Raport z La Liga - 12. kolejka
Dwunasta kolejka hiszpańskiej ekstraklasy była 'naznaczona' spotkaniem Barcelony z Realem Madryt.
Gran Derbi dla Barcelony
Na ten mecz niecierpliwie czekali fani futbolu nie tylko na Półwyspie Iberyjskim, lecz również w Europie i na całym świecie. Dlaczego? Dawno nie mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której w El Clásico obie drużyny dysponowałyby tak silnymi składami. Barcelona po zdobyciu potrójnej korony, jako pierwszy hiszpański klub, była 'katalizatorem' zmian u swojego największego rywala, które doprowadziły do powrotu Florentino Péreza, który wcielił w życie ogromy projekt sportowy, na którego realizację wydał około 250 mln euro. Prezydent Królewskich kupował nowych piłkarzy tak namiętnie, że w pewnym momencie miał w kadrze ponad 30 zawodników, a do rozgrywek można zgłosić jedynie 25 graczy. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, iż do Realu Madryt trafili wielcy piłkarze, którzy w swoich byłych klubach byli często kluczowymi zawodnikami. Do stworzenia zgranego zespołu z kompilacji nowych gwiazd Los Blancos został wytypowany Manuel Pellegrini. Z drugiej strony mamy Barcelonę, która w porównaniu z poprzednim sezonem, dokonała zaledwie jednej znaczącej zmiany w swoim składzie - odszedł Samuel Eto'o, a w jego miejsce przyszedł Zlatan Ibrahimović, który dał drużynie kilka nowych opcji w rozgrywaniu akcji ofensywnych. Zespół Pepa Guardioli w sezonie 2009/2010 nie zawodzi i zachował szansę na obronę potrójnej korony, w przeciwieństwie do rywala, który odpadł z Copa del Rey i marzenia o potrójnej koronie musi odłożyć do następnego sezonu.
W pierwszych czterdziestu pięciu minutach Barcelona zaprezentowała się poniżej oczekiwań, widoczny był brak klasycznej '9', co odbiło się negatywnie na konstruowaniu akcji ofensywnych. Z kolei Real Madryt zagrał dobrze i skutecznie neutralizował Blaugranę w środku pola i wyprowadzał groźne kontry. Na początku drugiej połowy na boisku pojawił się Zlatan Ibrahimović, który wykorzystał znakomite podanie Alvesa i zdobył gola, jak się później okazało, na wagę trzech punktów. Można pokusić się o stwierdzenie, iż Szwed tym jednym trafienie zrzucił z siebie jarzmo piłkarza, który nie strzela bramek w ważnych spotkaniach. Kiedy wydawało się, że Barcelona łapie wiatr w żagle, S. Busquets zagrał ręką w środku pola, dostał drugą żółtą kartkę i Duma Katalonii od 62. minuty meczu była zmuszona grać w dziesiątkę. To był impuls dla Realu Madryt, który stworzył kilka groźnych sytuacji, jednak nie zdobył bramki dzięki wspaniałej grze formacji defensywnej Barcelony, przede wszystkim Puyola i Piqué. Bardzo dobra gra w obronie poparta była również umiejętnym utrzymywaniem się przy piłce, co pozwoliło dowieść skromne prowadzenie do końca meczu. Niemniej jednak należy się pochwała dla graczy Los Blancos, którzy rozegrali dobre zawody na Camp Nou i pokazali, iż drużyna Realu Madryt nie jest tylko konstelację gwiazd, tylko jest już zgranym zespołem.
Remisy Valencii i Sevilli
Niezwykle ciekawie zapowiadał się pojedynek na Mestalla, gdzie Valencia podejmowała Mallorcę. Nietoperze ostatni raz punkty w Primera División stracili w siódmej kolejce, kiedy to bezbramkowo zremisowali na własnym stadionie z Barceloną. Później były cztery kolejne zwycięstwa (z Almeríą, Málagą, Realem Saragossa i Osasuną Pampeluna), co skutkowało czwartym miejscem z jednopunktową stratą do trzeciej Sevilli. Szóstą lokatę przed 12. kolejką hiszpańskiej ekstraklasy zajmowała Mallorca, która może pochwalić się serią sześciu wygranych z rzędu spotkań na własnym stadionie. José Carlos Araujo Nunes, kapitan Wyspiarzy, powiedział przed tym meczem: "To jest ważne i ciężkie spotkanie na trudnym terenie, ale mamy zamiar dobyć trzy punkty". Jak się później okazało, nie było to słowa rzucone na wiatr, ponieważ Mallorca wywiozła cenny remis (1:1) z Mestalla. Jeśli podopieczni Gregorio Manzano utrzymają swoją dobrą dyspozycję, to spokojnie zapewnią sobie prawo gry w Lidze Europejskiej, a nawet mogą włączyć się do walki o Ligę Mistrzów. Punkty w tej kolejce straciła niespodziewanie Sevilla, która zremisowała (2:2) na Ramon Sánchez Pizjuán z ostatnią w ligowej tabeli Málagą, która po pierwszej połowie prowadziła (2:0), jednak dwa gole Luisa Fabiano pozwoliły graczom ze stolicy Andaluzji na uratowanie remisu.
Trzecie zwycięstwo z rzędu Deportivo La Coruña
Remis Valencii skrzętnie wykorzystali gracze Deportivo La Coruña, którzy pokonali (1:0) Racing Santander i zrównali się ilością punktów w ligowej tabeli z piłkarzami Unai Emery'ego. Trzecia w ligowej tabeli nadal jest Sevilla, ale ma tylko punkt przewagi nad Valencią i Deportivo La Coruña. Szykuje się pasjonująca walka o prawo gry w Champions League w obecnym sezonie.
Marsz Villarrealu w górę ligowej tabeli zatrzymany
Wygrana (3:1) z Realem Valladolid była trzecim zwycięstwem piłkarzy Villarrealu w La Liga w obecnym sezonie, którzy dzięki temu zajmowali jedenaste miejsce w ligowej tabeli z dwunastoma punktami na koncie. Niemniej jednak, mimo fatalnego początku sezonu, aspiracje podopiecznych Ernesto Valverde są o wiele większe. Idealną okazją do wskoczenia w górne rejony tabeli był mecz ze Sportingiem Gijón, który przed tą kolejką był na siódmym miejscu. Los amarillos nie sprostali jednak temu zadaniu i polegli (0:1) na El Molinón, czym skazują się siebie na bytowanie w dolnych rejonach ligowej tabeli.
Pierwsze zwycięstwo Atlético Madryt w La Liga pod wodzą Quique Floresa
Dość ciekawie zapowiadało się ostatnie spotkanie 12. kolejki hiszpańskiej ekstraklasy pomiędzy pogrążonym w kryzysie Atlético Madryt i Espanyolem Barcelona, który ostanie ligowe zwycięstwo odniósł w siódmej kolejce, kiedy pokonał (2:1) Tenerife na własnym stadionie. Los Colchoneros odnieśli tylko jedno zwycięstwo w La Liga i to pod wodzą Abela Resino, co skutkuje okupowaniem miejsc w strefie spadkowej. Niemniej jednak jeśli zawodnicy Atlético Madryt nie chcą skazać siebie na walkę o ligowy byt, to muszą szybko zacząć wygrywać mecze, a idealną okazję to tego było spotkanie z przeciętnie grającym Espanyolem Barcelona. Piłkarze Atlético Madryt wykorzystali swoją szansę i pewnie pokonali (4:0) lokalnego rywala Barcelony na Vicente Calderón i opuścili strefę spadkową. Było to pierwsze ligowe zwycięstwo Los Colchoneros pod wodzą Quique Floresa.
Gran Derbi dla Barcelony
Na ten mecz niecierpliwie czekali fani futbolu nie tylko na Półwyspie Iberyjskim, lecz również w Europie i na całym świecie. Dlaczego? Dawno nie mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której w El Clásico obie drużyny dysponowałyby tak silnymi składami. Barcelona po zdobyciu potrójnej korony, jako pierwszy hiszpański klub, była 'katalizatorem' zmian u swojego największego rywala, które doprowadziły do powrotu Florentino Péreza, który wcielił w życie ogromy projekt sportowy, na którego realizację wydał około 250 mln euro. Prezydent Królewskich kupował nowych piłkarzy tak namiętnie, że w pewnym momencie miał w kadrze ponad 30 zawodników, a do rozgrywek można zgłosić jedynie 25 graczy. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, iż do Realu Madryt trafili wielcy piłkarze, którzy w swoich byłych klubach byli często kluczowymi zawodnikami. Do stworzenia zgranego zespołu z kompilacji nowych gwiazd Los Blancos został wytypowany Manuel Pellegrini. Z drugiej strony mamy Barcelonę, która w porównaniu z poprzednim sezonem, dokonała zaledwie jednej znaczącej zmiany w swoim składzie - odszedł Samuel Eto'o, a w jego miejsce przyszedł Zlatan Ibrahimović, który dał drużynie kilka nowych opcji w rozgrywaniu akcji ofensywnych. Zespół Pepa Guardioli w sezonie 2009/2010 nie zawodzi i zachował szansę na obronę potrójnej korony, w przeciwieństwie do rywala, który odpadł z Copa del Rey i marzenia o potrójnej koronie musi odłożyć do następnego sezonu.
W pierwszych czterdziestu pięciu minutach Barcelona zaprezentowała się poniżej oczekiwań, widoczny był brak klasycznej '9', co odbiło się negatywnie na konstruowaniu akcji ofensywnych. Z kolei Real Madryt zagrał dobrze i skutecznie neutralizował Blaugranę w środku pola i wyprowadzał groźne kontry. Na początku drugiej połowy na boisku pojawił się Zlatan Ibrahimović, który wykorzystał znakomite podanie Alvesa i zdobył gola, jak się później okazało, na wagę trzech punktów. Można pokusić się o stwierdzenie, iż Szwed tym jednym trafienie zrzucił z siebie jarzmo piłkarza, który nie strzela bramek w ważnych spotkaniach. Kiedy wydawało się, że Barcelona łapie wiatr w żagle, S. Busquets zagrał ręką w środku pola, dostał drugą żółtą kartkę i Duma Katalonii od 62. minuty meczu była zmuszona grać w dziesiątkę. To był impuls dla Realu Madryt, który stworzył kilka groźnych sytuacji, jednak nie zdobył bramki dzięki wspaniałej grze formacji defensywnej Barcelony, przede wszystkim Puyola i Piqué. Bardzo dobra gra w obronie poparta była również umiejętnym utrzymywaniem się przy piłce, co pozwoliło dowieść skromne prowadzenie do końca meczu. Niemniej jednak należy się pochwała dla graczy Los Blancos, którzy rozegrali dobre zawody na Camp Nou i pokazali, iż drużyna Realu Madryt nie jest tylko konstelację gwiazd, tylko jest już zgranym zespołem.
Remisy Valencii i Sevilli
Niezwykle ciekawie zapowiadał się pojedynek na Mestalla, gdzie Valencia podejmowała Mallorcę. Nietoperze ostatni raz punkty w Primera División stracili w siódmej kolejce, kiedy to bezbramkowo zremisowali na własnym stadionie z Barceloną. Później były cztery kolejne zwycięstwa (z Almeríą, Málagą, Realem Saragossa i Osasuną Pampeluna), co skutkowało czwartym miejscem z jednopunktową stratą do trzeciej Sevilli. Szóstą lokatę przed 12. kolejką hiszpańskiej ekstraklasy zajmowała Mallorca, która może pochwalić się serią sześciu wygranych z rzędu spotkań na własnym stadionie. José Carlos Araujo Nunes, kapitan Wyspiarzy, powiedział przed tym meczem: "To jest ważne i ciężkie spotkanie na trudnym terenie, ale mamy zamiar dobyć trzy punkty". Jak się później okazało, nie było to słowa rzucone na wiatr, ponieważ Mallorca wywiozła cenny remis (1:1) z Mestalla. Jeśli podopieczni Gregorio Manzano utrzymają swoją dobrą dyspozycję, to spokojnie zapewnią sobie prawo gry w Lidze Europejskiej, a nawet mogą włączyć się do walki o Ligę Mistrzów. Punkty w tej kolejce straciła niespodziewanie Sevilla, która zremisowała (2:2) na Ramon Sánchez Pizjuán z ostatnią w ligowej tabeli Málagą, która po pierwszej połowie prowadziła (2:0), jednak dwa gole Luisa Fabiano pozwoliły graczom ze stolicy Andaluzji na uratowanie remisu.
Trzecie zwycięstwo z rzędu Deportivo La Coruña
Remis Valencii skrzętnie wykorzystali gracze Deportivo La Coruña, którzy pokonali (1:0) Racing Santander i zrównali się ilością punktów w ligowej tabeli z piłkarzami Unai Emery'ego. Trzecia w ligowej tabeli nadal jest Sevilla, ale ma tylko punkt przewagi nad Valencią i Deportivo La Coruña. Szykuje się pasjonująca walka o prawo gry w Champions League w obecnym sezonie.
Marsz Villarrealu w górę ligowej tabeli zatrzymany
Wygrana (3:1) z Realem Valladolid była trzecim zwycięstwem piłkarzy Villarrealu w La Liga w obecnym sezonie, którzy dzięki temu zajmowali jedenaste miejsce w ligowej tabeli z dwunastoma punktami na koncie. Niemniej jednak, mimo fatalnego początku sezonu, aspiracje podopiecznych Ernesto Valverde są o wiele większe. Idealną okazją do wskoczenia w górne rejony tabeli był mecz ze Sportingiem Gijón, który przed tą kolejką był na siódmym miejscu. Los amarillos nie sprostali jednak temu zadaniu i polegli (0:1) na El Molinón, czym skazują się siebie na bytowanie w dolnych rejonach ligowej tabeli.
Pierwsze zwycięstwo Atlético Madryt w La Liga pod wodzą Quique Floresa
Dość ciekawie zapowiadało się ostatnie spotkanie 12. kolejki hiszpańskiej ekstraklasy pomiędzy pogrążonym w kryzysie Atlético Madryt i Espanyolem Barcelona, który ostanie ligowe zwycięstwo odniósł w siódmej kolejce, kiedy pokonał (2:1) Tenerife na własnym stadionie. Los Colchoneros odnieśli tylko jedno zwycięstwo w La Liga i to pod wodzą Abela Resino, co skutkuje okupowaniem miejsc w strefie spadkowej. Niemniej jednak jeśli zawodnicy Atlético Madryt nie chcą skazać siebie na walkę o ligowy byt, to muszą szybko zacząć wygrywać mecze, a idealną okazję to tego było spotkanie z przeciętnie grającym Espanyolem Barcelona. Piłkarze Atlético Madryt wykorzystali swoją szansę i pewnie pokonali (4:0) lokalnego rywala Barcelony na Vicente Calderón i opuścili strefę spadkową. Było to pierwsze ligowe zwycięstwo Los Colchoneros pod wodzą Quique Floresa.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (8)