Niezrozumiała może być decyzja Rijkaarda o posadzeniu Messiego na ławce, bez którego dynamika ataku Barcelony praktycznie nie istniała. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że i po wejściu na boisko Argentyńczyk pokazał niewiele. Poza wyjątkowej urody golem Ronaldinho trudno doszukać się w naszej grze pozytywów.
Real Madryt zwyciężył i odskoczył wiceliderowi na 5 punktów. To niewiele jeśli weźmiemy pod uwagę, że do końca La Liga pozostało 12 kolejek. Na Vicente Calderon Barcelona poniosła pierwszą porażkę w 2008 roku, co oznacza, że żadna z drużyn nie była w stanie nas pokonać przez 2 miesiące. Ze słabej postawy w Madrycie Rijkaard musi jednak wyciągnąć wnioski i zastanowić się czy rotacje, które z taką pasją stosuje momentami nie wnoszą do zespołu więcej złego niż dobrego. Tymczasem 26. kolejka to święto Madrytu, ale los bywa przewrotny i już za tydzień role mogą się odwrócić.
Atlético Madryt: Abbiati, Valera, Pablo Ibáñez, Perea, A. López, Maxi Rodríguez, Raúl García, Camacho, Simao, Forlán, Kun Agüero.
FC Barcelona: Valdés, Zambrotta, Puyol, Milito, Abidal, Iniesta, Edmílson, Xavi, Ronaldinho. Eto'o, Henry.
Bramki:
0:1 Ronaldinho 30' (przewrotką)
1:1 Aguero 36'
2:1 Maxi Rodriguez 42'
3:1 Forlán 61'
4:1 Aguero 70'
4:2 Eto'o 73'
Miłe złego początki
Początek spotkania był jednak obiecujący, bowiem to goście całkowicie zdominowali środek pola. Jedyne czego z naszej strony brakowało to okazje bramkowe, choć w 10. minucie gola zdobył Eto'o. Sędzia uznał jednak, że był na spalonym. Siedem minut później z Nuevo Colombino nadeszła korzystna dla nas wiadomość, bowiem Real przegrywał z Recreativo 0:1. Wobec takiej sytuacji i faktu, że po pół godzinie gry w końcu sforsowaliśmy obronę gospodarzy, zrobiło się naprawdę obiecująco.
W 29. minucie w pole karne dośrodkował Xavi a Ronaldinho piękną przewrotką zmienił rezultat na 1:0 dla Barçy. Niemal w tym samym czasie Raul wyrównał w spotkaniu Realu, ale to nie zmąciło radości w Barcelonie spowodowanej prowadzeniem na trudnym terenie. Niedługo jednak trwała owa radość, bo już 7 minut później dość szczęśliwie, ale jednak wyrównał Aguero. Po jego strzale tor lotu piłki przypadkowo zmienił Puyol i rzucający się w drugą stronę Valdés nie zdołał sięgnąć piłki. Kilka chwil później gracze Atlético rozmontowali defensywę Dumy Katalonii a kropkę nad "i" postawił Maxi Rodriguez z ostrego kąta pokonując kurczowo trzymającego się "krótkiego rogu" Valdésa. Na przerwe schodziliśmy w nie najlepszych humorach, choć najgorsze miało dopiero nadejść.
Barça rozbita
Ten kto sądził, że po przerwie podopieczni Rijkaarda zaczną grać w piłkę, musiał obejść się smakiem. Barcelona konstruowała chaotyczne ataki pozycyjne popełniając przy tym błędy w przyjęciu (Henry) i notując głupie straty w środku pola. W 61. minucie wchodzącego w nasze pole karne Aguero faulował słabo grający dziś Puyol, a rzut karny pewnie wykorzystał Diego Forlan. Rozbita Barça pozwalała na coraz więcej szarżującym gospodarzom, a ci dopełnili dzieła zniszczenia ośmieszając najpierw Puyola, a potem Milito i za sprawą Aguero po raz czwarty trafiając do siatki Valdésa.
Barcelona odpowiedziała po kilku minutach, bowiem bramkę na 4:2 zdobył Eto'o, lecz było to wszystko na co stać było dziś wieczorem zespół Rijkaarda. Kiedy w 91. minucie Kameruńczyk minimalnie chybił Rijkaard spuścił głowę w geście rozpaczy, a mina Laporty obrazowała wielkie niezadowolenie.
Końca nie widać
Trudno wyrokować co było przyczyną porażki, pewnie jest natomiast, że na Vicente Calderon absolutnie nie zasłużyliśmy nawet na jeden punkt. Barça momentami była wręcz bezradna, obrońcy popełniali fatalne błędy, notowaliśmy straty, mnożyły się niecelne podania. Nie było współpracy między defensywą i drugą linią, powstała tam ogromna luka, którą skrzętnie potrafili wykorzystać miejscowi. Niezrozumiała może być decyzja Rijkaarda o posadzeniu Messiego na ławce, bez którego dynamika ataku Barcelony praktycznie nie istniała. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że i po wejściu na boisko Argentyńczyk pokazał niewiele. Poza wyjątkowej urody golem Ronaldinho trudno doszukać się w naszej grze pozytywów.
Real Madryt zwyciężył i odskoczył wiceliderowi na 5 punktów. To niewiele jeśli weźmiemy pod uwagę, że do końca La Liga pozostało 12 kolejek. Na Vicente Calderon Barcelona poniosła pierwszą porażkę w 2008 roku, co oznacza, że żadna z drużyn nie była w stanie nas pokonać przez 2 miesiące. Ze słabej postawy w Madrycie Rijkaard musi jednak wyciągnąć wnioski i zastanowić się czy rotacje, które z taką pasją stosuje momentami nie wnoszą do zespołu więcej złego niż dobrego. Tymczasem 26. kolejka to święto Madrytu, ale los bywa przewrotny i już za tydzień role mogą się odwrócić.
Atlético Madryt: Abbiati, Valera, Pablo Ibáñez, Perea, A. López, Maxi Rodríguez, Raúl García, Camacho, Simao, Forlán, Kun Agüero.
FC Barcelona: Valdés, Zambrotta, Puyol, Milito, Abidal, Iniesta, Edmílson, Xavi, Ronaldinho. Eto'o, Henry.
Bramki:
0:1 Ronaldinho 30' (przewrotką)
1:1 Aguero 36'
2:1 Maxi Rodriguez 42'
3:1 Forlán 61'
4:1 Aguero 70'
4:2 Eto'o 73'
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)