W Barcelonie nie boją się Boruca
Ani Artur Boruc, ani żaden inny piłkarz Celtic nie spędza snu z powiek kibicom Barcelony. Katalończycy boją się fanów ze Szkocji z którymi mieli do czynienia bardzo niedawno. W grupie tej edycji LM Barça grała z Rangers. Zdjęcie jego fanów obsikujących pomnik Francesca Macia do dziś wywołuje w Barcelonie oburzenie. Dlatego na przyjazd fanów Cetlicu władze Barcelony przygotowały miejsce z dala od centrum, gdzie 10-20 tys zwolenników Boruca i jego kolegów będą mogli zająć się piciem piwa i grami komputerowymi. Media w Hiszpanii informują, że do stolicy Katalonii zjedzie 20 tys ludzi, a tylko 4,5 tys będzie miało bilety. By je kupić Szkoci pożyczali paszporty od Hiszpanów, lub odkupowali od nich wejściówki po wyższej cenie.
A jeśli chodzi o mecz to barceloński "Sport" cytuje trenera Szkotów Gordona Strachana, który mówi, że wywalczenie awansu przez jego drużnę jest takim wyzwaniem jak wejście na Mount Everest. Katalończycy zauważają jednak, że na najwyższy szczyt świata nie wchodzi się o tej porze roku. Media w Katalonii widzą sprawę jasno. Drużna Strachana nie jest ich zdaniem problemem.
Czy tak jest rzeczywiście? Gdyby w piłce wygrywał ten, kto potrafi dłużej utrzymać się przy piłce, nie miałbym cienia wątpliwości, że Celtic jest na Camp Nou bez cienia szansy. Ale w sobotę Barcelona dostała ciężką lekcję od Atlético Madryt. Przy piłce była 72 proc czasu gry, prowadziła 1:0, a mimo to gospodarze potrafili udowodnić, że większość czasu, które Barça jest przy piłce to bezproduktywne granie, w stylu określanym przez Kazimierza Górskiego - ja do ciebie, ty do mnie.
Barça nie jest w formie. I jak na tak wybitnych piłkarzy nie tworzy machiny, która przejeżdżałaby się po rywalach. Tyle, że koniec końców wszystko sprowadza się do rywala. Celtic nie ma w składzie Kuna Aguero, który pobił Barçę niemal w pojedynkę. Ma za to fatalną obronę z takim piłkarskim analfabetą jak Caldwell. I nawet cuda, których dokonałby w bramce Boruc nie wystarczą, bo goście muszą wygrać 2:0 (jedyna szansa, że Rijkaard wystawia na stoperze Edmílsona, bo w ostatniej chwili kontuzjował się Milito).
Tak więc w zasadzie zgadzam się z Katalończykami w ocenie szans obu drużyn. Nie wynika to jednak tylko z siły Barcelony, ale ze słabości Celticu. Myślę, że Szkoci w duszy myślą to samo.
Nie zmienia to faktu, że Boruc znów ma ogromną szansę pokazania jak dobrym jest bramkarzem. Zadba o to Messi, którego Rijkaard już raczej nie odważy się posadzić na ławce. Oby tylko Caldwell miał z grą Polaka jak najmniej wspólnego.
Autor: Dariusz Wołowski
A jeśli chodzi o mecz to barceloński "Sport" cytuje trenera Szkotów Gordona Strachana, który mówi, że wywalczenie awansu przez jego drużnę jest takim wyzwaniem jak wejście na Mount Everest. Katalończycy zauważają jednak, że na najwyższy szczyt świata nie wchodzi się o tej porze roku. Media w Katalonii widzą sprawę jasno. Drużna Strachana nie jest ich zdaniem problemem.
Czy tak jest rzeczywiście? Gdyby w piłce wygrywał ten, kto potrafi dłużej utrzymać się przy piłce, nie miałbym cienia wątpliwości, że Celtic jest na Camp Nou bez cienia szansy. Ale w sobotę Barcelona dostała ciężką lekcję od Atlético Madryt. Przy piłce była 72 proc czasu gry, prowadziła 1:0, a mimo to gospodarze potrafili udowodnić, że większość czasu, które Barça jest przy piłce to bezproduktywne granie, w stylu określanym przez Kazimierza Górskiego - ja do ciebie, ty do mnie.
Barça nie jest w formie. I jak na tak wybitnych piłkarzy nie tworzy machiny, która przejeżdżałaby się po rywalach. Tyle, że koniec końców wszystko sprowadza się do rywala. Celtic nie ma w składzie Kuna Aguero, który pobił Barçę niemal w pojedynkę. Ma za to fatalną obronę z takim piłkarskim analfabetą jak Caldwell. I nawet cuda, których dokonałby w bramce Boruc nie wystarczą, bo goście muszą wygrać 2:0 (jedyna szansa, że Rijkaard wystawia na stoperze Edmílsona, bo w ostatniej chwili kontuzjował się Milito).
Tak więc w zasadzie zgadzam się z Katalończykami w ocenie szans obu drużyn. Nie wynika to jednak tylko z siły Barcelony, ale ze słabości Celticu. Myślę, że Szkoci w duszy myślą to samo.
Nie zmienia to faktu, że Boruc znów ma ogromną szansę pokazania jak dobrym jest bramkarzem. Zadba o to Messi, którego Rijkaard już raczej nie odważy się posadzić na ławce. Oby tylko Caldwell miał z grą Polaka jak najmniej wspólnego.
Autor: Dariusz Wołowski
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)