Kontuzjowany Iniesta zagrał w Rzymie
W meczu z Manchesterem United Andres Iniesta podjął ryzyko. Wiedział, że nie zdąży wyleczyć się do najważniejszego meczu sezonu, ale zakomunikował klubowym lekarzom, iż chce grać. Po bramce na Stamford Bridge, która dała Dumie Katalonii awans do finału, w spotkaniu z Villarrealem 25-letni pomocnik doznał kontuzji, dwucentymetrowego uszkodzenia mięśnia prawego uda.
Ale występ w Rzymie był niepowtarzalną okazją, szansą jaka jest dana nielicznym, dlatego Iniesta był przekonany, że chce wystąpić w finale, nawet kosztem swojego zdrowia i bólu. Od tamtej pory intensywnie pracował, a w sprawie jego zdrowia uciekano się nie tylko do metod naukowych. Próbowano wszystkiego, aby tylko piłkarz mógł wybiec na boisko.
Andres przez wiele dni nie trenował z piłką, nie strzelał, stracił rytm gry, nie odbywał żadnych zajęć z zespołem. Ale ostatecznie mięsień był w na tyle dobrym stanie, że bohater ze Stamford Bridge zagrał na Stadio Olimpico. O uderzeniach na bramkę nie było jednak mowy. Ale Ferguson o niczym nie wiedział.
W pierwszej połowie Iniesta dograł do Eto'o, a ten strzelił na 1:0 dla Barçy. Po przewie uraz pomocnika się odnowił, była to cena jaką zapłacił on za występ w finale z niewyleczoną kontuzją. Nie poprosił jednak o zmianę i na boisku wytrwał do końca meczu. Po końcowym gwizdku Wayne Rooney powiedział: "Barça jest mistrzem, bowiem ma Iniestę".
Dzisiejsze testy medyczne wykażą stopień uszkodzenia mięśnia. Ale pewne jest jedno: w Rzymie Andres był większym bohaterem niż kiedykolwiek wcześniej.
[źródło: Mundo Deportivo]
Ale występ w Rzymie był niepowtarzalną okazją, szansą jaka jest dana nielicznym, dlatego Iniesta był przekonany, że chce wystąpić w finale, nawet kosztem swojego zdrowia i bólu. Od tamtej pory intensywnie pracował, a w sprawie jego zdrowia uciekano się nie tylko do metod naukowych. Próbowano wszystkiego, aby tylko piłkarz mógł wybiec na boisko.
Andres przez wiele dni nie trenował z piłką, nie strzelał, stracił rytm gry, nie odbywał żadnych zajęć z zespołem. Ale ostatecznie mięsień był w na tyle dobrym stanie, że bohater ze Stamford Bridge zagrał na Stadio Olimpico. O uderzeniach na bramkę nie było jednak mowy. Ale Ferguson o niczym nie wiedział.
W pierwszej połowie Iniesta dograł do Eto'o, a ten strzelił na 1:0 dla Barçy. Po przewie uraz pomocnika się odnowił, była to cena jaką zapłacił on za występ w finale z niewyleczoną kontuzją. Nie poprosił jednak o zmianę i na boisku wytrwał do końca meczu. Po końcowym gwizdku Wayne Rooney powiedział: "Barça jest mistrzem, bowiem ma Iniestę".
Dzisiejsze testy medyczne wykażą stopień uszkodzenia mięśnia. Ale pewne jest jedno: w Rzymie Andres był większym bohaterem niż kiedykolwiek wcześniej.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (65)