Thierry Henry - 14 lat w elicie
Francuski napastnik stał się jedną z ikon futbolu ostatniej dekady, a swoją wielką karierę zaczynał 14 lat temu. Dnia 17 sierpnia 1994 roku, Thierry Henry ukończył 17 lat. Tydzień później sztab techniczny Monaco wybierał utalentowanych piłkarzy do debiutu w pierwszej drużynie. Na następny dzień młody Henry dostał wiadomość od trenera, że wybór padł m.in na niego i co najmniej kolejne 7 dni będzie trenował ze starszymi kolegami.
"Nie wierzyłem w to, myślałem, że to żart, a jednak nie. On był bardzo poważny", wyjaśnia Francuz. Ten tydzień spędził pod okiem Arsene Wengera, człowieka, który w największym stopniu wpłynął na rozwój jego kariery. "Byłem przekonany, że zagram 5 lub 10 minut i zadebiutuję, lecz problemy fizyczne, żołądkowe i wiele innych, które miał również mój partner z ataku Victor Ikpeba, nie pozwoliły mi na to". Co się odwlecze, to nie uciecze, Thierry Henry zaliczył swój pierwszy występ w profesjonalnym futbolu 31 sierpnia 1994 roku w meczu derbowym pomiędzy Monaco i Nice. Goście wygrali 0-2, lecz jak zapewnia francuski goleador "to jedyna porażka w mojej karierze, po której nie byłem smutny". Smutny może i nie, ale bardzo zmęczony. "Zacząłem biegać, chciałem zrobić wszystko, przemieszczać się z jednej strony na drugą. Byłem wyczerpany, spojrzałem na tablicę wyników. Minęło zaledwie 10 minut! Wszystko przez te nerwy i chęć zrobienia wszystkiego...". Henry zachowuje jednak bardzo dobre wspomnienia z tego spotkania, lecz jednocześnie jest krytyczny wobec siebie. "Nie, nie grałem dobrze. Prawda jest taka, że nie możemy powiedzieć, że tamtego dnia graliśmy dobrze", mówił szczerze.
Podczas tych derbów kibice ujrzeli przyszłą gwiazdę światowego futbolu. Dziś mija 14 lat odkąd Thierry rozpoczął swą przygodę z profesjonalną piłką, o czym mówi z nostalgią. "Kiedy patrzę na to wszystko z boku, dociera do mnie ogrom tej pracy. Ludzie, którzy oglądali cię w niedzielę przez 90 minut na boisku, nie widzieli tych godzin pracy, które wykonywałeś każdego tygodnia". Czternaście lat to dużo czasu, lecz Henry zawsze grał po to, by zdobywać tytuły, tak drużynowe jak i indywidualne. Oprócz wielu goli i jakości gry Francuza, nie bez znaczenia jest jego podejście do uprawianego zawodu. "To oczywiste, że wszystko działo się bardzo szybko, były dobre i złe momenty. Mimo wszystko uważam, że utrzymywać się tyle czasu na szczycie jest ciężko. Każdego roku trzeba dawać z siebie wszystko, a to nie zawsze jest proste", zapewnia.
Thierry zwierza się, że gdy zaczynał karierę miał jeden cel "usatysfakcjonować ojca, co mówiłem już wiele razy. Chciałem, by był szczęśliwy z mojej gry. Na początku nie grałem dla siebie, lecz dla niego". Mimo faktu iż Henry jest doświadczonym piłkarzem wciąż odczuwa wzrok ojca na boisku. "Grałem na wypełnionych po brzegi stadionach, na poziomie klubowym oraz międzynarodowym. Kiedy jednak występuje przed ojcem odczuwam specjalną presję", stwierdza.
Piłkarz każdy mecz rozpoczyna z chęcią zwycięstwa, od początku kariery, mimo 14 lat gry na najwyższym poziomie. Przez ten czas został najlepszym strzelcem reprezentacji Francji, bijąc samego Michela Platiniego. Oprócz tego zdystansował Iana Wrighta i ma na koncie najwięcej bramek w historii Arsenalu. Co ciekawe, podczas sezonu ligowego, w którym to uczynił, 'Kanonierzy' zdobyli Premier League bez porażki w żadnym meczu.
Jednego Henry'emu, Mistrzowi Świata i Europy, brakuje. Triumfu w Lidze Mistrzów. Aby tego dokonać zmienił Londyn na Barcelonę. Thierry ma nadzieję oraz dołoży wszelkich starań, by wznieść Puchar Mistrzów pod wodzą Pepa Guardioli.
Finał w Rzymie byłby ukoronowaniem jego kariery. Nawet jeśli się nie uda, dla Francuza ważne jest, by gdy zawiesi buty na kołku "ludzie mnie zapamiętali. Każdy ma własną opinię, lecz sam fakt, że zostanę w ich pamięci jest bardzo pozytywny".
[źródło: Sport]
"Nie wierzyłem w to, myślałem, że to żart, a jednak nie. On był bardzo poważny", wyjaśnia Francuz. Ten tydzień spędził pod okiem Arsene Wengera, człowieka, który w największym stopniu wpłynął na rozwój jego kariery. "Byłem przekonany, że zagram 5 lub 10 minut i zadebiutuję, lecz problemy fizyczne, żołądkowe i wiele innych, które miał również mój partner z ataku Victor Ikpeba, nie pozwoliły mi na to". Co się odwlecze, to nie uciecze, Thierry Henry zaliczył swój pierwszy występ w profesjonalnym futbolu 31 sierpnia 1994 roku w meczu derbowym pomiędzy Monaco i Nice. Goście wygrali 0-2, lecz jak zapewnia francuski goleador "to jedyna porażka w mojej karierze, po której nie byłem smutny". Smutny może i nie, ale bardzo zmęczony. "Zacząłem biegać, chciałem zrobić wszystko, przemieszczać się z jednej strony na drugą. Byłem wyczerpany, spojrzałem na tablicę wyników. Minęło zaledwie 10 minut! Wszystko przez te nerwy i chęć zrobienia wszystkiego...". Henry zachowuje jednak bardzo dobre wspomnienia z tego spotkania, lecz jednocześnie jest krytyczny wobec siebie. "Nie, nie grałem dobrze. Prawda jest taka, że nie możemy powiedzieć, że tamtego dnia graliśmy dobrze", mówił szczerze.
Podczas tych derbów kibice ujrzeli przyszłą gwiazdę światowego futbolu. Dziś mija 14 lat odkąd Thierry rozpoczął swą przygodę z profesjonalną piłką, o czym mówi z nostalgią. "Kiedy patrzę na to wszystko z boku, dociera do mnie ogrom tej pracy. Ludzie, którzy oglądali cię w niedzielę przez 90 minut na boisku, nie widzieli tych godzin pracy, które wykonywałeś każdego tygodnia". Czternaście lat to dużo czasu, lecz Henry zawsze grał po to, by zdobywać tytuły, tak drużynowe jak i indywidualne. Oprócz wielu goli i jakości gry Francuza, nie bez znaczenia jest jego podejście do uprawianego zawodu. "To oczywiste, że wszystko działo się bardzo szybko, były dobre i złe momenty. Mimo wszystko uważam, że utrzymywać się tyle czasu na szczycie jest ciężko. Każdego roku trzeba dawać z siebie wszystko, a to nie zawsze jest proste", zapewnia.
Thierry zwierza się, że gdy zaczynał karierę miał jeden cel "usatysfakcjonować ojca, co mówiłem już wiele razy. Chciałem, by był szczęśliwy z mojej gry. Na początku nie grałem dla siebie, lecz dla niego". Mimo faktu iż Henry jest doświadczonym piłkarzem wciąż odczuwa wzrok ojca na boisku. "Grałem na wypełnionych po brzegi stadionach, na poziomie klubowym oraz międzynarodowym. Kiedy jednak występuje przed ojcem odczuwam specjalną presję", stwierdza.
Piłkarz każdy mecz rozpoczyna z chęcią zwycięstwa, od początku kariery, mimo 14 lat gry na najwyższym poziomie. Przez ten czas został najlepszym strzelcem reprezentacji Francji, bijąc samego Michela Platiniego. Oprócz tego zdystansował Iana Wrighta i ma na koncie najwięcej bramek w historii Arsenalu. Co ciekawe, podczas sezonu ligowego, w którym to uczynił, 'Kanonierzy' zdobyli Premier League bez porażki w żadnym meczu.
Jednego Henry'emu, Mistrzowi Świata i Europy, brakuje. Triumfu w Lidze Mistrzów. Aby tego dokonać zmienił Londyn na Barcelonę. Thierry ma nadzieję oraz dołoży wszelkich starań, by wznieść Puchar Mistrzów pod wodzą Pepa Guardioli.
Finał w Rzymie byłby ukoronowaniem jego kariery. Nawet jeśli się nie uda, dla Francuza ważne jest, by gdy zawiesi buty na kołku "ludzie mnie zapamiętali. Każdy ma własną opinię, lecz sam fakt, że zostanę w ich pamięci jest bardzo pozytywny".
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (9)